poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Kobiety do programowania i do seksu!

Rutyna zabija. Zarówno w seksie, jak i w życiu. Dlatego jeśli jest okazja, staram się próbować nowych rzeczy. W psychologii wychodzenie z kręgu tego, na czym się znamy i co otacza nas na co dzień, nazywa się wychodzeniem ze strefy bezpieczeństwa. I bez tego nie ma rozwoju. Zbyt dużo widziałam w swoim życiu osób, których strach przed spróbowaniem  czegoś nowego, zaryzykowania, wyjścia ze starych kolein i spróbowania innej ścieżki trzymał jak w kleszczach w życiu wypełnionym pustką, smutkiem i apatią. Dlatego ja nie marnuję szans na skonfrontowanie się z czymś, czego nie znam.

Tym razem pojechałam po bandzie. W ten weekend spędziłam dwa dni poznając podstawy programowania. Nieźle, prawda? Sama siebie bym nie podejrzewałam o to, że będę kiedykolwiek w życiu dyskutować o wyższości systemu operacyjnego Linux nad Windowsem. I co tu kryć, odkryłam w sobie zadatki na świetną programistkę.


Oprócz tego kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że seks to taka sama dziedzina życia, jak każda inna. Te same zasady, którymi trzeba się kierować, jeśli chcemy rozwinąć skrzydła w nowych technologiach, sprawdzają się, kiedy chcemy zacząć odkrywać i zaprzyjaźniać się ze swoją seksualnością.

Oto, czego dowiedziałam się na temat rozwoju jako programistka i co uważam tak samo dobrze pasuje do rozpostarcia skrzydeł w sferze seksualnej:

  1. Kobiety do programowania i do seksu! Przy komputerach kobiety nie czują się tak pewnie, jak faceci. Tak samo jak seks jest postrzegany za domenę mężczyzn. W programowaniu brakuje kobiet, bo dziewczynkom daje się w prezencie torebki i talony do sklepu z ciuchami, zamiast nowego oprogramowania, prowadzi się dziewczynki na zajęcia dla cheerleaderek zamiast uczyć języka programowania, opowiada się w kółko, że w matematyce to dobry jest tata, brat i wujek, a nie mama, córka i ciocia. I potem dziewczyny nie widzą siebie przy komputerze. I tak jak w przypadku seksu, podobnie w programowaniu - wiele kobiet uważa, że to „męska” przestrzeń, w której sobie same nie poradzą. Do programowania, tak jak do każdej innej dziedziny życia potrzeba czasu, zaangażowania, bystrości, pracowitości. Penis czy jego brak nie ma tutaj nic do rzeczy.

  2. Żeby się rozwijać jako programistka, trzeba próbować przynajmniej jednej nowej rzeczy w roku. Gdybyśmy tak przynajmniej raz w roku odważyli się na nowość w sypialni, nasze życie erotyczne też nabrałoby smaku i blasku.

  3. Tak jak w programowaniu, tak samo w seksie nie można bać się błędów. Cóż, nikt nie jest perfekcyjny, a nie wszystkie pomysły w sypialni będą erotycznym hitem. Tak już jest, że nie zawsze płatki róż będą pieścić nasze zmysły, czasami mogą nas tylko śmieszyć. Nie zawsze kajdanki dadzą nam orgazm, a erotyczny masaż być może nie od razu rozbudzi ogień w naszych lędźwiach. Jednakże, jeśli będziemy ciągle bać się, że coś nam nie wyjdzie, że głupio wypadniemy, że będziemy bardziej śmieszni, niż seksowni, to nigdy nie ruszymy z miejsca. Niech naszym życiem erotycznym nie kieruje wstyd, lęk i niepokój, tylko ciekawość, uśmiech i zabawa.

  4. Programiści zamiast rozwijać się tracą cenną energię, bo wydaje im się, że inni potrafią kodować więcej, lepiej i szybciej. Tak samo jest z seksem. Znam wiele par, którym się wydaje, że ich życie erotyczne nie sięga do pięt dzikim harcom, jakie ich zdaniem wyczyniają w swoich sypialni znajomi X, Y czy Z. A prawda jest taka, że każdy z nas ma swoje górki i dołki, być może słabsze, ale na pewno także i mocniejsze strony. Każdy z nas jest inny. Nikt nie jest perfekcyjny. Najlepiej śmiało i bez oglądania się na innych kroczyć własną ścieżką i odkrywać zarówno seks jak i programowanie na swoich własnych zasadach.

Jak sami widzicie - mam zadatki na świetną programistkę. 2 dni szkolenia i tyle przemyśleń. I obiecuję, że będę rozwijać się zarówno w programowaniu, jak i w seksie.

Joanna Keszka

Polska to kraj dla twardych fiutów, czyli seksualny lepszy i gorszy sort

Z seksem jest jak z demokracją. Możliwość mówienia i bycia słyszanym należy się każdej ze stron. W Polsce mamy zbiorowy problem tak samo z demokracją, jak z seksem. Jest „gorszy sort” w polityce, jest i w seksie. Bo kiedy Minister Zdrowia ustawia polskie penisy do wzwodu, nikogo nie interesuje głos kobiet, które z tymi ustawionymi na sztorc penisami mają seks.

Minister rządu PiS Konstanty Radziwiłł, zwolennik zakazu aborcji, okazał się aniołem stróżem od nieustającej erekcji w polskich sypialniach. Naród polski otrzymał od niego w darze środki na potencję bez recepty. Wszyscy, na czele z polskimi znamienitymi seksuologami radują się:  mężczyźni nie muszą się więcej wstydzić w trakcie wizyt u lekarza, ograniczy się handel środkami na potencję na czarnym rynku, poprawi się życie intymne w polskich sypialniach. I tylko nikomu nie przyjdzie do głowy pomyśleć o polskich kobietach, które właśnie zostały skazane na zmasowany atak sterczących fiutów.

Kiedy penis się podnosi, kobieta ma stać na baczność

Do skonsumowania efektów działania środków na potencję trzeba dwojga, więc logicznie podchodząc do sprawy, przy rozmowach na ten temat, żadnej z zainteresowanych stron nie powinno zabraknąć. A mimo to efekt działania viagry (i jej pochodnych) znamy tylko z jednej – męskiej strony. I nikomu to nie przeszkadza. I nikogo to nie dziwi.

W staroświeckim, restrykcyjnym modelu seksualności, który kwitnie w naszym kraju jak zielone glony w rozgrzanym oczku wodnym, kobiet o zdanie się nie pyta. Domena seksu należy do mężczyzn, kobiety mogą w niej istnieć, pod warunkiem że dostosują się do pragnień mężczyzn i podporządkowując się im. Od kobiet oczekuje się bezgranicznego wsparcia dla erotycznego męskiego ego, nie oferując paniom w zamian nawet namiastki seksualnej życzliwości.

Mamy więc w seksie penisa i pochwę, ale to wokół kondycji męskiego przyrodzenia i samopoczucia jego posiadacza odbywają się poważne debaty. To dla dobra penisa minister zdrowia podjął ważne decyzję. To kondycję penisa komentują polskie autorytety i media. A cipki? Nikt poważny się nimi nie interesuje. Ba, wręcz nie wypada o nich rozmawiać.  Trzeba by wtedy użyć takich brzydkich słów jak: cipa, cipka, wagina, pochwa. Nie, lepiej skupić się na penisach. Penis brzmi ładnie i dumnie. Wszyscy wiemy, że penisy są ważne.

Kobiety nie chcą chodzić na palcach wokół napompowanych przez Ministra Zdrowia męskich fiutów

Dla odmiany, ja uważam, że kobieca perspektywa w seksie też się liczy. Takie mam radykalne poglądy. I postępując zgodnie z moimi rewolucyjnymi jak na polskie warunki przekonaniami, że zdanie kobiet też należy brać pod uwagę, zapytałam użytkowniczki portalu Barbarella.pl o ich doświadczenia erotyczne spod znaku viagry. Wyłonił się obraz seksualności daleki od kolorowego eldorado, jakie obiecują nam producenci środków na potencję i faceci nastawieni na zaspokajanie w łóżku erotycznych ambicji męskiego ego.

Oto, co powiedziały mi kobiety: jak jeden mąż mówią o egoistycznych facetach skupionych na penisie i erekcji, o nienaturalnie długiej, męczącej penetracji, o tarciu, które wydłużone w czasie boleśnie wysusza pochwę, o taranowaniu waginy penisem jak młotem pneumatycznym. Mąż Marty użył środków na potencję, bo chciał dodać „wigoru” ich współżyciu. Marta całe to doświadczenie wspomina jako coś obrzydliwego, a w czasie opowiadania swojej historii ma łzy w oczach: „Mąż tylko ruszał się w przód i w tył, w przód i w tył, w przód i w tył. Nie było widać końca. Od tego nieustannego tarcia pochwa zrobiła się sucha, piekąca z bólu. Czułam się jakby mnie ktoś od środka piłował.”

„Najbardziej nagrzana cipka zdążyłaby się wystudzić takim seksem” - opowiada Alicja: „Kochaliśmy się potwornie długo i monotonnie. Ja byłam tylko od ustawiania się tak, żeby on mógł się wystarczająco długo poocierać. Po tabletce potrzebował długo i mocno, czasami nie mógł skończyć, trzeba go było masować ręką, żeby mu wreszcie opadł. Po zażyciu tabletek dla niego liczyło się tylko to, że penis mu tak twardo stał – dla mnie, żeby mu wreszcie opadł.”

Z kolei Eliza za każdym razem wyłącza telewizor, kiedy na ekranie telewizora pojawia się spot reklamowy środków na potencję: „Reklama pokazuje faceta, który po zażyciu tych tabletek może 2 razy pod rząd. Kiedy myślę o takim skumulowanym rzezaniu w łóżku, to dostaję gęsiej skórki. Dlaczego mężczyźni kupują i łykają proszki, żeby robić swoim kobietom coś takiego? I po co w reklamie wmawia im się, że dwa razy pod rząd to jest jakoby coś, czym mogą zaimponować kobiecie?” – denerwuje się.

Kobiety uważają, że decyzja o zażywaniu środków na potencję powinna być wspólna. „Mój facet starał się ukrywać, że bierze tabletki na potencję, żeby wyjść „na macho” –  napisała jedna z użytkowniczek Barbarella.pl. I bardzo emocjonalnie podsumowuje całą sprawę: „Bardziej potrzebna była nam szczera rozmowa niż atakowanie mnie jego sterczącym kutasem.”

Seksualny lepszy i gorszy sort

Mamy jak kraj długi i szeroki radość całego narodu z tego, że panowie nie będą musieli sięgać po środku na potencję z niewiarygodnych źródeł i będą mogli cieszyć się swoimi twardymi penisami. I jednocześnie konsekwentnie nie dopuszczamy kobiet do głosu w tej sprawie. W polskich rozmowach na temat seksu nie ma panów, którzy chcieliby dowiedzieć się, jak kochać kobietę, nie ma też kobiet, które miałyby tak wysoką wiedzę o swoich erotycznych potrzebach, jak mają o potrzebach mężczyzn. Bo w królestwie polskiej seksualności kobiety nie są od tego, żeby mieć potrzeby, tylko żeby je zaspokajać.

Mam już dość narzucania kobietom roli tej, która służy męskim zachciankom seksualnym. Bez żadnych obowiązków mężczyzn wobec kobiet. On łyka viagrę, ona ma siedzieć cicho. Już dość kneblowania. Pora spojrzeć na kobiety jak na żywe, myślące, seksualne istoty, a nie dmuchane na zawołanie porno lalki.

I proszę mnie dobrze zrozumieć. Prawo do zaspokajania potrzeb seksualnych to ważna sprawa i jestem ostatnią osobą, która komukolwiek by tego prawa odmawiała. Chodzi o to, żeby przestać robić to kosztem kobiet.

Decyzja ministra Radziwiłła w sprawie udostępnienia MaXon Active bez recepty to spektakularna i udana akcja. Ministerstwo Zdrowia przypomina mężczyznom i kobietom w Polsce, gdzie jest ich miejsce w szeregu. Kto ma penisa, ten ma władzę i może liczyć w naszym kraju na specjalne traktowanie. A kto go nie ma, powinien siedzieć cicho i boso w permanentnej ciąży. Seksualny lepszy i gorszy sort.

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij