piątek, 24 marca 2017

My Słowianie: najsłynniejsze polskie soft porno dumą całego narodu

Tak, zrobiłam to, obejrzałam Eurowizję. Widziałam kobietę z brodą. Zobaczyłam też występ z polską praczką i towarzyszącą jej specjalistką od ubijania masła. Czy zgadzam się z tym, że wykonanie piosenki My Słowianie jest anty-kobiece i szowinistyczne? Oczywiście, że tak. Jeżeli ktoś uważa, że piosenka Donatana i Cleo jest wspierająca kobiety i promująca zdrowy obraz seksualności, to powinien się leczyć. Niestety obawiam się, że polskie przychodnie i szpitale nie byłyby w stanie udźwignąć takiej ogromnej ilości pacjentów. Na naszych oczach publiczna telewizja promuje nowy rodzaj filmów dla dorosłych: narodowo-polskie soft porno na ludowo.

Czy ja mam coś przeciwko cyckom? Oczywiście, że nie. Uwielbiam cycki, patrzeć na nie, dotykać ich, jak również je pokazywać i podstawiać do dotykania. Lubię też zanurzać sutki w ciepłej czekoladzie i podsuwać jeszcze ciepłe i bardzo słodkie do zlizania. Piszę w tym miejscu głównie o własnych piersiach. Tak wiem, jestem wulgarna i niewyżyta, żeby tak o tym głośno wspominać. Mówić publicznie o własnych, kobiecych zainteresowaniach erotycznych nie jest elegancko, ani seksi, ani też po bożemu. Co innego wystawiać ponętne, cudze cycki na widok publiczny. Wtedy wszystko jest ok i seksi i hot i wspaniale. I wszyscy się cieszą.

Jakich to wspaniałych rzeczy nie przeczytałam i nie usłyszałam o wykonaniu piosenki My Słowanie. O tym, że mamy być z czego dumni, bo pokazano, że Słowianki są seksowne, kobiece, zmysłowe, kokieteryjne i urocze. Wprost oczu nie można oderwać od reprezentujących polski naród piersi pani praczki i pani od ubijania masła. Nawet surowa posłanka Kempa, niezmordowana strażniczka cnót wszelakich, złego słowa nie powiedziała. Być może była zbyt zajęta walką z gejowskim lobby, które tym razem wystawiło do walki z polskimi wartościami rodzinnymi kobietę z brodą? A może posłance Kempie najzwyczajniej w świecie też się podobało, że nasz narodowy, polski towar jest taki seksowny i ludzie w całej Europie mogą nam tylko zazdrościć?

Więc dlaczego ja nie jestem dumna i się nie zachwycam? Ja, promotorka radosnego seksu i nieustraszona testerka wibratorów? Właśnie dlatego, że lubię seks, mam dość modelu kobiecości, który łączy nieśmiałość małych kotków z wyszukanym ekshibicjonizmem. W piosence i prezentacji Donatana i Cleo kobiety są przedstawiane w typowej stylistyce soft porno: noszą skąpe stroje, prześcigają się w uległej wobec mężczyzn postawie. Zgodnie z patriarchalną tradycją coś tak złożonego jak kobieca seksualność zostało sprowadzane jedynie do roli dostarczania bodźca dla wzbudzenia męskiego pożądania. Żeby być seksi, nie musisz, a nawet nie powinnaś znać i wyrażać swoich pragnień erotycznych. Miarą kobiecej seksualności nie jest wiedza na temat swoich potrzeb seksualnych, czy umiejętność negocjacji w seksie. Liczy się: rozmiar w biuście, ilość odsłanianego ciała i jego dostępność. Seksowne i kobiece dziewczyny to te, które nie podejmują erotycznej inicjatywy, jedynie wystawiają swoje ciało na pokaz, a ich własne fantazje i pragnienia zostają nieodgadnione, a nawet nieuświadomione.

Dlaczego kobiety nie są przedstawiane jako podmioty patrzące i czujące erotycznie? Czemu obok roznegliżowanej praczki nie ma rozebranego pracza, albo chociażby mleczarza, czy stolarza? Przytaczany często w tym momencie argument mówiący o „kobiecym pięknie” jest słaby, przecież męskie ciała są tak samo piękne i równie dobrze mogłyby być wystawione na spojrzenia kobiet. Tak się jednak nie dzieje. W byciu seksi liczy się bowiem tylko to, czy kobieta potrafi ożywić męskie pożądanie, a nie to, czy ona sama jest podniecona, a potem zaspokojona w uczciwy sposób. Rozbieranie kobiet i publiczne ich pokazywanie to część patriarchalnej tradycji. Kobieta w kontekście erotycznym zostaje sprowadzona do poziomu uległego, seksualnego przedmiotu. Kobiety są przedstawiane w taki sposób, żeby zaspokajać męskie apetyty. Własnych nie mają. Niestety, jest to o tyle przerażający, co powszechny w naszym kraju model kobiecej seksualności. Stąd tabuny rodaków i rodaczek dumnych z takiej prezentacji słowiańskiej kobiecości. Nie mam nic przeciwko afirmowaniu i wyrażaniu przez dziewczyny i kobiety swoich atrybutów i pragnień seksualnych. Chodzi o to, żeby atrakcyjność i kobiecość przestały być utożsamiane jedynie ze wzbudzaniem i zaspokajaniem męskiego pożądania. Żeby pokazywać erotyczną przyjemność jako coś, na co kobiety zasługują i co nam wolno odczuwać.

A co Eurowizja powiedziałaby na Same Suki z Polski?

Przedstawiam alternatywę dla tych, którzy mają już dość stylistyki najsłynniejszego polskiego soft porno pod tytułem My Słowianie. Mamy w Polsce zespół, który potrafi śpiewać o kobiecej seksualności. Same Suki to folkowa ekipa złożona z kobiet, które seksu się nie boją. Tutaj erotyka to nie tylko domena mężczyzn. Kiedy słucham ich piosenek, czuję, że wolno mi więcej, co o tyle jest cenne, że ja i tak na dużo sobie pozwalam. Jestem wielką fanką Samych Suk. Słowa ich piosenek są tak cudne, że po prostu przedstawię Wam kilka moich ulubionych fragmentów z utworu Równochuć, która promuje ich debiutancką płytę Niewierna:

„Chłopy i baby tak samo są ochotne, bywają zalotne, bywają przewrotne, każdy jak chce daje, według swoich chuci, jednych to weseli, a niektórych smuci”

„Kobieta ochotna ludzi złości, chłopak może sobie hasać do woli, dobrych ludzi o to głowa nie boli”. 

„Wzięła ją cielesna ochota, bo w dziewczynie siedzi diabeł, nie cnota”.

I od razu człowiekowi się odechciewa prania i zachciewa uczciwego seksu dla wszystkich i po równo.

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij