niedziela, 22 września 2019

Po co komu seks?

Zauważyłam, że w naszym kraju bardzo popularne jest udawanie przez dorosłe osoby, nawet posiadające dzieci, że seks ich nie dotyczy. Nieprzyznawanie się do tego, że czasami rozbieramy się i kochamy z naszym partnerem czy partnerką traktowane jest jako symbol moralności i dorosłości. Dla mnie jest to co najwyżej oznaka problemów z akceptowaniem siebie jako całości, czyli także jako osoby seksualnej i z wypieraniem swoich potrzeb. Jednak moje zdanie ma niewielką siłę przebicia, bo jako kobieta, która głośno mówi, że lubi seks, niejako z automatu staję się w naszym kraju osobą mało wiarygodną. No bo skoro rozmawiam o seksie, to nie jestem moralna, dojrzała i poważna. Jasne.

O czym tu tyle rozprawiać – jestem przekonywana. Rzeczywiście nie ma o czym, jeśli po wieczornym filmie myje się zęby, gasi światło i robi „to” pod kołdrą. Chociaż muszę przyznać, że rośnie w Polsce grupa tych bardziej nowoczesnych, którzy po umyciu zębów, kochają się także przy świetle. Jednak nawet mocne żarówki nie pomagają, jeśli kochamy się wciąż tak samo i byle jak. Ja się nie dziwię, że po takich doświadczeniach nie chce się już o takim współżyciu nawet rozmawiać, bo rzeczywiście nie ma o czym.

Tak, na nieszczęście setek tysięcy kobiet i wielu dobrze zapowiadających się par, unikanie rozmów na temat seksu, nie mówiąc już o doszukiwaniu się w nim przyjemności, jest niby objawem dojrzałości. Królowa Wiktoria nie powstydziłaby się takich manier. A mogłoby się wydawać, że epoka wiktoriańska była za Tamizą i dawno temu. A tu proszę, nadal kwitnie nad Wisłą! Więc dorosłe kobiety i mężczyźni, obdarzeni kredytami i dziećmi udają, że: „Seks? Jaki seks? Mnie takie rzeczy nie dotyczą”. Jasne, że nie, dzieci bocian przyniósł i zostawił na grządce kapusty.

Ja rozumiem, że nie dla wszystkich seks jest tak samo ważny, że w życiu mamy dołki i górki i okresy, kiedy rzeczywiście nasza seksualność stoi gdzieś na bocznym torze. Uważam tylko, żeby dobrze byłoby, gdyby kiepskie życie seksualne nie było powodem do dumy i epatowania tanią moralnością. Co wspólnego ma z ludzką uczciwością to, że nie mam orgazmów, albo to, że w moim łóżku zionie rutyną? Dlaczego udawanie, że jako kobieta jestem aseksualna ma ze mnie robić bardziej godną szacunku i poważania osobę?

Możemy spychać nasze pragnienia do podświadomości, możemy się ich wypierać, ale one wciąż tam są. I czekają, aż się do nich przyznamy i kiedyś głośno powiemy: Seks? Bardzo chętnie, ja też to lubię.

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (1)
sortowanie: najnowsze/najstarsze
 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij