piątek, 24 marca 2017

O kobietach, które nigdy nie mają dość rozmów o seksie

Lubię seks. Kojarzy mi się z przyjemnością, z intymnością, z wolnością. Konsekwnecją mojego podejścia do tematu jest to, że lubię też o seksie rozmawiać: dzielić się swoimi pomysłami i słuchać, co ciekawego na temat tego, co można odkryć w łóżku mają do powiedzenia inni. Odkąd zaczęłam zaprzyjaźniać się ze swoją seksualnościa, odkryłam, że seks to temat rzeka. Jest jeszcze tyle rzeczy do wypróbowania, tak dużo emocji do przetestowania. Nigdy nie byłam jeszcze wszechwładną dominą, może to pozostanie tylko w sferze moich fantazji, a może ktoregoś dnia... Klapsy to też sztuka, na którą dopiero się otwieram. Zaczyna się sezon na truskawki i ja już kombinuję, jak włączyć te wspaniałe owoce do moich seksualnych doświadczeń. Seks to zabawa, wspaniale jest powygłupiać się w łóżku.

Czasami kiedy zaczynam opowiadać o moim zaciekawieniu sferą seksualną, zdarza się, że słyszę zarzut, że „Ciągle tylko seks i seks, a przecież już wszystko na ten temat zostało powiedziane”. Może muszę kupić sobie aparat słuchowy i mocniejsze szkła kontaktowe, bo ja nie widzę i nie słyszę, żeby wszyscy wokół rozmawiali o seksie (a szkoda, bo otwarta rozmowa to świetny wstęp do udanego seksu). To czego jest dużo w filmach, reklamach i magazynach, to młodociane, wychudzone modelki sugerujące, że mogą mieć ochotę na seks zawsze i w każdych warunkach. Tylko, że jest to przekaz tak samo prawdziwy jak informacja o tym, że pożyczka w Providencie może pomóc ci w trudnej sytuacji finansowej.

Ja nie widzę w mediach informacji na temat seksu kobiet w wieku 40, 50, czy 60 lat +. Nie zauważyłam, żeby podkreślano, jak duże znaczenie dla budowania intymnej bliskości w związku ma radosny seks. Nie widzę podpowiedzi zabaw i gier erotycznych, które pomagają otwierać się na potrzeby obu stron. Nie słyszałam, żeby kobiety były namawiane do eksperymentowania w sypialni i do okrywania tego, co jest dla nich dobre. Wciąż promuje się kobiecość skorojoną na miarę męskich fantazji. Kobieta ma być młoda, zawsze chętna do seksu z partnerem i omdlewająca pod wpływem samej penetracji. Co to ma wspólnego z rzeczywistością? Nic. Tylko wywołuje w nas kobietach poczucie winy, że znowu nie udało nam się sprostać kolejnym męskim fantazjom na temat kobiecości.

Więc kiedy słyszę kobiety, które mówią, że seks to przereklamowany temat, podejrzewam, że sparzyły się na dostosowywaniu swoich potrzeb do męskich fantazji. I bardzo dobrze, że mają tego dość, bo to ślepa uliczka, która prowadzi prosto do tego, że seksualność kojarzy się tylko i wyłacznie z rozczarowaniem, zamiast z radością i budowaniem intymnej więzi w związku. Tylko, że zamiast odcinać się od seksu w ogóle (co jest niemożliwe, bo czy nam się to pdoba, czy nie, wszyscy jesteśmy istotami seksualnymi), lepiej skupić się na odkrywaniu tego, co jest dla nas kobiet dobre, co nam sprawia przyjemność, na co my same mamy ochotę.

Świadome swojego prawa do przyjemności, będziemy wybierały sobie takich partnerów, których interesują także nasze potrzeby, którzy razem z nami będą chcieli wypróbowywać rzeczy odmienne, nowe, którzy nie będą oczekiwali od nas wyłącznie zaspokajania ich potrzeb, ale z radością zajmą się realizacją również naszych, kobiecych pragnień. Nie wypierajmy się więc swoich kobiecych pragnień i zamiast uciekać przed seksem, odróżniajmy seksualność skrojoną na miarę męskich fantazji, od tej która służy obu stronom w związku. Kiedy kobieta uwierzy w swoje prawo do dobrego jej traktowania i do udanego i radosnego seksu, wtedy nigdy nie ma dość tematu seksu :).

Joanna Keszka

Majówka nad rozlewiskiem, czyli jaka jest szansa, że spotkasz faceta, który będzie wiedział, jak ciebie zaspokoić


Ellen von Unwerth lingerie photoshoot

No to długi weekend mamy zaliczony, można spokojnie wrócić do pracy. Moją majówkę zaliczam do udanych: słońce, jezioro, las, był czas na sen i ochota na seks. Czegóż można chcieć więcej?

W czasie weekendowych wędrówek po Polsce wpadały mi też w ręce różne książki. Miedzy innymi spędziłam jeden wieczór z książką pod tytułem „Dom nad rozlewiskiem”. Tytuł dosyć znany, bo nawet serial w telewizji powstał na podstawie tej historii. Ja szanuję dobre czytadła i nie uważam, że każda książka musi przewietrzać światopogląd i zmuszać do rewizji poglądów na człowieka i kosmos. Czasem dobrze jest poczytać po prostu o tym, że ktoś traci pracę, ale po chwilowej traumie odnajduje jeszcze lepszy pomysł na życie, pieniądze i seks. Nie przeczytałam całej książki. Zatrzymałam się na opisie romansu z pracy, kiedy to nasza bohaterka ląduje w ramionach sympatycznego kolegi z biura i on wie, jak ją dotykać, pieścić, całować i w ogóle o jej ciele wie wszystko. Taaak, szczęśliwe zbiegi okoliczności się zdarzają, jednak zdając się tylko na nie, mamy szanse na udany seks mniej więcej takie, jak na zobaczenie papieża w barze z karaoke. I to był koniec mojej przygody z lekturą „Dom nad rozlewiskiem”.

Uważam, że dużo lepszym sposobem od „szczęśliwego trafienia na mężczyznę, który wie, jak zaspokoić kobietę”, jest bycie swoją własną ekspertką w kwestii tego, co na mnie działa, a co nie. Wkroczenie do krainy zabawek erotycznych dało mi mocne przekonanie, że to ja, kobieta, sama jestem odpowiedzialna za swoje życie erotyczne. Oczywiście ważna częścią tego życia jest to, jakich facetów zapraszam do swojego łóżka i kogo wybieram na swojego partnera. Ale nie tylko to. Bycie specjalistką w dziedzinie swojej własnej, kobiecej seksualności ani dla mnie, ani – jak sadzę – dla nikogo innego nie jest sprawą łatwą. Mam na swoim koncie spore postępy, ale wciąż przede mną dużo do zrobienia jeśli chodzi o odkrywanie i nazywanie tego, czego pragnę. Nauczyłam się odróżniać fakt bycia pożądaną od sytuacji, kiedy to ja pożądam kogoś. Nauczyłam się, że błądzenie jest rzeczą ludzką: robiłam rzeczy (i pewnie nie raz jeszcze zrobię), przez które czułam się potem źle, ale wiem, że to nie oznaczało, że spróbowanie tego było czymś złym, jeżeli tylko kierowała mną ciekawość, a nie presja, strach czy przymus. Nauczyłam się, że bezpośrednia komunikacja jest najlepszą metodą, nawet jeśli to wydaje się w danym momencie trudne i niezręczne.

Gorąco namawiam, żebyście nie czekały, aż traficie na mężczyznę, który będzie znał lepiej wasze pragnienia i potrzeby od was samych, bo po prostu można się nie doczekać. Zamiast tego warto za pomocą masturbacji zaprzyjaźniać się ze swoim ciałem. Snuć fantazje erotyczne: na przystankach, na ławkach w parku, w kolejce do dentysty, w pociągach, samochodach, autokarach i samolotach, tworzyć obrazy sytuacji erotycznych, na jakie miałybyście ochotę. Czy spodobałoby wam się muskanie piórkiem od stóp do głowy, czy bardziej kręci was skórzana packa na wypiętej gołej pupie? Myślałyście kiedyś o tym, żeby do eleganckiej kolacji zasiąść w samych szpilkach i nakładkach na sutki? W jakim miejscu na mapie waszego ciała ukryłybyście czekoladki, które on musiałby wylizywać swoim mokrym językiem? Czy chciałybyście być przykute do łóżka i całkowicie uzależnione od jego woli?

A kiedy tylko nadarzy się odpowiednia okazja, wykorzystujcie swoje pomysły! Jeśli uda się odrzucić wstyd i strach przed odrzuceniem, można zacząć budować seksualne życie skrojone na naszą własną miarę, takie które rzeczywiście do nas pasuje. Można to robić i wielkim mieście i małym domku, nawet w takim nad rozlewiskiem. I już z samego rozpoznawania swoich pragnień można zrobić radosną i podniecającą przygodę.

Joanna

FOTO: ELLEN VON UNWERTH VIA SADDYBLUE.ONSUGAR.COM

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij