poniedziałek, 9 grudnia 2019
postów: 13

"teoria związku "



Jestem zwolenniczką teorii, że biorę mojego mężczyznę takim jakim jest ale czasem próbuje wprowadzać pewne modyfikacje. Czy zdarza się wam zmieniać swoich mężczyzn? dopasowywać do swojej konkretnej wizji? mówicie im jak mają się ubierać, nosić brodę czy też nie...


Owszem zdażało mi się to na początku. Zabierałam do sklepów, pokazywałam rzeczy, w których uważałam, ze będzie mu do twarzy. Po paru takich wypadach miał tak dość, ze na samą wzmiankę o zakupach czy chodźby nowych rzeczach od razu odmawia. Od tej pory uzgadniamy wszystko razem.

Staram się wspierać swojego męża w kwestii odpowiedzialności finansowej i mniejszych ilości spożywanego alkoholu ponieważ ma to wpływ na nasze wspólne funkcjonowanie. Myślę, że nie ma w tym nic złego. Co do zmieniania jego stylu czy wyglądu to mąż zwraca większą uwagę na takie rzeczy niż ja więc to on udziela mi wskazówek!

Jestem zbyt leniwa żeby kogoś zmieniać. Zachęcałam mojego byłego partnera żeby przestał palić ale do tego zachęcam każdego, nawet obcych ludzi na ulicy...

Nikt nie powinien próbować zmieniać wyglądu swojego partnera. Można coś zasugerować albo zapytać o opinie na przykład co do fryzury ale zmieniać na siłę - to okropne. Jeśli partner ma złe nawyki to ok, można tu działać bardziej zdecydowanie ale w pozostałych przypadkach lepiej zostawić go takiego jakim jest.

jak ludzie w miarę do siebie pasują, trochę sie lubią, trochę razem pobędą, to sami sie do siebie upodabniaja, bez jakiś specjalnych podchodów z jednej lub drugiej strony: wspólne zakupy, pomoc przy wyborze butów, czy kurtki, w prezencie lekcja jazdy na nartach, jesli jedna strona jeździ lepiej niz druga albo karnet na ulubiona siłownie i nastepuje naturalna asymilacja i upodobnienie, nie trzeba specjalnego wysiłku, problem jest jak ludzie są razem kompletnie bez przyczyny i za przeproszeniem - jedno ma w dupie, to co lubi czy sądzi drugie i wtedy nie ma asymilacji i upodabniania się, w zasadzie nie ma tez zwiazku, jest tylko jedna wielka kupa...nieszczęścia i tutaj zmiana krawata czy czegoś tam innego na wiele się nie zda,

Osobiście wolę się skupiać na tym co mi się podoba w moim partnerze. A te cechy, których nie lubię staram się albo polubić albo sprawić żeby nie doprowadzały mnie do szału... Tylko sądząc z moich doświadczeń nie wychodziłam na tym najlepiej. Może kompromis wcale nie jest taki dobry...

Uważam, że dopóki nie próbujemy całkowicie zmieniać drugiej osoby wszystko jest w normie. Sugestie czy wskazówki wypływające z troski są nawet wskazane:)

gość napisała:

Uważam, że dopóki nie próbujemy całkowicie zmieniać drugiej osoby wszystko jest w normie. Sugestie czy wskazówki wypływające z troski są nawet wskazane:)

słuszna uwaga, a ja bym poszła nawet krok dalej, dopiero wtedy, kiedy kogoś akceptujemy, możemy próbować jakoś na niego wpływać,
ja to rozumiem w ten sposob, ze jesli myslę sobie, że fajnie by było gdyby mój mężczyzna nosił inną czapkę, albo spędzał inaczej wolny czas, ale to co robi i nosi w tej chwili traktuję jako częśc jego i nie wstydzę sie go z tego powodu, ani mnie to nie odrzuca, to wtedy jest czas i miejsce na sugestie i podpowiedzi, a czasami ludzie wręcz bywają wdzięczni za wskazanie nowego kierunku,

Mój partner zmienił wiele rzeczy odkąd jesteśmy razem. Stało się to raczej jako rezultat wspólnego mieszkania niż prób aktywnego zmieniania go. Zaczął się lepiej odżywiać i stał się bardziej odpowiedzialny finansowo.
Lubię myśleć, że się dopełniamy i uczymy od siebie nawzajem.

czytając ten wątek zdałam sobie sprawę z tego, że w czasie mojego małżeństwa to ja spro się zmieniłam, niektóre zmiany mi się podobaja, inne mniej: od mojego męża nauczyłam się większej odwagi w próbowaniu nowych rzeczy, chodzi mi w tej chwili głównie o sprawy biznesowo-zawodowe, wczesniej wydawało mi się, że o niektorych rzeczach to nawet nie mam co marzyc, bo mam za mało doświadczenia, umijętnosci czy czegoś tam wciąż za mało, przy nim nauczyłam się , że podstawa to złapać za słuchwake i zacząć załatwiać sprawę, a jak sie usłyszy nie, to nie koniec świata, tylko zmiana planów, i nabrałam dzięki temu wiekszej pewności siebie, bo pomimo, że czasami słysze "nie", od kiedy zaczęłam bardziej się rozpychać w życiu łokciami, częsciej też zdarza mi się słyszeć "tak" i to jest świetne, z drugiej strony przy moim mężu stałam się bardziej powściągliwa, mniej się wygłupiam, i tych moim wygłupów czasami mi brakuje, ale nie chcę tu na niego zwalać winy, tylko on jest poważniejszy i nie mam z kim się wygłupiać, bo samej to się nie chce...tak to już chyba jest, że przez zycie idziemy już razem i nasze bagaże jakby łączą się...ciekawa jestem, co on by napisał o moim wpływie na jego życie, może go zapytam?

"ciekawa jestem, co on by napisał o moim wpływie na jego życie, może go zapytam?"
Ja swojego chłopaka zapytałam i stwierdził, że stał się lepszym człowiekiem ... bo nauczył się prać i prasować;)

Byłam kiedyś w związku, o którym moi znajomi mówili, że bardzo mnie zmienił, że nie byłam sobą. W obecnym czuję się o wiele lepiej, wracam do rzeczy, które lubię robić. Ale teraz, gdy mieszkam ze swoim facetem, trochę go nakierowuję, np., że już czas iść do fryzjera albo do dentysty czy kupić nową kurtkę. Czasem chodzimy razem na zakupy, ale nigdy mu nie wciskam tego, co mu się nie podoba. Żyjemy sobie w takiej symbiozie i nie jest źle. :)

gość napisała:

"ciekawa jestem, co on by napisał o moim wpływie na jego życie, może go zapytam?"
Ja swojego chłopaka zapytałam i stwierdził, że stał się lepszym człowiekiem ... bo nauczył się prać i prasować;)

genialne w swojej prostocie! jeśli zmieniać świat na lepsze, to warto zaczynać od spraw najbardziej podstawowych:)

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij