poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Sprawa kapelusza, kobiecego życia i śmierci

Bądźmy wierne swojej instynktownej psychice, podążajmy za swoimi pragnieniami i brońmy tego, co nam służy, w co wierzymy i czego chciałybyśmy w życiu spróbować.

Wiecie, co moim zdaniem najgorsze jest dla kobiet? Utwierdzanie ich na każdym kroku, że ich własne pragnienia i potrzeby są nieważne, głupie, śmieszne i zbędne. Kobieta „godna pochwały” to wciąż taka, która potrafi zacisnąć zęby, podkasać rękawy i bez narzekania zaspokajać i obsługiwać innych. „Ile słoików zrobiłaś na zimę?”  Kobiety są przyzwyczajone do tego, żeby na takie pytania z dumą odpowiadać: „Sto! I to z ręcznie kaligrafowanymi karteczkami na każdym pojemniku!”. A ile snu, odpoczynku, czasu dla siebie przez to straciłaś? A ile takich słoików zrobił twój mąż? I czy ktoś ci za to podziękował? Czy naprawdę robienie słoików to było to, czego najbardziej w tym momencie swojego życia potrzebowałaś?

Ja akurat nie robię żadnych słoików, z zasady. Szkoda mojego życia. To, że uwolniłam się od przetworów, nie oznacza wcale, że jestem już taka świadoma własnych potrzeb i potrafię bez problemów zaspokajać głód swojej duszy, zamiast szykować jedzenie ludziom, którzy sami bez problemu mogliby to jedzenie sobie przygotować.

Ostatnio mam problem z samotnym, długim spacerem. Ale zanim o nim opowiem, przedstawię wam fragment wspaniałej książki „Biegnąca z wilkami”, który skłonił mnie do napisania tego tekstu:

Pewna kobieta, z którą pracowałam, inteligentna i utalentowana, opowiadała mi o swojej babci ze Środkowego Zachodu. Według babci najlepszą rozrywką było pojechać pociągiem do Chicago, założyć wielki kapelusz i, spacerując po Michigan Avenue, oglądać wystawy i zadawać szyku w roli eleganckiej damy. Z konieczności, czy zrządzeniem losu, wyszła za mąż za farmera. Osiedli wśród bezmiaru pól pszenicznych, gdzie zaczęła usychać i więdnąć w schludnym małym wiejskim domku, dużym w sam raz dla niej, dzieci i męża, jak Pan Bóg przykazał. Nie miała już czasu na tamto „frywolne” życie, które kiedyś wiodła. Miała za dużo dzieci, za dużo „babskich zajęć”.

Pewnego dnia, wiele lat później, wyszorowawszy uprzednio podłogę w kuchni i w salonie, założyła woja najlepszą jedwabną bluzkę, zapięła długą spódnicę, a na głowę włożyła ogromny kapelusz. Przystawiła sobie strzelbę do ust i pociągnęła za spust.

Głód duszy może przyprawić kobietę o nieznośne cierpienia. Przejmującą historie. Niemalże można usłyszeć głosy różnych osób przekonywujące tę kobietę, że spacer po obcym mieście w wielkim kapeluszu to głupota, starta czasu i zbędna fanaberia. Która z nas nie była zachęcana do dokonywania w życiu wyborów sprzecznych z tym, czego naprawdę potrzebowałyśmy i pragnęłyśmy? W imię bycia odpowiedzialną, rozsądną, albo godną pochwały kobietą, żoną i matką, każdego dnia jesteśmy zachęcane do rezygnowania z pomysłów, które są bliskie naszemu sercu. Siedzimy w zawodach, które wybrali dla nas nasi rodzice, realizujemy ich niespełnione ambicje, przeprowadzamy się dla męża zostawiając za sobą przyjaciół, bliskie miejsca i dobrą pracę, rezygnujemy z życia takiego, o jakim marzymy, podporządkowując się w kluczowych kwestiach decyzjom i wyborom partnera.

Nie zawsze rezygnowanie z siebie objawia się w sprawach wielkich. Czasami może chodzić o pomalowanie mieszkanie na pomarańczowo, albo wyjazd na wymarzone wakacje, albo zapisanie się na kurs lepienia w glinie, albo przemeblowanie mieszkania, albo kupno ukochanych butów. Ja od wielu miesięcy nie mogę wybrać się na długi, samotny spacer w parku. Taki spacer „chodzi za mną” już od dłuższego czasu. Widzę go w wyobraźni, pragnę, marzę o nim i potrzebuję go. Co z tego, skoro od kilku miesięcy tak się składa, że nie udało mi się tego zrobić. Dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze są sprawy „ważniejsze”. Nawet dwa razy już się wybrałam, ale „po drodze” musiałam załatwić kilka spraw, które się przedłużyły i znowu z długiego, samotnego spaceru nic nie wyszło. Niby nic wielkiego, głupi spacer, da się bez niego żyć i jak widać, ja jakoś żyję. Po prostu, tak jak to się dzieje od zawsze to, co mogłoby posłużyć mi i tylko mi, znalazło się na szarym końcu.

Pomyślałam, że to nie ma sensu. Trzeba planować i organizować swoje życie tak, żeby nie tylko innym, ale nam też było w nim dobrze. Kiedy pozwolimy sobie na pójście za głosem własnych potrzeb, nigdy nie wiadomo, dokąd nas te nowe ścieżki poprowadzą. Może się okazać, że na takim spacerze tylko zmarznę, ale może też być tak, że nabiorę wiatru w żagle i przeżyję intensywniejsze emocje niż daje wypicie 10 espresso. Nie będę wiedziała, dopóki nie dam sobie pozwolenia na robienie rzeczy ważnych z mojego własnego punktu widzenia. Tylko przełamując utarte schematy dajemy sobie szansę na odkrycie swojej własnej istoty. Im mocniej inne osoby utwierdzają cię w przekonaniu, ze dobrze jest tłuc kotlety i robić kompoty, tym intensywniej zastanawiajmy się, czy to jest to, czego w danym momencie najbardziej pragniemy. Jeżeli ktoś kocha kotlety, to niech sobie je tłucze sam, a ja wreszcie wybiorę się na ten cholernie długo odkładany spacer.

I na koniec jeszcze jeden cytat z „Biegnącej z wilkami”:

„Jeśli kobieta nie spojrzy wprost na własną martwotę i rzeź dokonaną w psychice, to zostanie uległa wobec rozkazów drapieżcy.”

Dlatego bądźmy wierne swojej instynktownej psychice, podążajmy za swoimi pragnieniami i brońmy, tego co nam służy, w co wierzymy i czego chciałybyśmy w życiu spróbować.

Joanna Keszka

Historia o kobiecie, jej mężczyźnie, jej wibratorze i Tajemniczym Głosie

Opowiem wam dzisiaj historię o kobiecie, jej mężczyźnie, jej wibratorze i Tajemniczym Głosie.

Nie tak dawno temu, a nawet całkiem niedawno, była sobie kobieta. Miała pracę, była w stałym związku z tym samym partnerem od 5 lat i nie miała orgazmów. Wreszcie pewnego dnia kupiła sobie piękny wibrator. Polubiła swój nowy wibrujący pro-kobiecy gadżet i w zaciszu swojej sypialni odkrywała, jak jej ciało reaguje na nowe doznania, na wibracje i pieszczoty. Przeżyła swój pierwszy w życiu orgazm i podobała jej się spontaniczność i dzikość, jaką w sobie odkryła. Jednak bała się opowiedzieć o swoich doświadczeniach partnerowi. Trzymała swój sekret głęboko ukryty w szufladzie ze skarpetkami.
Pewnej nocy długo nie mogła zasnąć. Kiedy wreszcie zapadła w sen, usłyszała Tajemniczy Głos: ”Powiedz swojemu chłopakowi, że kupiłaś wibrator. Jeśli to go zasmuci albo zaniepokoi, wytłumacz mu, że niektóre kobiety mogą przeżyć przyjemność dzięki mocnej stymulacji, którą może zapewnić tylko wibrator. I nadal twój mężczyzna będzie najlepszym kandydatem do zapewnienia ci orgazmów, wystarczy, że weźmie wibrator w swoje ręce. A jeśli będzie wolał dopieszczanie swoich kompleksów lęków i niepokojów od dopieszczania twojej łechtaczki, to może pora do nowego wibratora i nowych orgazmów dodać także nowego chłopaka.”

Jak wam się podoba ta historia i jaki waszym zdaniem może być jej dalszy ciąg?

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij