poniedziałek, 18 listopada 2019
postów: 9

"rozwod, utrata pracy, nowy facet bez pracy ;-/"



rozwiodlam sie i od razu stracilam prace zalatwiona przez tesciowa.
zostalam praktycznie z niczym.. wartosci pozostale to rodzina, paru znajomych, moje czyste sumienie, wartosci ktore musialam odbudowac po sprawach zwiazanych z rozwodem.
poznalam faceta..ktoremu kobieta powiedziala ze nie chce z nim zyc w biedzie- wynajmowac mieszkanie gdy on ma niepewna prace
mnie potraktowano prawie tak samo po 3..latach malzenstwa i 9 latach zwiazku
czy jest w porzadku gdy zrezygnuje z tego zwiazku (nie wierze juz w wielka milosc i zakochanie), bo on nie ma porzadnej pracy? nei ma dobrego kontaktu z rodzina (ja roznie), jest dobry w lozku, troszczy sie o mnie.. ciekawe czy nie mysli ze mnie zlapal i w takiej niewidzialnej zlotej klatce troche mnie potrzyma az sie zakocham
czy dobrze jest z nim zaczynac od zera, tak oboje po rowno?
wrocic do rodzicow pod dach ;/ bo sama nie wynajme nic..ale zeby glebiej wchodzic w zwiazek po to by latwiej bylo sie utrzymac? zyc? sama nie wiem..
moj ex powiedzial kiedys ze za jedna wyplate nie chce ze mna zyc, bo pracowalam na czarno czy wcale.
mam postapic tak samo jak postapiono ze mna i pogonic obecnego faceta?
mowia mi nie bierz pierwszego lepszego.. natomiast chyba nie znajde dzianego bo takie banany trzymaja sie razem, a ja mam normalnych ludzi wokol siebie i nie umiem zmienic towarzystwa jak moj ex i wraz z rozwodem stac sie Barbie (sluchaj piosenki Aro- Ken i Barbie)
w tym roku koncze 30 lat
rok i dwa lata temu przezywalam ten okres, ze nie wiele osiagnelam a juz trzydziecha zaraz..mialam chyba kryzys
teraz wiele sie we mnei zmienilo, ale zycie ciagle jest do d.. wole zyc dzisiaj niz myslec co bedzie jutro ;/ bo przyszlosc mnie przeraza
czy jechac za granice i szukac szczescia od poczatku wspolnie tam? szczescia? czy kasy? i czy to razem idzie w parze? czy szukac faceta ktory ma dobra prace i kochajaca rodzine? - idealu? (juz go mialam i co?)

g....

pozdrawiam wszystkich na zakrecie


Witaj, nie ty jedna jesteś na zakręcie, o ile to możesz być jakimś pocieszeniem. Masz 30 lat, to wcale niedużo, a dużo przed tobą. Ja bym na twoim miejscu zajęła się pracą. nie wiem, jakie masz wykształcenie, co robiłaś , co umiesz,a co chcesz robić, ale zajęcie się pracą kiedy jest się na zakręcie, bywa dobrym pomyslem. Ważne, żebyś nie czuła, że wszystko jest do dupy i nie masz szans na zmiany, bo zawsze może być lepiej. Trzymanie się faceta, kiedy jest sie w dołku to kusząca, ale moim zdaniem niezbyt dobra strategia. Mieszkanie można wynająć z kimś, poszukać sublokatorki, albo się do kogoś wprowadzić, może w ten sposób poznasz nowe osoby, poszerzy ci się świat. Wiadomo, że najlepiej mieszkać samej ale jak musisz z kimś wynajmować, to nie musi być od razu facet. Można poszukać jakieś fajnej sublokatorki, albo pokoju do wynajecia u kogoś kto ci pasuje. Zająć się sobą: doszkalaniem się, pracą, językami, każdego dnia zrobić coś co posunie cię do przodu. Jak to mówią mądrzy ludzie - ci co nic nie mają, nie mają nic do stracenia, to bywa uwalniające. Możesz się przeprowadzić do innego miasta, w inną część kraju...Masz za soba kiepskie małżeństwo z marnym mężem, ciesz się, że to już za tobą, znam masę kobiet, które tkwią w takim życiu, bo strach odejść, strach, jak sobie poradzą, boją się stresu związanego z rozwodem, przepychanek, a do tego są dzieci, ty już to wszystko masz za sobą, skup się na tym, żeby poradzić sobie jak najlepiej, krok po kroku, nie od razu wszystko. Mam koleżankę, która po 30 zaczęła pracować jako asystentka księgowej, na początku zarabiała prawie nic, ale się uczyła, robiła w weekend kurs rachunkowości. Nie miała kasy, ale miała cel. Zaparła się. I została świetną księgową przed 40- stką - ze stabilną płacą i z robotą, której inni jej zazdroszczą.
Jesteś młoda, wolna, życie przed tobą. I chociaż brzmi to banalnie i pewnie cie nie bardzo pocieszy,ale ja to wiem, że można być zadowolonym z życia nawet jak nie ma się dużo kasy. Wyznacz sobie jakiś cel, związany z pracą, z rozwojem, coś na czym będziesz mogła oprzeć swoją przyszłość i zrób wszystko co w twojej mocy, żeby ci się udało. To moze być niezła zabawa, pisanie własnego życia po swojemu. A faceci? mogą poczekać, aż bedziesz w lepszym nastroju, czego ci szczerze życzę:)

hej :) 30 lat i zakret. Ja mam 40 , dwoje dzieci, pracę którą uwielbiam ale niestety przynoszącą coraz mniej kasy i zakręt życiowy, rozwód dopiero przede mna, dom w kredycie itd. Ale w całej tej beznadziejności odkrylam coś pozytywnego, wolność i odkrywanie siebie samej na nowo. Myśle , ze zgubienie samej siebie gdzieś po drodze zwanej małżeństwem , jest najgorszą rzeczą jaka może się przytrafić. Poświecenie sie dla męża i rodziny , a zapomnienie o sobie samej prowadzi do powolnej śmierci samej siebie. Myślę że powinnaś skupić się na swoich potrzebach, marzeniach, pracy, zachciankach, badź ważna dla siebie samej a facet zawsze się znajdzie ;) powodzenia i trzymam kciuki za nową i Twoją drogą życia, kieruj się intuicją i swoimi pragnieniami.....

Oczywiście że powinnaś być najważniejsza sama dla siebie ale warto czasem zaufać komuś i nie mierzyć wszystkich jedną miarą. To że facet nie ma pracy to już nie powód do rozstania, z czego on żyje, gdzie mieszka, znam takich co więcej zarabiają kasy z pracy dorywczej niż siedząc 8 godzin w pracy. Czy dobrze Ci z tym facetem nie tylko w łóżku? Sama wiem jakie życie jest ciężkie, mam to za sobą i przekonałam się że na tym świecie są faceci którzy potrafią kochać. Ty podejmujesz decyzje, a czy praca którą dzisiaj masz a jutro możesz nie mieć będzie wyznacznikiem twojej decyzji sama zdecyduj.

gość napisała:

Oczywiście że powinnaś być najważniejsza sama dla siebie ale warto czasem zaufać komuś i nie mierzyć wszystkich jedną miarą. To że facet nie ma pracy to już nie powód do rozstania, z czego on żyje, gdzie mieszka, znam takich co więcej zarabiają kasy z pracy dorywczej niż siedząc 8 godzin w pracy. Czy dobrze Ci z tym facetem nie tylko w łóżku? Sama wiem jakie życie jest ciężkie, mam to za sobą i przekonałam się że na tym świecie są faceci którzy potrafią kochać. Ty podejmujesz decyzje, a czy praca którą dzisiaj masz a jutro możesz nie mieć będzie wyznacznikiem twojej decyzji sama zdecyduj.

dzieki za odp
jestem zdeterminowana do zycia z dnia na dzien i wcale nei potrzebuje faceta
zle mnei zrozumialas,kasa sie liczy bo mam wiele potrzeb tyle ze ich zadawalania nie opieram na pracy faceta
tylko jego zycie satysfakcja z niego wole by nie opierala sie na mnie
bo kazde oddzielnie powinno sie cieszyc swoimi radosciami
a facet to tylko taki dodatek, czasem sie przydaje, kazdej do czego innego

[/CYTAT]

dzieki za odp
jestem zdeterminowana do zycia z dnia na dzien i wcale nei potrzebuje faceta
zle mnei zrozumialas,kasa sie liczy bo mam wiele potrzeb tyle ze ich zadawalania nie opieram na pracy faceta
tylko jego zycie satysfakcja z niego wole by nie opierala sie na mnie
bo kazde oddzielnie powinno sie cieszyc swoimi radosciami
a facet to tylko taki dodatek, czasem sie przydaje, kazdej do czego innego
[/CYTAT]

Widzę że jesteś rozgoryczona tym co się stało w twoim życiu, tym że komuś zaufałaś i wszystko się rozwaliło. Bardzo dobrze że uczysz się żyć i żyjesz swoim rytmem, ale skoro facet to tylko dodatek to czemu to tak wszystko przeżywasz?

Czytam i myślę czy zastanawiałaś się czemu twoje małżeństwo się rozpadło? Czy przypadkiem twoje myślenie o "dodatkach" nie dało powodów do twoich problemów. Masz 30 lat, układałaś swoje życie i chciałaś je ułożyć będąc z "dodatkiem"? Hmmm, może właśnie facet tak się poczuł i temu czmychnął. Dążenie do bycia niezależną to słuszna idea ale bycie ze sobą w związku powoduje zazębianie się pewnych spraw międzyludzkich. Naturalne jest to by będąc w związku można było polegać na facecie jak i kobiecie, to że facet czerpie satysfakcję z posiadania kobiety jest chyba czymś normalnym ( panowie jak są niech się wypowiedzą ) i posiadanie zaradnego faceta to tez powód do satysfakcji dla kobiety. Nie wiem jaki był twój mąż ani ten facet którego chcesz zostawić ( zostawiłaś), nie wiem też kogo tak naprawdę szukasz i kogo spotkasz ale twierdzenie "tylko jego zycie satysfakcja z niego wole by nie opierala sie na mnie bo kazde oddzielnie powinno sie cieszyc swoimi radościami" jest dla mnie nie zrozumiałe i może takie właśnie postrzeganie świata zniszczyło to co chciałaś budować i może czas najwyższy wyciągnąć wnioski z tego co się stało by na przyszłość znowu nie cierpieć przez delikatnie mówiąc snobistyczne podejście do życia.

jakkolwiek, ani jedno ani drugie nie może wyłącznie żyć własnym życiem, bo to do niczego WSPÓLNEGO nie prowadzi... chyba wyłącznie do pogłębiania dystansu i chłodu między ludźmi.

Życie każde własnym życiem powoduje to że to wspólne życie właśnie się kończy i są rozwody. Czy w małżeństwie każde z was żyło swoim życiem ? Jeśli tak to masz odpowiedź na to czemu małżeństwo nie przetrwało. Wyciągnij wnioski, spróbuj inaczej, może to jest właśnie metoda - zacząć żyć wspólnym życiem cieszyć się tym że ta druga osoba chce żyć wspólnym życiem ja tak mam i nie chcę z tego zrezygnować bo o to właśnie w tym wszystkim chodzi.
Pozdrawiam

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij