niedziela, 28 maja 2017

Okna życia - dlaczego nikt nie stawia drzwi dla matek?

Nie znoszę „okien życia”. Te puste dziury w ścianach umieszczone w widocznych miejscach w różnych miastach Polski to nic innego jak „żywe” pomniki braku moralności i odpowiedzialności polskich puszczalskich. A ja bym chciała, żeby zamiast okien życia były okna szacunku i wsparcia dla kobiet z dziećmi, bez dzieci, w ciąży, bez ciąży, z małą i z dużą ilością seksu, żebyśmy mogły liczyć na pomoc, a nie na łaskę. 

Mamy w Polsce erotyczną szopkę pod nazwą seks i kobiety. Konsekwentnie wypaczane są podstawowe pojęcia. Seksualność kobiet nazywana jest rozwiązłością, bezradność przestępstwem, za to patologia w zakresie praw kobiet i dzieci cieszy się niezasłużoną popularnością.

I już tłumaczę, o co mi chodzi. Kilka dni temu zakonnice z Ostrowa Wielkopolskiego usłyszały kwilenie w „oknie życia”. Początkowo myślały, że to żart. Nic dziwnego. Okno nie służyło im nigdy do niesienia pomocy noworodkom ani tym bardziej młodym matkom. Siostry zakonne miały prawo czuć się zaskoczone. Znalazły dziecko, dały mu na imię Błażej. A zaraz potem do akcji wkroczyła prokuratura. I to nie byle jaka, bo okręgowa. Polowanie na złe polskie matki, to jak widać poważne zadanie. Policja dociera do 17-latki, która ukryła ciążę i poród przed rodzicami. Przed policją już jej się to nie udało. I zaraz pojawiły się głosy, że smarkula „zepsuła” okna życia. Bo „okna życia” miały zapewniać anonimowość, a dziewczyna dała się złapać. Wiadomo nie od dziś, że kobiety są winne wszystkiego złego, co im robią inni. W związku z polowaniem na młodą matkę „okna życia” okazały się patologią, jaką od samego początku były. 

Łatwiej w Polsce jest wrzucić dziecko do beczki niż znaleźć wsparcie i zrozumienie przy oddawaniu noworodka do adopcji

Koło mojego butiku na ul. Hożej w Warszawie jest „okno życia”, często koło niego przechodzę i za każdym razem z obrzydzeniem. Dlaczego nie ma drzwi dla matki? Bo matka ma się wstydzić. Bo „puszczalskiej” matce nikt ręki nie poda. Bo nie o to przecież chodzi, żeby kobieta miała czuć się lepiej. Okna życia są dla przechodniów, żeby pamiętali o wyrodnych polskich babach. Nikt nie widzi potrzeby zmian postępowania w szpitalach wobec matek, które chciałyby w normalnych warunkach zrzec się dziecka, zapewniając i jemu i sobie potrzebny w takich momentach spokój i szacunek. I matka i dziecko potrzebują wsparcia, na które nie mogą liczyć w tym kraju. Powinny być kampanie, artykuły, informacje, że oddawanie dziecka to w wielu sytuacjach odpowiedzialna decyzja. Jeżeli oddanie dziecka traktujemy poważnie to w szpitalach powinny być przeszkolone osoby, które będą wiedziały jak rozmawiać z matką czy z rodzicami dziecka w takim momencie, albo przynajmniej będą wiedziały, w jakie odpowiednie miejsce ich skierować. Prawo powinno ułatwiać szybką adopcję. Matka powinna mieć prawo do adopcji ze wskazaniem.

Łatwiej w Polsce jest wrzucić dziecko do beczki niż znaleźć wsparcie i zrozumienie przy oddawaniu noworodka do adopcji. Jakiekolwiek odstępstwo od zasady, że kobieta, która ma seks, ma rodzić i siedzieć w kuchni z dziećmi, jest  traktowane jako dowód braku moralności, ba, teraz to już jest przestępstwo i okazja do wściekłej nagonki: kościoła, prokuratora i zgorszonego społeczeństwa. 

W Polsce porządek musi być. Więc musi być i porządek z kobietami. Przede wszystkim porządna polska kobieta ma być cicho. Szczególnie w sprawach seksu. Powinna być zawstydzona, niepewna i powinna się bać. Za to może  być głośna w krytykowaniu, ośmieszaniu i atakowaniu innych kobiet. Szczególnie tych, które pozwalają sobie na korzystanie z prawa do dokonywania własnych wyborów seksualnych. Porządna Polka powinna też być w ciąży. Dziewice nie muszą być w ciąży, to nagroda dla nich za to, że nie są rozwiązłe i puszczalskie. Każda inna kobieta, która ma seks powinna ponieść tego konsekwencja – nosić brzuch, rodzić w bólu i siedzieć z dzieciakami boso w kuchni. Po to ma 500+, żeby z kuchni nie musiała wychodzić. No chyba, że to jest ciąża z księdzem. Wtedy poszuka się jakiegoś rozwiązania. Bo ksiądz to też człowiek, facet, swoje potrzeby ma. W przeciwieństwie do kobiety, która nie jest człowiekiem, tylko fabryką życia i orgazmów dla mężczyzn. 

Joanna Keszka

„Gwałt zdarza się częściej niż leworęczność, alkoholizm i ataki serca” - Naomi Wolf

Zmuszanie kobiety do seksu, którego nie chce lub na który nie czuje się gotowa to gwałt. Jednak wciąż pokutuje przekonanie, że tym słowem można nazywać brutalny napad w ciemnej uliczce, ale już nie przemoc seksualną na randce.

Sąd w Szwajcarii ogłosił przełomowy wyrok. Nazwał gwałcicielem mężczyznę, który w czasie odbywanego za zgodą obu stron stosunku, usunął prezerwatywę nie informując o tym swojej partnerki. 47-letni Szwajcar poznał partnerkę dzięki aplikacji randkowej Tinder. Umówili się na seks. Kiedy było już po wszystkim, kobieta zorientowała się, że partner niepostrzeżenie zdjął prezerwatywę. Przed sądem kobieta udowodniła, że nie zdecydowałaby się na stosunek bez zabezpieczenia. Mężczyzna został uznany winnym gwałtu. Sąd skazał go na rok więzienia (w zawieszeniu). Prawnik ofiary podkreśla, że jest to pierwszy tego rodzaju wyrok w Szwajcarii.

Kiedy przeczytałam informację o tym zdarzeniu, pomyślałam o setkach innych gwałtów, których kobiety doświadczają każdego dnia, które nigdy nie zostaną nazwane tym słowem i których sprawcy będą czuli się całkowicie bezkarni do końca swojego życia. Pomyślałam o podłych doświadczeniach kobiet, które znam, wśród których ja sama nie jestem wyjątkiem. O przypadkach, które nieustannie nazywa się „seksem”, pomimo tego, że z zabawą dla przyjemności, za obupólną zgodą dwóch dorosłych osób niewiele mają wspólnego. Pomyślałam o przyzwoleniu na gwałcenie kobiet i o tym, jak jesteśmy osamotnione, kiedy doświadczamy złych rzeczy w sferze seksualnej.

Stosunek po tym, jak dziewczyna mówi 20 razy „nie” nie można nazwać seksem!

Zgodnie z obiegową opinią gwałt to napad. Dla ofiary „najlepiej” żeby została przy tym jeszcze skatowana, wtedy nikt nie będzie miał wątpliwości, że doświadczyła przemocy. Jeśli znała sprawcę, poszła z nim do mieszkania, całowała się, to według powszechnie obowiązującej brudnej logiki mogła się „spodziewać”, że on będzie chciał od niej seksu. Tylko czy stosunek po tym, jak dziewczyna mówi 20 razy „nie” i na koniec zgadza się wystraszona i zmęczona ignorowaniem jej prośby, można nazwać seksem? Znam wiele dziewczyn i kobiet, które w sytuacji seksualnej czują się jak porwane przez rwącą rzekę: płyną, ale nie mają kontroli nad tym co się z nimi dzieje. Są we władzy mężczyzny jak w kleszczach. Przemoc seksualna jest ignorowana, traktowana jako coś, co przydarza się „rozrywkowym dziewczynom”. Ogromna część gwałtów zostaje zamieciona pod dywan, nawet sama kobieta nie potrafi nazwać dlaczego po tej „randce” czuje się źle. Wciąż postrzegamy seks jako coś, co na pewnym etapie bliskiego spotkania, czy związku mężczyźnie po prostu się należy i nie uchodzi robić wokół „tej sprawy” za dużo szumu, bo w końcu „nikomu nic się takiego strasznego nie stało”. Jest ogromne społeczne zrozumienie i przyzwolenie na wymuszanie seksu, na manipulowanie tak, żeby przymusić do stosunku. A jeśli już szukamy winnych, to jest nią… kobieta. Bo mogła „pomyśleć”, zanim z nim poszła.

Nie ważne co robicie, liczy się to, czy obie strony się na to entuzjastycznie zgadzają

Powiem teraz coś, co jest bardzo ważne, otóż o seksie możemy mówić tylko wtedy, kiedy druga strona też tego chce, a nie wtedy, kiedy nie ma możliwości albo już nie potrafi się wycofać. Seks to działanie, które jest podejmowane wspólnie z kochankiem lub kochanką, a nie w opozycji do niej czy do niego. Każda forma kochania się jest w porządku, dopóki jest na to zgoda obu stron. Chciałabym, żeby świat chciał i potrafił stanąć po stronie krzywdzonych seksualnie dziewczyn i kobiet. Żeby zmienił się stosunek do tego co jest, a co nie jest przemocą seksualną. Zamiast powtarzać, że stosunek z kimś kto mówi nie i walczy z napastnikiem jest zły, mówić o tym, że złe są wszystkie doświadczenia w sferze seksualnej na które nie została wyrażona przez obie strony niewymuszona i entuzjastyczna zgoda.

Widzę wielką potrzebę edukowania dziewczynek i chłopców, kobiet i mężczyzn, że tylko entuzjastyczna zgoda w postaci: „tak, chcę tego”, „nie przestawaj”, „zróbmy to” daje pozwolenie na seks. Wszystko inne jest przemocą, a sprawca jest gwałcicielem. Wiem, że najlepsza edukacja seksualna nie zapobiegnie wszystkim gwałtom i krzywdom. Trzeba do zdarcia gardeł mówić o niezbędnej do seksu entuzjastycznej, wyraźnej zgodzie.  Jesteśmy to winni dziewczynom i kobietom, które pewnego dnia będą potrzebować tej wiedzy, żeby uwierzyć w prawo do swojego „nie” i w to, że winny przemocy seksualnej jest zawsze tylko i wyłącznie sprawca.

Joanna Keszka

Powstanie polskich dziwek

Październik tego roku rozbrzmiewa falą pogardy dla kobiet. Pod pretekstem obrony zarodków Polki są wyzywane od puszczalskich, niewyżytych, zdeformowanych, szmat, zbrodniarek, dziwek, cip i dup, które gonią tylko za tym, żeby się rżnąć, a nie myślą komu dają. Słowa rzucane z lekkością sugerującą wielką wprawę w rzucaniu takich obelg.

Do tej pory kobiety doświadczały pogardy pojedynczo, każda we własnej przestrzeni. Teraz wyśmiewane i zastraszane są na forum publicznym, także przez znanych publicystów, polityków i księży. W zasadzie dzień bez obrażania kobiet to teraz w Polsce dzień stracony.

I właśnie do kategorii dziwek, które same sobie są winne wszystkich złych rzeczy, jakie je spotykają, zostały jak jeden mąż zaklasyfikowane uczestniczki i propagatorki Czarnego Protestu. Jak wiadomo dziwka to taka osoba, która nie zasługuje na szacunek. I to wystarczy, żeby na wołające o prawo do własnych decyzji i wyborów kobiety wylewać nie wiadro, ale całe morze pomyj.

I nie oszukujmy się, że problemem jest chamstwo tylko poszczególnych osób, dziennikarzy, księży czy polityków, chociaż oczywiście brak elementarnej kultury jest  zawsze czynnikiem sprzyjającym nakręcaniu się spirali agresji. Chodzi o to, że w całej okazałości zobaczyliśmy coś, co większość kobiet w Polsce doświadcza każdego dnia. Zobaczyliśmy siłę i moc braku szacunku i pogardy, jakiej kobiety doświadczają w Polsce.

Epidemia pogardy dla kobiet jako sposób na podniesienia morale narodu

”Zachowujesz się jak dziwka. Puszczalska. Szmata. Seks sprowadza kobiety na złą drogę. Seks nie jest potrzebny porządnej kobiecie. Jak nie będziesz się szanować to wszyscy się od ciebie odsuną. Sama sobie jesteś winna. Jesteś wulgarna. Masz się wstydzić. Siedź cicho.”

Brzmi znajomo? Jeśli jesteś kobietą na pewno tak. Kiedy ktoś mówi takie rzeczy to nie jest bezmyślne zachowanie, nie jest to też tzw. zwykłe chamstwo. Komentarze typu: ”Te, które są za prawem do aborcji, to zwykle kurwiszony, wystarczy się nie dupczyć” w chwili gdy kobiety walczą o prawo do poważnego traktowania to emocjonalna manipulacja w czystej postaci.

Ta emocjonalna manipulacja jest pożywką dla szalejącej teraz w Polsce epidemii pogardy dla kobiet. Epidemii, która określa kobiety jako szalone, niespełna rozumu, tylko dlatego, że nie chcą żyć zgodnie z tym czego pragnie tzw. Bóg, Honor i Ojczyzna. Taką kobietę w Polsce można teraz publicznie nazwać krową, której nikt nie chce nawet palcem tknąć albo zdeformowaną, na którą nikt nie ma ochoty. Można ją nazwać także kurwiszonem, która nie myśli, komu daje dupy, i wulgarną, jeśli tylko odważy się powiedzieć prawdę o swoich doświadczeniach związanych z życiem, ciałem i seksem.

Sztuka wyśmiewania i zastraszania kobiet poprzez odniesienie do ich seksualności to bandytyzm, który trzyma w ryzach miliony dziewczyn, żon i matek i każe im na kolanach modlić się o wybaczenie swoich myśli i zachowań przed bogiem, który dziwnym zbiegiem okoliczności nigdy nie jest tak surowy i wymagający wobec mężczyzn, jak wobec kobiet.

W nieustannym szczuciu kobiet za ich wygląd, zachowanie i seks chodzi o kontrolę. Nad Tobą, nad kobietami. Zastraszona, zawstydzona i zdezorientowana kobieta wbrew temu, co nam się wmawia nie jest bardziej moralna czy porządna, jest bardziej potulna. I tak ma być. Na wieki wieków amen.

Celem tego bandytyzmu wobec kobiet jest podniesienie morale narodu za pomocą poniżania i zastraszania kobiet. Poddanie ich „jedynie słusznemu” moralnemu, społecznemu i estetycznemu osądowi mężczyzn. Uczestniczki i propagatorki Czarnego Protestu to najnowsze ofiary tego modelu zastraszania. Także zmasowany atak na Natalię Przybysz ma pokazać innym kobietom, że nie wolno nam zabierać głosu, nie możemy mówić prawdy, nie próbujmy nawet wypowiadać się na temat swojego życia i seksu, bo w przeciwnym razie stracimy wszystko, co mamy: szacunek, wsparcie otoczenia, godność, bezpieczne życie.

W sferze seksualnej strach kobiet przed odrzuceniem jest wszechobecny, potężny i pełni bardzo ważną funkcję: ucisza kobiety, które wiedzą, że nie wolno im wyjść w życiu i w seksie poza to, na co pozwalają im mężczyźni. Własne potrzeby i poglądy są w tym układzie równoznaczne z „niepotrzebnym” wzburzeniem otoczenia. Jeżeli kobieta nie będzie domagała się dla siebie „zbyt dużo” i skupi się na spełnianiu z góry określonej tradycyjnej roli kobiecej, to zasłuży sobie na miano kobiety porządnej, godnej szacunku, moralnej, stabilnej emocjonalnie. Wypieranie się własnych potrzeb i poglądów w zamian za akceptację środowiska to wysoka cena. Życie zamyka się na odczytywaniu i spełnianiu jedynie tego, czego chcą od nich inni. Takie skupianie się na spełnianiu cudzych wyobrażeń na swój temat paraliżuje kobiety.

Strach przed utratą reputacji zamyka usta kobietom w Polsce

Zawstydzanie, wywoływanie poczucia winy i zastraszanie kobiet przez odwoływanie się do naszych zachowań seksualnych niszczy nas.  Powoduje, że kobiety przestają ufać sobie nawzajem, umieszczając się we wrogich sobie obozach: tych porządnych, wypełniających swoją rolę prawdziwej kobiety i zasługujących na szacunek, i tych krzykliwych lafirynd nie zasługujących na nic dobrego, winnych wszystkich złych rzeczy, jakie je spotkały. Mam wrażenie jakby duża grupa pań zamiast miętówek nałykała się podłych kłamstw, że prawo do podejmowania własnych wyborów dotyczących ciała i seksualności to fanaberia niewyżytych bab. I teraz skupiają się na atakowaniu innych kobiet, bo za to dostają brawa od mężczyzn.

Strach przed odrzuceniem, przed tym, żeby nie zostać nazwaną wulgarną, kurwiszonem, ladacznicą oddziela kobiety od siebie nawzajem, a także od własnych potrzeb i praw. Kobiety pod wpływem strachu i lęku przed utratą reputacji w środowisku, w którym żyją nie są szczere w stosunku do siebie ani w stosunku do innych osób w kwestii tego, co naprawdę robią, myślą i czują. Kobiecie w takiej sytuacji trudno określić granice i żądać ich egzekwowania, przez co jest łatwą ofiarą manipulacji i przemocy. Ten rodzaj izolacji wzmaga u kobiet poczucie braku kontroli nad własnym życiem i także bezradności, kiedy ktoś je krzywdzi i zmusza do fałszywych wyborów i decyzji.

Jeśli jakiejś Polce przyjdzie teraz do głowy, że jej potrzeby, jej głos mogą mieć znaczenie w decydowaniu o tym, co będzie dalej z jej życiem i seksem, albo nie daj boże gdyby przyszło jej do głowy wspierać inne kobiety w dokonywaniu wolnych  wyborów seksualnych, to taka osoba powinna już teraz wiedzieć, co ją czeka: wstyd i przemoc. Już teraz wie, co o niej napiszą w gazetach i na portalach społecznościowych, co powiedzą w kościołach, w gabinetach polityków i psychologów, co wykrzyczą jej znajomi i rodzina.

Dlatego tak wiele kobiet milczy. Wiedzą, jaki będzie rezultat konfrontacji, jeśli odważą się powiedzieć prawdę o swoim życiu, swoim ciele, swoim seksie. Z góry odsuwają się w swoje niewidoczne kąty, z których wysuwają się tylko po to, żeby ewentualnie przyprowadzić do porządku inne kobiety. Bo za to nie zostaną zaatakowane, za to nie spotka ich krzywda. Może nawet ktoś je pochwali. Pod warunkiem, że szybko wrócą na swoje miejsce, żeby zajmować się dalej spełnianiem cudzych oczekiwań i dostosowywaniem się do tego, czego chcą i potrzebują od nich inni. A to ciężka praca, nie to co frywolne zabawy z życiem tych wulgarnych dziwek, którym się w dupach poprzewracało!

Joanna Keszka

Nie możemy dać się gwałcić i siedzieć cicho! Czarny Protest 3.10 [VIDEO]

Pochwa to epicentrum kobiecej seksualności. Tam będą zaglądać i wkładać swoje brudne palce ustawodawcy, księża, policjanci i lekarze. I kobieta nie będzie miała prawa do głosu, krzyku, sprzeciwu, obrony. Nazwijmy sprawy po imieniu - to też jest gwałt. Ja nie chcę tych paluchów w swojej pochwie. A ty chcesz je poczuć w swojej? Albo w pochwie swojej córki? Nie chcesz krzyczeć, walić pięściami i wołać o pomoc, kiedy wiesz, że ktoś obcy może przekraczać twoje intymne granice, bez pytania cię o prawo? Nie możemy dać się gwałcić i siedzieć cicho. Dlatego tak, przyłączam się do strajku kobiet!

W naszym kraju jest pozwolenie tylko na wąskie, restrykcyjne i zacofane rozumienie seksu, które znamy z kościelnych kazań, teledysków disco polo, filmów porno i powieści romantycznych. W tym konserwatywnych i szkodliwym modelu seksu mężczyzna ma swoje potrzeby, które z racji swojej samczej natury musi zaspokoić, najlepiej z kobietą, która ma atrakcyjny seksualnie wygląd, brak własnych oczekiwań erotycznych i jest zaprogramowana na to, żeby satysfakcję w łóżku czerpać wyłącznie z tego, że udało jej się przyciągnąć i zaspokoić partnera seksualnego. Natomiast głos kobiet jest zagłuszany. Kobieta, dziewczyna może być tylko aseksualna, czyli nie wolno jej wyrażać własnych potrzeb – albo jest dziwką.

Zobacz VIDEO na Facebooku:

Czarny Protest - Joanna Keszka

Chodzi o udowodnienie kobietom, że są dziwkami

I tu dochodzimy do ustawy antyaborcyjnej. Jej sens jest dla mnie jasny: jeśli jesteś posiadaczką waginy, jesteś podejrzana, nikt nie będzie się z Tobą liczył, zasługujesz na wszystkie złe rzeczy, które dla ciebie przygotowaliśmy. Masz siedzieć cicho.

W czasie niezliczonych dyskusji na temat ustawy antyaborycjnej nie pada słowo „seks”, „seksualność kobiet”. Nie dziwi mnie to, ponieważ nie mamy edukacji seksualnej i brak wiedzy ogranicza nasze możliwości podejmowania rozmowy w tym zakresie. Ale o to właśnie chodzi, o udowodnienie kobietom, że są dziwkami, spowodowanie, żeby tak o sobie nawzajem myślały. Dziwka to kobieta, dla której nie ma miejsca w „porządnym” społeczeństwie. Strach przed wykluczeniem to potężna siła, która trzyma w ryzach miliony kobiet.

W zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej chodzi o kompletne zdominowanie i zastraszenie kobiet, które pozwalają sobie na seks. Bo ustawa antyaborcyjna dotyczy tych kobiet, które mają seks. Tak się zachodzi w ciążę. Porządna Polska Kobieta może mieć seks i nawet powinna go mieć, ale tylko kiedy potrzebuje tego mężczyzna. Porządna Kobieta powinna siedzieć cicho i robić dokładnie to, czego się od niej oczekuje. W przeciwnym wypadku jest traktowana jak dziwka, która sama sobie jest winna wszystkich złych rzeczy, jakie ją spotykają. I właśnie w taki sposób traktują kobiety przepisy zaostrzające ustawę antyaborcyjną: jesteś zła, podejrzana moralnie i emocjonalnie, nieodpowiedzialna, sama sobie winna, trzeba cię zastraszać, ograniczać, kontrolować i wsadzać do więzienia.

Nawet w tak konserwatywnym i anty-kobiecym społeczeństwie jak polskie wiemy, że gwałt jest zły. Problem polega na tym, że nikt nas nie uczy, czym właściwie jest gwałt. Wmawia się, że to dotyczy wąskiej grupy kobiet, które zostały zaatakowane nocą zza krzaków, ale tylko pod warunkiem, że broniły się do ostatniej krwi, bo w innej sytuacji to już tak do końca nie jest jasne, czy aby sama tego nie chciała. Prawda jest taka, że większość gwałcicieli to osoby znane ofiarom: partnerzy, koledzy, mężowie. Do tego często gwałt nie jest pojedynczym aktem, ale ciągiem powtarzających się zdarzeń. Jednak wiele kobiet nie nazywa przemocy, której doświadczają słowem gwałt. Jest to tak odległe od wbitego nam do głowy obrazu z nieznanym napastnikiem w ciemnym samochodzie, że wobec każdej innej formy przemocy stajemy się bezbronne, zbyt zawstydzone i niepewne swoich praw, żeby się bronić.

Brak gwałtu to możliwość decydowania o tym, co za chwilę ze mną i z moim ciałem się stanie. Gwałt to wykorzystanie ciała kobiety do zrealizowania swoich własnych potrzeb i celów bez jej zgody. Dlatego uważam, że gwałtem są przepisy ustawy antyaborcyjnej, zarówno tej obecnie obowiązującej, jak i projektu zaostrzającego przepisy. W Polsce gwałci się kobiety ustawą antyaborcyjną. I każe im się siedzieć cicho.

Joanna Keszka

Jeżeli chcecie sobie poprawić samopoczucie, zajmijcie się cudzym życiem. Najlepiej cudzym życiem seksualnym.

Nastał nam w Polsce czas generalnych porządków moralnych. Jak zwykle w takich chwilach, seks idzie na pierwszy ogień. Cudzy seks, dodajmy dla ścisłości, bo to zawsze jest temat, który najbardziej rozpala ludzką wyobraźnię. Zazdrość o prawdziwe lub wyimaginowane erotyczne przygody, na jakie pozwalają sobie inni, a których sami sobie z różnych przyczyn odmawiamy, to potężne emocje, które rozpalają i duszę i ciało.

I tych emocji nie zabrakło w programie „Warto Rozmawiać”. Tematem programu był Kościół i homoseksualiści. Zaproszeni goście w osobie pana Terlikowskiego, pani  Gondek i pana Rowińskiego z dumą prezentowali swoje nietolerancyjne wzorce. Okazuje się, że to, z kim dorośli ludzie kochają się swoich domach, ma być najważniejszym wyznacznikiem ich wartości, a raczej jej braku, jako człowieka. To jest najważniejsze – z kim mamy seks. Fakt, czy jesteśmy uczciwi, wrażliwi, serdeczni, pomocni, przyjaźni, a w pracy zaangażowani i kompetentni, to nieistotny szczegół.

Nagłaśnianie nieistotnego elementu, jakim jest orientacja seksualna, promuje się zafałszowany obraz seksualności. Rzecz w tym, że milczy się na temat prawdziwych nadużyć w sferze seksualnej. W zdrowej seksualności nie ma znaczenia czy twój partner jest tej samej czy zupełnie innej płci. Liczy się to, czy kochankowie zadali sobie prawdziwy trud, żeby zatroszczyć się o samopoczucie i potrzeby drugiej osoby. Można kochać się w małżeńskim łożu, w pozycji misjonarskiej, pod kołdrą i przy zgaszonym świetle i mimo tych wszystkich elementów „pobożnej zabawy” - za sprawą seksu krzywdzić drugą osobę. W naszym kraju nawet najbardziej śmierdzące sprawy kropi się święconą wodą w imię utrzymania ładu i jakoby „naturalnego” porządku. Naturalne jest to, że mąż może żądać od kobiety seksu w imię swoich „naturalnych” męskich potrzeb, bez oglądania się na to, czy ona też ma na to ochotę.

Wbrew temu, co twierdzą seksobojni osobnicy w naszym kraju, najważniejszą sprawą w seksie nie jest płeć naszego kochanka czy kochanki. Liczy się czy nasze doświadczenie erotyczne jest wolne od przymusu, czy jest zgodną decyzją obu stron, wyrazem ich wspólnych pragnień, bezpiecznym dla obojga uczestników. W świecie seksu jeszcze bardziej niż w innych dziedzinach życia ważne jest, żeby decyzje były dla nas dobre. Związek seksualny jest relacją wzajemną, wyczuloną na obie strony połączeniem. Wymuszenie, wykorzystanie bezbronności, zależności, uległości w celu zaspokojenia wyłącznie swoich potrzeb nie jest seksem. Jest złem, przemocą, krzywdą. Chciałabym, żeby w naszym kraju odbywały się gorące dyskusje potępiające mężczyzn, którzy patrzą na kobiety, jak na zwierzyny łowne, które można, kiedy tylko nadarzy się okazja, przycisnąć, zmiękczyć, wykorzystać i potem jeszcze wyśmiać, że były łatwe i puszczalskie. Chciałabym, żebyśmy w naszym kraju przestali patrzeć na kobiety, jak na przynęty, a pozwolili nam być żywymi, myślącymi i seksualnymi istotami. Niestety wciąż łatwiej i przyjemniej jest robić święte krucjaty na gejów i lesbijki.

Jak się ostatnio okazuje najświętszym miejsce na kuli ziemskiej jest Polska. Tutaj najgłośniejsze jest słowo boże, (cudzy) grzech tępiony jest z taką rozkoszą, z jaką wyciska się dojrzałe pryszcze, a miłosierdzia chrześcijańskiego mamy tyle, że Polacy nie muszą już wcale iść do nieba, bo raj to my teraz tutaj będziemy mieli. A jeśli komuś to słowo boże i to miłosierdzie chrześcijańskie i ten raj nie pasują, to mamy jeszcze w Polsce prawdziwych chrześcijańskich Polaków, którzy tak ci przywalą, ty szatański pomiocie, że się nogami zakryjesz i rodzona matka cię nie pozna!

Joanna Keszka

Kobiety do programowania i do seksu!

Rutyna zabija. Zarówno w seksie, jak i w życiu. Dlatego jeśli jest okazja, staram się próbować nowych rzeczy. W psychologii wychodzenie z kręgu tego, na czym się znamy i co otacza nas na co dzień, nazywa się wychodzeniem ze strefy bezpieczeństwa. I bez tego nie ma rozwoju. Zbyt dużo widziałam w swoim życiu osób, których strach przed spróbowaniem  czegoś nowego, zaryzykowania, wyjścia ze starych kolein i spróbowania innej ścieżki trzymał jak w kleszczach w życiu wypełnionym pustką, smutkiem i apatią. Dlatego ja nie marnuję szans na skonfrontowanie się z czymś, czego nie znam.

Tym razem pojechałam po bandzie. W ten weekend spędziłam dwa dni poznając podstawy programowania. Nieźle, prawda? Sama siebie bym nie podejrzewałam o to, że będę kiedykolwiek w życiu dyskutować o wyższości systemu operacyjnego Linux nad Windowsem. I co tu kryć, odkryłam w sobie zadatki na świetną programistkę.


Oprócz tego kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że seks to taka sama dziedzina życia, jak każda inna. Te same zasady, którymi trzeba się kierować, jeśli chcemy rozwinąć skrzydła w nowych technologiach, sprawdzają się, kiedy chcemy zacząć odkrywać i zaprzyjaźniać się ze swoją seksualnością.

Oto, czego dowiedziałam się na temat rozwoju jako programistka i co uważam tak samo dobrze pasuje do rozpostarcia skrzydeł w sferze seksualnej:

  1. Kobiety do programowania i do seksu! Przy komputerach kobiety nie czują się tak pewnie, jak faceci. Tak samo jak seks jest postrzegany za domenę mężczyzn. W programowaniu brakuje kobiet, bo dziewczynkom daje się w prezencie torebki i talony do sklepu z ciuchami, zamiast nowego oprogramowania, prowadzi się dziewczynki na zajęcia dla cheerleaderek zamiast uczyć języka programowania, opowiada się w kółko, że w matematyce to dobry jest tata, brat i wujek, a nie mama, córka i ciocia. I potem dziewczyny nie widzą siebie przy komputerze. I tak jak w przypadku seksu, podobnie w programowaniu - wiele kobiet uważa, że to „męska” przestrzeń, w której sobie same nie poradzą. Do programowania, tak jak do każdej innej dziedziny życia potrzeba czasu, zaangażowania, bystrości, pracowitości. Penis czy jego brak nie ma tutaj nic do rzeczy.

  2. Żeby się rozwijać jako programistka, trzeba próbować przynajmniej jednej nowej rzeczy w roku. Gdybyśmy tak przynajmniej raz w roku odważyli się na nowość w sypialni, nasze życie erotyczne też nabrałoby smaku i blasku.

  3. Tak jak w programowaniu, tak samo w seksie nie można bać się błędów. Cóż, nikt nie jest perfekcyjny, a nie wszystkie pomysły w sypialni będą erotycznym hitem. Tak już jest, że nie zawsze płatki róż będą pieścić nasze zmysły, czasami mogą nas tylko śmieszyć. Nie zawsze kajdanki dadzą nam orgazm, a erotyczny masaż być może nie od razu rozbudzi ogień w naszych lędźwiach. Jednakże, jeśli będziemy ciągle bać się, że coś nam nie wyjdzie, że głupio wypadniemy, że będziemy bardziej śmieszni, niż seksowni, to nigdy nie ruszymy z miejsca. Niech naszym życiem erotycznym nie kieruje wstyd, lęk i niepokój, tylko ciekawość, uśmiech i zabawa.

  4. Programiści zamiast rozwijać się tracą cenną energię, bo wydaje im się, że inni potrafią kodować więcej, lepiej i szybciej. Tak samo jest z seksem. Znam wiele par, którym się wydaje, że ich życie erotyczne nie sięga do pięt dzikim harcom, jakie ich zdaniem wyczyniają w swoich sypialni znajomi X, Y czy Z. A prawda jest taka, że każdy z nas ma swoje górki i dołki, być może słabsze, ale na pewno także i mocniejsze strony. Każdy z nas jest inny. Nikt nie jest perfekcyjny. Najlepiej śmiało i bez oglądania się na innych kroczyć własną ścieżką i odkrywać zarówno seks jak i programowanie na swoich własnych zasadach.

Jak sami widzicie - mam zadatki na świetną programistkę. 2 dni szkolenia i tyle przemyśleń. I obiecuję, że będę rozwijać się zarówno w programowaniu, jak i w seksie.

Joanna Keszka

Polska to kraj dla twardych fiutów, czyli seksualny lepszy i gorszy sort

Z seksem jest jak z demokracją. Możliwość mówienia i bycia słyszanym należy się każdej ze stron. W Polsce mamy zbiorowy problem tak samo z demokracją, jak z seksem. Jest „gorszy sort” w polityce, jest i w seksie. Bo kiedy Minister Zdrowia ustawia polskie penisy do wzwodu, nikogo nie interesuje głos kobiet, które z tymi ustawionymi na sztorc penisami mają seks.

Minister rządu PiS Konstanty Radziwiłł, zwolennik zakazu aborcji, okazał się aniołem stróżem od nieustającej erekcji w polskich sypialniach. Naród polski otrzymał od niego w darze środki na potencję bez recepty. Wszyscy, na czele z polskimi znamienitymi seksuologami radują się:  mężczyźni nie muszą się więcej wstydzić w trakcie wizyt u lekarza, ograniczy się handel środkami na potencję na czarnym rynku, poprawi się życie intymne w polskich sypialniach. I tylko nikomu nie przyjdzie do głowy pomyśleć o polskich kobietach, które właśnie zostały skazane na zmasowany atak sterczących fiutów.

Kiedy penis się podnosi, kobieta ma stać na baczność

Do skonsumowania efektów działania środków na potencję trzeba dwojga, więc logicznie podchodząc do sprawy, przy rozmowach na ten temat, żadnej z zainteresowanych stron nie powinno zabraknąć. A mimo to efekt działania viagry (i jej pochodnych) znamy tylko z jednej – męskiej strony. I nikomu to nie przeszkadza. I nikogo to nie dziwi.

W staroświeckim, restrykcyjnym modelu seksualności, który kwitnie w naszym kraju jak zielone glony w rozgrzanym oczku wodnym, kobiet o zdanie się nie pyta. Domena seksu należy do mężczyzn, kobiety mogą w niej istnieć, pod warunkiem że dostosują się do pragnień mężczyzn i podporządkowując się im. Od kobiet oczekuje się bezgranicznego wsparcia dla erotycznego męskiego ego, nie oferując paniom w zamian nawet namiastki seksualnej życzliwości.

Mamy więc w seksie penisa i pochwę, ale to wokół kondycji męskiego przyrodzenia i samopoczucia jego posiadacza odbywają się poważne debaty. To dla dobra penisa minister zdrowia podjął ważne decyzję. To kondycję penisa komentują polskie autorytety i media. A cipki? Nikt poważny się nimi nie interesuje. Ba, wręcz nie wypada o nich rozmawiać.  Trzeba by wtedy użyć takich brzydkich słów jak: cipa, cipka, wagina, pochwa. Nie, lepiej skupić się na penisach. Penis brzmi ładnie i dumnie. Wszyscy wiemy, że penisy są ważne.

Kobiety nie chcą chodzić na palcach wokół napompowanych przez Ministra Zdrowia męskich fiutów

Dla odmiany, ja uważam, że kobieca perspektywa w seksie też się liczy. Takie mam radykalne poglądy. I postępując zgodnie z moimi rewolucyjnymi jak na polskie warunki przekonaniami, że zdanie kobiet też należy brać pod uwagę, zapytałam użytkowniczki portalu Barbarella.pl o ich doświadczenia erotyczne spod znaku viagry. Wyłonił się obraz seksualności daleki od kolorowego eldorado, jakie obiecują nam producenci środków na potencję i faceci nastawieni na zaspokajanie w łóżku erotycznych ambicji męskiego ego.

Oto, co powiedziały mi kobiety: jak jeden mąż mówią o egoistycznych facetach skupionych na penisie i erekcji, o nienaturalnie długiej, męczącej penetracji, o tarciu, które wydłużone w czasie boleśnie wysusza pochwę, o taranowaniu waginy penisem jak młotem pneumatycznym. Mąż Marty użył środków na potencję, bo chciał dodać „wigoru” ich współżyciu. Marta całe to doświadczenie wspomina jako coś obrzydliwego, a w czasie opowiadania swojej historii ma łzy w oczach: „Mąż tylko ruszał się w przód i w tył, w przód i w tył, w przód i w tył. Nie było widać końca. Od tego nieustannego tarcia pochwa zrobiła się sucha, piekąca z bólu. Czułam się jakby mnie ktoś od środka piłował.”

„Najbardziej nagrzana cipka zdążyłaby się wystudzić takim seksem” - opowiada Alicja: „Kochaliśmy się potwornie długo i monotonnie. Ja byłam tylko od ustawiania się tak, żeby on mógł się wystarczająco długo poocierać. Po tabletce potrzebował długo i mocno, czasami nie mógł skończyć, trzeba go było masować ręką, żeby mu wreszcie opadł. Po zażyciu tabletek dla niego liczyło się tylko to, że penis mu tak twardo stał – dla mnie, żeby mu wreszcie opadł.”

Z kolei Eliza za każdym razem wyłącza telewizor, kiedy na ekranie telewizora pojawia się spot reklamowy środków na potencję: „Reklama pokazuje faceta, który po zażyciu tych tabletek może 2 razy pod rząd. Kiedy myślę o takim skumulowanym rzezaniu w łóżku, to dostaję gęsiej skórki. Dlaczego mężczyźni kupują i łykają proszki, żeby robić swoim kobietom coś takiego? I po co w reklamie wmawia im się, że dwa razy pod rząd to jest jakoby coś, czym mogą zaimponować kobiecie?” – denerwuje się.

Kobiety uważają, że decyzja o zażywaniu środków na potencję powinna być wspólna. „Mój facet starał się ukrywać, że bierze tabletki na potencję, żeby wyjść „na macho” –  napisała jedna z użytkowniczek Barbarella.pl. I bardzo emocjonalnie podsumowuje całą sprawę: „Bardziej potrzebna była nam szczera rozmowa niż atakowanie mnie jego sterczącym kutasem.”

Seksualny lepszy i gorszy sort

Mamy jak kraj długi i szeroki radość całego narodu z tego, że panowie nie będą musieli sięgać po środku na potencję z niewiarygodnych źródeł i będą mogli cieszyć się swoimi twardymi penisami. I jednocześnie konsekwentnie nie dopuszczamy kobiet do głosu w tej sprawie. W polskich rozmowach na temat seksu nie ma panów, którzy chcieliby dowiedzieć się, jak kochać kobietę, nie ma też kobiet, które miałyby tak wysoką wiedzę o swoich erotycznych potrzebach, jak mają o potrzebach mężczyzn. Bo w królestwie polskiej seksualności kobiety nie są od tego, żeby mieć potrzeby, tylko żeby je zaspokajać.

Mam już dość narzucania kobietom roli tej, która służy męskim zachciankom seksualnym. Bez żadnych obowiązków mężczyzn wobec kobiet. On łyka viagrę, ona ma siedzieć cicho. Już dość kneblowania. Pora spojrzeć na kobiety jak na żywe, myślące, seksualne istoty, a nie dmuchane na zawołanie porno lalki.

I proszę mnie dobrze zrozumieć. Prawo do zaspokajania potrzeb seksualnych to ważna sprawa i jestem ostatnią osobą, która komukolwiek by tego prawa odmawiała. Chodzi o to, żeby przestać robić to kosztem kobiet.

Decyzja ministra Radziwiłła w sprawie udostępnienia MaXon Active bez recepty to spektakularna i udana akcja. Ministerstwo Zdrowia przypomina mężczyznom i kobietom w Polsce, gdzie jest ich miejsce w szeregu. Kto ma penisa, ten ma władzę i może liczyć w naszym kraju na specjalne traktowanie. A kto go nie ma, powinien siedzieć cicho i boso w permanentnej ciąży. Seksualny lepszy i gorszy sort.

Joanna Keszka

Życzenia dla kobiet, które lubią seks

Z okazji 8 marca przesyłam życzenia – mocy, spełnienia i radości dla wszystkich kobiet, które stoją po swojej stronie, stronie kobiet. Te życzenia są dla Ciebie. Dla niestrudzonej poszukiwaczki radości z życia i z seksu. Dla buntowniczki, która wiecznie odstaje od innych. Dla kobiety, która nie chce więcej już łykać pokrętnych kłamstw i fałszywych rad na temat tego, co powinna robić i chcieć od życia. Póki tchu ci w piersi nie zabraknie po stronie życia na swoich własnych zasadach, po stronie prawa do popełniania własnych błędów i nie przepraszania wszystkich wokół za to, że mogłaś im nie dogodzić. Nie chcesz dać swojej zgody na uznanie sytuacji nienormalnej za chleb powszedni. Pomimo zakrętów po drodze, nie tracisz nadziei na wspaniałe życie pełne ludzi, spraw, rzeczy i historii, na których ci naprawdę zależy. Kiedy los daje ci kopniaka, nadstawiasz drugi pośladek i pytasz: tylko na tyle cię stać? Nie upadasz, tylko zbierasz siły do następnego kroku.

To życzenia dla kobiet, które mają własne zdanie, marzenia, burze we włosach, a w torebkach i szufladach osobiste zaprzyjaźnione wibratory. I często także zranione serca, bo wydaje im się, że są osamotnione ze swoją indywidualnością. Ale nie są. Jest nas więcej. To życzenia dla ciebie, dla mnie i dla wszystkich kobiet, które czują, że szukanie swojego miejsca nigdy nie jest pomyłką. Nigdy. Bez porównania gorzej jest tkwić tam, gdzie nie mamy czego szukać, bo niczego tam dla nas nie ma, niż tułać się przez jakiś czas w poszukiwaniu wartości, celów, osiągnięć jakich nam trzeba. Łączy nas pragnienie uwolnienia się od oczekiwania, że tylko wtedy, kiedy wypieramy się siebie, jesteśmy grzeczne i skupione na zadowalaniu innych, możemy sobie zasłużyć na miłość i szacunek. Kiedy mamy wybór, wybieramy trudniejszą drogę, bo wiemy, że wtedy możemy nauczyć się najwięcej o samodzielności, wytrwałości i działaniu na swoich własnych zasadach.

To życzenia dla kobiet, które potrafią się o siebie zatroszczyć. Albo chcą się tego nauczyć. Dla mistrzyń i dla kandydatek na mistrzynie w zbieraniu się do kupy, nawet wtedy, kiedy ran jest tyle, że nikt już nie wierzy, że jeszcze się z nich wyliżemy. Wiemy, że własne działanie jest lepsze niż życie życiem ugrzecznionej, znerwicowanej kobiety, która wiecznie myśli o tym, żeby dobrze wypaść i wszystkim zrobić dobrze. Wierzymy, że jest lepiej, mądrzej i radośniej być tym, kim się jest. I pozwolić innym także być tymi, kim są.

To życzenia dla kobiet, które lubią seks. Które pragną seksu dla przyjemności, a nie dla udowadniania swojej moralności. Z głowami pełnymi sprośnych myśli bezwstydnie rozglądamy się za kolejną erotyczną przygodą. Potrafimy być dzikie i całkiem zwyczajne w łóżku. W zależności od tego, na co mamy ochotę. Bo nasza seksualność należy do nas. I zamiast udawać, że seks się nie liczy, bronimy swoich pragnień i ciał. Robimy to dla siebie i dla naszych dorastających córek. Bo chcemy, żeby im żyło się lepiej. Żeby nie musiały na każdym kroku tłumaczyć się ze swoich wyborów i z tego, kim są i czego naprawdę potrzebują.

To życzenia dla wszystkich kobiet, które mają cholernie dość ciągłego odpowiadania na pytanie: dlaczego nie mogą być takie jak inni? Dlaczego nie mogą zostać w nieszczęśliwym związku? Dlaczego nie chcą robić dobrej miny do złej gry? Dlaczego nie starają się za wszelka cenę i ze wszystkich swoich sił być miłymi, szczególnie dla tych, którzy ich nie szanują i źle traktują? Dlaczego porzucają pracę, która daje stabilizacje i ma tylko jedną jedyną wadę – unieszczęśliwia je? Dlaczego pozwalają sobie na posiadanie własnych opinii bez pozwolenia? Dlaczego walczą o swoje prawo do szczęścia, skoro tyle kobiet wokół zmarnowało swoje życie na szukanie miłości tam, gdzie jej nie ma? Dlaczego nie są szare, nudne, smutne i znerwicowane skoro są dorosłe?

Pomimo tego, że rzadko ktoś nam głośno kibicuje, idziemy naprzód, walczymy, torujemy sobie drogę. Coś, co jest w ruchu, nie może się poddać. Ruszamy się więc. Nie zatrzymujemy. I mimo, że czasami doprowadzamy porządnych ludzi do szaleństwa i z naszego powodu spokojni obywatele miast i wsi dostają piany na ustach, życie bez nas na tej planecie byłoby nudne. Nazywają nas wyrzutkami, czarnymi owcami, wariatkami, nimfomankami, ale nas nie przestraszą. Nie będziemy siedzieć, płakać nad sobą i nic nie robić. Wstajemy na równe nogi i wyruszamy na poszukiwanie swojego miejsca. A po drodze zmieniamy świat. I takiego wspaniałego, twórczego, przyjaznego, radosnego i pełnego dobrych zmian świata dla nas wszystkich z okazji Dnia Kobiet życzę.

Joanna Keszka

Jak zostałam ambasadorką ApoLady

Ten rok jest tak intensywny i ważny dla mnie i dla tego, czym się od lat zajmuję. W kalendarzu dopiero wrzesień, a ja już za tym rokiem tęsknię.

Moja działalność to promowanie kobiecej perspektywy w polskich rozmowach na temat zdrowia intymnego i seksu. I nie jest to sprawa łatwa. Bo pewnie już same zauważyłyście, że kiedy w Polsce dyskusja schodzi na ważne kobiece tematy, robi się niezdrowa atmosfera. Zamiast szczerego zainteresowania tym, czego chcą lub potrzebują kobiety, pojawiają się zarzuty, że to „nieistotne drobiazgi”, „babskie fanaberie”, „uderzanie w mężczyzn”, „feministyczne wymysły”. Kobietom zamyka się usta, mówiąc bezczelnie, że przecież „mają już wszystko” w sytuacji, kiedy dostają jedynie odrobinę więcej. A szczególnie zawzięty mur milczenia stoi wokół ważnych spraw związanych ze zdrowiem intymnym, z naszymi ciałami i kobiecą seksualnością. Próby przebicia się przez ten mur lekceważenie dla kobiecych spraw i potrzeb nie są łatwe. Co zresztą nigdy nie studziło mojego zapału, a nawet miało na mnie skutek wręcz odwrotny: działało jak płachta na byka i mobilizowało mnie jeszcze bardziej do działania.

I wiecie co? Udaje mi się to działanie!

W tym roku napisałam scenariusz i poprowadziłam naprawdę dobry program o seksie „Szkoła Seksu Joanny Keszka” na kanale Planete+ (powtórki programu można jeszcze oglądać w środy o 23.00 na kanale Planete +). Napisałam książkę „Grzeczna to już byłam, czyli przewodnik po kobiecej seksualności” i prawie cały nakład znalazł już swoje miejsce w przyjaznych domach (książka jest wciąż w sprzedaży).

Wystartowałam także z wakacyjną ogólnopolską akcją, o której marzyłam już od kilku lat: „Cała Polska ćwiczy mięśnie Kegla”. Zależało mi na tym, żeby wyjąć ważne dla kobiet sprawy związane ze zdrowiem intymnym i seksualnością z szufladki „wstydliwe” i pokazać, że można, a nawet trzeba o tym rozmawiać głośno. Każda kobieta powinna wiedzieć, jak ważną rolę w dla naszego zdrowia intymnego i naszej seksualności odgrywają mięśnie dna miednicy i jak dbać o utrzymanie ich w dobrej kondycji. Akcja mogła rozwinąć skrzydła dzięki zaangażowaniu marki ApoLady, suplementu diety wspomagającego kontrolę oddawania moczu u kobiet.

Wierzcie mi, niełatwo znaleźć w naszym kraju partnera do akcji, która bezczelnie stoi po stronie kobiet i ma dawać rzetelną wiedzę i wsparcie w kwestii tego, co nas dotyczy „od pasa w dół”. A mi się udało! I jestem wdzięczna ApoLady za otwartość, pro-kobiecość i rzetelność. I z radością przyjęłam propozycję zostania ambasadorką ApoLady. Razem można więcej. Razem będziemy zachęcać kobiety w całym kraju do dbania o swoje zdrowie intymne i o swoją seksualność. Nasz najbliższy wspólny cel to udowodnienie, że nie ma tematów „krepujących”, bo jeżeli coś jest ważne, wpływa na komfort życia każdej kobiety, to należy o tym rozmawiać. Zamiast biernie czekać, aż „mały sekret” z popuszczaniem zamieni się w duży problem z nietrzymaniem moczu, proponujemy, żeby wziąć sprawy w swoje ręce i dbać o mięśnie dna miednicy. Dla zdrowia i dla przyjemności wszystkich kobiet.

Dobrze jest łamać schematy, iść naprzód, mówić i robić rzeczy, w które się wierzy. I dlatego już tęsknię za tym rokiem, który jeszcze trwa...

Joanna Keszka

Maminsynek to taki wrzód na tyłku swojej dziewczyny

Mam nieodparte wrażenie, że na drodze każdej polskiej kobiety prędzej czy później pojawia się jakiś maminsynek. To taki facet, dla którego słowo mamusi jest święte, a jego kobiety – no, już nie tak bardzo. W przyrodzie tak bywa, że czasami wpadamy na dziwaczne okazy. Sztuka polega na tym, żeby nie dać kanalii spieprzyć sobie życia.

Przeczytałam powieść „Maminsynek” Natalii Sochy. Jak we wszystkich książkach tej autorki jest lekko, wartko, celnie. „Maminsynek” to historia kobiety, która zaciska zęby i pomimo wszystkich znaków od synka i jego mamusi, że wcale jej nie chcą, staje do nierównej walki. „Zwycięstwo” w tym starciu oznacza związek z tytułowym maminsynkiem i nie ma w tym żadnej nagrody dla głównej bohaterki. Dla mnie temat książki jest podszyty dramatem. Nie rozumiem, po co być za wszelką cenę z potwornym, samolubnym draniem. Który na dodatek, próbuje pokazać jaki jest, już niemalże od pierwszego dnia znajomości. Czytając tą książkę zastanawiałam się cały czas, skąd u kobiety taki pęd do spieprzenia sobie życia? Po każdym kolejnym rozdziale myślałam: Dziewczyno, zostaw go wreszcie i odejdź sobie w spokoju. Jak widać lektura wciąga.  W związku z tym, że w naszym kraju maminsynków jest jak grzybów po deszczu, warto sięgnąć po „Maminsynka” Nataszy Sochy, żeby podejrzeć problem i samej wyciągnąć konstruktywne wnioski. Ja osobiście uważam, że każdy maminsynek to idealny facet, jeśli lubisz bydlaków.

Maminsynek to nie jest miły facet

Ja „swojego” maminsynka poznałam na dyskotece. Był przystojny i naprawdę miły  i nic nie zapowiadało, że może być takim paskudnym, mamusiolubnym dupkiem. Na randkach potrafił być uroczy, jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stawał się zimny i paskudny, jeśli tylko moje oczekiwania w jakikolwiek sposób kolidowały z tym, co chce od niego jego mamusia.

Po kilku tygodniach znajomości znałam jego i jego mamy rytuały. Nigdy, przenigdy nie umawiał się na spotkanie w sobotę przed 20.00. Sobota to był dzień dla mamy:  wspólne zakupy, potem pomagał jej przygotowywać obiad, jedzenie z nią obiad w ścisłym rodzinnym gronie i wreszcie wspolne sprzątanie po posiłku. Żadnych szans na spotkanie  w tym świętym dniu z obcą kobietą, czyli ze mną, z jego dziewczyną. Trzeba było czekać, aż mama go zwolni.  Mamy i maminsynkowie mają takie „święte” rytuały w kwestii których nie można dyskutować. Tak ma być, tak było zawsze, tego chce mama i koniec pieśni. Żadnych ustępstw i zero możliwości wzięcia pod uwagę tego, że można by inaczej, a już na pewno żadnym argumentem nie jest fakt, że ja mogłam czegoś  chcieć.

Miał własny samochód w czasach, w których ja nawet nie miałam własnego prawa jazdy. Kilka razy poprosiłam o go o pomoc: w dojechaniu do jakiegoś miejsca na obrzeżach miasta, albo w dowiezieniu większych bagaży do mojego mieszkania. Okazało się szybko, że mama nie lubi, kiedy jej chłopiec „za bardzo” ułatwia życie swojej dziewczynie. Czasami mi pomagał, ale było to zawsze uzależnione od jakiegoś nieprzewidywalnego „widzimisię” jego czy jego mamy. W tej pokręconej grze chodziło podobno o to, żeby „mi się w głowie nie poprzewracało” i „żeby on nie był na każde moje zawołanie”.

Oprócz tego za namową swojej mamy trenował tzw. trzymanie mnie na dystans. Robił plany, o których mnie nie informował, na przykład wyjeżdżał na tydzień, bez słowa uprzedzenia, i uważał, że taki „trening” jest potrzebny każdej jego dziewczynie, bo mama powiedziała, że inaczej to „baby, by mu weszły na głowę”. Na dodatek miał całe pięterko w domu swojej mamy, z którego nie zamierzał się wyprowadzać chyba nigdy.

Jasną stroną tej historii było to, że stosunkowo szybko skończyłam tę znajomość. Po około dwóch miesiącach dostałam oświecenia, że u tego pana „nie ma jak u mamy” brzmi jak klątwa.  Skończyłam tę znajomość w czasie jednej rozmowy telefonicznej. Niedojrzałość pomieszana z okrucieństwem takich facetów tworzą zabójczą mieszankę, która, jestem w stanie sobie to wyobrazić, może zatruć skutecznie życie każdej kobiety. Nigdy więcej maminsynków na mojej drodze. Dzięki Bogu są też w tym kraju faceci, którzy kochają swoje mamy, ale potrafią też kochać i troszczyć się o swoje dziewczyny i kobiety.

Fajny facet, to taki, któremu na tobie zależy

Istnieje różnica między maminsynkami i normalnymi facetami, którzy kochają swoje mamy, ale potrafią też kochać inne kobiety. Normalnego faceta interesuje zdanie jego mamy w ważnych kwestiach. Maminsynek nigdy nie odpuści, jeśli coś nie zgadza się z tym, czego chce jego mama. To wielka różnica. Ale największa różnica tkwi w tobie. Czy uważasz, że powinnaś być w związku z kimś, kto cię źle traktuje, kto nie liczy się z twoim zdaniem i na kogo ty nie możesz liczyć? Ja sądzę, że jesteś o wiele za dobra na to, żeby tak traktowali cię pokręceni mężczyźni.

Facet to ważna część naszego życia. Szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy z nim w tzw. stałym związku. Warto zadać sobie jedno, podstawowe pytanie: czy on cię uszczęśliwia? Nie mówię tu o byciu z nim szczęśliwą czasami, niekiedy. Chodzi o to, czy codziennie poświęca czas i energię, żeby twoje życie u jego boku było lepsze? Czy możesz na niego liczyć? Czy wspiera cię, zachwyca się tobą, liczy się z twoim zdaniem i możesz na nim polegać? Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to po co ci taki facet? Fajny mężczyzna to taki, który nie wyśmiewa, nie krytykuje, stara się ciebie zrozumieć i zawsze stoi po twojej stronie. Życie bywa wystarczająco trudne, lepiej nie wybierać sobie trudnego towarzysza, żeby je z nim dzielić. W końcu dupkę już masz. Po co ci jeszcze dupek.

Joanna Keszka

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij