poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Smutny seks „Ekipy z Warszawy”

Życzę Ekipie z Warszawy, aby w pięknych okolicznościach klubów, basenów i fitnessów wpadła na pomysł, że „mieć jaja” nie oznacza wykorzystywania kobiet, a bycie kobietą nie oznacza, że trzeba w jakiś specjalny sposób udowadniać swoją poprawność seksualną. Wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi, tylko przed niektórymi jeszcze długa droga, żeby zacząć z tego korzystać i tym się cieszyć.

Miło jest uchodzić zarówno w oczach własnych, jak i dla innych, za osobę szacowną, wysublimowaną i dobrze wyedukowaną: pijącą poranną kawę i śledzącą istotne dla świata wiadomości, czekającą na przystanku i czytającą największe dzieła literatury światowej, kąpiącą się w wannie i filozofującą nad potrzebą nie tyle nawet obrony, co posiadania własnych opinii. Jednak czasami zdarza się nam zboczyć z tej świetlistej drogi – i na przykład obejrzeć program na MTV.

Jak to się robi w New Jersey?

W związku z tym, że głośno się zrobiło wokół „Warsaw Shore - Ekipa z Warszawy” przyznam się, że owszem tak, oglądałam amerykańską wersję tego programu pt. „Ekipa z New Jersey”. I co więcej oglądałam ją z daleko posuniętą przyjemnością. Obserwowałam bohaterki, a ich akceptacja siebie – cokolwiek by nie zrobiły i cokolwiek by im się nie przydarzyło – była moim zdaniem godna podziwu i warta naśladowania. Zgubione majtki na imprezie, przypadkowi faceci w jacuzzi, bekanie, drapanie się, spanie z tym, na kogo właśnie się ma ochotę, i picie na umór nie wytrącało bohaterek z równowagi i absolutnie w żaden sposób nie wpływało na zmniejszenie ich bardzo dobrego zazwyczaj zdania na swój własny temat. Bohaterki amerykańskiej wersji programu nie zawsze były z siebie dumne, ale do wszystkiego podchodziły z filozofią, której trudno odmówić słuszności, otóż wpadki się zdarzają, a my żyjemy dalej.

Dziewczyny z amerykańskiej „Ekipy z New Jersey” przypomniały mi epikurejskie: ciesz się życiem. Czasami bohaterki potrafiły się cieszyć z takich prostych rzeczy jak to, że udało im się wlać w siebie jeszcze jeden kieliszek wódki, albo wstać na nogi po zaaplikowaniu sobie kolejnego drinka. Odnaleźć radość w rzeczach tak prostych i nie zawracać sobie głowy tym, co na nasz temat mogą sądzić inni – uważam, że to postawa godna naśladowania. Oczywiście nie sugeruję, że konkretne metody na upajanie się tym, co los nam daje, są warte przeniesienia do naszej codziennej radości z życia, ale patrzenie na to, jak dziwne rzeczy można w życiu robić bez poczucia winy, było ożywcze i w pewien sposób inspirujące.

Do tego była tam tez duża dawka seksu, co można powiedzieć wypadało mi oglądać już z przyczyn tego, że zajmuję się tematem kobiecej seksualności. Dziewczyny eksperymentowały ze swoją seksualnością w dużych ilościach: miały dużo seksu, aktywnie szukały seksu, a także podrywały chłopaków, z którymi chciały mieć seks. Nie było w ich doświadczeniach erotycznych specjalnej finezji czy doszukiwania się przyjemności, ale przynajmniej z powodu ich intensywnych poszukiwań seksualnych przygód nikt nie mówił im, że są puszczalskie, niewyżyte i że powinny się tego wstydzić.

I na koniec to, co najbardziej podobało mi się w „New Jersey Shore”: co wolno było facetom w tym programie, wolno było też kobietom.

A Warszawie: obmacują, obłapiają, klepią, spijają i przyciskają

Dlatego byłam ciekawa, jak ten format sprawdzi się w polskiej wersji. W „Ekipie z Warszawy – Warsaw Shore” nie odnalazłam epikurejskiego „chwytaj życie”, za to zobaczyłam dręczące Polskę stereotypy jak żywe. Zobaczyłam przypisywanie tylko mężczyznom swobodnego prawa do eksperymentowania z seksem, zobaczyłam podwójne standardy, gdzie facetowi w sferze seksu wolno więcej, i więcej się wybacza. Zobaczyłam przyzwoleniem na przemocowe zachowania na tle seksualnym wobec kobiet. Kiedy w pierwszy odcinku „Ekipy z Warszawy” chłopak i dziewczyna lądują razem w łóżku, to na drugi dzień ona płacze i się wstydzi, a on jest pełnym chwały kogutem, któremu się udało zdybać laskę. Faceci z polskiej wersji programu nie podrywają kobiet, oni je obmacują, obłapiają, klepią, spijają i przyciskają. Nie widziałam tutaj nawet znamion flirtu, za to masę sytuacji na granicy przemocy seksualnej. Ci panowie, jak widać, przywykli do tego, że po ciało kobiety wyciąga się rękę, jak po zwykłą rzecz. Nie zadają sobie trudu zapytania partnerki: czego ty chcesz, na co ty masz ochotę. Jest za to krążenie wokół kobiecych ciał i napieranie na nie tak, żeby przestały już się wyrywać i opierać.

Obraz naszpikowanej stereotypami seksualności dopełniają internetowe komentarze widzów programu w Internecie, gdzie kobiety oskarża się standardowo, odwołując się do ich seksualności: że nie są cnotliwe i że jedna z nich „dała dupy” już w pierwszym odcinku. Zupełnie pomijając fakt przemocowych zachowań facetów, czego zdaje się nikt nie zauważać. Lekceważenie kobiet jest jak widać na porządku dziennym. Kto by to zauważał i tym się ekscytował? Przecież mężczyźni w Polsce swoje potrzeby mają, no to jakoś muszą je zaspokajać. A wstydzą się, jak to zwykle w Polsce – kobiety.

Smutny to seks, smutny to program. A pomimo nasycenia go ogromną ilością seksualnych zbliżeń lub prób doprowadzenia do nich, to „Ekipa z Warszawy” z odkrywaniem przyjemności w życiu i w seksie niewiele ma wspólnego.

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij