piątek, 24 marca 2017

Świętowanie - harowanie?

Okres przedświąteczny i same Święta można przeżyć na dwa sposoby: bosko, to znaczy z uśmiechem i kieliszkiem dobrego wina w ręku, albo zgodnie z tradycją – przy garach w kuchni i usługując wszystkim wokół. Wybór należy do Ciebie.

W moim kalendarzu przerwa świąteczna to okazja, żeby się wyspać, obejrzeć tyle odcinków „Przyjaciół”, że potem przez cały rok już nie mogę na nich patrzeć (aż do następnych świąt), popić sobie winko, które zagryzane świątecznym bigosem nawet nie grozi kacem.

Lubię święta, ale od niedawna. Jeszcze kilka lat temu okres świąteczny był dla mnie wielkim wyścigiem z czasem pod hasłem: ”O mój boże, żeby tylko zdążyć ze wszystkim przed pierwszą gwiazdką!”. Przejęłam pałeczkę od mojej mamy, bo z racji mojej płci byłam do tego przygotowywana od dzieciństwa i tak oto pewnego niezbyt pięknego dnia zostałam Główną Organizatorką Świąt. Więc najpierw było sprzątanie całego mieszkania, odkurzanie każdego kąta i każdej książki, potem wjeżdżały kolejne atrakcje: domowe pierniczki, sałatki i ręcznie lepione pierogi. Ile ja życia straciłam przy lepieniu pierogów na święta. Oczywiście nie było świąt bez karpia, przygotowywanego przeze mnie osobiście. Jako kobieta, czyli kapłanka domowego ogniska, nabuzowana kawą, stałam przy garach, tudzież jechałam na ścierce aż do pierwszej Gwiazdki. Bo chciałam, aby było miło, dobrze i przyjemnie i rodzinnie. Tak jak w książkach, gazetach, filmach i reklamach, gdzie perfekcyjna pani domu z uśmiechem zaprasza domowników do suto zastawionego stołu. Jednak w przeciwieństwie do pań z reklam świątecznych, kiedy ja zapraszałam do stołu, to nie miałam już uśmiechu na twarzy, tylko wszystkiego i wszystkich dosyć. Mimo, że próbowałam wycisnąć z siebie tyle entuzjazmu, ile tylko się dało, co roku z radością witałam zakończenie takiego świętowania.

Wypełnianie tradycyjnej roli kapłanki domowego ogniska zdecydowanie mi nie służy. Więc wreszcie mnie oświeciło. Kiedy w tym roku zaczął zbliżać się koszmar kolejnych świąt, postanowiłam… odpuścić. I zrobić sobie prawdziwe Święta: pierogi z tacki, ciasto z cukierni, wspólne sprzątanie dla wszystkich i po równo (bez zaglądania w kąty), żadnego karpia, trochę śledzi i barszcz z kartonu. I stał się cud! Poczułam ducha Świąt Bożonarodzeniowych. Po tylu latach, nareszcie.

I dla wszystkich, którzy tęsknią za prawdziwie świąteczną atmosferą mam kilka sprawdzonych podpowiedzi:

1. Zastanów się dwa razy, bo może wcale nie musisz tego robić

Kiedy masz coś zrobić w domu, pomyśl dwa razy, bo może okazać się, że wcale nie musisz tego robić. To jest jedna z moich ulubionych życiowych zasad. Bardzo ułatwia organizację i pozwala zaoszczędzić masę czasu. Stosuję ją na co dzień i od święta.

2. Bądź mądrą dziewczynką i nie baw się w perfekcyjną panią domu

Zamiast katować się wcielaniem w perfekcyjną panią domu, podaruj sobie spokój. Poważnie. W tym celu:

  • zrób listę rzeczy do zrobienia według ważności
  • od razu wykreśl ¼ z nich
  • z pozostałych wybierz tę ważniejszą dla ciebie połowę
  • a z reszty radośnie zrezygnuj

3. Nie wszystko na twojej głowie

Dziel się szczodrze zadaniami, których nie sposób się pozbyć w ogóle. Powiedz swojemu partnerowi konkretnie i bez niedomówień, co ma zrobić. Uwierz, że jest dużym chłopcem. Na tyle inteligentnym i samodzielnym, że poradzi sobie nawet z takim ambitnymi zadaniami jak czyszczenie sedesu czy kupowanie warzyw do sałatki. Jeżeli ty możesz, to on też. Nie wyręcza go, nie obsługuj, nie zapraszaj na gotowe. Jeżeli robicie slalom na mopie, to ramię w ramię. Kiedy trzeba obrać ziemniaki, czy pokroić marchewkę, też dzielicie się robotą uczciwie. Zobaczysz, że dzięki temu życie nabierze kolorów, a wasze wspólne przecież Święta – blasku. Jeżeli kochany Mysio, Pysia się zmęczy i zapadnie się przed telewizorem, zasiądź tam razem z nim. Skoro on może robić sobie przerwę, ty zasłużyłaś na nią tym bardziej.

4. Powiedz krytykantom, żeby się zamknęli

Święta to czas spędzany w rodzinnym gronie. Lepiej więc nie dać się omamić przesłodzonym reklamom na których wielopokoleniowe rodziny uśmiechają się do siebie zza stołu. W realnym świecie należy być w tym okresie przygotowaną. Wcześniej opracuj sobie gotowe teksty na wszelkie rodzaju zaczepki i mniej lub bardziej wyraźne aluzje, że sobie w życiu nie radzisz tak jak trzeba, że nie jesteś wystarczająco gospodarna, czy zapobiegliwa, że nie potrafisz sobie radzić z dziećmi ani zatroszczyć się o męża. Nie chodzi mi o wzbudzenie prowokacyjnej zaczepności z twojej strony. Przypominam tylko, że warto przygotować się do wysyłania jasnego komunikatu: „Nie szukam zwady, ale proszę szanować mnie, mój punkt widzenia i to co postawiłam przed wami na stole.” Wiele z nas uważa, że nawet obrona własnego zdania to gotowy przepis na rodzinną awanturę. Nawet jeśli, to nie ty zaczęłaś, prawda? Masz pełne prawo do poszanowania twoich decyzji i wyborów, bez względu na to, czy oznaczają brak karpia na stole, brak męża, brak dzieci, czy braki pieniędzy na koncie.

I teraz mogę pożyczyć wam relaksujących świąt. Jesteście już na nie gotowe.

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij