wtorek, 25 kwietnia 2017

Mit zdziry, czyli co promuje Fundacja Dzieci Niczyje

Fundacja Dzieci Niczyje za publiczne pieniądze stworzyła i propaguje spot reklamowy, który rozpowszechnia szkodliwe stereotypy na temat seksualności nastolatek i młodych kobiet. Fundacja nazywa to edukacją. Ja nazywam to utrwalaniem krzywdzących mitów na temat seksu.

Spot kampanii „Myślę, wiec nie ślę” opowiada historię dziewczyny, która wysyła chłopakowi swoją półnagą fotkę. Zdjęcie zaczyna krążyć w internecie i jest prześladowane wulgarnymi komentarzami. Dziewczyna jest załamana. Z kolei na plakacie promującym kampanię rozebrana dziewczyna zamiast bielizny ma na sobie obraźliwe komentarze: panna puszczalska, ale szmata, brałbym, bezwstydna suka. Twórcy kampanii starszą dziewczyny przed wrzucaniem fotek do internetu wizją wstydu i utraty godności.

Ja zajmuję się promowaniem kobiecej perspektywy w polskich rozmowach na temat seksu. Wiem, że największym problemem z jakim muszą się zmierzyć dziewczyny i kobiety jest świetnie funkcjonujący w naszej kulturze funkcjonuje i świetnie się ma „mit zdziry”. Nastolatka, albo kobieta, która pozwoli sobie na zaakcentowanie własnej seksualności strojem, zachowaniem albo wypowiedziami, naraża się tym samym na bezlitosną krytykę, ośmieszenie i odrzucenie. W zasadzie jeżeli tylko jesteś dziewczyną/kobietą i masz seks, możesz pewna, że prędzej czy później ktoś nazwie cię dziwką, puszczalską, wulgarną, niewyżytą. Jest w naszej kulturze ogromne społeczne przyzwolenie na to, że każdy przejaw seksualności nastolatek i kobiet może być wykorzystany przeciwko nam. Ta brudna logika opiera się na założeniu, że dziewczyny i kobiety same są sobie winne, wszystkich złych rzeczy związanych z seksualnością. I w ramach tego zacofanego i konserwatywnego społecznego mitu, nikt nie staje w obronie tych dziewczyn i kobiet.

Kampania „Myślę, więc nie ślę” świetnie się wpisuje w ten restrykcyjny wobec dziewcząt i kobiet społeczny stereotyp. Spot prezentuje, ze jedynym antidotum na falę internetowej nienawiści i pogardy na tle seksualnym może być uciszenie dziewczyny, która jest ofiarą lub może nią być. Nie ma ani słowa o tych, którzy piszą te obrzydliwe komentarze. Fakt, że można w taki sposób szczuć i dręczyć dziewczynę, jest przedstawiany w spocie jako coś oczywistego, nad czym w ogóle nie ma sensu dyskutować. Tak po prostu tak już jest i nic z tym nie można zrobić – sugeruje spot. To dziewczyna powinna wziąć się w garść: POMYŚLEĆ – to teraz nie miałaby kłopotów. A skoro nie pomyślała, to ma to, na co zasłużyła. Pozornie kampania troszczy się o dobro młodych dziewczyn w relacjach seksualnych, tylko ile jest warta ta troska skoro wynika z niej jedna, podstawowa informacja, że powinnyśmy żyć w strachu przed wulgarną oceną i dopasowywać swoje zachowania do agresywnego, anty-kobiecego środowiska?

Ten spot bazuje na strachu. To nic nowego w odniesieniu do sfery kobiecej seksualności. W naszym konserwatywnym społeczeństwie dziewczyny i kobiety stereotypowo straszy się seksem: że sprowadza je na złą drogę, że naraża na złą opinię, że eksperymentując ze swoją seksualnością ryzykujemy, że zostaniemy porzucone w ciąży, albo zgwałcone, albo wykorzystane, a na pewno odrzucone przez porządnych ludzi i odpowiednich facetów, którzy nie będą się chcieli z nami zadawać. Można tak długo wymieniać. Strach przed stratą reputacji, przed odrzuceniem, przed tym, że nikt nie będzie nas szanował i się z nami liczył, jeśli pozwolimy sobie na wyrażanie swojej seksualności, to ogromna siła, która trzyma w ryzach miliony dziewczyn i kobiet na całym świecie. Zawstydzanie, wywoływanie poczucia winy i zastraszanie przez odwoływanie się do ich zachowań seksualnych nie pomaga dziewczynom i kobietom. Niszczy nas i nie daje szans na odkrywanie i czerpanie radości ze swojej seksualności. Stoi na drodze do bycia jednocześnie nieustraszoną i odpowiedzialną. Powoduje, że kobiety przestają ufać sobie nawzajem, umieszczając się we wrogich obozach: tych porządnych, zasługujących na szacunek, i tych zdzirowatych nie zasługujących na nic dobrego i winnych wszystkich złych rzeczy, które im się przydarzają. Wzmacnia poczucie, że chłopakom wolno więcej i im więcej się wybacza. Na dodatek wprowadza w błąd, bo to nieprawda , że złe rzeczy przydarzają się tylko „niegrzecznym” dziewczynkom. Otóż przydarzają się wszystkim: tym „myślącym” i tym „nie myślącym”.

Można się obrażać na moją opinię i twierdzić, że spot ostrzega przed zjawiskiem, które występuje w prawdziwym świecie i którego należy się bać, żeby go unikać. Tylko, że jeśli rzeczywiście leży nam na sercu bezpieczeństwo młodych dziewczyn i kobiet, nie powinniśmy odwoływać się poczucia winy i strachu! Jeśli się będą bały i wstydziły swojej seksualności i rozmów o niej, będzie im trudniej wyznaczać własne granice, chronić je, protestować przeciw złemu traktowaniu, prosić o pomoc, szukać wsparcia i wpierać inne dziewczyny w podobnej sytuacji. Powinniśmy w kampaniach społecznych, w mediach i w codziennych rozmowach zawstydzać i straszyć tych, którzy wykorzystują seksualność dziewczyn i kobiet do obrażania ich i ośmieszania, a nie wskazywać, że gdyby ofiara zachowała się „bardziej przytomnie”, to uniknęłaby kłopotów.

A teraz powtórzę raz jeszcze, bo to jest bardzo ważne. Ten spot to nie jest edukacja, to jest wzmacnianie krzywdzących stereotypów, które prężnie krążą w naszym polskim krwioobiegu. Prawdziwa edukacja to wyrabianie w dziewczynach odruchu obrony swojego status quo oraz siły, dzięki której mogłyby się oprzeć presji rówieśniczej, zarówno jeśli chodzi o przymus „bycia seksi”, jak i przy odpieraniu zarzutów, że jest się już „dziwką”. To dawanie im narzędzi, żeby umiały wyznaczać własne granice w sferze seksualnej. Żeby nie poświęcały się i nie były zbyt „hojne” w nadziei, ze je ktoś polubi. Edukacja powinna wzmacniać naszą społeczną solidarność w obronie dziewcząt i kobiet, które atakuje się poprzez odwoływanie do ich seksualności. Edukacja powinna wskazywać winnych i oraz podawać mechanizmy pomocne w pociąganiu ich do odpowiedzialności. Naganne nie jest to, że młoda dziewczyna na etapie eksperymentowanie ze swoją seksualnością robi sobie roznegliżowaną fotkę. Naganne i niedopuszczalne jest to, że ktoś wykorzystuje to zdjęcie, żeby ją zastraszyć, ośmieszyć i upodlić. I o tym powinien być ten spot. Powinien być adresowany do rówieśników, którzy stosują cyber przemoc: „Myślę, więc nie gwałcę”. Bo to jest forma przemocy seksualnej – zaszczuć dziewczynę poprzez odwoływanie się do jej sfery seksualnej. Trzeba nauczyć się zwalczać prawdziwego wroga. Seksualność dziewczyn i kobiet nie jest brudna, ani zła. Ale przemoc z podtekstem seksualnym już tak.

Widziałam kiedyś mocną brytyjską reklamę społeczną. Dziewczyna i chłopak są na randce. On ją całuje, potem przytulają się do siebie. W pewnej chwili chłopak robi się coraz bardziej natarczywy, ona się szamoce, prosi: nie, nie rób tego. On nie zwraca uwagi na jej protesty i manipulacją oraz siłą wykorzystuje ją. Na koniec jest pokazane lustro, w którym chłopak ogląda swoje odbicie z ogromnym czerwonym napisem: „Gwałciciel”. Obawiam się, że gdyby ten spot był robiony w Polsce, na końcu w ogóle nie byłoby chłopaka, tylko przed lustrem stałaby zastraszona dziewczyna z podpisem: ”Dziwka”.  Ewentualnie ktoś „litościwy” podał by jej na końcu tego spotu telefon, pod którym mogłaby wyznać, „jak bardzo nie myślała”.

Joanna Keszka

W Natemat na temat seksu: Bo życie to też jest seks

Uważam, za kulturowy horror, fakt, że polskie rozmowy na temat seksu są takie poważne. Specjaliści i prelegenci wypowiadający się w tej kwestii starają się sprawiać wrażenie, że przedmiot dyskusji ich samych osobiście nie dotyczy - tylko „się wypowiadają”. Nie znoszę moralizatorstwa, szczególnie w sferze seksualności. Uważam, że nam wszystkim najbardziej poczucia, że nasze pragnienia są ok, a nasze doświadczenia mieszczą się w naszej własnej normie. Działam zgodnie z przekonaniem, że: nasze wybory seksualne to nasza sprawa i nikomu nic do tego. Uwielbiam dzielić się sprawdzonymi podpowiedziami, wiedzą, w którą wierzę i swoimi własnymi doświadczeniami, jeśli ufam, że moje historie mogą się komuś przydać.

W mroźny lutowy poranek, po gościnnych występach w DzieńDobry TVN, usiadłam z Małgorzatą Ohme z NaTemat.pl w kawiarni i przy kanapce z pastą jajeczną oraz herbacie z imbirem rozmawiałyśmy na temat tego, dlaczego uważam, że seks nie jest poważny, a poważne są jedynie konsekwencje seksu oraz jak być w Polsce kobietą, matką i cieszyć się swoją seksualnością.

Joanna Keszka: Wzrasta moja wiara w polskich facetów. Coraz więcej z nich szuka podpowiedzi, by zadowolić swoją kobietę (zobacz cały wywiad na MamaDu.pl)

Miłe panie, jeśli chcecie zatroszczyć się o swoje życie seksualne, musicie nauczyć się wyciągać rękę po to, na co macie ochotę bez poczucia winy i wstydu. Koniec z poświęcaniem się w łóżku, żeby Misiowi było dobrze - zachęca Joanna Keszka.

Z Joanną Keszką, ekspertką w dziedzinie seksualności kobiet, spotkałyśmy się w dyskusji o zdradzie w telewizji śniadaniowej. Powiedziała mi po programie: "Nie musisz być taka serio! Seks jest zupełnie niepoważny". Byłam ciekawa, co się kryje pod tym stwierdzeniem. I tak powstała rozmowa trochę o rodzicach, trochę o kobietach, trochę o kulturze, ale ze wspólnym mianownikiem SEKS.

Małgorzata Ohme: Mam wrażenie, że dla wielu rodziców życie seksualne dzieli się na przed i po (urodzenia dziecka). Dlaczego?

Joanna Keszka: Poród i pojawienie się dziecka to ogromna zmiana w życiu każdej pary. Zmienia się ciało kobiety, relacje zarówno w małżeństwie, jak i w kontaktach z innymi. Jest to jednak dość naturalne, bo dziecko to jest zmiana i to powiedziałabym dość nieodwracalna. Ani nasze ciało, ani relacje małżeńskie nie będą już nigdy takie jak wcześniej, ale czy to znaczy, że będą gorsze? Po prostu inne. Zmiany to część naszego życia. Problemem jest to, że w sferze seksualnej my często nie jesteśmy do tych zmian przygotowani.

Gdyby ktoś z nami siadł i zamiast gadać tylko o smarowaniu pępka dzidziusia, porozmawiał także o tym, jak zmieni się ciało kobiety, jak zmieni się relacja w związku, także w obszarze seksu - to nie byłoby to tak owiane milczeniem i poczuciem winy. I przejście przez ten okres zmian mogłoby być dużo łatwiejsze.

Często dodatkowo wpędza ich w poczucie winy wyobrażenie, że to tylko ich życie seksualne tak marnie wygląda…

Bo nie wiedzą, że to jest naturalny proces i że inni też tak mają. Z tym, że każdy rodzic przeżywa to nieco inaczej. Jedne kobiety wracają szybciej do pożycia, inne kobiety potrzebują więcej czasu. To też zależy od tego, jak wymagające jest dziecko, a więc jak zmęczeni są rodzice.

Ja zawsze powtarzam, że pierwsze, co muszą zorganizować sobie młodzi rodzice to SEN. A oni często ignorują swoje zmęczenie. My z moim mężem zostawialiśmy po prostu dziecko z moją starszą siostrą i jechaliśmy do hotelu. I tam nie rzucaliśmy się na siebie od razu, tylko musieliśmy się najpierw wyspać. Potem dopiero wracała chęć.

Nie każdy ma taką możliwość.

Jasne. Dlatego nie każdy musi wynajmować pokój w hotelu, by mieć seks ze swoim mężem, ale warto to sobie po prostu na początku zorganizować. Zadbać jak o wszystko. Nigdy nie ma idealnego czasu na seks. Im prędzej z tym się pogodzicie, tym lepiej. Dlatego trzeba mieć seks „wbrew wszystkiemu”, tzn. wbrew wszystkiemu, z czym macie do czynienia, starajcie się mieć czas dla siebie nawzajem. Bo my kobiety tak mamy, że im dłużej nie współżyjemy, tym mniej mamy na to ochotę. I wpadamy w taką czarną dziurę, z której trudno się potem wydostać.

To czasami trwa przez lata. Ciąża, pierwsze dziecko, połóg, drugie dziecko. I tak mija pięć lat…

A to jest już tak długi czas, że najczęściej wszystko jest pozamiatane.

Ktoś kogoś zdradzi.

Na przykład. Albo po prostu relacja się ochłodzi na tyle, że brak seksu będzie już tylko wypadkową tego procesu. Wiele małżeństw rozpada się w momencie przyjścia dziecka na świat. Taka deziluzja bajek o szczęśliwej rodzinie z dzieckiem. A przecież tak nie musi się stać, jak ktoś nam wcześniej powie: to i to się wydarzy, tu i tu jest ryzyko, bądźcie uważni, czujni, poza dzieckiem jest jeszcze WASZ świat. Seks jest jego częścią. Rozmawianie o seksie, planowanie seksu i przygotowywanie się do niego to najlepszy i moim zdaniem jedyny rozsądny sposób na to, żeby cieszyć się intymnością pomiędzy kolejnymi kolkami, wyżynaniem się ząbków, budzeniem się w nocy na karmienie, na picie, na przytulenie, na śpiewanie i na przewijanie. Pomimo zmęczenia, pomiędzy kolejnymi katarami, kaszlami i złymi snami naszych pociech, możemy mieć fajny seks. Czasami miałam wrażenie, że chyba zwariowałam, żeby w całym tym zamieszaniu, a bywały chwile, że niemalże padałam na twarz z niewyspania, jeszcze myśleć o seksie. Nigdy jednak nie żałowałam wysiłku, jaki włożyłam w to, żeby zatroszczyć się o swoje życie seksualne po urodzeniu dziecka. Raz zabawa była lepsza, raz taka sobie, ale warto było i wszystkim to szczerze polecam, by w każdych okolicznościach pamiętać, że seks w związku też się liczy i że warto się o niego troszczyć.

Mówi się też o tym, że matka zaczyna się aseksualnie kojarzyć swojemu partnerowi, gdy karmi, przewija brudne pieluchy, ma nadmiar mleka, który zostawia plamy na koszulce - to bywa dla nich awersyjne.

Sorry, ale to są jakieś lęki nierozbudzonych erotycznie facetów. Kobiecość składa się z różnych wymiarów. Ja bym chciała, aby w naszym pięknym kraju nad Wisłą skończyło się chodzenie na palcach wokół tego rozbuchanego, ale kruchego męskiego EGO! Bo to, o czym ty mówisz jest właśnie tym. Do cholery! Chciałeś mieć dziecko, to konfrontuj się z jego konsekwencjami. Bądź przy porodzie! Akceptuj moje zmiany w ciele! Patrz, jak karmię! To jest część mojej kobiecości. Co mam zrobić ze swoim cyckami wypełnionymi mlekiem? To Ci się nie podoba! To z Tobą jest coś nie tak, palancie!

Zobacz dalszy ciąg wywiadu w MamaDu/Natemat:
Joanna Keszka: Wzrasta moja wiara w polskich facetów. Coraz więcej z nich szuka podpowiedzi, by zadowolić swoją kobietę

Deklaracja wiary, czyli publiczne onanizowanie się „miłosierdziem”

Sprawianie sobie przyjemności przez wykorzystanie władzy nad kobiecym ciałem to przemoc. Doktor Chazan i jego koledzy na naszych oczach oddają się własnej przyjemności, jaką sprawia im zmuszanie kobiet do rzeczy, których one nie chcą, i odmawianie im tego, o co proszą. W czasie debat i dyskusji onanizują się na naszych oczach swoim „miłosierdziem”. Deklaracja wiary pokazała ludzi uzależnionych od sprawiania sobie satysfakcji cudzym kosztem – kosztem kobiet. Poprzez odmawianie prawa do aborcji, antykoncepcji, edukacji seksualnej i in vitro ci lekarze nie manifestują własnych wyborów, nie decydują o własnym życiu, ale chcą decydować o życiu innych osób, a konkretnie... kobiet – pisze Joanna Keszka z Barbarella.pl.

Zwolenników deklaracji wiary wprawia w stan upojenia podważanie prawa kobiet do decydowania o sobie. Ona nie powinna mieć głosu, teraz my jej powiemy, co ma robić ze swoim ciałem, niech dobrowolnie robi to, co jej każemy, albo ją z dziką przyjemnością do tego zmusimy. Reżyserzy najbardziej perwersyjnych filmów porno powinni zacząć oglądać polskie rozmowy na temat deklaracji wiary, żeby się uczyć, jak można podniecać facetów oddawaniem w ich ręce ubezwłasnowolnionych kobiet. Tak, wiem, skoro piszę takie rzeczy, to znaczy, że jestem złą, zepsutą kobietą nieczułą na takie słowa jak miłosierdzie i dzidziuś.

Otóż znam te słowa bardzo dobrze. Kilka lat temu w 8. tygodniu moja ciąża obumarła. Czekałam 2 dni na zabieg oczyszczania macicy, który robi się w takich okolicznościach. Pomijając ogromny żal po straconej ciąży, świadomość, że muszę chodzić, żyć z obumarłym zarodkiem w środku była niezwykle trudnym dla mnie przeżyciem. A to były tylko 2 dni. Dlatego nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak można zmuszać kogoś do noszenia i rodzenia okaleczonego płodu, który nigdy nie będzie naszym dzieckiem. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby dla własnego dobrego samopoczucia zmuszać kogoś do robienia takich rzeczy? To tyle w kwestii miłosierdzia.

Narodzone dzidziusie nikogo nie interesują

A teraz kolejne słowo fetysz, które wprawia zwolenników deklaracji wiary w stan ekstazy: dzidziuś. W związku z tym, że jestem kobietą i matką, słowo dzidziuś jest mi znane. Ja akurat na swoje obecnie 8 letnie dziecko nigdy tak nie mówiłam, bo zamiast wycierać się wzniosłym nazewnictwem, po prostu je kocham. Mając za sobą 8 lat doświadczeń związanych z byciem matką w Polsce mogę śmiało powiedzieć, że w naszym kraju tzw. dzidziusie małe i duże ma się w dupie. Dzidziuś dziwnym trafem ma swoich zapalczywych i troskliwych opiekunów tylko wtedy, kiedy jest w brzuchu jakiejś kobiety. Kiedy już wyjdzie z tego brzucha, pies z kulawą nogą się za takim dzidziusiem nie obejrzy, nie wspominając o panach ginekologach od aniołów i ich gorących zwolenników, wspomnianych już wyżej perwersyjnych onanistów, podniecających się ubezwłasnowalnianiem kobiet.

Kiedy moje dziecko miało 4 latka, mocno gorączkowało, jedno zapalenie ucha przechodziło w kolejne. Leki i antybiotyki zbijały temperaturę na jakiś czas, po czym wysoka gorączka i stan zapalny znowu wracały. Przez kilka tygodni dziecko słabło, my szaleliśmy. W końcu trafiliśmy do laryngologa, który powiedział, ze to kwestia tzw. trzeciego migdałka. Wystarczy wyciąć, trzeba to zrobić jak najszybciej i dziecko będzie zdrowe. Ogromna radość, że wreszcie wiemy, co robić. Po krótkiej pauzie lekarz dodał, ale najbliższy termin na taki zabieg jest za rok. – Jak to za rok??? –  krzyknęłam, przecież powiedział pan, że trzeba operować jak najszybciej. – Nic nie mogę zrobić, takie są kolejki – odpowiedział lekarz, i w tym samym momencie mój mąż nie wytrzymał tego wszystkiego i zasłabł. Mamy lejące się przez ręce dziecko, a operację można wykonać dopiero za rok. I nic się nie da zrobić. Bo żyjemy w kraju, gdzie walczy się tylko o „nienarodzone dzieciątka”. Te narodzone nikogo nie interesują. Znaleźliśmy prywatną klinikę, zebraliśmy pieniądze (5 tys. zł), zabieg został wykonany błyskawicznie. Skończyły się gorączki i zapalenia ucha. To tylko taki przykład z serii tzw. pierwszy z brzegu. Wiem, że każdy polski rodzic może opowiedzieć podobną historię. Troska o „dzieciątka” w naszym kraju jest zwykłą obłudą i fałszem. To tylko narzędzie do tego, żeby kontrolować kobiety.

Co upaja i podnieca

W tym, co się dzieje teraz w Polsce wokół deklaracji wiary, nie chodzi o tzw. ochronę życia poczętego. Bo odmawia się kobietom nie tylko prawa do aborcji, ale także do antykoncepcji, edukacji seksualnej, in vitro. Tu chodzi o kontrolowanie i ograniczanie kobiet i kobiecych ciał. Władza mężczyzn nad kobietami. To upaja i to podnieca. Jeżeli ktoś jeszcze wierzy, że tutaj chodzi o dylematy moralne, powinien się obudzić. Mieszkam niedaleko Wojskowej Akademii Technicznej. Z samochodów i autokarów co jakiś czas wysypują się bataliony umundurowanych facetów w koloratkach. Kropią święconą wodą co się tylko da: armaty, poligony, karabiny i inne sprzęty do zabijania. Wojsko i księża ramię w ramię. Tutaj nie ma dyskusji o tym, czy zabijanie jest czy nie jest złe. To są męskie sprawy. Zgodne z patriarchalnym porządkiem. O tym się nie dyskutuje. Oskarżamy o zabijanie tylko kobiety. A nie wojsko, czy komandosów, czy policję, czy ludzi, którzy mają broń.

W „deklaracji wiary” jest zdanie: „uznaję pierwszeństwo prawa bożego nad prawem ludzkim”. Dziwnym zbiegiem okoliczności niemalże wszystkie postulaty związane z tą deklaracją dotyczą kontrolowania i ograniczania kobiet i kobiecych ciał. Dlatego uważam, że powyższe zdanie należy odczytać następująco: „uznaję pierwszeństwo prawa męskiego nad prawem kobiet.” Boże chroń patriarchalny system wykorzystywania kobiet. Amen.

Joanna Keszka / Barbarella.pl

My Słowianie: najsłynniejsze polskie soft porno dumą całego narodu

Tak, zrobiłam to, obejrzałam Eurowizję. Widziałam kobietę z brodą. Zobaczyłam też występ z polską praczką i towarzyszącą jej specjalistką od ubijania masła. Czy zgadzam się z tym, że wykonanie piosenki My Słowianie jest anty-kobiece i szowinistyczne? Oczywiście, że tak. Jeżeli ktoś uważa, że piosenka Donatana i Cleo jest wspierająca kobiety i promująca zdrowy obraz seksualności, to powinien się leczyć. Niestety obawiam się, że polskie przychodnie i szpitale nie byłyby w stanie udźwignąć takiej ogromnej ilości pacjentów. Na naszych oczach publiczna telewizja promuje nowy rodzaj filmów dla dorosłych: narodowo-polskie soft porno na ludowo.

Czy ja mam coś przeciwko cyckom? Oczywiście, że nie. Uwielbiam cycki, patrzeć na nie, dotykać ich, jak również je pokazywać i podstawiać do dotykania. Lubię też zanurzać sutki w ciepłej czekoladzie i podsuwać jeszcze ciepłe i bardzo słodkie do zlizania. Piszę w tym miejscu głównie o własnych piersiach. Tak wiem, jestem wulgarna i niewyżyta, żeby tak o tym głośno wspominać. Mówić publicznie o własnych, kobiecych zainteresowaniach erotycznych nie jest elegancko, ani seksi, ani też po bożemu. Co innego wystawiać ponętne, cudze cycki na widok publiczny. Wtedy wszystko jest ok i seksi i hot i wspaniale. I wszyscy się cieszą.

Jakich to wspaniałych rzeczy nie przeczytałam i nie usłyszałam o wykonaniu piosenki My Słowanie. O tym, że mamy być z czego dumni, bo pokazano, że Słowianki są seksowne, kobiece, zmysłowe, kokieteryjne i urocze. Wprost oczu nie można oderwać od reprezentujących polski naród piersi pani praczki i pani od ubijania masła. Nawet surowa posłanka Kempa, niezmordowana strażniczka cnót wszelakich, złego słowa nie powiedziała. Być może była zbyt zajęta walką z gejowskim lobby, które tym razem wystawiło do walki z polskimi wartościami rodzinnymi kobietę z brodą? A może posłance Kempie najzwyczajniej w świecie też się podobało, że nasz narodowy, polski towar jest taki seksowny i ludzie w całej Europie mogą nam tylko zazdrościć?

Więc dlaczego ja nie jestem dumna i się nie zachwycam? Ja, promotorka radosnego seksu i nieustraszona testerka wibratorów? Właśnie dlatego, że lubię seks, mam dość modelu kobiecości, który łączy nieśmiałość małych kotków z wyszukanym ekshibicjonizmem. W piosence i prezentacji Donatana i Cleo kobiety są przedstawiane w typowej stylistyce soft porno: noszą skąpe stroje, prześcigają się w uległej wobec mężczyzn postawie. Zgodnie z patriarchalną tradycją coś tak złożonego jak kobieca seksualność zostało sprowadzane jedynie do roli dostarczania bodźca dla wzbudzenia męskiego pożądania. Żeby być seksi, nie musisz, a nawet nie powinnaś znać i wyrażać swoich pragnień erotycznych. Miarą kobiecej seksualności nie jest wiedza na temat swoich potrzeb seksualnych, czy umiejętność negocjacji w seksie. Liczy się: rozmiar w biuście, ilość odsłanianego ciała i jego dostępność. Seksowne i kobiece dziewczyny to te, które nie podejmują erotycznej inicjatywy, jedynie wystawiają swoje ciało na pokaz, a ich własne fantazje i pragnienia zostają nieodgadnione, a nawet nieuświadomione.

Dlaczego kobiety nie są przedstawiane jako podmioty patrzące i czujące erotycznie? Czemu obok roznegliżowanej praczki nie ma rozebranego pracza, albo chociażby mleczarza, czy stolarza? Przytaczany często w tym momencie argument mówiący o „kobiecym pięknie” jest słaby, przecież męskie ciała są tak samo piękne i równie dobrze mogłyby być wystawione na spojrzenia kobiet. Tak się jednak nie dzieje. W byciu seksi liczy się bowiem tylko to, czy kobieta potrafi ożywić męskie pożądanie, a nie to, czy ona sama jest podniecona, a potem zaspokojona w uczciwy sposób. Rozbieranie kobiet i publiczne ich pokazywanie to część patriarchalnej tradycji. Kobieta w kontekście erotycznym zostaje sprowadzona do poziomu uległego, seksualnego przedmiotu. Kobiety są przedstawiane w taki sposób, żeby zaspokajać męskie apetyty. Własnych nie mają. Niestety, jest to o tyle przerażający, co powszechny w naszym kraju model kobiecej seksualności. Stąd tabuny rodaków i rodaczek dumnych z takiej prezentacji słowiańskiej kobiecości. Nie mam nic przeciwko afirmowaniu i wyrażaniu przez dziewczyny i kobiety swoich atrybutów i pragnień seksualnych. Chodzi o to, żeby atrakcyjność i kobiecość przestały być utożsamiane jedynie ze wzbudzaniem i zaspokajaniem męskiego pożądania. Żeby pokazywać erotyczną przyjemność jako coś, na co kobiety zasługują i co nam wolno odczuwać.

A co Eurowizja powiedziałaby na Same Suki z Polski?

Przedstawiam alternatywę dla tych, którzy mają już dość stylistyki najsłynniejszego polskiego soft porno pod tytułem My Słowianie. Mamy w Polsce zespół, który potrafi śpiewać o kobiecej seksualności. Same Suki to folkowa ekipa złożona z kobiet, które seksu się nie boją. Tutaj erotyka to nie tylko domena mężczyzn. Kiedy słucham ich piosenek, czuję, że wolno mi więcej, co o tyle jest cenne, że ja i tak na dużo sobie pozwalam. Jestem wielką fanką Samych Suk. Słowa ich piosenek są tak cudne, że po prostu przedstawię Wam kilka moich ulubionych fragmentów z utworu Równochuć, która promuje ich debiutancką płytę Niewierna:

„Chłopy i baby tak samo są ochotne, bywają zalotne, bywają przewrotne, każdy jak chce daje, według swoich chuci, jednych to weseli, a niektórych smuci”

„Kobieta ochotna ludzi złości, chłopak może sobie hasać do woli, dobrych ludzi o to głowa nie boli”. 

„Wzięła ją cielesna ochota, bo w dziewczynie siedzi diabeł, nie cnota”.

I od razu człowiekowi się odechciewa prania i zachciewa uczciwego seksu dla wszystkich i po równo.

Joanna Keszka

Pora się opamiętać: orgazmy, wolność i niezależność tylko wprowadzają chaos w życie kobiet

Joanna Keszka, właścicielka pierwszego w Polsce butiku LoveStore.Barbarella.pl z gadżetami erotycznymi dla kobiet i dla par, znana również jako nieustraszona testerka wibratorów oraz pisarka scenariuszy erotycznych, postanowiła skończyć z promowaniem rozwiązłości wśród Polek. Obiecuje ograniczyć ilość orgazmów w swoim życiu i zaczyna starania o przyjęcie jej do pracy w redakcji Fronda.

Przyszedł czas na rachunek sumienia w życiu redakcji Barbarella.pl. Już rozumiem mój błąd: przyjemność z seksu, samodzielność i poczucie spełnienia kobiet to pułapka. Pora się opamiętać i wrócić do tradycyjnej kobiecej roli. Dzisiaj będę starała się o posadę redaktorki Frondy. Trzymajcie za mnie kciuki!

Chciałabym wrócić do czasów, kiedy wszystko było takie proste. Kobiety dokładnie wiedziały, jakie mają być i co mają w życiu robić. Miały być delikatne, ciche, usłużne i cnotliwe, a nagrodą był brak trosk o finanse i morze radości z dni podobnych do siebie jak paciorki w koralikach, upływających jedynie na trosce o porządek w domu, zadowolenie męża i nakarmienie dzieci. Wolność i niezależność tylko wprowadzają chaos w życie kobiet. Być słabą i słodką uwieszoną na ramieniu twardziela, który zawsze wie, lepiej, co jest dla nas dobre, to jest dopiero życie. Jak tu nie tęsknić za klarownym porządkiem damsko-męskim. Można być silną kobietą także w zaciszu domowego ogniska, na przykład wstając jako pierwsza o świcie, żeby przygotować ciepłe śniadanie dla wszystkich i kładąc się jako ostatnia, żeby wyprasować wszystkim koszule i majtki. To jest dopiero pokaz mocy i potęgi i źródło prawdziwej satysfakcji.

Poniżej możecie przeczytać tekst-poradnik, niezwykle ciekawy, bo pokazuje, że nawet w naszych trudnych, pseudo-nowoczesnych czasach, można wrócić do starych, sprawdzonych wartości. Powiecie, że tak się nie da. Ależ skąd ten pesymizm? Zawsze można spróbować, jeśli nie wprowadzić wszystkie punkty od razu, to przynajmniej kilka najważniejszych. W ten sposób możemy uratować prawdziwe wartości rodzinne, wiele małżeństw i zdobyć poczucie prawdziwego spełnienia. Będziecie zaskoczone, jak zmieni się wasze życie, kiedy skończycie z zawracaniem sobie głowy, na temat tego czego wy chcecie i potrzebujecie, a skupicie się wreszcie na tym, co jest prawdziwym celem życia każdej kobiety – na zadowalaniu mężczyzn.

Poradnik dobrej gospodyni  z 1955 r. ("Housekeeping Monthly") mówił:

* Przygotuj obiad. Zaplanuj go wcześniej, nawet poprzedniego wieczora, tak by pyszna potrawa czekała na jego przyjście. W ten sposób dajesz mu znać, że myślałaś o nim i przejmujesz się jego potrzebami. Mężczyzna jest głodny, kiedy wraca do domu i perspektywa dobrego posiłku (zwłaszcza jego ulubionego dania) to część niezbędnego ciepłego powitania.

* Przygotuj się. Odpocznij 15 minut, byś była odświeżona na jego przyjście. Popraw makijaż, zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj promiennie. Pamiętaj, że on właśnie wraca z pracy, gdzie napatrzył się na zmęczonych ludzi.

* Bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień - to twój obowiązek.

* Posprzątaj. Przed jego przyjściem ogarnij wzrokiem główną część mieszkania.

* Pozbieraj podręczniki, zabawki, papiery itp. i odkurz stoły.

* W czasie zimnych miesięcy powinnaś rozpalić ogień w kominku, by on mógł się zrelaksować. Twój mąż poczuje, że jest w raju, w świątyni odpoczynku i porządku, co tobie również polepszy samopoczucie. Przecież dbanie o jego komfort przyniesie ci ogromną satysfakcję.

* Przygotuj dzieci. Przeznacz kilka minut, by umyć im ręce i buzie (jeśli są małe), uczesać włosy i, jeśli to konieczne, przebrać je. To małe skarby i on chce zobaczyć je w tej roli. Na czas jego przyjścia wyeliminuj hałas zmywarki, suszarki i odkurzacza. Zachęć dzieci, by były cicho.
* Uciesz się, że go widzisz.

* Powitaj go ciepłym uśmiechem i okaż szczerość w twoim pragnieniu ucieszenia go.

* Wysłuchaj go. Być może masz wiele ważnych rzeczy, o których chcesz mu opowiedzieć, ale moment jego przyjścia nie jest właściwy. Niech mówi pierwszy - pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje.

* Spraw, by ten wieczór był tylko dla niego. Nigdy nie narzekaj, gdy wróci do domu późno lub wychodzi na kolację lub w inne miejsce bez ciebie. Spróbuj zrozumieć, że żyje w świecie napięć i stresu.

* Twój cel: spróbuj sprawić, by dom był miejscem spokoju i porządku, gdzie twój mąż będzie mógł odświeżyć ciało i umysł.

* Nie witaj go narzekaniem i problemami.

* Spraw, by było mu wygodnie. Zaproponuj, by się oparł na wygodnym fotelu lub by położył się w sypialni. Przygotuj mu coś chłodnego lub ciepłego do picia.

* Ułóż dla niego poduszki i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty. Mów cichym, kojącym i miłym głosem.

* Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować.

* Dobra żona zawsze zna swoje miejsce.

Skruszona, Joanna Keszka

Kobiece prawo do wyrażania swojej seksualności na Giełdzie Papierów Wartościowych

W szacownym budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie odbyła się tegoroczna gala wręczenia nagród laureatkom konkursu BiznesWoman Roku - Sukces Pisany Szminką. Wyobraźcie sobie moje ogromne zaskoczenie, kiedy w trakcie trwania Gali usłyszałam, że jestem nie tylko finalistką, ale zostałam także laureatką konkursu. Otrzymałam Specjalne Wyróżnienie w kategorii Działalność na Rzecz Kobiet - mówi Joanna Keszka, redaktorka naczelna portalu Barbarella.pl.

Od kilku dni jestem dumną laureatką konkursu BiznesWoman Roku  2013 - Sukces Pisany Szminką w kategorii Działalność na Rzecz Kobiet. 11 lutego pojawiłam się na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (pierwszy raz w życiu), gdzie odbywała się Gala konkursu. Zostałam wybrana do grona finalistek i uważałam to za wyjątkowy wyraz uznania dla mojej działalności, i jednocześnie za spektakularny akt odwagi jury. Bo w naszym kraju z taką łatwością spuszcza się zasłonę milczenia na temat kobiecej seksualności oraz praw kobiet do decydowania o tym, co dzieje się z ich ciałami, i uznaje się całą sprawę za nieważną, wstydliwą i niewartą podejmowania na forum publicznym. Tym razem było inaczej, razem z moim przesłaniem, dotyczącym uwolnienie kobiecej seksualności ze strefy tabu, zostałam zauważona i zaproszona do grona finalistek.

Wyobraźcie sobie moje ogromne zaskoczenie, kiedy w trakcie trwania Gali usłyszałam, że jestem nie tylko finalistką, ale zostałam także laureatką konkursu! Otrzymałam Specjalne Wyróżnienie w kategorii Działalność na Rzecz Kobiet i byłam ogromnie wzruszona. Po raz pierwszy od wielu lat nie musiałam niczego tłumaczyć, ani udowadniać, tylko odbierałam gratulacje za to, co robię. To całkowita nowość w historii mojej działalności. I to wszystko działo się w szacownych murach Giełdy Papierów Wartościowych, w otoczeniu znanych nazwisk i dużych firm. Więc jednak można w każdym miejscu i w każdym gronie znaleźć przestrzeń do mówienia o prawie kobiet do wyrażania ich autentycznej seksualności. Wystarczy, że znajdą się pro-kobiece, otwarte i mądre osoby, które nie udowadniają swojej moralności poprzez niepodejmowanie tematu seksualności.

To niezwykłe i niespodziewane wyróżnienie traktuję jako sygnał, że w naszym kraju już czas na pro-kobiece zmiany. Miejmy nadzieję, że również i w Polsce doczekamy się, że wstydliwym tematem będzie lekceważenie kobiecych potrzeb i prawa kobiet do decydowania o tym, co się dzieje z ich ciałami, a sprawą normalną i oczywistą będzie otwarte wyrażanie swojej seksualności i doszukiwanie się przez kobiety radości w seksie także dla siebie, a nie tylko dla zadowolenia i zaspokojenia partnera.

Jestem ogromnie wdzięczna jury konkursu za to specjalne wyróżnienie. Tak zostało uzasadnione przyznanie mi nagrody: „Walczy o prawa kobiet w Polsce, o uwolnienie sfery seksualnej od przemocy i wymuszeń. O prawo kobiet do wyrażania swojej autentycznej seksualności, do szanowania kobiecych wyborów, do decydowania przez same kobiety, co dzieje się z ich ciałami. Za odwagę, pójście pod prąd i determinację, czyli cechy coraz rzadsze w dzisiejszym świecie”. To wspaniałe słowa, ale uważam, że nagroda za odwagę i pójście pod prąd należy się także jury konkursu Sukces Pisany Szminką. I oby nas, kobiet i mężczyzn, którzy mają dość krzywdzących stereotypów, ograniczania i kontrolowania kobiet w ogóle, a szczególnie w sferze seksualności, było jak najwięcej, zarówno na Giełdzie Papierów Wartościowych, jak i w każdym innym miejscu w Polsce.

Joanna Keszka

Joanna Keszka, Barbarella.pl

O JOANNIE KESZKA

Jestem redaktorką naczelną „najseksowniejszego portalu dla kobiet” Barbarella.pl, który wspiera kobiety w pozwalaniu sobie na więcej w seksie i w życiu.  Prowadzę pierwszy w Polsce LoveStore dla kobiet i par, czyli przyjazny butik z pro-kobiecymi gadżetami erotycznymi LoveStore Barbarella.pl, Warszawa, ul. Hoża 57 1b, LoveStore.Barbarella.pl, promujący spojrzenie na seksualność z kobiecej perspektywy. Organizuję akcje społeczne oraz prowadzę warsztaty i spotkania dla kobiet na temat kobiecej seksualności, bo kobiety w Polsce mają prawo do otrzymywania rzetelnych, uczciwych, wolnych od stereotypów i konkretnych informacji o swojej seksualności.

Promuję prawo kobiet w Polsce do wyrażania swojej autentycznej seksualności, do szanowania kobiecych wyborów seksualnych, do decydowania przez same kobiety, co dzieje się z ich ciałami. Poprzez moje artykuły, akcje społeczne, spotkania z kobietami edukuję kobiety i mężczyzn w Polsce na temat kobiecej seksualności. Pokazuję, jak niesprawiedliwe i krzywdzące są tzw. podwójne standardy, które opierają się na fałszywym założeniu, że w sferze seksualnej mężczyznom można więcej, a kobieca seksualność jest postrzegana jako coś, co służy przede wszystkim do zaspokajania męskich potrzeb. Pomagam kobietom zrozumieć swoją seksualność i wykorzystywać fakt bycia istotą seksualną do tego, żeby czuć się w życiu lepiej i pewniej. Wprowadzam w Polsce pojecie entuzjastycznej zgody w sferze seksualnej, jako niezbędnego warunku uwolnienia sfery seksualnej od przemocy i wymuszeń.

Kobieca seksualność ma szansę przestać być tematu tabu, czyli jak zostałam finalistką w konkursie „Bizneswoman Roku - działalność na rzecz kobiet”

Z ogromną przyjemnością dzielę się z Wami informacją, że oto zostałam finalistką w konkursie "Bizneswoman roku 2013" w kategorii "Działalność na rzecz kobiet", organizowanym przez Sukces Pisany Szminką i Radio PiN. Ta wspaniała wiadomość to sygnał, że dzięki mojej działalności i Waszemu wsparciu, drogie użytkowniczki i użytkownicy portalu Barbarella.pl, kobieca seksualność ma szansę przestać być tematu tabu, a zacząć być źródłem siły i radości dla wszystkich kobiet w naszym kraju.

Kilka lat temu, kiedy uruchamiałam mój pro-kobiecy projekt Barbarella.pl, większość osób nie wiedziała, o czym mówię, kiedy przedstawiałam konieczność wprowadzania kobiecej perspektywy do polskich rozmów na temat seksu. Dyskusje toczyły się wyłącznie wokół penisa – co zrobić, żeby jemu było dobrze, a w mediach mówiących na temat kobiecej seksualności ani razu nie padało słowo „łechtaczka”. Kobiety miały się dostosowywać do męskich potrzeb i fantazji, a jak tego nie robiły, to mniej lub bardziej delikatnie sugerowało im się, że coś z nimi jest nie tak. Większość żeńskiej populacji była w czasie seksu zdezorientowana, co wypada, a co nie wypada polskiej kobiecie, a część była po prostu wykorzystywana seksualnie – ich ciała były sprowadzone do roli otworu, który miał zaspokajać wyłącznie męskie potrzeby. Moja działalność zaczęła się od sprzeciwu wobec takiej sytuacji. Wszyscy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, jesteśmy istotami seksualnymi, mamy prawo z tego korzystać i tym się cieszyć, a kobiece ciało należy do kobiet i to one mają przede wszystkim czerpać radość i przyjemność ze swoich doświadczeń seksualnych. Uważam, że dążenie do orgazmu wyzwala kobiety, uczy nas zauważać, że nasze potrzeby i pragnienia też się liczą, że zasługujemy na rzeczy dobre i na dobre traktowanie.

Bizneswoman roku - Sukces pisany szminką

Kiedy wczoraj dotarła do mnie informacja, że zostałam wybrana do wąskiego grona finalistek w tak dużej i prestiżowej imprezie, jaką jest „Bizneswoman roku 2013 – Sukces Pisany Szminką”, odebrałam to jako wyraźny sygnał, że ostatnie kilka lat mojej intensywnej pracy na rzecz kobiet wywołało zmiany w naszym kraju. Kobiece prawo do przyjemności i do dobrego traktowania, zarówno w sypialni, jak i po za nią, przestaje być fanaberią dla niewyżytych kobiet, a zaczyna być istotnym kobiecym prawem.

Teraz przede mną i przed tematem kobiecej seksualności duża gala w Giełdzie Papierów Wartościowych, będę wśród kobiet, za którym stoją duże korporacje i ogromne osiągnięcia. To dla mnie wspaniały moment i bodziec do dalszych działań. Za mną lata pracy pełnej szalonych pro-kobiecych akcji i wspaniałych chwil, kiedy zarówno kobiety i mężczyźni podchodzili do mnie w czasie moich spotkań oraz „dyżurów” w butiku dla kobiet i dla par LoveStore.Barbarella.pl na ul. Hozej 57 1b w Warszawie i gratulowali odwagi, pomysłu i także tego, że jestem i działam.

W związku z tą niezwykłą okazją, jaką jest nominacja do „Bizneswoman roku – działalność na rzecz kobiet”, przedstawiam kilka wspominkowych foto sprzed kilku lat, z samego początku mojej działalności, jako przypomnienie tego, jak w Polsce wykuwano kobiece prawo do przyjemności. Cóż pozostaje mi napisać na końcu tej informacji, chyba tylko: Hura my!  - Joanna Keszka

O JOANNIE KESZKA

Jestem redaktorką naczelną „najseksowniejszego portalu dla kobiet” Barbarella.pl, który wspiera kobiety w pozwalaniu sobie na więcej w seksie i w życiu.  Prowadzę pierwszy w Polsce LoveStore dla kobiet i par, czyli przyjazny butik z pro-kobiecymi gadżetami erotycznymi LoveStore Barbarella.pl, Warszawa, ul. Hoża 57 1b, LoveStore.Barbarella.pl, promujący spojrzenie na seksualność z kobiecej perspektywy. Organizuję akcje społeczne oraz prowadzę warsztaty i spotkania dla kobiet na temat kobiecej seksualności, bo kobiety w Polsce mają prawo do otrzymywania rzetelnych, uczciwych, wolnych od stereotypów i konkretnych informacji o swojej seksualności.

Promuję prawo kobiet w Polsce do wyrażania swojej autentycznej seksualności, do szanowania kobiecych wyborów seksualnych, do decydowania przez same kobiety, co dzieje się z ich ciałami. Poprzez moje artykuły, akcje społeczne, spotkania z kobietami edukuję kobiety i mężczyzn w Polsce na temat kobiecej seksualności. Pokazuję, jak niesprawiedliwe i krzywdzące są tzw. podwójne standardy, które opierają się na fałszywym założeniu, że w sferze seksualnej mężczyznom można więcej, a kobieca seksualność jest postrzegana jako coś, co służy przede wszystkim do zaspokajania męskich potrzeb. Pomagam kobietom zrozumieć swoją seksualność i wykorzystywać fakt bycia istotą seksualną do tego, żeby czuć się w życiu lepiej i pewniej. Wprowadzam w Polsce pojecie entuzjastycznej zgody w sferze seksualnej, jako niezbędnego warunku uwolnienia sfery seksualnej od przemocy i wymuszeń.

O KONKURSIE:

Konkurs Sukces Pisany Szminką Bizneswoman Roku ma jeden podstawowy cel: nagrodzenie i nagłośnienie dokonań kobiet w świecie biznesu. W konkursie oceniana jest przedsiębiorczość, kreatywność, innowacyjność, umiejętność pozyskiwania funduszy na rozwój, efektywność inwestycji, poziom społecznego zaangażowania zarządzanych podmiotów, a także pasja i wytrwałość uczestniczek w realizacji zamierzonych celów. Jury wybiera Bizneswoman Roku w czterech kategoriach: Korporacja, Moja Firma, Debiut Roku oraz Działalność na rzecz Kobiet.

Organizatorami konkursu są Sukces pisany szminką i Radio PiN. Partnerem strategicznym Grupa PZU zaś audytorem i partnerem prawnym konkursu jest PwC.

W jury zasiadają: Dr Irena Eris - założycielka Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris, Henryka Bochniarz - prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich ,,Lewiatan", Nina Terentiew - Dyrektor Programowa Polsatu, Beata Jarosz - Wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych, Olga Grygier - Prezes PwC, Bożena Lublinska-Kasprzak - Prezes PARP, Jolanta Borowiec - Dyrektor zarządzająca Polsat Cafe, Dominika Herburt-Heybowicz - Wiceprezes WP, dr Ewa Rumińska Zimny - Ekspert ONZ ds. Gender and Economy, Olga Zarachowicz - Dyrektor zarządzająca ds. HR z grupie PZU, Grażyna Piotrowska-Oliwa Wiceprezydent Pracodawców RP, Członek Rady Nadzorczej i Przewodnicząca Komitetu Audytu w Hawe S.A, Grzegorz Hajdarowicz - przedsiębiorca, wydawca, założyciel Grupy Kapitałowej GREMI, Marek Borzestowski - partner Giza Ventures, Dariusz Żuk - Prezes Fundacji Polska Przedsiębiorcza, Dariusz Grzywaczeski - Prezes Radia PiN.

„Nimfomanka” film dla ludzi, którzy nie lubią kobiet i seksu

Miałam wątpliwą przyjemność obejrzeć przedpremierowy pokaz „Nimfomanki” Larsa von Triera. Pod płaszczykiem kulturowo wywrotowych obrazów zobaczyłam restrykcyjny i staroświecki obraz kobiecej seksualności. Aż dziw, że Gość Niedzielny ani Ojciec Dyrektor nie zaszczycili tego filmu swoim patronatem. Tyle tam jest straszenia seksualnością, która jak wiadomo tylko sprowadza kobiety na złą drogę.

Mówi się, że seks się dobrze sprzedaje. To nieprawda. Dobrze sprzedaje się jego zniekształcony obraz, odmawiający kobietom  prawa do bycia napaloną na swoich własnych zasadach, stale dążący do sensacji, gdzie normą jest to, co służy do zaspokojenia męskich potrzeb i fantazji. Dlatego wróżę „Nimfomance” dużą popularność.

Uważam, że seks jest normalnym, zdrowym aspektem życia. Erotyka jest dobra i jest nam potrzebna. Za to szczerze nie znoszę królujących nam w społeczeństwie podwójnych standardów, które są pełne zrozumienia i daleko posuniętej wyrozumiałości dla seksualnych potrzeb i ekscesów chłopców i mężczyzn, jednocześnie odmawiając dziewczynom i kobietom prawa do odkrywania swojej seksualności i podążania za swoimi własnymi pragnieniami. Lars von Trier pod płaszczykiem obrazoburstwa i wyznaczania nowych szlaków w kinie, utrwala wszechobecne kulturowo i doskonale znane stereotypy, według których aktywne seksualnie kobiety, poszukujące erotycznych doświadczeń, mogą być tylko szalone, dysfunkcyjne i same sobie winne wszystkich złych rzeczy, które je spotykają. Moim zdaniem ten film to moralizująca opowiastka, w której grzeszną dziewczynkę spotykają złe rzeczy, na które sobie zasłużyła. Tytułowa Nimfomanka dopuściła się niewybaczalnej zdrady tradycyjnych wartości kojarzonych z kulturową rolą kobiety i dlatego musi ponieść karę i wieść upodlający ją żywot kobiety uzależnionej od seksu. Najnowszy film Larsa von Triera to zbieranina wypaczonych męskich fantazji i chorobliwych mitów na temat dziewczęcej i kobiecej seksualności.

Bohaterka filmu grzeszy już w dzieciństwie razem z koleżanką dopieszczając sobie łechtaczki ślizganiem się po podłodze w łazience. I tak oto prosty fakt, że dziewczynki też są ludźmi i dlatego też są istotami seksualnymi, mają seksualne popędy i reakcje i normalnym etapem rozwoju jest ciekawość swojej seksualności, jest przedstawiony jako diaboliczny pierwszy krok na równi pochyłej, po której stacza się tytułowa postać filmu. Tak, przecież nie od dziś wiadomo, że dziewczynki i kobiety powinny udawać, że od pasa w dół nie istnieją. Co wolno chłopakom, to nie tobie, kandydatko na niewyżytą Nimfomankę! A kiedy dziewczyna zaczyna uprawiać seks, to uruchamia serię nieszczęść, przykrości i oczywiście traci kontrolę nad sytuacją. Jakże mogłoby być inaczej, skoro nie od dziś wiadomo, że seks to domena mężczyzn, kobiety mogą w niej istnieć, pod warunkiem, że okiełznają swoje żądze, dostosowując się do pragnień mężczyzn i podporządkowując im. Jeśli tego nie zrobią, czekają je w życiu rzeczy straszne i problematyczne.

Seksualność kobiet, prawo do eksperymentowania ze swoim ciałem, zaspokajania ciekawości i własnych pragnień, jest w tym filmie negowane na każdym kroku i staje się przedmiotem taniego moralizatorstwa. W drugiej części filmu, która niedługo ma także wejść na ekrany kin, zapewne bohaterka stanie się ofiarą przemocy. Stereotypy tak już mają, że są trudne do wykorzenienia, ale łatwe do przewidzenia. Od wieków tak zwana rozwiązłość kobiet była traktowana jako usprawiedliwienie przemocy wobec nich. Takie historie pomagają konserwować realia, które obecne są w naszym świecie, w ramach których przemoc wobec kobiet jest czymś oczywistym.

Dla odmiany chciałabym wreszcie obejrzeć film, gdzie kobiety będą głośno artykułować swoje potrzeby i to nie będzie dawało nikomu pretekstu do zarzucania im, że są nienormalne czy niemoralne. Gdzie będą mogły eksperymentować ze swoją seksualnością bez narażania się na surową ocenę. Gdzie seksualna ciekawość i potrzeby dziewczyn i kobiet nie będą przedstawiane w złym świetle. Bo kobiety też mogą odczuwać pociąg, mieć własne potrzeby seksualne. I nie ma w tym niczego złego.

Joanna Keszka

Smutny seks „Ekipy z Warszawy”

Życzę Ekipie z Warszawy, aby w pięknych okolicznościach klubów, basenów i fitnessów wpadła na pomysł, że „mieć jaja” nie oznacza wykorzystywania kobiet, a bycie kobietą nie oznacza, że trzeba w jakiś specjalny sposób udowadniać swoją poprawność seksualną. Wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi, tylko przed niektórymi jeszcze długa droga, żeby zacząć z tego korzystać i tym się cieszyć.

Miło jest uchodzić zarówno w oczach własnych, jak i dla innych, za osobę szacowną, wysublimowaną i dobrze wyedukowaną: pijącą poranną kawę i śledzącą istotne dla świata wiadomości, czekającą na przystanku i czytającą największe dzieła literatury światowej, kąpiącą się w wannie i filozofującą nad potrzebą nie tyle nawet obrony, co posiadania własnych opinii. Jednak czasami zdarza się nam zboczyć z tej świetlistej drogi – i na przykład obejrzeć program na MTV.

Jak to się robi w New Jersey?

W związku z tym, że głośno się zrobiło wokół „Warsaw Shore - Ekipa z Warszawy” przyznam się, że owszem tak, oglądałam amerykańską wersję tego programu pt. „Ekipa z New Jersey”. I co więcej oglądałam ją z daleko posuniętą przyjemnością. Obserwowałam bohaterki, a ich akceptacja siebie – cokolwiek by nie zrobiły i cokolwiek by im się nie przydarzyło – była moim zdaniem godna podziwu i warta naśladowania. Zgubione majtki na imprezie, przypadkowi faceci w jacuzzi, bekanie, drapanie się, spanie z tym, na kogo właśnie się ma ochotę, i picie na umór nie wytrącało bohaterek z równowagi i absolutnie w żaden sposób nie wpływało na zmniejszenie ich bardzo dobrego zazwyczaj zdania na swój własny temat. Bohaterki amerykańskiej wersji programu nie zawsze były z siebie dumne, ale do wszystkiego podchodziły z filozofią, której trudno odmówić słuszności, otóż wpadki się zdarzają, a my żyjemy dalej.

Dziewczyny z amerykańskiej „Ekipy z New Jersey” przypomniały mi epikurejskie: ciesz się życiem. Czasami bohaterki potrafiły się cieszyć z takich prostych rzeczy jak to, że udało im się wlać w siebie jeszcze jeden kieliszek wódki, albo wstać na nogi po zaaplikowaniu sobie kolejnego drinka. Odnaleźć radość w rzeczach tak prostych i nie zawracać sobie głowy tym, co na nasz temat mogą sądzić inni – uważam, że to postawa godna naśladowania. Oczywiście nie sugeruję, że konkretne metody na upajanie się tym, co los nam daje, są warte przeniesienia do naszej codziennej radości z życia, ale patrzenie na to, jak dziwne rzeczy można w życiu robić bez poczucia winy, było ożywcze i w pewien sposób inspirujące.

Do tego była tam tez duża dawka seksu, co można powiedzieć wypadało mi oglądać już z przyczyn tego, że zajmuję się tematem kobiecej seksualności. Dziewczyny eksperymentowały ze swoją seksualnością w dużych ilościach: miały dużo seksu, aktywnie szukały seksu, a także podrywały chłopaków, z którymi chciały mieć seks. Nie było w ich doświadczeniach erotycznych specjalnej finezji czy doszukiwania się przyjemności, ale przynajmniej z powodu ich intensywnych poszukiwań seksualnych przygód nikt nie mówił im, że są puszczalskie, niewyżyte i że powinny się tego wstydzić.

I na koniec to, co najbardziej podobało mi się w „New Jersey Shore”: co wolno było facetom w tym programie, wolno było też kobietom.

A Warszawie: obmacują, obłapiają, klepią, spijają i przyciskają

Dlatego byłam ciekawa, jak ten format sprawdzi się w polskiej wersji. W „Ekipie z Warszawy – Warsaw Shore” nie odnalazłam epikurejskiego „chwytaj życie”, za to zobaczyłam dręczące Polskę stereotypy jak żywe. Zobaczyłam przypisywanie tylko mężczyznom swobodnego prawa do eksperymentowania z seksem, zobaczyłam podwójne standardy, gdzie facetowi w sferze seksu wolno więcej, i więcej się wybacza. Zobaczyłam przyzwoleniem na przemocowe zachowania na tle seksualnym wobec kobiet. Kiedy w pierwszy odcinku „Ekipy z Warszawy” chłopak i dziewczyna lądują razem w łóżku, to na drugi dzień ona płacze i się wstydzi, a on jest pełnym chwały kogutem, któremu się udało zdybać laskę. Faceci z polskiej wersji programu nie podrywają kobiet, oni je obmacują, obłapiają, klepią, spijają i przyciskają. Nie widziałam tutaj nawet znamion flirtu, za to masę sytuacji na granicy przemocy seksualnej. Ci panowie, jak widać, przywykli do tego, że po ciało kobiety wyciąga się rękę, jak po zwykłą rzecz. Nie zadają sobie trudu zapytania partnerki: czego ty chcesz, na co ty masz ochotę. Jest za to krążenie wokół kobiecych ciał i napieranie na nie tak, żeby przestały już się wyrywać i opierać.

Obraz naszpikowanej stereotypami seksualności dopełniają internetowe komentarze widzów programu w Internecie, gdzie kobiety oskarża się standardowo, odwołując się do ich seksualności: że nie są cnotliwe i że jedna z nich „dała dupy” już w pierwszym odcinku. Zupełnie pomijając fakt przemocowych zachowań facetów, czego zdaje się nikt nie zauważać. Lekceważenie kobiet jest jak widać na porządku dziennym. Kto by to zauważał i tym się ekscytował? Przecież mężczyźni w Polsce swoje potrzeby mają, no to jakoś muszą je zaspokajać. A wstydzą się, jak to zwykle w Polsce – kobiety.

Smutny to seks, smutny to program. A pomimo nasycenia go ogromną ilością seksualnych zbliżeń lub prób doprowadzenia do nich, to „Ekipa z Warszawy” z odkrywaniem przyjemności w życiu i w seksie niewiele ma wspólnego.

Joanna Keszka

Polskie pieprzenie o równouprawnieniu

Wczoraj spełniłam swoje tradycyjne jesienne marzenie: zawinęłam się w koc, obok przytulnego kaloryfera i mruczącego kota. Kiedy już byłam pewna, że jest mi tak miło i ciepło, że już bardziej się po prostu nie da, sięgnęłam po książkę. Tym razem postanowiłam zaeksperymentować i poczytać coś, po co dawno nie sięgałam – coś z tzw. popularnej literatury kobiecej polskiej autorki. Wybrałam „Irenę” Małgorzaty Kalicińskiej.

Niewtajemniczonym wyjaśniam, że pani Małgorzata jest autorką super hitu pod tytułem „Miłość nad rozlewiskiem”. Byłam ciekawa, jak gra się słowem pisanym na polskich kobiecych sercach. Czytam sobie pod moim kocykiem i czego dowiaduję się już na samym początku tej książki? Otóż przede wszystkim tego, że mamy w naszym kraju pełne równouprawnienie. Przekonanie to wyraża z całkowitą pewnością jedna z głównych bohaterek powieści. Fascynujące nieprawdaż? Trzeba posiadać nie lada pisarską wyobraźnią, żeby pisać jakoby kobiety w Polsce miały już pełną równość z mężczyznami. Wkurzyłam się i odłożyłam książkę, nie będę tego czytać. Wmawianie kobietom, że jest już równość jest podłą taktyką. Ma zmusić kobiety, żeby nie protestowały i nie chciały dla siebie już niczego więcej. To nic innego jak zamykanie kobietom ust: siedźcie cicho, bo wszystko już macie, a pragnienie czegoś więcej jest już tylko i wyłącznie zwykłą fanaberią niegodną porządnej polskiej matki, żony czy kochanki. Czego ci się jeszcze zachciewa, ty niedobra kobieto, przecież masz wszystko, zdają się przekonywać nas autorki „kobiecych” książek.

Wszystko? Uważam, że tzw. równy podział ról to zwykłe pieprzenie. To prawda, kobiety mają więcej swobody w sprawach zawodowych: mogą kształcić się, zarabiają pieniądze i niektórym zdarza się piąć naprawdę wysoko po szczeblach kariery. I super, bo kto ma pieniądze, ten ma władzę, a życie na cudzym garnuszku nigdy nie jest zabawne, nieważne, czy utrzymują nas kontrolujący rodzice, czy szanowny małżonek. Kto płaci, ten wymaga, więc świetnie, że możemy zarabiać i same za siebie płacić (chociaż wciąż w pracy za tę samą robotę mężczyźni otrzymują więcej).

Problem w tym, że chociaż większość kobiet chodzi do pracy, to nie zwolniło nas z tradycyjnej roli gospodyni, matki i opiekunki wszystkiego, co się rusza. Nie ma równouprawnienia, za to jesteśmy w pułapce podwójnych obowiązków w pracy i w domu. I nie jest to wina równouprawnienia, tylko przeklętych schematów, które wciąż dyktują nieuczciwy podział obowiązków. Mężczyźni chętnie dzielą się odpowiedzialnością za utrzymanie rodziny, nadal jednak dom jest domeną kobiety. Kobieta musi więc pracować dwa razy więcej niż facet i do tego siedzieć cicho, bo najważniejsze decyzje i tak w większości wypadków nadal należą do kompetencji tzw. „głowy rodziny”. Takie mamy równouprawnienie. Ten, kto twierdzi, że jest inaczej powinien, sam siedzieć cicho, a nie pod płaszczykiem „fajnej” powieści o kobietach, zaganiać i tak już umęczone i zdezorientowane Polki do kąta.

Dość mam już w polskiej kobiecej literaturze toksycznych, patriarchalno-gastronomicznych schematów, gdzie kobieta znajduje szczęście porzucając wszelką nadzieję na własny pomysł na życie i realizując się w kuchni przy kotletach, szarlotkach, gołąbkach, czy jajecznicach, jakie autorka kolejnej (anty)kobiecej książki każe jej ugotować dla swojego faceta, po to żeby mogła zademonstrować „prawdziwą” kobiecość. Dlaczego kobiecość ma polegać na tym, że robię pyszne ciasta, a nie na tym, że lubię się masturbować i potrafię to zademonstrować przed swoim facetem? Nie dajmy się złapać w potrzask schematów. Jeszcze daleko nam do emancypacji, ale jesteśmy na dobrej drodze. I niech żadnej z nas nie zatrzyma anty-kobieca literatura, bez względu na to, jak dobrze się sprzedaje i jak często pokazują ją w telewizji publicznej.

Na razie kończę, więc z literackimi eksperymentami pod moim ciepłym przytulnym kocykiem i wracam do moich sprawdzonych poradników i książek o seksie – przyjemność z czytania i pożytek o wiele większy.

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij