środa, 14 listopada 2018

„Nimfomanka” film dla ludzi, którzy nie lubią kobiet i seksu

Miałam wątpliwą przyjemność obejrzeć przedpremierowy pokaz „Nimfomanki” Larsa von Triera. Pod płaszczykiem kulturowo wywrotowych obrazów zobaczyłam restrykcyjny i staroświecki obraz kobiecej seksualności. Aż dziw, że Gość Niedzielny ani Ojciec Dyrektor nie zaszczycili tego filmu swoim patronatem. Tyle tam jest straszenia seksualnością, która jak wiadomo tylko sprowadza kobiety na złą drogę.

Mówi się, że seks się dobrze sprzedaje. To nieprawda. Dobrze sprzedaje się jego zniekształcony obraz, odmawiający kobietom  prawa do bycia napaloną na swoich własnych zasadach, stale dążący do sensacji, gdzie normą jest to, co służy do zaspokojenia męskich potrzeb i fantazji. Dlatego wróżę „Nimfomance” dużą popularność.

Uważam, że seks jest normalnym, zdrowym aspektem życia. Erotyka jest dobra i jest nam potrzebna. Za to szczerze nie znoszę królujących nam w społeczeństwie podwójnych standardów, które są pełne zrozumienia i daleko posuniętej wyrozumiałości dla seksualnych potrzeb i ekscesów chłopców i mężczyzn, jednocześnie odmawiając dziewczynom i kobietom prawa do odkrywania swojej seksualności i podążania za swoimi własnymi pragnieniami. Lars von Trier pod płaszczykiem obrazoburstwa i wyznaczania nowych szlaków w kinie, utrwala wszechobecne kulturowo i doskonale znane stereotypy, według których aktywne seksualnie kobiety, poszukujące erotycznych doświadczeń, mogą być tylko szalone, dysfunkcyjne i same sobie winne wszystkich złych rzeczy, które je spotykają. Moim zdaniem ten film to moralizująca opowiastka, w której grzeszną dziewczynkę spotykają złe rzeczy, na które sobie zasłużyła. Tytułowa Nimfomanka dopuściła się niewybaczalnej zdrady tradycyjnych wartości kojarzonych z kulturową rolą kobiety i dlatego musi ponieść karę i wieść upodlający ją żywot kobiety uzależnionej od seksu. Najnowszy film Larsa von Triera to zbieranina wypaczonych męskich fantazji i chorobliwych mitów na temat dziewczęcej i kobiecej seksualności.

Bohaterka filmu grzeszy już w dzieciństwie razem z koleżanką dopieszczając sobie łechtaczki ślizganiem się po podłodze w łazience. I tak oto prosty fakt, że dziewczynki też są ludźmi i dlatego też są istotami seksualnymi, mają seksualne popędy i reakcje i normalnym etapem rozwoju jest ciekawość swojej seksualności, jest przedstawiony jako diaboliczny pierwszy krok na równi pochyłej, po której stacza się tytułowa postać filmu. Tak, przecież nie od dziś wiadomo, że dziewczynki i kobiety powinny udawać, że od pasa w dół nie istnieją. Co wolno chłopakom, to nie tobie, kandydatko na niewyżytą Nimfomankę! A kiedy dziewczyna zaczyna uprawiać seks, to uruchamia serię nieszczęść, przykrości i oczywiście traci kontrolę nad sytuacją. Jakże mogłoby być inaczej, skoro nie od dziś wiadomo, że seks to domena mężczyzn, kobiety mogą w niej istnieć, pod warunkiem, że okiełznają swoje żądze, dostosowując się do pragnień mężczyzn i podporządkowując im. Jeśli tego nie zrobią, czekają je w życiu rzeczy straszne i problematyczne.

Seksualność kobiet, prawo do eksperymentowania ze swoim ciałem, zaspokajania ciekawości i własnych pragnień, jest w tym filmie negowane na każdym kroku i staje się przedmiotem taniego moralizatorstwa. W drugiej części filmu, która niedługo ma także wejść na ekrany kin, zapewne bohaterka stanie się ofiarą przemocy. Stereotypy tak już mają, że są trudne do wykorzenienia, ale łatwe do przewidzenia. Od wieków tak zwana rozwiązłość kobiet była traktowana jako usprawiedliwienie przemocy wobec nich. Takie historie pomagają konserwować realia, które obecne są w naszym świecie, w ramach których przemoc wobec kobiet jest czymś oczywistym.

Dla odmiany chciałabym wreszcie obejrzeć film, gdzie kobiety będą głośno artykułować swoje potrzeby i to nie będzie dawało nikomu pretekstu do zarzucania im, że są nienormalne czy niemoralne. Gdzie będą mogły eksperymentować ze swoją seksualnością bez narażania się na surową ocenę. Gdzie seksualna ciekawość i potrzeby dziewczyn i kobiet nie będą przedstawiane w złym świetle. Bo kobiety też mogą odczuwać pociąg, mieć własne potrzeby seksualne. I nie ma w tym niczego złego.

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (12)
sortowanie: najnowsze/najstarsze
gość

Sama jeszcze nie widziałam filmu, dlatego ciężko mi się o nim wypowiadać, ale co do samej, tak skrytykowanej opinii - może byłaby inna gdyby nie fakt, że to właśnie kobiece problemy z seksualnością lub całkowite od niej oderwanie są tak często tematem MĘSKICH produkcji? Może faktycznie łatwiej byłoby na to spojrzeć jak na opowieść o samotności i niemożności zaspokojenia własnych potrzeb, gdyby nie nasz, polski kontekst społeczny?

gość

Dopiero wczoraj udało mi się obejrzeć Nimfomankę i.........mam wrażenie, że autorka recenzji zupełnie nie zrozumiała filmu. Nie wiem, czy p. Joanna widziała inne filmy reżysera? Gdyby były one tak proste jak powyższa recenzja, to Nimfomanka zapewne w ogóle nie powstałaby, czy nikt by nie chciał jej dystrybuować do Polski. Chciałam zauważyć, że sama Nimfomanka zarzuca sobie, że jest zła. Mężczyzna jej nie potępia, wręcz usprawiedliwia jej różne doświadczenia seksualne. Ważne jest również to, że bohaterka po inicjacji nie ma ochoty na seks, przychodzi ona po jakimś czasie. To, co ja zauważyłam na ekranie to to, że niektóre osoby potrzebują więcej doznań, jak Nimfomanka sama mówi:"Od innych różniłam się tylko tym, że chciałam więcej". Problemem nie jest doświadczanie, problemem jest brak zaspokojenia, nie tylko w kontekście seksualnym, ale również życiowym. Bohaterka che więcej, ale nie wie, jak to uzyskać, gdzie jest rozwiązanie. A mężczyźni w filmie to potulne kotki, nie są krytykowani, bo właściwie oni sypiają z jedną kobieta, która doskonale wie, czego chce od nich:-)

gość

To była dopiero pierwsza część filmu, druga weszła na ekrany wczoraj....więc komentarz należy się dopiero po obejrzenia drugiej części, bo to przedstawia spójny obraz głównej bohaterki...napiszę komentarz kiedy wybiorę się na drugą cześć...poza tym czy widziała Pani wersję ocenzurowaną czy nie??/

gość

Pani Joanno, mam podobne odczucia.

gość

polecam serial "Girls" HBO

gość

Jest pani zepsutą niezaspokojoną babką.To straszne,że kobiety niszczą siebie nawzajem takimi wypowiedziami.Nie szmaci się innych kobiet udowadniając im wynaturzenie.Sama obecność kochającego mężczyzny emanującego ciepłem w zupełnosci jest wystarczająca.Nie są potrzebne żadne gadżety.Współczuję Pani.Jest pani kobietą upadłą.Już samo stworzenie tego portalu jest oznaką braku wyczucia i delikatności,a właśnie to mężczyźni kochają w kobietach najbardziej.Plastik nie zastąpi słów.Żyje pani w świecie naszpikowanym sztucznością.Ja czuję niesmak po przeczytaniu pani wynurzeń na temat potrzeb kobiet.Nie jest pani godna tego żeby nas reprezentować.Nawet dziwki traktują siebie i inne kobiety z wiekszym szacunkiem.Uwazam,że kino ocieka wulgarnością.Z kina i teatru wychodzi się z niesmakiem.

gość

Joanna, nie mam pojęcia, w której scenie zobaczyłaś to wszystko. :P
To standardowy Trier - opowieść o samotności, uzależnieniu, życiu bez czucia, strachu przed więzią...

Na dodatek film ma niejedno dno, jest cudownie intertekstualny i zaostrza apetyt na część drugą! :)

http://seksualnosc-kobiet.pl/film/mea_maxima_vulva_czyli_prawie_recenzja...

gość

Pani Joanno, czytam Pani komentarz do filmu z otwartymi z niedowierzenia oczami. Bedac swiezo po obejrzeniu filmu jednoznacznie stwierdzam, ze przedstawia absolutnie patologiczny obraz kobiety uwiklanej w uzaleznienie. Nijak sie to ma do, o czym Pani pisze. Tu nie chodzi przeciez o pokazanie, ze kobiece pragnienie seksualnego spelnienia jest pietnowane i pozwolic sobie na to moga jedynie mezczyzni. Ewidentne jest to, jak bardzo uzaleznienie od seksu niszczy niszczy ludzka (takze kobieca) psychike, jakie zpustoszenie sieje w kobiecej emocjonalnosci (prosze zwrocic uwage na kompletny brak ekspresji emocjonalnej u glownej bohaterki). Jedyne, czym bym sie przejmowala po obejrzeniu filmu to nie to, jak to kobiety maja zle nie mogac sie seksualnie wyzyc (a jesli juz to jaka kara je za to czeka), a na tym, jak zle pojete pragnienie cielesnego spelnienia moze destrukcyjnie wplynac na ludzka psychike.
Oczywiscie mozna interpretowac ten film w sposob, w jaki zrobila to Pani, zachecam jednak do zdecydowanie glebszego przyjrzenia sie problemowi.

gość

rozumiem Pani Joanno stanowisko w tej sprawie, chciałam jednak zaznaczyć, że kino jak kino zawsze pokazuje skrajności, żeby docisnąć do fotela, nie jestem ekspertem, ale nimfomania to zaburzenie, które wymaga leczenia, film pokazuje jak smutne i puste jest jej życie, bo nie potrafi zaspokoić swoich potrzeb i zapewne nie dostała odpowiedniej dawki miłosci i opieki od rodziców, tak myślę. Sama chętnie obejrzałabym film, w którym pokażą kobiety świadome swojej seksualności i wartości, bez popadania w skrajność zimnych s.. czy tym podobne, pozostaje szukać w kinie niszowym, gdyż w filmach mainstremowych zawsze utrwalane są stereotypy

gość

Żałuję, że przeczytałam ten wpis, bynajmniej nie dlatego, że mi się nie podobał, ale dlatego, że jeszcze nie widziałam filmu i będę negatywnie nastawiona od początku... Nie ukrywam, że liczyłam na oglądnięcie wielkiego wyzwolenia seksualnego-bezpłciowego. Pozdrawiam Kasia

gość

Dobra recenzja. Nie mam mowy, żebym poszła do kina! :)

gość

Ciekawa jestem tego filmu. Czy jest to krytyczna ocena kobiety, która ma ochotę na zaspokajanie swoich potrzeb seksualnych, czy jak w filmie "Wstyd" jest to obraz już patologicznej, bo kompulsywnej konieczności seksu. W filmie "Wstyd" bohater był seksoholikiem i było jasno pokazane, że jest to dla niego dręczący, uniemożliwiający szczęśliwy związek problem.

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij