wtorek, 25 kwietnia 2017

Sprawa kapelusza, kobiecego życia i śmierci

Bądźmy wierne swojej instynktownej psychice, podążajmy za swoimi pragnieniami i brońmy tego, co nam służy, w co wierzymy i czego chciałybyśmy w życiu spróbować.

Wiecie, co moim zdaniem najgorsze jest dla kobiet? Utwierdzanie ich na każdym kroku, że ich własne pragnienia i potrzeby są nieważne, głupie, śmieszne i zbędne. Kobieta „godna pochwały” to wciąż taka, która potrafi zacisnąć zęby, podkasać rękawy i bez narzekania zaspokajać i obsługiwać innych. „Ile słoików zrobiłaś na zimę?”  Kobiety są przyzwyczajone do tego, żeby na takie pytania z dumą odpowiadać: „Sto! I to z ręcznie kaligrafowanymi karteczkami na każdym pojemniku!”. A ile snu, odpoczynku, czasu dla siebie przez to straciłaś? A ile takich słoików zrobił twój mąż? I czy ktoś ci za to podziękował? Czy naprawdę robienie słoików to było to, czego najbardziej w tym momencie swojego życia potrzebowałaś?

Ja akurat nie robię żadnych słoików, z zasady. Szkoda mojego życia. To, że uwolniłam się od przetworów, nie oznacza wcale, że jestem już taka świadoma własnych potrzeb i potrafię bez problemów zaspokajać głód swojej duszy, zamiast szykować jedzenie ludziom, którzy sami bez problemu mogliby to jedzenie sobie przygotować.

Ostatnio mam problem z samotnym, długim spacerem. Ale zanim o nim opowiem, przedstawię wam fragment wspaniałej książki „Biegnąca z wilkami”, który skłonił mnie do napisania tego tekstu:

Pewna kobieta, z którą pracowałam, inteligentna i utalentowana, opowiadała mi o swojej babci ze Środkowego Zachodu. Według babci najlepszą rozrywką było pojechać pociągiem do Chicago, założyć wielki kapelusz i, spacerując po Michigan Avenue, oglądać wystawy i zadawać szyku w roli eleganckiej damy. Z konieczności, czy zrządzeniem losu, wyszła za mąż za farmera. Osiedli wśród bezmiaru pól pszenicznych, gdzie zaczęła usychać i więdnąć w schludnym małym wiejskim domku, dużym w sam raz dla niej, dzieci i męża, jak Pan Bóg przykazał. Nie miała już czasu na tamto „frywolne” życie, które kiedyś wiodła. Miała za dużo dzieci, za dużo „babskich zajęć”.

Pewnego dnia, wiele lat później, wyszorowawszy uprzednio podłogę w kuchni i w salonie, założyła woja najlepszą jedwabną bluzkę, zapięła długą spódnicę, a na głowę włożyła ogromny kapelusz. Przystawiła sobie strzelbę do ust i pociągnęła za spust.

Głód duszy może przyprawić kobietę o nieznośne cierpienia. Przejmującą historie. Niemalże można usłyszeć głosy różnych osób przekonywujące tę kobietę, że spacer po obcym mieście w wielkim kapeluszu to głupota, starta czasu i zbędna fanaberia. Która z nas nie była zachęcana do dokonywania w życiu wyborów sprzecznych z tym, czego naprawdę potrzebowałyśmy i pragnęłyśmy? W imię bycia odpowiedzialną, rozsądną, albo godną pochwały kobietą, żoną i matką, każdego dnia jesteśmy zachęcane do rezygnowania z pomysłów, które są bliskie naszemu sercu. Siedzimy w zawodach, które wybrali dla nas nasi rodzice, realizujemy ich niespełnione ambicje, przeprowadzamy się dla męża zostawiając za sobą przyjaciół, bliskie miejsca i dobrą pracę, rezygnujemy z życia takiego, o jakim marzymy, podporządkowując się w kluczowych kwestiach decyzjom i wyborom partnera.

Nie zawsze rezygnowanie z siebie objawia się w sprawach wielkich. Czasami może chodzić o pomalowanie mieszkanie na pomarańczowo, albo wyjazd na wymarzone wakacje, albo zapisanie się na kurs lepienia w glinie, albo przemeblowanie mieszkania, albo kupno ukochanych butów. Ja od wielu miesięcy nie mogę wybrać się na długi, samotny spacer w parku. Taki spacer „chodzi za mną” już od dłuższego czasu. Widzę go w wyobraźni, pragnę, marzę o nim i potrzebuję go. Co z tego, skoro od kilku miesięcy tak się składa, że nie udało mi się tego zrobić. Dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze są sprawy „ważniejsze”. Nawet dwa razy już się wybrałam, ale „po drodze” musiałam załatwić kilka spraw, które się przedłużyły i znowu z długiego, samotnego spaceru nic nie wyszło. Niby nic wielkiego, głupi spacer, da się bez niego żyć i jak widać, ja jakoś żyję. Po prostu, tak jak to się dzieje od zawsze to, co mogłoby posłużyć mi i tylko mi, znalazło się na szarym końcu.

Pomyślałam, że to nie ma sensu. Trzeba planować i organizować swoje życie tak, żeby nie tylko innym, ale nam też było w nim dobrze. Kiedy pozwolimy sobie na pójście za głosem własnych potrzeb, nigdy nie wiadomo, dokąd nas te nowe ścieżki poprowadzą. Może się okazać, że na takim spacerze tylko zmarznę, ale może też być tak, że nabiorę wiatru w żagle i przeżyję intensywniejsze emocje niż daje wypicie 10 espresso. Nie będę wiedziała, dopóki nie dam sobie pozwolenia na robienie rzeczy ważnych z mojego własnego punktu widzenia. Tylko przełamując utarte schematy dajemy sobie szansę na odkrycie swojej własnej istoty. Im mocniej inne osoby utwierdzają cię w przekonaniu, ze dobrze jest tłuc kotlety i robić kompoty, tym intensywniej zastanawiajmy się, czy to jest to, czego w danym momencie najbardziej pragniemy. Jeżeli ktoś kocha kotlety, to niech sobie je tłucze sam, a ja wreszcie wybiorę się na ten cholernie długo odkładany spacer.

I na koniec jeszcze jeden cytat z „Biegnącej z wilkami”:

„Jeśli kobieta nie spojrzy wprost na własną martwotę i rzeź dokonaną w psychice, to zostanie uległa wobec rozkazów drapieżcy.”

Dlatego bądźmy wierne swojej instynktownej psychice, podążajmy za swoimi pragnieniami i brońmy, tego co nam służy, w co wierzymy i czego chciałybyśmy w życiu spróbować.

Joanna Keszka

Historia o kobiecie, jej mężczyźnie, jej wibratorze i Tajemniczym Głosie

Opowiem wam dzisiaj historię o kobiecie, jej mężczyźnie, jej wibratorze i Tajemniczym Głosie.

Nie tak dawno temu, a nawet całkiem niedawno, była sobie kobieta. Miała pracę, była w stałym związku z tym samym partnerem od 5 lat i nie miała orgazmów. Wreszcie pewnego dnia kupiła sobie piękny wibrator. Polubiła swój nowy wibrujący pro-kobiecy gadżet i w zaciszu swojej sypialni odkrywała, jak jej ciało reaguje na nowe doznania, na wibracje i pieszczoty. Przeżyła swój pierwszy w życiu orgazm i podobała jej się spontaniczność i dzikość, jaką w sobie odkryła. Jednak bała się opowiedzieć o swoich doświadczeniach partnerowi. Trzymała swój sekret głęboko ukryty w szufladzie ze skarpetkami.
Pewnej nocy długo nie mogła zasnąć. Kiedy wreszcie zapadła w sen, usłyszała Tajemniczy Głos: ”Powiedz swojemu chłopakowi, że kupiłaś wibrator. Jeśli to go zasmuci albo zaniepokoi, wytłumacz mu, że niektóre kobiety mogą przeżyć przyjemność dzięki mocnej stymulacji, którą może zapewnić tylko wibrator. I nadal twój mężczyzna będzie najlepszym kandydatem do zapewnienia ci orgazmów, wystarczy, że weźmie wibrator w swoje ręce. A jeśli będzie wolał dopieszczanie swoich kompleksów lęków i niepokojów od dopieszczania twojej łechtaczki, to może pora do nowego wibratora i nowych orgazmów dodać także nowego chłopaka.”

Jak wam się podoba ta historia i jaki waszym zdaniem może być jej dalszy ciąg?

Joanna Keszka

Ile wibratorów można mieć w jednej damskiej torebce

Największą zaletą tegorocznego września w moim życiu jest fakt, że się nie nudzę. Największą wadą ostatnich tygodni jest to, że… się nie nudzę.

To było pod koniec zeszłego tygodnia. Przygotowywałam właśnie prezentację na sobotnie spotkanie we Wrocławiu. Moje występienie miało rozpocząć spotkanie inicjatyw i sklepów internetowych związanych z seksualnością - ShopCamp. Układając slajdy do Wrocławia, dostałam wiadomość od znajomej, że agencja PR On Board pod patronatem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego rozpowszechnia bzdurne i krzywdzące informacje na temat seksualności. Według tych informacji Polki mają trzymać buzię na kłódkę i nie rozmawiać o swoich doświadczeniach seksualnych, bo to źle działa na polskich mężczyzn.

Bardzo się wzruszyłam taką daleko posuniętą troską autorów lub autorek tej wiadomości prasowej o kondycję polskich związków. Szkoda, że jeszcze nie dodały, że dla zadowolenia mężczyzn kobiety powinny też ograniczyć ilość snu do niezbędnego minimum i zaoszczędzony w ten sposób czas poświęcić na opieranie, dokarmianie i dbanie o swoich panów. Kobiety powinny też na zawołanie robić panom laski, nigdy nie narzekać i nie chcieć dla siebie niczego w zamian. Nie wiem doprawdy, dlaczego to wszystko zostało pominięte w „badaniach”, bo przecież jak wiadomo to też wpływa pozytywnie na relacje z mężczyznami w naszym kraju. Oczywiście, że są faceci, którzy boją się samodzielnych kobiet, które chcą cieszyć się swoją seksualnością. Tylko po co z takimi partnerami marnować sobie życie? Odłożyłam przygotowywanie prezentacji do Wrocławia na bok, po kilku kawach i jednej niedospanej nocy miałam tekst na temat wzmacniania i propagowania krzywdzących stereotypów: „Polscy seksuolodzy, którzy nie lubią kobiet”.

Weekend też był pracowity. W sobotę spakowałam do torby (dokończoną) prezentację i 3 ulubione wibratory, które chciałam pokazać na ShopCampie we Wrocławiu. Na lotnisku w Warszawie moja wypełniona gadżetami torebka przeszła bez problemów przez kontrolę bagażową. To miło, że nikomu nie przeszkadzał bagaż wypełniony wibratorami.

W czasie spotkania we Wrocławiu opowiadałam o swoich dotychczasowych osiągnięciach oraz o planach na przyszłość – a mam ich całkiem sporo. Z kilku wystąpień, które (oprócz mojego) miały jeszcze miejsce, mam w pamięci pana ze szkoły uwodzenia, który przekonywał, że zna technikę zaspokojenia seksualnego Każdej Kobiety. Musicie przyznać, że wobec takiej deklaracji nie można przejść obojętnie. Niestety, kiedy próbowałam zdobyć więcej szczegółów na temat tej wielce obiecującej techniki seksualnej, dowiedziałam się tylko tyle, że trzeba się rozebrać (cóż za niespodzianka). Moim zdaniem pożądanie to złożona sprawa, a ludzie są różni. Zamiast szukać sposobów na „każdą kobietę”, czy „każdego faceta”, lepiej wziąć sprawy w swoje ręce i poszukać odpowiedzi na pytanie „co mi sprawia przyjemność”, bo w tej dziedzinie mamy największe szanse stać się ekspertkami lub ekspertkami, a potem tą bezcenną wiedzą podzielić się z partnerem lub partnerką i w ten sposób wyposażyć jego/ją w technikę „zabawiania mnie”.

Muszę jednak przyznać, że jedną z podpowiedzi pana ze szkoły uwodzenia uznałam za cenną. Otóż przypomniał o tym, żeby w czasie kontaktów nie starać się wypaść zbyt dobrze. Przypomniała mi się stara prawda, że perfekcjonizm karmi się strachem przed popełnieniem błędu. Im bardziej perfekcyjnie staramy się wypaść, tym bardziej rośnie nasz strach. W ten sposób zamiast dobrze się bawić, stajemy się niepotrzebnie spięci i zdenerwowani. Za każdym razem, kiedy chcecie wywrzeć na kimś specjalne wrażenie, wyobraźcie sobie, że rozmawiacie z dobrą kumpelą i zachowujcie się tak, jak to robicie w jej towarzystwie. Mówiąc wprost – bądźmy naturalne i nie starajmy się za bardzo wypaść idealnie, a będzie dobrze. I tu muszę się z panem ze szkoły uwodzenia zgodzić.

W drodze powrotnej na wrocławskim lotnisku moja torba z wibratorami została jednak zatrzymana w czasie kontroli bagażowej. Na pytanie, co to za urządzenia, odpowiedziałam zgodnie z prawdą: moje 3 wibratory. Torba została prześwietlona jeszcze 2 razy. Jak widać na lotnisku we Wrocławiu bardziej podejrzliwie podchodzi się do gadżetów erotycznych niż w Warszawie. Jednak nie mogę narzekać. W końcu i ja i moje wibratory dotarliśmy spokojnie i bezpiecznie na miejsce, żeby sprostać nowym zadaniom.

A wam jak minął tydzień?

Joanna

Sekrety testerki gadżetów erotycznych

Pożądanie to złożona sprawa, a ludzie są różnie, więc szkoda czasu na zawracanie sobie głowy zastanawianiem się, co robią, albo czego nie robią inni. Chodzi o to, żeby nam samym seks kojarzył się z przyjemnością!

Przez ostatnie 14 dni byłam każdego dnia w butiku LoveStore Barbarella.pl w Warszawie. Te 2 tygodnie minęły mi jak jeden dzień, bo spotkałam w butiku masę otwartych, uśmiechniętych, sympatycznych ludzi. Pozdrawiam wszystkie panie, które wybierały sobie do wakacyjnych walizek małe podręczne wibratory, jak i pary, które wzięły ze sobą olejki, opaski i puszki do pieszczot do wspólnych letnich zabaw. Życzę także wiele szczęścia przyszłym pannom młodym, które rozpoczną w sierpniu nową drogę życia, zaopatrzone w porządne wibratory łechtaczkowe w ślubnym białym kolorze. Nic tak mocno ludzi nie łączy jak radosny seks, w którym jest miejsce na potrzeby i marzenia erotyczne obu stron.

Joanna Keszka, LoveStore Barbarella.pl, ul Marszałkowska 85, WarszawaJoanna Keszka, LoveStore Barbarella.pl, ul Marszałkowska 85, Warszawa

Spotkania, rozmowy z wami i dużo czasu spędzonego w butiku skłoniły mnie do zebrania kilku refleksji na temat naszej seksualności. Mogą wydawać się od „sasa do lasa”, ale przyświeca im wspólna idea, że pożądanie to złożona sprawa, a ludzie są różnie, więc szkoda czasu na zawracanie sobie głowy zastanawianiem się, co robią, albo czego nie robią inni. Chodzi o to, żeby nam samym seks kojarzył się z przyjemnością!:

1. Seks to gra zespołowa. Do radosnego, przyjemnego, wspólnego i wypełnionego szacunkiem seksu zbliża nas traktowanie seksualnych doświadczeń jako współpracy a nie współzawodnictwa. Solo seks (zwany tez masturbacją) włóżmy do oddzielnej kategorii (co nie znaczy gorszej). Pozostałe zabawy w łóżku polegają na tym, że wspólnie z drugą osobą decydujemy się w wyjątkowo przyjemny sposób spędzić czas. Chodzi o to, żeby zrozumieć naszego partnera czy partnerkę, zaakceptować go (ją) i bazując na tym, dobrze się bawić. Tutaj nie powinniśmy się starać, żeby komuś coś udowadniać. W seksie powinniśmy działać jak w zespole jazzowym: jest miejsce na improwizacje, ale chodzi o to, żeby wyszła fajna wspólna melodia.

2. Nie analizuję, więc szczytuję. Kiedy w czasie miłosnych igraszek po głowie galopują nam myśli w stylu: on nie jest zachwycony..., chyba się zmęczył..., muszę się skoncentrować..., powinnam się postarać..., czy to jest normalne..., czy ze mną jest wszystko w porządku?.., to można zapomnieć o przyjemności. Nie myślmy, tylko czujmy. Kiedy w grę wchodzi seks, zamiast analizować i zastanawiać się, przestawiajmy się na odbieranie wyjątkowych, zmysłowych doznań, których dostarcza nam nasze ciało.

3. Zaplanowany seks może być dużo bardziej podniecający od „spontanicznego”. Przygotowywanie się do seksu jako gra wstępna. Pomyślcie o tym.

4. Tak, możesz mieć orgazm na własną rękę, także w czasie zabawy z partnerem. Dopieszczanie się w sposób, który niezawodnie doprowadza nam do orgazmu, to nie tylko nic złego, ale także coś wielce pożądanego. On ma mieć orgazm, z tobie ma wystarczyć satysfakcja z tego, że jemu było dobrze? Coś tu nie gra. Śmiało weź sprawy w swoje ręce, albo weź w rękę porządny wibrator.

5. Czasami tym, czego najbardziej pragnie twoje ciało, jest sen. Jeżeli nie zawsze czujecie się na siłach, żeby kochać się, to nie oznacza, że wasz związek znalazł się właśnie na równi pochyłej. Zazwyczaj to oznacza, że macie dzieci, męczącą pracę albo potrzebujecie trochę spokoju. Po prostu idźcie się porządnie wyspać.

6. Ale czasami „po prostu zróbmy to” działa doskonale. Jeśli będziemy czekać, aż „pożądanie zaleje nas jak gorąca lawa, a sam jego zapach będzie rozpalał nasze ciało do czerwoności”, to...możemy się nie doczekać. Ale jeśli podejmiesz kobiecą decyzję, ze dzisiaj po prostu zrobisz to, to twoje ciało (i pożądanie) podążą za tym.

7. Mocne mięśnie Kegla to podstawa. Wyćwiczone mięśnie Kegla zwielokrotniają intensywność naszych orgazmów. Używamy kulek gejszy, ściskajmy i rozluźniajmy codziennie. Mięśnie Kegla w dobrej kondycji to lepszy seks dla wszystkich kobiet!

8. Twoja pochwa wygląda dokładnie tak, jak powinna. Każda cipka jest inna, każda jest perfekcyjnie wspaniała.

9. Seks z wiekiem staje się coraz lepszy. Praktyka czynie mistrzynie. Przyszłość wygląda kusząco.

Joanna Keszka

Wibratory śmigały w czasie Euro

Ogłaszam zwycięzcę w pojedynku wibratory kontra mecze: otóż Euro się skończyło, a wibratory nadal sprawiają nam przyjemność!

Nasza akcja „Wibratory kontra mecze” zaczęła się w butiku LoveStore w Warszawie od inauguracyjnej sesji zdjęciowej z wibratorami w dłoniach, żeby nikt nie miał wątpliwości, na kogo stawiała w czerwcu Barbarella.pl. Jesteśmy wiernymi fankami pro-kobiecych gadżetów erotycznych, z którymi można dobrze się bawić równie dobrze w czasie mistrzostw, jak i po.


Dziewczyny i wibrujący przyjaciele, od lewej: Magdalena z Iris, Krystyna z Form 2 oraz Joanna Keszka z Delightem


Joanna Keszka z Delightem w naszych barwach narodowych

Kobieca perspektywa na seks w Warszawie i w Łodzi

W czasie czerwcowej akcji "Wibratory kontra mecze" poprowadziłam cztery spotkania dla kobiet: dwa w Warszawie w butiku LoveStore.Barbarella.pl oraz dwa w Łodzi podczas targów „Kobieta w wielkim mieście”. Przez trzy dni Targów na stoisku Barbarella.pl spotykałam się z kobietami i odpowiadałam na ich pytania. Do tego Barbarella.pl była patronem medialnym Targów „Kobieta w wielkim mieście”. Niezły maraton, ale dzięki pozytywnym reakcjom osób, które przychodziły na moje spotkania, a także dzięki litrom kawy, dałam radę i jeszcze świetnie się z wami bawiłam.

Joanna Keszka, Barbarella.pl - podczas targów Kobieta w Wielkim Mieście
foto: Agnieszka Żołnierek | obiektywem.com.pl

Joanna Keszka, Barbarella.pl - podczas targów Kobieta w Wielkim Mieście
foto: Agnieszka Żołnierek | obiektywem.com.pl

Za każdym razem kiedy przygotowuję się do poprowadzenia spotkania na temat kobiecej seksualności, mam dylemat, które tematy wybrać, które wątki rozwinąć. Jest tyle informacji którymi chciałabym się podzielić, jednak podejrzewam, że nikt nie miałby ochoty spędzić ze mną 12 godzin w sali, więc muszę wybierać. Dlatego podczas czerwcowych spotkań  skupiłam się na tym, ile radości może mieć każda kobieta z przyjaźni z wibratorem oraz już tradycyjnie na korzyściach seksualnych i zdrowotnych z używania Kulek Gejszy i regularnych ćwiczeń mięśni Kegla. Namawiałam was gorąco, żebyście nie poświęcały swojej przyjemności w łóżku, tylko żebyście dały sobie prawo do podążania za swoimi pragnieniami. Żebyście śmiało i z uśmiechem podchodziły do zaprzyjaźniania się ze swoją seksualnością. Masturbacja, zabawki erotyczne, igraszki i przebieranki są po to, żeby cieszyć się swoją seksualnością i być dumną z tego, kim się jest i jak się wygląda. W seksie nie chodzi o ciężka pracę, tylko o przyjemność: zwykłą, ludzką, zdrową, radosną przyjemność. Seks jest ważny, bo dobrze nam robi.

Na spotkaniach było dużo śmiechu i dużo uśmiechów. Relacje i zdjęcia z moich spotkań pojawiły się w łodzkiej gazeta.pl: "Seks z kobiecej perspektywy" (zobacz galerię zdjęć!) oraz w Expressie Ilustrowanym: "Do czego służą kulki gejszy
?". A także czujemy się wyróżnieni, ponieważ zasłużyliśmy sobie na uwagę najbardziej opiniotwórczego medium w Polsce: Radio Maryja!

Od samych uczestniczek miałam przyjemność wysłuchać wielu ciepłych słów, zarówno w Warszawie, jak i w Łodzi. To jest super, dzięki temu mam ochotę wstawać rano i od nowa wbijać do głowy wszystkim twardogłowym w naszym kraju, że kobiety też mogą lubić seks i też zasługują na dobre rzeczy w łóżku. W naszym kraju tematowi seksu towarzyszy poczuciem wstydu, winy i grzechu. Kobiety wciąż mają służyć przede wszystkim do zaspokajania męskich potrzeb i fantazji. Polki znają wiele technik seksualnych, tylko nie bardzo wiedzą, co zrobić, żeby mieć satysfakcję z seksu.

... and last but not least

Dziękuję też wróżce z Łodzi za dobrą wróżbę, według której wibratory dla kobiet będą w naszym kraju tak popularne jak świeże bułeczki, a LoveStore’ów będzie tak dużo jak piekarni. Trzymam kciuki żeby przepowiednia się sprawdziła, bo same musicie przyznać, że to piękna wizja.

Joanna Keszka

Chciałybyście wziąć udział w fotoreportażu o LoveStore?

Dzisiaj (środa, 6 czerwca) o 15.30 do butiku LoveStore w Warszawie przybędzie fotograf z agencji prasowej. Będziemy robić fotoreportaż o LoveStore. Chciałabym, żeby to była zabawna, radosna sesja zdjęciowa, pełna uśmiechu i dobrej energii. I dlatego potrzebuje waszego wsparcia. Potrzebuję matek z córkami, samych matek, karmiących matek i (jedzących) córek, po prostu dziewczyn i kobiet w każdym wieku, które mogłyby pojawić się na zdjęciach razem ze mną. Im nas będzie więcej, tym będzie ciekawiej i zabawniej. Mamy okazję pokazać światu, że Polki (o zgrozo!) też mogą lubić radosny, zabawny seks. Kto może, niech pomoże. Na gotowe do wsparcia mnie w czasie fotoreportażu, będzie czekał mój serdeczny uścisk i 15 % rabatu na wszystkie gadżety w butiku.

Jak zapewne wiecie, LoveStore.Barbarella.pl to w Polsce butik z gadżetami erotycznymi dla kobiet i dla par. Zebrałam w nim zmysłowe zabawki, które stoją po stronie kobiet: przyznają nam prawo do przyjemności. Przyświeca mi wiara w to, że kiedy kobieta dobrze czuje się ze swoim ciałem i swoja seksualnością, jej partner czy partnerka tylko na tym korzystają. Nie tylko oferuję gadżety, dzielę się też w butiku wiedzą na temat tego, jak bardziej cieszyć się seksem, bo uważam, że dążenie do orgazmów wyzwala kobiety. Pozwala nam zauważać także swoje potrzeby, skupiać się na tym, co jest dla nas przyjemne i dobre. Marzy mi się, że pewnego pięknego dnia seks w naszym kraju przestanie kojarzyć się z z poczuciem wstydu, winy i z obowiązkiem małżeńskim, a zacznie z radością, zabawą i z okazja do budowania intymnej więzi w związku.

Jeżeli macie jakieś pytania, dzwońcie pod butikowy numer: 797.409.330

Do zobaczenia

Joanna

Dobrze jest wymieniać się tym, co mamy najlepszego

Na Dniach Cipki, w których niedawno brałam udział, dałam artystce Edi Łukawskiej wibrator, a w zamian otrzymałam piękny, kolorowy, namalowany przez nią, obraz cipki. To była jedna z bardziej udanych transakcji w moim życiu.

Joanna Keszka - Barbarella.pl - Najseksowniejszy portal dla kobiet

Wiele wieków temu kobiece waginy były utożsamiane z mocą, z potęgą, z dumą i źródłem życia. Niestety te czasy dawno minęły. W XXI wieku obnażone narządy płciowe łączy się najczęściej z pornografią – to obraz negatywny, kojarzony ze wstydem. Propagowana przez mężczyzn i dla mężczyzn pornografia nie ma nic wspólnego z naturalnym pięknem wagin. Tak samo, jak niewiele z nim wspólnego mają cipki po operacjach plastycznych, które nie są symbolem kobiecości, ale jej karykaturą.

Dlatego z tak wielką radością weszłam w posiadanie tego pięknego obrazka cipki. Za każdym razem, kiedy na niego patrzę nie tylko nie wstydzę się tego, co mam między nogami, ale jestem z tego dumna i myślę o tym, kiedy będę miała najbliższą okazję, żeby cieszyć się przyjaźnią z moją waginą. To wspaniałe, radosne uczucie. Zastanawiam się teraz gdzie umieścić teraz ten kolorowy portret optymistycznej cipki.

A wy gdzie byście powiesiły taki obrazek?

Joanna

O kobietach, które nigdy nie mają dość rozmów o seksie

Lubię seks. Kojarzy mi się z przyjemnością, z intymnością, z wolnością. Konsekwnecją mojego podejścia do tematu jest to, że lubię też o seksie rozmawiać: dzielić się swoimi pomysłami i słuchać, co ciekawego na temat tego, co można odkryć w łóżku mają do powiedzenia inni. Odkąd zaczęłam zaprzyjaźniać się ze swoją seksualnościa, odkryłam, że seks to temat rzeka. Jest jeszcze tyle rzeczy do wypróbowania, tak dużo emocji do przetestowania. Nigdy nie byłam jeszcze wszechwładną dominą, może to pozostanie tylko w sferze moich fantazji, a może ktoregoś dnia... Klapsy to też sztuka, na którą dopiero się otwieram. Zaczyna się sezon na truskawki i ja już kombinuję, jak włączyć te wspaniałe owoce do moich seksualnych doświadczeń. Seks to zabawa, wspaniale jest powygłupiać się w łóżku.

Czasami kiedy zaczynam opowiadać o moim zaciekawieniu sferą seksualną, zdarza się, że słyszę zarzut, że „Ciągle tylko seks i seks, a przecież już wszystko na ten temat zostało powiedziane”. Może muszę kupić sobie aparat słuchowy i mocniejsze szkła kontaktowe, bo ja nie widzę i nie słyszę, żeby wszyscy wokół rozmawiali o seksie (a szkoda, bo otwarta rozmowa to świetny wstęp do udanego seksu). To czego jest dużo w filmach, reklamach i magazynach, to młodociane, wychudzone modelki sugerujące, że mogą mieć ochotę na seks zawsze i w każdych warunkach. Tylko, że jest to przekaz tak samo prawdziwy jak informacja o tym, że pożyczka w Providencie może pomóc ci w trudnej sytuacji finansowej.

Ja nie widzę w mediach informacji na temat seksu kobiet w wieku 40, 50, czy 60 lat +. Nie zauważyłam, żeby podkreślano, jak duże znaczenie dla budowania intymnej bliskości w związku ma radosny seks. Nie widzę podpowiedzi zabaw i gier erotycznych, które pomagają otwierać się na potrzeby obu stron. Nie słyszałam, żeby kobiety były namawiane do eksperymentowania w sypialni i do okrywania tego, co jest dla nich dobre. Wciąż promuje się kobiecość skorojoną na miarę męskich fantazji. Kobieta ma być młoda, zawsze chętna do seksu z partnerem i omdlewająca pod wpływem samej penetracji. Co to ma wspólnego z rzeczywistością? Nic. Tylko wywołuje w nas kobietach poczucie winy, że znowu nie udało nam się sprostać kolejnym męskim fantazjom na temat kobiecości.

Więc kiedy słyszę kobiety, które mówią, że seks to przereklamowany temat, podejrzewam, że sparzyły się na dostosowywaniu swoich potrzeb do męskich fantazji. I bardzo dobrze, że mają tego dość, bo to ślepa uliczka, która prowadzi prosto do tego, że seksualność kojarzy się tylko i wyłacznie z rozczarowaniem, zamiast z radością i budowaniem intymnej więzi w związku. Tylko, że zamiast odcinać się od seksu w ogóle (co jest niemożliwe, bo czy nam się to pdoba, czy nie, wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi), lepiej skupić się na odkrywaniu tego, co jest dla nas kobiet dobre, co nam sprawia przyjemność, na co my same mamy ochotę.

Świadome swojego prawa do przyjemności, będziemy wybierały sobie takich partnerów, których interesują także nasze potrzeby, którzy razem z nami będą chcieli wypróbowywać rzeczy odmienne, nowe, którzy nie będą oczekiwali od nas wyłącznie zaspokajania ich potrzeb, ale z radością zajmą się realizacją również naszych, kobiecych pragnień. Nie wypierajmy się więc swoich kobiecych pragnień i zamiast uciekać przed seksem, odróżniajmy seksualność skrojoną na miarę męskich fantazji, od tej która służy obu stronom w związku. Kiedy kobieta uwierzy w swoje prawo do dobrego jej traktowania i do udanego i radosnego seksu, wtedy nigdy nie ma dość tematu seksu :).

Joanna Keszka

Majówka nad rozlewiskiem, czyli jaka jest szansa, że spotkasz faceta, który będzie wiedział, jak ciebie zaspokoić


Ellen von Unwerth lingerie photoshoot

No to długi weekend mamy zaliczony, można spokojnie wrócić do pracy. Moją majówkę zaliczam do udanych: słońce, jezioro, las, był czas na sen i ochota na seks. Czegóż można chcieć więcej?

W czasie weekendowych wędrówek po Polsce wpadały mi też w ręce różne książki. Miedzy innymi spędziłam jeden wieczór z książką pod tytułem „Dom nad rozlewiskiem”. Tytuł dosyć znany, bo nawet serial w telewizji powstał na podstawie tej historii. Ja szanuję dobre czytadła i nie uważam, że każda książka musi przewietrzać światopogląd i zmuszać do rewizji poglądów na człowieka i kosmos. Czasem dobrze jest poczytać po prostu o tym, że ktoś traci pracę, ale po chwilowej traumie odnajduje jeszcze lepszy pomysł na życie, pieniądze i seks. Nie przeczytałam całej książki. Zatrzymałam się na opisie romansu z pracy, kiedy to nasza bohaterka ląduje w ramionach sympatycznego kolegi z biura i on wie, jak ją dotykać, pieścić, całować i w ogóle o jej ciele wie wszystko. Taaak, szczęśliwe zbiegi okoliczności się zdarzają, jednak zdając się tylko na nie, mamy szanse na udany seks mniej więcej takie, jak na zobaczenie papieża w barze z karaoke. I to był koniec mojej przygody z lekturą „Dom nad rozlewiskiem”.

Uważam, że dużo lepszym sposobem od „szczęśliwego trafienia na mężczyznę, który wie, jak zaspokoić kobietę”, jest bycie swoją własną ekspertką w kwestii tego, co na mnie działa, a co nie. Wkroczenie do krainy zabawek erotycznych dało mi mocne przekonanie, że to ja, kobieta, sama jestem odpowiedzialna za swoje życie erotyczne. Oczywiście ważna częścią tego życia jest to, jakich facetów zapraszam do swojego łóżka i kogo wybieram na swojego partnera. Ale nie tylko to. Bycie specjalistką w dziedzinie swojej własnej, kobiecej seksualności ani dla mnie, ani – jak sadzę – dla nikogo innego nie jest sprawą łatwą. Mam na swoim koncie spore postępy, ale wciąż przede mną dużo do zrobienia jeśli chodzi o odkrywanie i nazywanie tego, czego pragnę. Nauczyłam się odróżniać fakt bycia pożądaną od sytuacji, kiedy to ja pożądam kogoś. Nauczyłam się, że błądzenie jest rzeczą ludzką: robiłam rzeczy (i pewnie nie raz jeszcze zrobię), przez które czułam się potem źle, ale wiem, że to nie oznaczało, że spróbowanie tego było czymś złym, jeżeli tylko kierowała mną ciekawość, a nie presja, strach czy przymus. Nauczyłam się, że bezpośrednia komunikacja jest najlepszą metodą, nawet jeśli to wydaje się w danym momencie trudne i niezręczne.

Gorąco namawiam, żebyście nie czekały, aż traficie na mężczyznę, który będzie znał lepiej wasze pragnienia i potrzeby od was samych, bo po prostu można się nie doczekać. Zamiast tego warto za pomocą masturbacji zaprzyjaźniać się ze swoim ciałem. Snuć fantazje erotyczne: na przystankach, na ławkach w parku, w kolejce do dentysty, w pociągach, samochodach, autokarach i samolotach, tworzyć obrazy sytuacji erotycznych, na jakie miałybyście ochotę. Czy spodobałoby wam się muskanie piórkiem od stóp do głowy, czy bardziej kręci was skórzana packa na wypiętej gołej pupie? Myślałyście kiedyś o tym, żeby do eleganckiej kolacji zasiąść w samych szpilkach i nakładkach na sutki? W jakim miejscu na mapie waszego ciała ukryłybyście czekoladki, które on musiałby wylizywać swoim mokrym językiem? Czy chciałybyście być przykute do łóżka i całkowicie uzależnione od jego woli?

A kiedy tylko nadarzy się odpowiednia okazja, wykorzystujcie swoje pomysły! Jeśli uda się odrzucić wstyd i strach przed odrzuceniem, można zacząć budować seksualne życie skrojone na naszą własną miarę, takie które rzeczywiście do nas pasuje. Można to robić i wielkim mieście i małym domku, nawet w takim nad rozlewiskiem. I już z samego rozpoznawania swoich pragnień można zrobić radosną i podniecającą przygodę.

Joanna

FOTO: ELLEN VON UNWERTH VIA SADDYBLUE.ONSUGAR.COM

„Tu leży ta, która prała, pracowała i gotowała (a także marzyła i czasami udawało jej się te marzenia spełniać)”

 



Zapewne z wielu powodów trudno byłoby mnie nazwać perfekcyjną matką, ale za to kiedy tylko mogę, to staram się. Na przykład bywam na spotkaniach i zebraniach w przedszkolu u mojej córki. Właśnie dzisiaj w trakcie jednego z takich spotkań usłyszałam warte podsłuchania zdanie. Otóż jedna z mam powiedziała, że ona z mężem, nawet na romantycznej kolacji rozmawia wyłącznie o dzieciach.

Kiedyś też tak miałam, na szczęście oświeciło mnie i na nowo stałam się człowiekiem. I teraz nie zgadzam się z takimi opowieściami. Nie uważam za normalne tego, że kiedy rodzi się dziecko, to o ile mężczyźnie pozwala się jeszcze mieć swoje potrzeby, o tyle kobieta przepoczwarza się już tylko i wyłącznie w matkę, istotę wyższą (niższą?), która niczego dla siebie nie chce i niczego dla siebie nie potrzebuje, bo liczą się tylko dzieci. Bycie matką to tylko jedna z wielu ról. Warto żyć w ten sposób, aby mieć o czym rozmawiać na romantycznej randce z mężem. Wiadomo, że kiedy ma się niemowlę przyssane do piersi, to trudno ruszać na podbój świata, ale po to dziecko uczy się chodzić i samodzielnie jeść, żeby człowiek-kobieta mogła je w spokoju zostawić, i – skoro pępowina została z pompą przecięta jeszcze na oddziale położniczym – po prostu wyjść i zająć się sobą.

Przyznam się, że na początku mojej macierzyńskiej kariery miałam problemy z uznaniem siebie za istotę oddzielną od dziecka. Szalona idea bycia „najlepszą mamą pod słońcem” ogłupiła mnie i przez dłuższy okres czasu dni spędzałam wyłącznie w piaskownicy i na huśtawkach, a jedyna rozrywką, na jaką sobie pozwalałam, były kreskówki Disney'a, które oglądałam z moją córką.

Jednak kiedyś postanowiłam spisać sobie listy rzeczy do zrobienia, spraw w ogóle nie związanych z moim dzieckiem, ale tylko i wyłącznie z tym, co ja chcę przeżyć i czego doświadczyć w swoim życiu. Nie ukrywam, że paradoksalnie tę listę zaczęłam spisywać z myślą o moim dziecku. Bo chciałam, żeby miało zadowoloną z siebie i ze swojego życia matkę. Taką, która nigdy nie będzie obwiniała swojej córki, że przez nią cokolwiek z życia straciła, ani nie będzie jej nigdy wypominać, ile dla niej poświęciła. Taką, którą będzie jej się kojarzyć z ciekawością świata i radością z życia, a nie z marudzeniem i narzekaniem na los.

Stworzenie tej listy było dla mnie czymś wspaniałym. Zauważyłam, że większość czasu, myśli i energii poświęcam na prace domowe, robienie listę zakupów lub same zakupy, ścielenie łóżek, czyszczenie kibli i bycie zmęczoną, a żadna z tych rzeczy nie jest na mojej liście spraw do zrobienia! Są rzeczy, których nie da się w życiu uniknąć, takich jak prace domowe, czy czyszczenie toalety, ale przecież nie to powinno wypełniać całe nasze życie. Nie chcę mieć napisane na nagrobku: tu leży ta, która prała, pracowała i gotowała. Niech tam będzie jeszcze dopisane, choćby małym drukiem: a także marzyła i czasami udawało jej się te marzenia spełniać.

A oto moja lista marzeń:

  1. Zjeść świeżutkie owoce morza w dobrej włoskiej knajpie
  2. Pojechać na Grenlandię (ale latem)
  3. Nauczyć się tańca, który można potem powtórzyć we własnej kuchni
  4. W luksusowym hotelu zabawić się z moim mężem w „Domokrążną sprzedawczynię wibratorów”
  5. Popłynąć z delfinami
  6. Skoczyć ze spadochronem
  7. Wykąpać się nago w jeziorze (jeszcze chociaż jeden raz, a jak będzie okazja, to ile da się razy)
  8. Wyjechać na kurs angielskiego do Oksfordu
  9. Mieć psa - buldoga francuskiego o imieniu Karton
  10. Namalować obraz
  11. Nauczyć się robić betonowe wylewki, kłaść kafelki i drewnianą podłogę
  12. Wybudować dom
  13. Wyhodować kwiatka

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij