poniedziałek, 22 października 2018
postów: 16

"noc listopadowa"



nie lubię listopada: krótkie dni, szaro, buro, chłodno, mokro, daleko do lata. Co roku w tym miesiącu zadaje sobie to samo pytanie: jak przeżyć listopad i nie zwariować? Czy macie jakieś sprawdzone sposoby, które wspomagają w radzeniu sobie z jesiennym dołkiem?


wielka jest moc czekolady! polecam czekoladowe fondue z owocami i do tego lampkę wytrawnego wina. I to wszystko przy świecach i dobrej muzyce. W moim wypadku pomaga. Polecam.

ja też mam problem z listopadem: w grudniu jest mi jakoś lżej, czekam na święta: czyli wolne dni i radosne pozwalania sobie na zjadanie serników i makowców, a w listopadzie to rzeczywiście jest ponuro, chociaż muszę przyznać, że w tym roku nie jest tak źle, jakoś cieplej i mniej mokro, ja jak jest za oknem paskudnie to mniej od siebie wymagam, nie muszę przez cały rok, być na najwyższych obrotach, więc w listopadzie nie jestem, pozwalam sobie na więcej przesiadywania w knajpce przy kawie, zamiast gonić do domu, żeby coś tam sprzątać, prać czy gotować, kupuję książkę, której "normalnie" bym nie kupiła, typu: jakiś kryminał czy nawet coś w stylu domu nad rozlewiskiem, a co, w końcu mamy listopad, wolno mi, maluję paznokcie na czerwono i idę do kosmetyczki wyregulować brwi i nałożyć hennę, jak w duszy niepokój, to niech przynajmniej ciało się jakoś trzyma,

nasi pradziadowie i prababki, w długie, ciemne wieczory więcej kochali się i więcej spali, zresztą jedno łączy się z drugim, bo po seksie lepiej się zasypia:)

a ja po seksie dostaję zastrzyku energii, mam ochotę jeszcze coś zjeść, porozmawiać, poczytać, a najchętniej, to kochałabym się jeszcze raz, ale cóż, "bo do tanga trzeba dwojga", więc muszę zadowolić się tym jednym razem, może gdybym, tak jak mi się marzy, miała kochanka, który z tą sama energią i entuzjazmem mógłby kochać się ze mną przynajmniej dwa razy pod rząd, to po takim seksie rzeczywiście, może zrobiłabym się senna,

ja też nie lubię listopada, dzisiaj ledwo podniosła się z łóżka, ledwo mogę ruszyć powieką, a tu trzeba wstać na nogi, koszmaaaaar, przecież ja nie mam siły...w następnym wcieleniu chcę być kotem Garflidem, dużo jeść, dużo spać, mało robić: szczególnie w okolicach listopada, albo odrodzić się w słonecznej Hiszpanii, teraz już nie chcę miauczeć, idę zrobić sobie kawę, będę dzielna,

muszę napisać parę rzeczy w obronie listopada:
1.w listopadzie najbardziej smakuje kawa, to taka listopadowa ostatnia deska ratunku: rozgrzewa i wystrzeliwuje do działania i teraz najlepiej smakuje i ceni się każdy jej łyk,
2. można chodzić w kaloszach; teraz jest w sklepach wysyp kaloszy można kupić sobie naprawdę odlotowe; ja wahałam się między takimi z czaszkami i drugimi z serduszkami, wybrałam serduszka, wyszła ze mnie pieprzona romantyczka, ale co tam,
3. wieczory są długie, lepiej siedzi się w knajpach, naprawdę, można popijać piwko już od 5 czy 6 wieczór bez poczucia, że jest się wykolejeńcem, który siedzi przy piwku już w środku dnia,
4.no i w ogóle jest bardziej nastrojowo
5. myślę, ze dobrym pomysłem na przetrwanie listopada jest myślenie o nim dobrze,

post powyżej to napisałam ja, tylko zapomniałam się zalogować, tak to ja pisałam dobrze o życiu w listopadzie,

gość napisała:

3. wieczory są długie, lepiej siedzi się w knajpach, naprawdę, można popijać piwko już od 5 czy 6 wieczór bez poczucia, że jest się wykolejeńcem, który siedzi przy piwku już w środku dnia,

kochana dziękuję Ci za to co napisałaś :) co prawda nikt jeszcze nie nazwał mnie i moich kumpelek wykolejeńcem, ale coś w tym jest, ze nasze babskie spotkania zaczynamy coraz wczesniej..
teraz przynajmniej mamy rozsądne wytłumaczenie dlaczego:
LISTOPAD= legalne babskie popoludnia/wieczory w knajpkach + piwko

tak sobie myślę, listopad jaki jest, każdy widzi, no u mnie nie jest za dobrze, a topiłam jesienne smutki na wiele sposobów: długa kąpiel, butelka wina, mocna kawa i nowe rajstopy, w sumie to co mnie podtrzymuje na duchu to fakt, że jeszcze trwam, no jeszcze się nie poddaję i mimo wszystko nie zamierzam, się poddać, tylko, jak to się mówi: nieszczęścia chodzą parami, a u mnie to już chodzą stadami, a mogłyby, kurcze, mogłyby spróbować chodzić pojedyńczo, trochę by mi to ułatwiło życie,

Jezz napisała:

(...)jak to się mówi: nieszczęścia chodzą parami, a u mnie to już chodzą stadami, a mogłyby, kurcze, mogłyby spróbować chodzić pojedyńczo, trochę by mi to ułatwiło życie

ale pomyśl inaczej- szczęście też chodzi stadami :)) czasami wystarczy spojrzec na jakiś problem z drugiej strony i rozwiązanie samo nam sie narzuca.. ;*

"szczęścia chodzą stadami", nie pomyślałam o tym, może rzeczywiście tak jest, że bardziej celebrujemy to co niemiłe, a obok tego, co dobre przechodzimy obojętnie, tak jakby to nam się po prostu należało, zastanowię się, czy nie przegapiłam jakiegoś stadka szczęścia w listopadową, chmurną noc,

(...) jak to się mówi: nieszczęścia chodzą parami, a u mnie to już chodzą stadami, a mogłyby, kurcze, mogłyby spróbować chodzić pojedyńczo, trochę by mi to ułatwiło życie...

Jezz,jesteś MEGA:)!!!! Mimo, że to nie jest śmieszne, to ujęłaś to w tak zabawny sposób, że aż się zaśmiałam do siebie:) po prostu świetny tekst :D Dystans do samej siebie to naprawdę dar:) pozdrawiam i życzę, żeby nie chodziły, a jak już muszą, to rzeczywiście pojedynczo :D

wypiłam butelkę wina i listopad nabrał kolorów,

Jeszcze tylko tydzień i GRUDZIEŃ!!!!! ;P

dzięki dziewczyny za dobre słowa! rzeczywiście mam słabość do patrzenia na życie trochę z innej perspektywy, nawet do poważnych spraw można podchodzić na delikatnym luziku i nikt na tym nie traci, a czasami wręcz się zyskuje, problemy się nie rozwiążą szybciej przez to, że padniemy przed nimi na kolana, dobrze jest uśmiechnąć się do naszych lęków i strachów, nie musimy wszyscy być sztywni jak Lenin w mauzoleum, chociaż wszystkie nas los Lenina czeka ( miałam na myśli sztywność, a nie mauzoleum), ale czasami to moje patrzenie z innej perspektywy pakuje mnie w kłopoty, bo ludzie reagują różnie, najgorzej jest kiedy trafię na osobę, kto moje słowa przyjmuje baaardzo dosłownie, wtedy to zalega wokół grobowa cisza, a ja najchętniej od razu ewakuowałabym się, a nie zawsze można tak od razu...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij