niedziela, 30 kwietnia 2017

Deklaracja wiary, czyli publiczne onanizowanie się „miłosierdziem”

Sprawianie sobie przyjemności przez wykorzystanie władzy nad kobiecym ciałem to przemoc. Doktor Chazan i jego koledzy na naszych oczach oddają się własnej przyjemności, jaką sprawia im zmuszanie kobiet do rzeczy, których one nie chcą, i odmawianie im tego, o co proszą. W czasie debat i dyskusji onanizują się na naszych oczach swoim „miłosierdziem”. Deklaracja wiary pokazała ludzi uzależnionych od sprawiania sobie satysfakcji cudzym kosztem – kosztem kobiet. Poprzez odmawianie prawa do aborcji, antykoncepcji, edukacji seksualnej i in vitro ci lekarze nie manifestują własnych wyborów, nie decydują o własnym życiu, ale chcą decydować o życiu innych osób, a konkretnie... kobiet – pisze Joanna Keszka z Barbarella.pl.

Zwolenników deklaracji wiary wprawia w stan upojenia podważanie prawa kobiet do decydowania o sobie. Ona nie powinna mieć głosu, teraz my jej powiemy, co ma robić ze swoim ciałem, niech dobrowolnie robi to, co jej każemy, albo ją z dziką przyjemnością do tego zmusimy. Reżyserzy najbardziej perwersyjnych filmów porno powinni zacząć oglądać polskie rozmowy na temat deklaracji wiary, żeby się uczyć, jak można podniecać facetów oddawaniem w ich ręce ubezwłasnowolnionych kobiet. Tak, wiem, skoro piszę takie rzeczy, to znaczy, że jestem złą, zepsutą kobietą nieczułą na takie słowa jak miłosierdzie i dzidziuś.

Otóż znam te słowa bardzo dobrze. Kilka lat temu w 8. tygodniu moja ciąża obumarła. Czekałam 2 dni na zabieg oczyszczania macicy, który robi się w takich okolicznościach. Pomijając ogromny żal po straconej ciąży, świadomość, że muszę chodzić, żyć z obumarłym zarodkiem w środku była niezwykle trudnym dla mnie przeżyciem. A to były tylko 2 dni. Dlatego nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak można zmuszać kogoś do noszenia i rodzenia okaleczonego płodu, który nigdy nie będzie naszym dzieckiem. Jakim trzeba być człowiekiem, żeby dla własnego dobrego samopoczucia zmuszać kogoś do robienia takich rzeczy? To tyle w kwestii miłosierdzia.

Narodzone dzidziusie nikogo nie interesują

A teraz kolejne słowo fetysz, które wprawia zwolenników deklaracji wiary w stan ekstazy: dzidziuś. W związku z tym, że jestem kobietą i matką, słowo dzidziuś jest mi znane. Ja akurat na swoje obecnie 8 letnie dziecko nigdy tak nie mówiłam, bo zamiast wycierać się wzniosłym nazewnictwem, po prostu je kocham. Mając za sobą 8 lat doświadczeń związanych z byciem matką w Polsce mogę śmiało powiedzieć, że w naszym kraju tzw. dzidziusie małe i duże ma się w dupie. Dzidziuś dziwnym trafem ma swoich zapalczywych i troskliwych opiekunów tylko wtedy, kiedy jest w brzuchu jakiejś kobiety. Kiedy już wyjdzie z tego brzucha, pies z kulawą nogą się za takim dzidziusiem nie obejrzy, nie wspominając o panach ginekologach od aniołów i ich gorących zwolenników, wspomnianych już wyżej perwersyjnych onanistów, podniecających się ubezwłasnowalnianiem kobiet.

Kiedy moje dziecko miało 4 latka, mocno gorączkowało, jedno zapalenie ucha przechodziło w kolejne. Leki i antybiotyki zbijały temperaturę na jakiś czas, po czym wysoka gorączka i stan zapalny znowu wracały. Przez kilka tygodni dziecko słabło, my szaleliśmy. W końcu trafiliśmy do laryngologa, który powiedział, ze to kwestia tzw. trzeciego migdałka. Wystarczy wyciąć, trzeba to zrobić jak najszybciej i dziecko będzie zdrowe. Ogromna radość, że wreszcie wiemy, co robić. Po krótkiej pauzie lekarz dodał, ale najbliższy termin na taki zabieg jest za rok. – Jak to za rok??? –  krzyknęłam, przecież powiedział pan, że trzeba operować jak najszybciej. – Nic nie mogę zrobić, takie są kolejki – odpowiedział lekarz, i w tym samym momencie mój mąż nie wytrzymał tego wszystkiego i zasłabł. Mamy lejące się przez ręce dziecko, a operację można wykonać dopiero za rok. I nic się nie da zrobić. Bo żyjemy w kraju, gdzie walczy się tylko o „nienarodzone dzieciątka”. Te narodzone nikogo nie interesują. Znaleźliśmy prywatną klinikę, zebraliśmy pieniądze (5 tys. zł), zabieg został wykonany błyskawicznie. Skończyły się gorączki i zapalenia ucha. To tylko taki przykład z serii tzw. pierwszy z brzegu. Wiem, że każdy polski rodzic może opowiedzieć podobną historię. Troska o „dzieciątka” w naszym kraju jest zwykłą obłudą i fałszem. To tylko narzędzie do tego, żeby kontrolować kobiety.

Co upaja i podnieca

W tym, co się dzieje teraz w Polsce wokół deklaracji wiary, nie chodzi o tzw. ochronę życia poczętego. Bo odmawia się kobietom nie tylko prawa do aborcji, ale także do antykoncepcji, edukacji seksualnej, in vitro. Tu chodzi o kontrolowanie i ograniczanie kobiet i kobiecych ciał. Władza mężczyzn nad kobietami. To upaja i to podnieca. Jeżeli ktoś jeszcze wierzy, że tutaj chodzi o dylematy moralne, powinien się obudzić. Mieszkam niedaleko Wojskowej Akademii Technicznej. Z samochodów i autokarów co jakiś czas wysypują się bataliony umundurowanych facetów w koloratkach. Kropią święconą wodą co się tylko da: armaty, poligony, karabiny i inne sprzęty do zabijania. Wojsko i księża ramię w ramię. Tutaj nie ma dyskusji o tym, czy zabijanie jest czy nie jest złe. To są męskie sprawy. Zgodne z patriarchalnym porządkiem. O tym się nie dyskutuje. Oskarżamy o zabijanie tylko kobiety. A nie wojsko, czy komandosów, czy policję, czy ludzi, którzy mają broń.

W „deklaracji wiary” jest zdanie: „uznaję pierwszeństwo prawa bożego nad prawem ludzkim”. Dziwnym zbiegiem okoliczności niemalże wszystkie postulaty związane z tą deklaracją dotyczą kontrolowania i ograniczania kobiet i kobiecych ciał. Dlatego uważam, że powyższe zdanie należy odczytać następująco: „uznaję pierwszeństwo prawa męskiego nad prawem kobiet.” Boże chroń patriarchalny system wykorzystywania kobiet. Amen.

Joanna Keszka / Barbarella.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij