Profesor Lew Starowicz jest ostrym zawodnikiem w naszych narodowych mistrzostwach w uciszaniu kobiet za pomocą seksu. W zapowiedź swojej nowej książki wyjaśnia, dlaczego z kobietami są same problemy w seksie. Po pierwsze – za dużo mówią. Po drugie – za mało mówią. Po trzecie Lew Starowicz deklaruje, że nie ma pojęcia, o co im w ogóle chodzi. Co niestety nie powstrzymało go przed napisaniem książki pod tytułem „Czego pragną kobiety”. 

Starowicz jest uznanym od lat, doświadczonym i zaangażowanym orędownikiem wywierania presji na kobietach, żeby mężczyźni mogli objaśniać nam to, czego doświadczamy i przeżywamy bez zawracania sobie głowy, czego naprawdę chcemy i potrzebujemy. Kiedy temat schodzi na kobiety, nasz główny seksuolog w poważny i stanowczy sposób tłumaczy, że generalnie tylko jest z nami kłopot. Tak jakbyśmy były składanym kajakiem w plecaku w czasie wspinaczki na Mont Everest. Swoim nieracjonalnym zachowaniem przeszkadzamy w naturalnej męskiej rozrywce. Ale jest dla nas ratunek: posłuchać, co wolno nam robić w związku i seksie, a czego absolutnie nie, od mężczyzny, który wie od nas lepiej. 

Kobiecą rolą jest udostępnianie pochwy na życzenie i siedzenie cicho 

Autor książki „Lew Starowicz Czego pragnie kobieta”, promując swoją nową książkę, przestrzega kobiety, żeby nie słuchały nierozsądnych – jak sugeruje – podpowiedzi feministek i nie zawracały głowy mężczyznom opowiadaniem o swoich pragnieniach i potrzebach:

 „Gdyby kobiety zaczęły nagle otwarcie mówić o wszystkich swoich pragnieniach i potrzebach, u wielu mężczyzn powstałoby poczucie zagrożenia. Zwłaszcza w sferze seksualnej” – tłumaczy. – „Po co prowokować w imię feministycznego hasła: partnerstwo, mówimy prawdę i nie mamy oporów. Hasła szczytne, ale nierozsądne”. 

Czyli dowiadujemy się, że źródłem problemów w polskim łóżku jest poznawanie i komunikowanie kobiecych potrzeb, a nie jak wynika z doświadczeń kobiet, ignorowanie tego, czego my chcemy. Według autora książki więcej przemilczania, czego potrzebują kobiety, a wszystkim w Polsce, czyli mężczyznom, bo to oni się naprawdę liczą, będzie żyło się lepiej. 

Takie wypowiedzi Lew Starowicza na pierwszy rzut oka wydają się jedynie lekko trącające stęchlizną i naftaliną, ale kiedy im się przyjrzeć, są szkodliwe i krzywdzące. Mają nakłaniać nas do milczenia. Ich celem jest uciszanie kobiet, odbieranie nam głosu, sprawienie żebyśmy czuły, że nie możemy prosić o wiele w seksie. Jakby to wyrażanie naszych potrzeb, a nie ich lekceważenie, było źródłem problemów seksualnych. Pan profesor z wielką wprawą miażdży kruchą u polskich kobiet pewność siebie i swobodę w łóżku. Kobiecą rolą ma być udostępnianie pochwy na życzenie, a mówienie otwarcie o tym czego chcemy i potrzebujemy jest przedstawiane jako poważna wada. Jakbyśmy nie mogły zabrać głosu we własnej sprawie, nie urażając przy okazji niezwykle wrażliwych uczuć partnera albo nie denerwując go. Strategią Lew Starowicza na związek i seks jest milczenie kobiet. Przerażająca to koncepcja.  

O ochronie męskich katolików żyjący w strachu przed kobietami siejącymi seksualne tornado 

W dalszej części swojej wypowiedzi z okazji wydania książki „Czego pragną kobiety” profesor martwi się szokiem, jaki przeżyje praktykujący męski katolik w Polsce, uprawiający seks w jednej pozycji, którego partnerka zaproponuje erotyczny trójkąt:

„Bo jeśli ma się na przykład partnera bardzo wierzącego, praktykującego, który uznaje tylko jedną pozycję – to zaproponowanie mu trójkąta wywoła seksualne tornado”. 

A ja najbardziej w takiej sytuacji martwiłabym się losem partnerki, której doświadczenia erotyczne są skurczone do granic narzuconych przez ograniczonego i kontrolującego kochanka. 

Ale wracając do niepokojów pana profesora, chciałabym go uspokoić oraz innych zatrwożonych losem praktykujących katolików kochających się tylko w jednej pozycji, żeby pokładali więcej ufności w inteligencję i zaradność kobiet. Jeśli kobieta chce eksperymentować z seksem w trójkącie, zazwyczaj kandydatów do takich zabaw poszukuje z daleka od kościelnej ławki. Zresztą tego rodzaju kobiece poszukiwania zdarzają się stosunkowo rzadko. Bo seks w trójkącie jest raczej męską fantazją wyrosłą z oglądania zbyt dużej ilości porno, w której niezbyt wyedukowani erotycznie panowie marzą, że z dwoma kobietami będą robić to, co do tej pory z jedną, czyli w zasadzie nic, poza mechanicznym wsuwaniem penisa do pochwy. Fantazje erotyczne kobiet są bardziej zabawne i w mniejszym stopniu są powtórką monotonnych i ginekologicznych filmów dla dorosłych. 

Biedni polscy mężczyźni mają zbiorowo ciągle pod górkę w relacjach i w seksie

Seksuolog martwi się jeszcze, że biedni polscy mężczyźni mają zbiorowo ciągle pod górkę w relacjach i w seksie, bo muszą odgadywać, czego pragną ich partnerki. To nieustanne zamartwianie się profesora niedobrym zachowaniem kobiet jest odrobinę nielogiczne. Bo najpierw sam uciszał panie, bo martwił się, że swoimi pragnieniami sieją popłoch wśród mężczyzn. A potem swobodnie i bez żadnej logiki zmienia kierunek oskarżenia i obwinia kochanki, że nic nie mówią i przez to na barki partnerów przerzucają ciężar odgadywania, czego pragnie ta milcząca kobieta: 

„Kobiece pragnienia kojarzą mi się z nieokreślonością. A jednocześnie z konkretem. Mężczyzna powinien się tych pragnień domyślić. Czyli ma wiedzieć, że ona wcale nie chce analizować wierszy Herberta, tylko uprawiać z nim seks. Mężczyzna, zdaniem kobiety, powinien wiedzieć, co ona teraz chce, jakie są jej pragnienia.” 

I teraz dopiero jesteśmy głupie, bo już zupełnie nie wiadomo, czy wolno nam mówić, czy nie wolno mówić czego chcemy. 

Panie profesorze, mam dla pana prostą i sprawdzoną podpowiedź, co można zrobić, jeśli ktoś naprawdę chce wiedzieć, czego pragną kobiety. Wystarczy nas zapytać. I być gotowym potraktować poważnie to, czego chcemy i co mamy do powiedzenia. Byłoby wspaniale, gdyby opowieści o seksie nie były wyłącznie z męskiej perspektywy. W łóżku powinna zgadzać się prosta matematyka. Skoro do sypialni idą dwie dorosłe osoby, obie osoby powinny wyjść z tej sypialni zadowolone. 

Problem Lew Starowicza polega na tym, że kobiece pragnienia kojarzą mu się z nieokreślonością. Fakt, że pewne kobiety mogą potrzebować większych starań czy skupienia, żeby osiągnąć orgazm nie świadczy o tym, że jesteśmy skomplikowane. Powtarzanie, że kobiety są seksualnie i emocjonalnie skomplikowane to stara patriarchalna sztuczka. Ma służyć temu, żeby mężczyźni nie musieli okazywać nam troski ani uwagi, której potrzebujemy. Winę za brak poważnego traktowania można zrzucić na kobiety. Naprawdę łatwo jest powiedzieć: „Ona jest taka skomplikowana”. Tak jakby kobieta była labiryntem, który potrafią rozwiązać jedynie trzej mężczyźni na świecie. Dzięki temu można usprawiedliwić pozostałych mężczyzn na świecie z tego, że nie dają i nie chcą dawać nam, tego czego potrzebujemy.  

Na problemy profesora z określaniem, czego chcą kobiety mam sprawdzoną odpowiedź: kobiety są niezwykle proste, chcemy tego samego co wy, mężczyźni. Przyjemności oraz dobrego i poważnego traktowania. Kropka. 

Joanna Keszka 

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.