wtorek, 10 grudnia 2019
postów: 3

"złamane reguły gry !"



jestem mężatką z 7 letnim stażem do niedawna byłam szczęśliwa a nawet wydawało mi się że jestem największą szczęściarą bo mam cudownego faceta. mieliśmy ustalone zasady naszego związku. najważniejszy był szacunek, mamy trochę niekonwencjonalne myślenie i ustaliliśmy, że nie mamy rygorystycznych zasad co do wierności wyjaśniam, (na początku ciężko było mi się do tego przekonać ale ufałam że nie zostanę zraniona) żeby nikt źle mnie nie zrozumiał nie chodzi o wolny związek, chodzi o zabawę z innymi może pocałunek jedno było najważniejsze : to partner miał być najważniejszy , nie można było zrobić niczego co zraniłoby drugą osobę. tydzień temu byliśmy na imprezie, a mój partner wypił za dużo i zaczął całować inną (kobieta po 50 i na dodatek na oczach moich znajomych) zwróciłam uwagę i poprosiłam żeby wyszedł z imprezy, nie posłuchał i kontynuował swoją zabawę :( skończyło się na tym że wyszłam. myślałam że uda mi się wybaczyć i zapomnieć - naprawdę bardzo się kochamy. rozmawialiśmy wczoraj o wym jak powinien wyglądać związek na nowo kiedy powiedziałam że nie chcę powrotu do starych zasad bo mnie to rani usłyszałam, że on tak nie da rady... nie szukam porady bo to nie miejsce by radzić, chciałabym wiedzieć co zrobiłybyście na moim miejscu


Nawet jeśli bym kochała bardzo, nigdy nie zgodziłabym się na takie zasady i reguły, na które zgodziliście się wspólnie (zwróć uwagę na słowo WSPÓLNIE) na samym początku. Teraz nie można powiedzieć, że On zrobił coś wbrew Tobie. Ty też się na to zgodziłaś. Wiem, że są takie związki, wiem, że bywają szczęśliwe, ale chyba "w tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało na raz". Inaczej jedna strona cierpi. Nikt nie może Ci to doradzić, bo nikt nie czuł tego co Ty. Trzymam kciuki za dobre decyzje. I pamiętaj wszystkie będą dobre, bez względu na to jak się wszystko potoczy później, bo to Twoje decyzje i będę podyktowane sercem. Czasem warto tez upaść, aby się podnieść i chodzić z wysoko podniesioną głową :)

jako dziecko miała okazję prtzez wiele lat przyglądać się męczącemu, pełnemu szarpaniny małżeństwu moich rodziców, zestresowana matka, ciągle niezadowolony ojciec, któremu się dogadzało, a on i tak nigdy nie był zadowolony, postanowiłam sobie, że jeżeli kiedyś będę miała mężczyznę, czy nawet męża, to nasz wspólny dom, będzie spokojną przystania do której bedę wracać po to, żeby odpocząć i że będzie to miejsce przyjazne, z przyjaznym mi czlowiekiem, udało mi się spełnic to moje marzenie, oczywiście jesteśmy tylko ludźmi i spięcia są, ale sie nie ranimy i nie olewamy, słuchamy się i nawet jak się nie zgadzamy, to najpierw szukamy kompromisu, zamiast twardego "nie", ja tak nie chcę, skoro druga strona czegoś chce, to znaczy, że to jest wazne dla nas, ale się rozspisałam o mnie, ale teraz już o głównym wątku:
z twojego wpisu zrozumiałam, że trochę zostałaś wrobiona w tę zasadę luzu w waszym związku, może to był dobry moment, żeby zawalczyc o swoje, a ty się wtedy wycofałaś, warto dowiedzieć się, czy zasada wolności jest ważniejsza, czy relacja z tobą? bo o tego typu wybór w tym chodzi, a może z drugiej strony, skoro on gra juz w otwarte karty i nie kryje tego, że nie jesteś jedyna, a twoja opinia czy prosba dla niego najwazniejsza, to moze skorzystać z waszej zasady i zaczą oficjalnie opowiadać o jego czy swoich romansach, zamiast pakować energię w udawanie, ze jesteście dobraną, szczęsliwą parą, bo nie jesteście, skoro jego zachowanie cię boli, a on nie zamierza go zmienic, ja nie wyobrażam sobie relacji z mężczyzną, który nie reaguje na moje prośby w tak waznej kwestii, po to zyjemy z kims, żeby przez to życie przejść radośniej i pełniej, a nie po to, zeby się ranić

a moze powinniście wprowadzić do swojego zwiazku nową regułę: nie wolno poniżać i ośmieszać partnerki na oczach innych ludzi...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij