niedziela, 28 maja 2017

Kobieta, która lubi seks - heroizm czy wyuzdanie?

Od czasu premiery mojej książki „Grzeczna to już byłam czyli kobiecy przewodnik po seksie” najczęściej jestem pytana o to, czy się nie boję. Czy się nie boję, że zostanę odsądzona od czci i wiary, że ludzie się ode mnie odwrócą, że nikt nie będzie chciał mi ręki podać. Kobieta, która lubi seks na swoich własnych zasadach i nie boi się o tym publicznie mówić i pisać. Czy w Polsce to można nazwać heroizmem?

Powody do strachu są. Już na okładce książki jestem z wibratorem w ręku, nie wspominając o całej kolorowej sesji z gadżetami erotycznymi w środku. Zamiast wstępu, w którym mogłabym się tłumaczyć z tego, że zachciało mi się pisać taką dziwną, bo szczerą i z kobiecej perspektywy książkę o seksie, podkreślam, że to normalne i nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że jest się kobietą i seks stanowi integralną część naszego życia. Bez zakłopotania czy poczucia wstydu pozwalam sobie pisać w mojej książce: „Nazywam się Joanna Keszka. Podobnie jak ty jestem kobietą, która uprawia seks”. Idąc dalej tym bezwstydnym tropem, dzielę się swoimi doświadczeniami związanymi z seksem, które na domiar złego niewiele mają wspólnego z zaspokajaniem męskich potrzeb i fantazji, za to bardzo dużo z tym, że uważam, że moje wybory seksualne to moja sprawa i cholernie dobrze mi z tym przekonaniem.

Od samego początku książki „Grzeczna to już byłam, czyli kobiecy przewodnik po seksie” utwierdzam kobiety w przekonaniu, że my też możemy odczuwać pociąg, mieć własne potrzeby seksualne i że nie ma w tym nic złego, czy wstydliwego. I stąd tak wiele osób traktuje moją książkę wraz z zawartymi w niej bezczelnie pro-kobiecymi i na dodatek osobistymi deklaracjami jako dowód mojego bohaterstwa z kategorii tego graniczącego niemal z szaleńczą brawurą. Rozumiem ten niepokój. Bo czy w naszym kraju otwarta kobieca seksualność to powód do dumy i radości?

Oczywiście, że nie. U nas w Polsce kobiety straszy się seksem. Seks dla kobiety musi łączyć się z przykrością, z niebezpieczeństwem i brakiem kontroli: że sprowadza na złą drogę, naraża na złą opinię, że eksperymentując ze swoją seksualnością ryzykujemy, że zostaniemy porzucone w ciąży, albo wykorzystane, albo zgwałcone, a na pewno odrzucone przez porządnych ludzi i odpowiednich mężczyzn, którzy nie będą chcieli się z nami zadawać. Seks powinien kobiecie kojarzyć się z czymś strasznym i problematycznym. Takie straszenia ma głębszy sens. Ma oswajać kobiety z tym, że nie dla nas radość i przyjemność z seksu, że wykorzystywanie seksualne i sprowadzanie kobiecego ciała do roli otworu służącego do zaspokajania potrzeb mężczyzn to coś, przed czym nie ma ucieczki. Bo domena seksu ma należeć do mężczyzn. Kobiety mogą w niej istnieć pod warunkiem, że okiełznają swoje żądze, dostosowując się do pragnień mężczyzn i podporządkowując się im. Czy zauważyliście, że w polskich rozmowach na temat seksu nie ma porad dla mężczyzn, którzy chcieliby nauczyć się kochać kobietę, nie ma też żadnych kobiet, które miałyby o sobie tak wysokie mniemanie, jak mają o mężczyznach. Na dodatek, jeśli chodzi o seks i miłość, piłeczka jest po stronie kobiet: to one muszą podejmować wysiłki , żeby dopasować się do chimerycznych albo wręcz nieprzyzwoicie niewyszukanych potrzeb i fantazji mężczyzn. Są skazane, żeby zabiegać o ich akceptację i uwagę, bez zastanawiania się i odkrywania, czego one same naprawdę, naprawdę pragną i potrzebują. Kobiety wciąż doświadczają seksu reglamentowanego według męskich potrzeb i dla uciechy swoich partnerów. Strach przed utratą reputacji, przed odrzuceniem, przed tym, że nikt nas nie będzie szanował i się z nami liczył, jeśli pozwolimy sobie na wyrażanie swojej seksualności to ogromna siła, która trzyma w ryzach miliony kobiet.

A ja uważam, że już czas, żeby pozwolić kobietom poszukiwać seksualnej (oraz każdej innej) przyjemności, która zbyt długo była nieobecna w ich życiu lub została utracona po drodze. Już pora przestać wykorzystywać seksualność do zawstydzania i straszenia. Napisałam książkę „Grzeczna to już byłam, czyli kobiecy przewodnik po seksie”, bo chcę uwolnienia kobiety z poczucia winy, tylko dlatego że chcemy czegoś więcej dla siebie: dobrego traktowania, szacunku, a czasami po prostu większej swobody, dobrej zabawy i odrobiny szaleństwa w łóżku. Nie daję sobie wciskać kłamstw i wam też nie radzę, że seksualność to coś wstydliwego, niesmacznego, niebezpiecznego, czy perwersyjnego. Mamy prawo głośno artykułować swoje potrzeby, czuć się pewnie w sytuacjach erotycznych i móc swobodnie wyrażać swoje uczucia. Dlaczego kobieta ma wiecznie zamartwiać się tym, co myślą o niej mężczyźni? Czy oboje partnerzy seksualni nie powinni myśleć o potrzebach i pragnieniach drugiej osoby?

Jeżeli to wszystko, o czym piszę i mówię, jest obleśne czy nienormalne, to wolę zostać uznana za perwersyjną maniaczkę, niż siedzieć cicho i słuchać jak kolejni panowie, najlepsi specjaliści od wszelkich spraw kobiecych, będą wiedzieć lepiej ode mnie, czego mi potrzeba.

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij