wtorek, 25 kwietnia 2017

Maminsynek to taki wrzód na tyłku swojej dziewczyny

Mam nieodparte wrażenie, że na drodze każdej polskiej kobiety prędzej czy później pojawia się jakiś maminsynek. To taki facet, dla którego słowo mamusi jest święte, a jego kobiety – no, już nie tak bardzo. W przyrodzie tak bywa, że czasami wpadamy na dziwaczne okazy. Sztuka polega na tym, żeby nie dać kanalii spieprzyć sobie życia.

Przeczytałam powieść „Maminsynek” Natalii Sochy. Jak we wszystkich książkach tej autorki jest lekko, wartko, celnie. „Maminsynek” to historia kobiety, która zaciska zęby i pomimo wszystkich znaków od synka i jego mamusi, że wcale jej nie chcą, staje do nierównej walki. „Zwycięstwo” w tym starciu oznacza związek z tytułowym maminsynkiem i nie ma w tym żadnej nagrody dla głównej bohaterki. Dla mnie temat książki jest podszyty dramatem. Nie rozumiem, po co być za wszelką cenę z potwornym, samolubnym draniem. Który na dodatek, próbuje pokazać jaki jest, już niemalże od pierwszego dnia znajomości. Czytając tą książkę zastanawiałam się cały czas, skąd u kobiety taki pęd do spieprzenia sobie życia? Po każdym kolejnym rozdziale myślałam: Dziewczyno, zostaw go wreszcie i odejdź sobie w spokoju. Jak widać lektura wciąga.  W związku z tym, że w naszym kraju maminsynków jest jak grzybów po deszczu, warto sięgnąć po „Maminsynka” Nataszy Sochy, żeby podejrzeć problem i samej wyciągnąć konstruktywne wnioski. Ja osobiście uważam, że każdy maminsynek to idealny facet, jeśli lubisz bydlaków.

Maminsynek to nie jest miły facet

Ja „swojego” maminsynka poznałam na dyskotece. Był przystojny i naprawdę miły  i nic nie zapowiadało, że może być takim paskudnym, mamusiolubnym dupkiem. Na randkach potrafił być uroczy, jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stawał się zimny i paskudny, jeśli tylko moje oczekiwania w jakikolwiek sposób kolidowały z tym, co chce od niego jego mamusia.

Po kilku tygodniach znajomości znałam jego i jego mamy rytuały. Nigdy, przenigdy nie umawiał się na spotkanie w sobotę przed 20.00. Sobota to był dzień dla mamy:  wspólne zakupy, potem pomagał jej przygotowywać obiad, jedzenie z nią obiad w ścisłym rodzinnym gronie i wreszcie wspolne sprzątanie po posiłku. Żadnych szans na spotkanie  w tym świętym dniu z obcą kobietą, czyli ze mną, z jego dziewczyną. Trzeba było czekać, aż mama go zwolni.  Mamy i maminsynkowie mają takie „święte” rytuały w kwestii których nie można dyskutować. Tak ma być, tak było zawsze, tego chce mama i koniec pieśni. Żadnych ustępstw i zero możliwości wzięcia pod uwagę tego, że można by inaczej, a już na pewno żadnym argumentem nie jest fakt, że ja mogłam czegoś  chcieć.

Miał własny samochód w czasach, w których ja nawet nie miałam własnego prawa jazdy. Kilka razy poprosiłam o go o pomoc: w dojechaniu do jakiegoś miejsca na obrzeżach miasta, albo w dowiezieniu większych bagaży do mojego mieszkania. Okazało się szybko, że mama nie lubi, kiedy jej chłopiec „za bardzo” ułatwia życie swojej dziewczynie. Czasami mi pomagał, ale było to zawsze uzależnione od jakiegoś nieprzewidywalnego „widzimisię” jego czy jego mamy. W tej pokręconej grze chodziło podobno o to, żeby „mi się w głowie nie poprzewracało” i „żeby on nie był na każde moje zawołanie”.

Oprócz tego za namową swojej mamy trenował tzw. trzymanie mnie na dystans. Robił plany, o których mnie nie informował, na przykład wyjeżdżał na tydzień, bez słowa uprzedzenia, i uważał, że taki „trening” jest potrzebny każdej jego dziewczynie, bo mama powiedziała, że inaczej to „baby, by mu weszły na głowę”. Na dodatek miał całe pięterko w domu swojej mamy, z którego nie zamierzał się wyprowadzać chyba nigdy.

Jasną stroną tej historii było to, że stosunkowo szybko skończyłam tę znajomość. Po około dwóch miesiącach dostałam oświecenia, że u tego pana „nie ma jak u mamy” brzmi jak klątwa.  Skończyłam tę znajomość w czasie jednej rozmowy telefonicznej. Niedojrzałość pomieszana z okrucieństwem takich facetów tworzą zabójczą mieszankę, która, jestem w stanie sobie to wyobrazić, może zatruć skutecznie życie każdej kobiety. Nigdy więcej maminsynków na mojej drodze. Dzięki Bogu są też w tym kraju faceci, którzy kochają swoje mamy, ale potrafią też kochać i troszczyć się o swoje dziewczyny i kobiety.

Fajny facet, to taki, któremu na tobie zależy

Istnieje różnica między maminsynkami i normalnymi facetami, którzy kochają swoje mamy, ale potrafią też kochać inne kobiety. Normalnego faceta interesuje zdanie jego mamy w ważnych kwestiach. Maminsynek nigdy nie odpuści, jeśli coś nie zgadza się z tym, czego chce jego mama. To wielka różnica. Ale największa różnica tkwi w tobie. Czy uważasz, że powinnaś być w związku z kimś, kto cię źle traktuje, kto nie liczy się z twoim zdaniem i na kogo ty nie możesz liczyć? Ja sądzę, że jesteś o wiele za dobra na to, żeby tak traktowali cię pokręceni mężczyźni.

Facet to ważna część naszego życia. Szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy z nim w tzw. stałym związku. Warto zadać sobie jedno, podstawowe pytanie: czy on cię uszczęśliwia? Nie mówię tu o byciu z nim szczęśliwą czasami, niekiedy. Chodzi o to, czy codziennie poświęca czas i energię, żeby twoje życie u jego boku było lepsze? Czy możesz na niego liczyć? Czy wspiera cię, zachwyca się tobą, liczy się z twoim zdaniem i możesz na nim polegać? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to po co ci taki facet? Fajny mężczyzna to taki, który nie wyśmiewa, nie krytykuje, stara się ciebie zrozumieć i zawsze stoi po twojej stronie. Życie bywa wystarczająco trudne, lepiej nie wybierać sobie trudnego towarzysza, żeby je z nim dzielić. W końcu dupkę już masz. Po co ci jeszcze dupek.

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (2)
sortowanie: najnowsze/najstarsze
gość

Czytał ktoś i może polecić? Zbliża się jesień czyli czas deprechy i czytania książek. Powoli robię listę na zimę :)

gość

Kochane; A za dwadziescia kilka lat jak dobrze pójdzie wasz syn się ożeni, a wy się zestarzejecie i możecie zachorować. Czy i wtedy syna okazujacego wam pomoc i serce uznacie za dupka? W trudnej sytuacji nie chciałabym mieć za męża kogoś kto mnie kocha kosztem matki, bo nie można na nim polegać. Może jakiś kompromis?

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij