poniedziałek, 26 czerwca 2017
postów: 57

"JAK ODEJŚĆ ZE ZWIĄZKU?"



Zapewne wiele osób było, jest lub będzie w podobnej sytuacji życiowej; jestem w związku już prawie 2 lata, ale nie układa się nam dobrze, w zasadzie po słowach jego krytyki mojej osoby nie wnioskuję, że będzie lepiej, skoro w momentach spięć mówi mi "spakuj się, szukaj szczęścia gdzie indziej, skoro źle Ci ze mną"; nie wiem, jak mam nabrać sił, psychicznych i fizycznych, aby stawić czoła tej sytuacji; brak mi odwagi, boję się zostać sama, mam 29 lat, musiałabym zamieszkać zupełnie sama; jestem słaba i się boję, że już nikogo nie spotkam, a Ci, co mnie kiedyś kochali, odeszli z innymi żonami. I już nikt na mnie nie czeka, mam tylko jego, ale czy warto w tym trwać.. czasem chcę, bardzo mocno, wręcz płaczę z rozpaczy, że go mam, ale z drugiej strony płaczę, bo nie jest dobrze...

Wioletta


Witaj Karolino ;)
I bardzo dobrze że nieraz zmuszasz się do jakieś aktywności,żeby wyjść do ludzi, nieraz po prostu tak trzeba,zmusić się.
Przed Tobą jeszcze kolejna ciężka próba,choroba bliskiej Ci osoby,gdzieś pewnie będziesz musiała znaleźć w sobie jeszcze trochęsił by z tym się zmierzyć,mam nadzieję że znajdziesz.Co do Twojego byłego albo ludzi z jego otoczenia to nie daj sobie wmówić poczucia winy,wyrzutów sumienia albo szantażu emocjonalnego z powodu tego że go zostawiłaś, niech zawsze się Tobie zapali czerwona lampka w głowie on albo oni będą robili to specjalnie żeby Cię zatruć.Jeszcze raz trzymaj się i wszystkiego dobrego :)

Wioletto, ty już nie masz tego faceta. i dlatego płaczesz. Juz jesteś sama. kiedy odejdziesz przynajmniej dasz sobie szansę spotkać kogoś odpowiedniego. strach jest złym doradcą. boisz się być sama. każdy się boi. ale nie boisz zmarnować sobie całego życia? jeśli teraz nie wyruszysz na poszukiwanie czegoś dobrego to kiedy? jak będziesz zmęczoną i sponiewieraną przez niego 40 - stką? nie bój się. zrób, to co czujesz, że musisz zrobić. spakuj się i odejdź. nie masz innego wyjścia. po prostu zrób to. uwierz, że tobie też należą się dobre rzeczy. kobiety znajdują fajnych facetów w kazdym wieku. ale duzo trudniej się szuka, kiedy już mieszka się z jakimś facetem i do tego takim podłym. powodzenia - Krycha

Witajcie,
przeczytałam cały temat i wszyscy świetnie doradzacie, w niektórych wypowiedziach była taka siła, że myślałam sobie "racja, to prawda, dam rade, będzie ciężko, ale będzie warto" - jaka szkoda, że to uczucie tak jak szybko przychodzi tak też szybko odchodzi....
Mam prawie 30 lat. Jestem w związku prawie 4 lata, jesteśmy już po zaręczynach, ale powoli od pewnego czasu zaczęłam sobie uświadamiać, że to nie jest ten..
Jest agresywny, wybuchowy, impulsywny... Od 2 miesięcy ma wszywkę, bo przesadził po alkoholu i chciałam odejść więc żeby mi pokazac, ze mu na mnie zależy sam postanowił się zaszyć. Nie raz robił mi po alkoholu przykre rzeczy, jak się kłócilismy, szarpał, łapał mocno za ramię, ściskał szczękę ..) ale konczylo sie na obietnicach i zapewnianiu, że już nie będzie pić... Ja go wtedy kochałam więc cały czas tkwiłam przy nadzieji, że będzie dobrze, że się zmieni... Głupia i naiwna jestem... Tak jesten, dlatego, że przed zalozeniem wszywki doszlo dobsytuacji gdzie myślałam, że mnie zabije, była kłotnia, a on wypity... Nawet nie chce o tym pisać bo to był horror... To co przeżyłam wtedy tkwi mi w głowie do dziś, obawiam się, że zrobi mi coś na trzeźwo nawet jeśli mu powiem, że odchodzę... Albo zrobi coś mi, albo sobie :( już raz jak chciałam odejść to on się przy mnie wieszał... ale zdążyłam go odciąć, nie zniesie rozstania ze mną :( ja też chyba nie zniosę razem mieszkamy, mam od niego psa, alw boję się, że mi go zabierze, że zrobi wszystko bym nie odchodziła, a ja tego psa kocham jak swoje własne dziecko bo nie mam dzieci i nie wiadomo czy bede miec :( do tego jestem od niego zależna finansowo...

Tkwie w środku największego syfu, tkwie w środku bomby atomowej, która jak wybuchnie to będzie rzeź :( boję się samotności, nie mam zbyt wielu znajomych, bo dla niego wszystko zostawilam i z miłości dla niego opuściłam miasto w którym chciałam życie sobie ułożyć... Miałam więcej kolegów jak koleżanek, ale żeby on nie był zazdrosny zerwałam z nimi kontakt. Dla niego zmieniłam swoje życie, a teraz mam to co mam. Kiedy jest między nami dobrze to ok, ale on jest nerwowy i często są kłótnie jakieś. Nie mam już sił, jestem załamana.

Boje się odejść bo boję się, że sobie nie dam rady, gdzie znajdę pracę - mam dosyć niskie poczucie wartości jesli chodzi o szukanie pracy, wydaje mi się, że do niczego się nie nadaję i że nigdzie pracy nie znajdę.

Z drugiej strony boję się o swoje życie, jak będzie wyglądało jak będę z nin dalej...

Zapomniałam się z tego wszystkiego podpisać, Wiktoria.

gość napisała:

Zapomniałam się z tego wszystkiego podpisać, Wiktoria.

Nawet jeśli odejście od tego człowieka wydaje ci się ponad siły to pomyśl sobie co tak naprawdę zyskujesz zostając z nim? Miłość, akceptację, szacunek, poczucie bezpieczeństwa czy raczej finansową zależność i poczucie, że i tak nie znajdziesz nikogo innego i niczego nie osiągniesz, więc w sumie to jakoś może razem przetrwacie? Dopóki facet ma problem z alkoholem i dopóki sobie z tym problemem nie poradzi to nie będzie dla ciebie (czy kogokolwiek innego) dobrym partnerem. To tak jakbyś na własne życzenie szła na szubienicę. Ale przynajmniej rozejrzyj się wkoło zanim wybierzesz tą szubienicę. Poszukaj możliwości, poszukaj pomocy: u rodziny, znajomych, bliskich... Zabierz psa, swoje rzeczy i zawalcz o siebie!

Kobieto odejdź. Nic się mu nie stanie - to tylko straszenie.
Warto powiadomić jego bliskich, oczywiście, by mieli go na oku i wysłali do terapeuty... ale to tyle.
On Cię szantażuje, bo potrzebuje ofiary. Sama w sobie nie jesteś dla niego istotna, skoro jest agresywny.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij