środa, 25 kwietnia 2018

W sprawach seksu pętlę czasu owija się kobietom wokół szyi jak postronek

Obejrzałam wczoraj horror "Piąty wymiar". W dużym skrócie to dramat kobiety, która cokolwiek by nie zrobiła, jakkolwiek nie starała się coś zmienić w swojej historii - i tak wraca do punktu wyjścia, z którego chciała się wyrwać. Brzmi znajomo? Dla mnie tak. Często mam uczucie, że w sferze praw kobiet, prawa do poważnego traktowania tego, kim jesteśmy, czego chcemy, co mamy do powiedzenia, tkwimy w pętli czasu. Czasami uda nam się wyrąbać jakąś wyrwę, żeby za chwilę znów mieć to potworne uczucie, że dalej tkwimy, tam skąd chciałyśmy się wyrwać.

W sprawach seksu pętlę czasu owija się kobietom wokół szyi jak postronek. Seks służy do tego, żeby prowadzić kobiety na sznurku, w kółku. Niby coś w tym łóżku wolno, niby jesteśmy już nowocześni i wyzwoleni, ale to wszystko na niby, bo na końcu zawsze wracamy do punktu wyjścia, czyli do miejsce, gdzie kobieta może mieć fantazje o tyle, o ile to wychodzi naprzeciw męskim oczekiwaniom i wyobrażeniom. W seksualnym zamkniętym kółku można się wyginać zgodnie z męskimi fantazjami, ale nie wypada mieć pomysłów erotycznych ani orgazmów na własną rękę, bo to będzie jedynie świadczyć o naszym kobiecym zdziwaczeniu i zdziczeniu. I zawsze może być użyte przeciwko nam jako dowód, że nie lubimy mężczyzn. A przecież lubimy. Wiec jak jeden mąż siedzimy cicho, bo tego się od nas właśnie oczekuje: żebyśmy zadowalały się zadowalaniem innych i siedziały cicho.

W tym celu kobietom podaje się "nowoczesne" recepty na to, żeby mieć orgazm zanim on będzie miał wytrysk. Sugerując tym samym, że jeśli nie wpasujesz się w jego czas osiągania orgazmu, to sama sobie jesteś winna, że znowu zostałaś z niczym. Nigdy w życiu nie widziałam rady dla faceta na temat seksu sugerującej, że powinien zrezygnować z orgazmu, jeśli ona zdążyła już przed nim w łóżku szczytować. Zresztą żaden facet nie poszedłyby do łóżka z kobietą, jeśli wiedziałby z góry, że nie będzie miał z tej zabawy orgazmu. Po co miałby tam z nią iść? A kobiety wysyła się do łóżek z mocnym przekonaniem, że nie powinny oczekiwać "zbyt dużo" i na "zbyt wiele" sobie pozwalać, bo to nie jest dla kobiet droga do dojrzałości i przyjemności z życia i z seksu, a jedynie będzie traktowane jako dowód ich braku moralności i ich ewidentnej nienormalności. Penis ci nie wystarcza? Idź się leczyć! Nie zadowalasz się tym, że on jest zadowolony? Ogarnij się, "dorośnij i zrób coś z sobą! Dojrzała polska kobieta zadowala się byle czym i nie doszukuje się przyjemności w seksie. Jesteś dorosła, możesz wytrzymać te kilka minut dźgania suchej pochwy twardym penisem. Zrobisz to dla rodziny, dla honoru, dla ojczyzny, dla kościoła.

Po co robić raban z kobiecym prawem do orgazmów, z prawem do dobrego traktowania w łóżku i po za nim, z prawem do wyrażania tego, czego my samy naprawdę, naprawdę chcemy, z prawem do mówienia i do bycia wysłuchaną? Problem w tym, że nie jesteśmy nauczeni mówić dobrze i z szacunkiem o kobietach. Kobiety chwali się za wygląd i za wypełnianie stereotypowej roli, czyli za zadowalanie się zadowalaniem innych. Za wszystko inne możemy spodziewać się szybkiej i surowej oceny, krytyki i ataku. Mówić brzydko o kobietach jest sprawą powszechną i łatwą. Wiadomo, że kobiety same są sobie winne: albo prowokują "niewinnych" facetów, albo nie odpowiadają na męskie zaloty, albo mają własne kobiece wyobrażenia i potrzeby, które drażnią i burzą  penisocentryczny ład i porządek. Ja nie mam wątpliwości, że jeśli chcemy zmian, chcemy dla siebie dla swoich córek i także dla swoich partnerów i synów świata, w którym także kobiety traktuje się poważnie, bez wyśmiewania, lekceważenia, oskarżania o głupotę, brak zadecydowania, nieumiejętność podejmowania racjonalnych decyzji i brania odpowiedzialności za życie i za swoje wybory, to musimy sięgnąć po prawo kobiet do orgazmów. Musimy zacząć zadawać sobie proste pytania: dlaczego on ma orgazm, a ja znowu zostałam z niczym? Dlaczego muszę ukrywać swoje marzenia i fantazje erotyczne? Dlaczego muszę tłumaczyć się z posiadania wibratora? Dlaczego nie wolno mi wygłupiać się i bawić się w łóżku na swoich własnych zasadach, tylko muszę skupiać się na tym, żeby on nie poczuł się urażony moją "zbytnią" aktywnością i zbyt "dużą" swobodą seksualną? Dlaczego ciągle muszę prosić o zgodę i przepraszać, kiedy nie zrobiłam niczego złego? Dlaczego nie wolno mi podążać za swoimi pragnieniami i realizować swoich własnych pomysłów - w życiu i w seksie?

Żeby wyrwać się z pętli, jakimi trzyma się nas na postronku, musimy powtarzać sobie najczęściej jak to możliwe: wolno nam. Wolno nam mieć orgazmy, pragnąć ich i doszukiwać się ich, w sposób jaki wydaje nam się najprzyjemniejszy. Bez konieczności tłumaczenia się ze swoich wyborów. Bez konieczności nieustannego udowadniania, że to co mamy do powiedzenia, to czego chcemy, też ma znaczenie.

Tego wam i sobie życzę.

Joanna

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (1)
sortowanie: najnowsze/najstarsze
gość

Brawo !!!

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij