niedziela, 30 kwietnia 2017

Mit zdziry, czyli co promuje Fundacja Dzieci Niczyje

Fundacja Dzieci Niczyje za publiczne pieniądze stworzyła i propaguje spot reklamowy, który rozpowszechnia szkodliwe stereotypy na temat seksualności nastolatek i młodych kobiet. Fundacja nazywa to edukacją. Ja nazywam to utrwalaniem krzywdzących mitów na temat seksu.

Spot kampanii „Myślę, wiec nie ślę” opowiada historię dziewczyny, która wysyła chłopakowi swoją półnagą fotkę. Zdjęcie zaczyna krążyć w internecie i jest prześladowane wulgarnymi komentarzami. Dziewczyna jest załamana. Z kolei na plakacie promującym kampanię rozebrana dziewczyna zamiast bielizny ma na sobie obraźliwe komentarze: panna puszczalska, ale szmata, brałbym, bezwstydna suka. Twórcy kampanii starszą dziewczyny przed wrzucaniem fotek do internetu wizją wstydu i utraty godności.

Ja zajmuję się promowaniem kobiecej perspektywy w polskich rozmowach na temat seksu. Wiem, że największym problemem z jakim muszą się zmierzyć dziewczyny i kobiety jest świetnie funkcjonujący w naszej kulturze funkcjonuje i świetnie się ma „mit zdziry”. Nastolatka, albo kobieta, która pozwoli sobie na zaakcentowanie własnej seksualności strojem, zachowaniem albo wypowiedziami, naraża się tym samym na bezlitosną krytykę, ośmieszenie i odrzucenie. W zasadzie jeżeli tylko jesteś dziewczyną/kobietą i masz seks, możesz pewna, że prędzej czy później ktoś nazwie cię dziwką, puszczalską, wulgarną, niewyżytą. Jest w naszej kulturze ogromne społeczne przyzwolenie na to, że każdy przejaw seksualności nastolatek i kobiet może być wykorzystany przeciwko nam. Ta brudna logika opiera się na założeniu, że dziewczyny i kobiety same są sobie winne, wszystkich złych rzeczy związanych z seksualnością. I w ramach tego zacofanego i konserwatywnego społecznego mitu, nikt nie staje w obronie tych dziewczyn i kobiet.

Kampania „Myślę, więc nie ślę” świetnie się wpisuje w ten restrykcyjny wobec dziewcząt i kobiet społeczny stereotyp. Spot prezentuje, ze jedynym antidotum na falę internetowej nienawiści i pogardy na tle seksualnym może być uciszenie dziewczyny, która jest ofiarą lub może nią być. Nie ma ani słowa o tych, którzy piszą te obrzydliwe komentarze. Fakt, że można w taki sposób szczuć i dręczyć dziewczynę, jest przedstawiany w spocie jako coś oczywistego, nad czym w ogóle nie ma sensu dyskutować. Tak po prostu tak już jest i nic z tym nie można zrobić – sugeruje spot. To dziewczyna powinna wziąć się w garść: POMYŚLEĆ – to teraz nie miałaby kłopotów. A skoro nie pomyślała, to ma to, na co zasłużyła. Pozornie kampania troszczy się o dobro młodych dziewczyn w relacjach seksualnych, tylko ile jest warta ta troska skoro wynika z niej jedna, podstawowa informacja, że powinnyśmy żyć w strachu przed wulgarną oceną i dopasowywać swoje zachowania do agresywnego, anty-kobiecego środowiska?

Ten spot bazuje na strachu. To nic nowego w odniesieniu do sfery kobiecej seksualności. W naszym konserwatywnym społeczeństwie dziewczyny i kobiety stereotypowo straszy się seksem: że sprowadza je na złą drogę, że naraża na złą opinię, że eksperymentując ze swoją seksualnością ryzykujemy, że zostaniemy porzucone w ciąży, albo zgwałcone, albo wykorzystane, a na pewno odrzucone przez porządnych ludzi i odpowiednich facetów, którzy nie będą się chcieli z nami zadawać. Można tak długo wymieniać. Strach przed stratą reputacji, przed odrzuceniem, przed tym, że nikt nie będzie nas szanował i się z nami liczył, jeśli pozwolimy sobie na wyrażanie swojej seksualności, to ogromna siła, która trzyma w ryzach miliony dziewczyn i kobiet na całym świecie. Zawstydzanie, wywoływanie poczucia winy i zastraszanie przez odwoływanie się do ich zachowań seksualnych nie pomaga dziewczynom i kobietom. Niszczy nas i nie daje szans na odkrywanie i czerpanie radości ze swojej seksualności. Stoi na drodze do bycia jednocześnie nieustraszoną i odpowiedzialną. Powoduje, że kobiety przestają ufać sobie nawzajem, umieszczając się we wrogich obozach: tych porządnych, zasługujących na szacunek, i tych zdzirowatych nie zasługujących na nic dobrego i winnych wszystkich złych rzeczy, które im się przydarzają. Wzmacnia poczucie, że chłopakom wolno więcej i im więcej się wybacza. Na dodatek wprowadza w błąd, bo to nieprawda , że złe rzeczy przydarzają się tylko „niegrzecznym” dziewczynkom. Otóż przydarzają się wszystkim: tym „myślącym” i tym „nie myślącym”.

Można się obrażać na moją opinię i twierdzić, że spot ostrzega przed zjawiskiem, które występuje w prawdziwym świecie i którego należy się bać, żeby go unikać. Tylko, że jeśli rzeczywiście leży nam na sercu bezpieczeństwo młodych dziewczyn i kobiet, nie powinniśmy odwoływać się poczucia winy i strachu! Jeśli się będą bały i wstydziły swojej seksualności i rozmów o niej, będzie im trudniej wyznaczać własne granice, chronić je, protestować przeciw złemu traktowaniu, prosić o pomoc, szukać wsparcia i wpierać inne dziewczyny w podobnej sytuacji. Powinniśmy w kampaniach społecznych, w mediach i w codziennych rozmowach zawstydzać i straszyć tych, którzy wykorzystują seksualność dziewczyn i kobiet do obrażania ich i ośmieszania, a nie wskazywać, że gdyby ofiara zachowała się „bardziej przytomnie”, to uniknęłaby kłopotów.

A teraz powtórzę raz jeszcze, bo to jest bardzo ważne. Ten spot to nie jest edukacja, to jest wzmacnianie krzywdzących stereotypów, które prężnie krążą w naszym polskim krwioobiegu. Prawdziwa edukacja to wyrabianie w dziewczynach odruchu obrony swojego status quo oraz siły, dzięki której mogłyby się oprzeć presji rówieśniczej, zarówno jeśli chodzi o przymus „bycia seksi”, jak i przy odpieraniu zarzutów, że jest się już „dziwką”. To dawanie im narzędzi, żeby umiały wyznaczać własne granice w sferze seksualnej. Żeby nie poświęcały się i nie były zbyt „hojne” w nadziei, ze je ktoś polubi. Edukacja powinna wzmacniać naszą społeczną solidarność w obronie dziewcząt i kobiet, które atakuje się poprzez odwoływanie do ich seksualności. Edukacja powinna wskazywać winnych i oraz podawać mechanizmy pomocne w pociąganiu ich do odpowiedzialności. Naganne nie jest to, że młoda dziewczyna na etapie eksperymentowanie ze swoją seksualnością robi sobie roznegliżowaną fotkę. Naganne i niedopuszczalne jest to, że ktoś wykorzystuje to zdjęcie, żeby ją zastraszyć, ośmieszyć i upodlić. I o tym powinien być ten spot. Powinien być adresowany do rówieśników, którzy stosują cyber przemoc: „Myślę, więc nie gwałcę”. Bo to jest forma przemocy seksualnej – zaszczuć dziewczynę poprzez odwoływanie się do jej sfery seksualnej. Trzeba nauczyć się zwalczać prawdziwego wroga. Seksualność dziewczyn i kobiet nie jest brudna, ani zła. Ale przemoc z podtekstem seksualnym już tak.

Widziałam kiedyś mocną brytyjską reklamę społeczną. Dziewczyna i chłopak są na randce. On ją całuje, potem przytulają się do siebie. W pewnej chwili chłopak robi się coraz bardziej natarczywy, ona się szamoce, prosi: nie, nie rób tego. On nie zwraca uwagi na jej protesty i manipulacją oraz siłą wykorzystuje ją. Na koniec jest pokazane lustro, w którym chłopak ogląda swoje odbicie z ogromnym czerwonym napisem: „Gwałciciel”. Obawiam się, że gdyby ten spot był robiony w Polsce, na końcu w ogóle nie byłoby chłopaka, tylko przed lustrem stałaby zastraszona dziewczyna z podpisem: ”Dziwka”.  Ewentualnie ktoś „litościwy” podał by jej na końcu tego spotu telefon, pod którym mogłaby wyznać, „jak bardzo nie myślała”.

Joanna Keszka

W Natemat na temat seksu: Bo życie to też jest seks

Uważam, za kulturowy horror, fakt, że polskie rozmowy na temat seksu są takie poważne. Specjaliści i prelegenci wypowiadający się w tej kwestii starają się sprawiać wrażenie, że przedmiot dyskusji ich samych osobiście nie dotyczy - tylko „się wypowiadają”. Nie znoszę moralizatorstwa, szczególnie w sferze seksualności. Uważam, że nam wszystkim najbardziej poczucia, że nasze pragnienia są ok, a nasze doświadczenia mieszczą się w naszej własnej normie. Działam zgodnie z przekonaniem, że: nasze wybory seksualne to nasza sprawa i nikomu nic do tego. Uwielbiam dzielić się sprawdzonymi podpowiedziami, wiedzą, w którą wierzę i swoimi własnymi doświadczeniami, jeśli ufam, że moje historie mogą się komuś przydać.

W mroźny lutowy poranek, po gościnnych występach w DzieńDobry TVN, usiadłam z Małgorzatą Ohme z NaTemat.pl w kawiarni i przy kanapce z pastą jajeczną oraz herbacie z imbirem rozmawiałyśmy na temat tego, dlaczego uważam, że seks nie jest poważny, a poważne są jedynie konsekwencje seksu oraz jak być w Polsce kobietą, matką i cieszyć się swoją seksualnością.

Joanna Keszka: Wzrasta moja wiara w polskich facetów. Coraz więcej z nich szuka podpowiedzi, by zadowolić swoją kobietę (zobacz cały wywiad na MamaDu.pl)

Miłe panie, jeśli chcecie zatroszczyć się o swoje życie seksualne, musicie nauczyć się wyciągać rękę po to, na co macie ochotę bez poczucia winy i wstydu. Koniec z poświęcaniem się w łóżku, żeby Misiowi było dobrze - zachęca Joanna Keszka.

Z Joanną Keszką, ekspertką w dziedzinie seksualności kobiet, spotkałyśmy się w dyskusji o zdradzie w telewizji śniadaniowej. Powiedziała mi po programie: "Nie musisz być taka serio! Seks jest zupełnie niepoważny". Byłam ciekawa, co się kryje pod tym stwierdzeniem. I tak powstała rozmowa trochę o rodzicach, trochę o kobietach, trochę o kulturze, ale ze wspólnym mianownikiem SEKS.

Małgorzata Ohme: Mam wrażenie, że dla wielu rodziców życie seksualne dzieli się na przed i po (urodzenia dziecka). Dlaczego?

Joanna Keszka: Poród i pojawienie się dziecka to ogromna zmiana w życiu każdej pary. Zmienia się ciało kobiety, relacje zarówno w małżeństwie, jak i w kontaktach z innymi. Jest to jednak dość naturalne, bo dziecko to jest zmiana i to powiedziałabym dość nieodwracalna. Ani nasze ciało, ani relacje małżeńskie nie będą już nigdy takie jak wcześniej, ale czy to znaczy, że będą gorsze? Po prostu inne. Zmiany to część naszego życia. Problemem jest to, że w sferze seksualnej my często nie jesteśmy do tych zmian przygotowani.

Gdyby ktoś z nami siadł i zamiast gadać tylko o smarowaniu pępka dzidziusia, porozmawiał także o tym, jak zmieni się ciało kobiety, jak zmieni się relacja w związku, także w obszarze seksu - to nie byłoby to tak owiane milczeniem i poczuciem winy. I przejście przez ten okres zmian mogłoby być dużo łatwiejsze.

Często dodatkowo wpędza ich w poczucie winy wyobrażenie, że to tylko ich życie seksualne tak marnie wygląda…

Bo nie wiedzą, że to jest naturalny proces i że inni też tak mają. Z tym, że każdy rodzic przeżywa to nieco inaczej. Jedne kobiety wracają szybciej do pożycia, inne kobiety potrzebują więcej czasu. To też zależy od tego, jak wymagające jest dziecko, a więc jak zmęczeni są rodzice.

Ja zawsze powtarzam, że pierwsze, co muszą zorganizować sobie młodzi rodzice to SEN. A oni często ignorują swoje zmęczenie. My z moim mężem zostawialiśmy po prostu dziecko z moją starszą siostrą i jechaliśmy do hotelu. I tam nie rzucaliśmy się na siebie od razu, tylko musieliśmy się najpierw wyspać. Potem dopiero wracała chęć.

Nie każdy ma taką możliwość.

Jasne. Dlatego nie każdy musi wynajmować pokój w hotelu, by mieć seks ze swoim mężem, ale warto to sobie po prostu na początku zorganizować. Zadbać jak o wszystko. Nigdy nie ma idealnego czasu na seks. Im prędzej z tym się pogodzicie, tym lepiej. Dlatego trzeba mieć seks „wbrew wszystkiemu”, tzn. wbrew wszystkiemu, z czym macie do czynienia, starajcie się mieć czas dla siebie nawzajem. Bo my kobiety tak mamy, że im dłużej nie współżyjemy, tym mniej mamy na to ochotę. I wpadamy w taką czarną dziurę, z której trudno się potem wydostać.

To czasami trwa przez lata. Ciąża, pierwsze dziecko, połóg, drugie dziecko. I tak mija pięć lat…

A to jest już tak długi czas, że najczęściej wszystko jest pozamiatane.

Ktoś kogoś zdradzi.

Na przykład. Albo po prostu relacja się ochłodzi na tyle, że brak seksu będzie już tylko wypadkową tego procesu. Wiele małżeństw rozpada się w momencie przyjścia dziecka na świat. Taka deziluzja bajek o szczęśliwej rodzinie z dzieckiem. A przecież tak nie musi się stać, jak ktoś nam wcześniej powie: to i to się wydarzy, tu i tu jest ryzyko, bądźcie uważni, czujni, poza dzieckiem jest jeszcze WASZ świat. Seks jest jego częścią. Rozmawianie o seksie, planowanie seksu i przygotowywanie się do niego to najlepszy i moim zdaniem jedyny rozsądny sposób na to, żeby cieszyć się intymnością pomiędzy kolejnymi kolkami, wyżynaniem się ząbków, budzeniem się w nocy na karmienie, na picie, na przytulenie, na śpiewanie i na przewijanie. Pomimo zmęczenia, pomiędzy kolejnymi katarami, kaszlami i złymi snami naszych pociech, możemy mieć fajny seks. Czasami miałam wrażenie, że chyba zwariowałam, żeby w całym tym zamieszaniu, a bywały chwile, że niemalże padałam na twarz z niewyspania, jeszcze myśleć o seksie. Nigdy jednak nie żałowałam wysiłku, jaki włożyłam w to, żeby zatroszczyć się o swoje życie seksualne po urodzeniu dziecka. Raz zabawa była lepsza, raz taka sobie, ale warto było i wszystkim to szczerze polecam, by w każdych okolicznościach pamiętać, że seks w związku też się liczy i że warto się o niego troszczyć.

Mówi się też o tym, że matka zaczyna się aseksualnie kojarzyć swojemu partnerowi, gdy karmi, przewija brudne pieluchy, ma nadmiar mleka, który zostawia plamy na koszulce - to bywa dla nich awersyjne.

Sorry, ale to są jakieś lęki nierozbudzonych erotycznie facetów. Kobiecość składa się z różnych wymiarów. Ja bym chciała, aby w naszym pięknym kraju nad Wisłą skończyło się chodzenie na palcach wokół tego rozbuchanego, ale kruchego męskiego EGO! Bo to, o czym ty mówisz jest właśnie tym. Do cholery! Chciałeś mieć dziecko, to konfrontuj się z jego konsekwencjami. Bądź przy porodzie! Akceptuj moje zmiany w ciele! Patrz, jak karmię! To jest część mojej kobiecości. Co mam zrobić ze swoim cyckami wypełnionymi mlekiem? To Ci się nie podoba! To z Tobą jest coś nie tak, palancie!

Zobacz dalszy ciąg wywiadu w MamaDu/Natemat:
Joanna Keszka: Wzrasta moja wiara w polskich facetów. Coraz więcej z nich szuka podpowiedzi, by zadowolić swoją kobietę

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij