niedziela, 28 maja 2017
postów: 183

"Porozmawiajmy o ZDRADACH I KOCHANKACH."



Zdradziłaś? Zdradziłeś?
Czy zdrada zawsze jest zła i prowadzi do rozłamu? Czy bywają sytuacje, gdy zdrada uratowała Was w jakikolwiek sposób.

A może byłaś kochanką? Kochankiem?
Wyrzuty sumienia...?
A może ciągniesz to dalej?
Co o tym myślisz. Dlaczego. Uzasadnij.

Czy związek kochanki/kochanka z zamężnym/ zamężną ma sens?
A może to tylko egoizm?
Jednak może coś wnosi do Twojego życia?

Prosiłabym jednak o niewyzywanie się i o potraktowanie tego tematu do dyskusji a nie wyzywanki.
Nie taki cel.


Jak dla mnie zdrada to zdrada samo słowo ma negatywny wydźwięk. Naprawdę trudno doszukać się jakichkolwiek plusów dodatnich.

Witam. Jestem w podobnej sytuacji tzn mąż mnie nie doceniał... Tego że pracuje że zajmuje się dzieckiem że w domu jest wszystko zrobione... Jeszcze ile razy miał jakieś ale ze zupa za słona czy jakoś tak... Chciał z nim drugie dziecko on nie chciał bo stwierdził że jedno wystarczy a drugiego że mną nie chce mieć... Źle się z tym czulam bo jak można nie chcieć dziecka z kimś kogo się kocha i uprawia się z nim seks... A seks jak seks ... Zaspakajal tylko swoje potrzeby to byli coś na Zasadzie tylko bzyk i już... Odwracał się tylkiem i zasypial a ja nawet nie dochodzilam do orgazmu... Masakra jednym słowem... No i poznałam kogoś... Co prawda żonaty dzieciaty ale facet z którym rozumiemy się bez słów.. Tak naprawdę moglibyśmy nie rozmawiać ze sobą a jak gafamy to ciągle buzia się nam nie zamyka w sumie taka sama gadulka jak ja w końcu mogę się przy nim wygadac i posmiac no wszystko zero kontroli na jakikolwiek temat... Kochamy się i gdyby nie nasze związki bylibyśmy razem... Ale on nie chce zostawić dzieci. Co do seksu to tak jak wszystko u nas bez ograniczeń i tak i tak i seks oralny i analny no cudownie jest... I buziak i całus i przytulas normalnie jakbysmy byli dla siebie stworzeni... No i ciągnie się to już półtora roku... Dodam że jestem w ciąży i nie wiem z kim czy z mężem czy z kochankiem na pewno fajna sytuacja to nie jest... I proszę bez krytyki bo jakby mi ktoś ze trzy lata temu powiedział że zdradzę męża to bym powiedziała że oszalał... Ale życie i sytuacja i brak akceptacji mnie do tego zmusiło... Do zdrady oczywiście a kochanek jest dla mnie teraz całym moim życiem i światem...

Pytanie, czy Ty jesteś życiem i światem dla kochanka? Jeśli tak, czemu jeszcze się nie rozwiódł, byle by być z Tobą, podobno tak Ukochaną?

Pisalam nie chce zostawić i stracić kontaktu z dziećmi... A po drugie oboje mamy kredyty... Wszystko za późno...

Tyle razy już to chcieliśmy zakończyć ale ta miłość jest silniejsza od nas... Jak ktoś nie był w takiej sytuacji to nie jest w stanie tego zrozumieć...

Bullshit. Z dziećmi po rozwodzie (bez orzeczenia o winie) można kontaktować się bez większego problemu. Wystarczy dogadać się z Ex. Kredyt spłacasz tak czy owak. Albo koleś chce Ciebie, albo wygodne gniazdko z usłużną, ale nudną żoną. On po prostu nie ma jaj, by wybrać i pokazać, że postawił na Ciebie. Tak, na Ciebie. Nie jest do tego wystarczająco zmotywowany, bo w gruncie rzeczy Mu nie zależy. Zależy mu - na odskoczni od domowego ciepełka, gdy trzeba akurat, dajmy na to, wyremontować taras a się nie chce. Ale to za mało, by zmusić Go do jednoznacznego określenia się. Twierdzę tak: Jeśli facet jest w porządku, da Ci pewność co do swoich uczuć i się rozwiedzie. Jeśli nie, to nie jest On w porządku (ani wobec Ciebie, ani siebie, ani żony). Pytanie, czy warto być z kimś, kto nie jest w porządku w stosunku do swoich bliskich? Kto nie potrafi dochować "wierności, miłości i uczciwości małżeńskiej"? A Ty? Z czym zostaniesz? Z kradzionymi godzinami raz na kilka dni? Tego chcesz?

Lepiej tak niż nie mieć tego w ogóle i żyć w nudnym związku z mężem...

Lepiej żyć w związku z NOWYM mężem niż lawirować między "ślubnym" a kochankiem... Jeśli facet zdradził raz, może zdradzić i kolejny - tym razem Ciebie, jeśli znudzisz Mu się tak, jak znudziła się Jego żona. Otrząśnij się.

Myślę że jak mu się znudze to się o tym dowiem pierwsza nie mamy bowiem przed sobą żadnych tajemnic... A zostawić go tylko dlatego żeby zostać z mężem którego nie kocham... I być do końca życia nieszczęśliwa to chyba nie do końca dobra droga...

Kochanek musi być :-)) faceci też chodzą na boki nie ma co się oszukiwać. ..każdy ...i szkoda mi kobiet które myślą inaczej

Szkoda mi Autora powyższego wpisu. Sam zaświadczył o swojej dojrzałości. Wracając do wcześniejszego wątku. Nie proponuję powrotu do męża. Proponuję a) zastanowienie się, czy związek z mężem ma jeszcze sens? i b) czy angażować się w związek z kochankiem, już na "pełen etat", skoro wiesz już, że jest zdolny do zdrady?

No w tej chwili to wiem że kochanek zdradza mnie jedynie ze swoją żoną jeśli można to nazwać zdrada bo do łóżka z nią idzie tylko wtedy jeśli ona tego chce... A na inne zdrady raczej nie ma czasu jest tak zapracowany...no ale ile ludzi tyle opinii... Ja wiem jedno ze na pewno nie chce tego kończyć bo nic lepszego mnie już w życiu nie spotka...

A niby dlaczego "nic lepszego" nie miałoby już Cię spotkać? Czemu tak obniżać swoje wymagania? Ej! Nam wszystkim - Kobietom i Mężczyznom- należy się coś od życia. Tobie też się należy.

Witajcie! Opowiem wam pokrótce swoją historię . Ja,dobry mąż,dorosłe dzieci,przyjaciele. Przyjaciel męża stał się moją bratnią duszą wynikiem czego jest czasami seks. Ja z mężem jesteśmy bardzo różni i różnych rzeczy oczekujemy od życia. Mąż mnie kocha,ja wyszłam za niego aby się wyrwać z nieciekawego domu. Czy żałuje?? Otòż nie wiem że powinnam ale mam poczucie że robimy coś dla siebie mimo że krzywdzimy najbliższych.

Robić coś dla siebie- tak. Zrobiłaś durnotę - jedną klatkę (dom) zamieniłaś na inną (małżeństwo). Cierpi Twój kochanek, Twój mąż, Twoje dzieci, bo nie widzą między rodzicami prawdziwej więzi... Nie mówię, że nie warto walczyć o miłość (warto). Ale mąż to nie bilet do "lepszego" życia, tylko żywy, czujący człowiek. Więc ogarnij się, rozwiedź i do cholery szukaj miłości.

Czasami za późno trafia się na ta jedyna miłość... I wtedy pozostaje nam to co nam pozostaje...

zdrada jest straszna

A u mnie nietypowo. Zdrada ktora okazala sie kompletna pomylka. Jestesmy dobrym, zgodnym malzenstwem. Moj maz byl moim pierwszym i przez dwadziescia lat jedynym mezczyzna, z tym ze ja z nim ani razu nie mialam orgazmu. Tak , tak : przez dwadziescia lat. Smiac mi sie chce jak ktoras z was mowi ze jej sie chce plakac bo od 4 lat nie miala orgazmu.
Zeby nie bylo : chodzilam po seksuologach zeby sie 'leczyc'. Miesniami Kegla to moge zadusic ;
No to w koncu pomyslalam ze sprobuje z kims innym. Fajne randki, zabawny, przystojny, dobrze calowal. Ale jak doszlo do seksu bylo beznadziejnie. Jeszcze gorzej niz z mezem!
Skonczylam tamten romans bo nie bylo sensu. Nie wydalo sie i nie skonczylo zadna tragedia, zlamanym sercen czy czyms takim..
Czy zaluje tego co zrobilam? Nie. To mi odczarowalo przekonanie ze cos przez mojego meza trace.

Facet który mi się strasznie podoba zaproponował spotkanie jedno, drugie, kolejne... Okazało się jednak, że jest w związku ze starszą od siebie o 10 lat kobietą. Jest nam razem bardzo dobrze. Nie potrafię tego zakończyć... Już dwa razy kończyliśmy znajomość i wracaliśmy do siebie i za każdym razem to On nawiązywał ponowny kontakt. Nie wiem czy definitywnie to zakończyć i czekać, aż może...

Witam, mam podobne doświadczenia. Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że mąż ma romans ze studentką, a my jesteśmy 24 lata po ślubie. Ostatnio mieliśmy kryzys i on to wykorzystał. Były namiętne sms-y, maile i spotkania, na których dochodziło do wstępnych pieszczot. Czuję się z tym okropnie, ale podjęliśmy decyzję,że zawalczymy o związek. Tylko nie wiem czy poradzę sobie z zazdrością i obniżoną samooceną, bo jak ma rywalizować 46-letnia kobieta z 25-letnią studentką. Dodam tylko, że jestem szczupła zgrabna i wysportowana, ale to nie wystarczyło.

Po co trzymać w domu dziada który zdradza. ? To pewnie nie pierwsxa studentka ...kopnij go w tylek albo znajdź sobie kochanka ...

Witam ja mam 30 lat szybko zostałam mamą i żoną. Poznałam fajnego faceta w pracy spodobał mi się odrazu ale on traktował mnie tylko jak koleżankę. Długo ze sobą pisaliśmy aż któregoś dnia wylądowalismy w łóżku był cudowny nigdy nie robiłam tego co on chciał z mężem on działa namnie strasznie. Trochę się zauroczyłam w nim i on to zauważył spotykaliśmy się coraz częściej bez żadnych ograniczeń. Później hmmm coś pękło przestalismy się spotykać tak z dnia nadzien brakowało mi go bardzo ale pomyślałam trudno. Jakieś 8 miesięcy nic zero spotkań. Po jakims czasie odezwał się i znów się zaczęło spotykamy się ale jest inny, nie ma żadnych pocałunków nie przytula mnie tylko ostry sex...jak mmyślicie boji się uczuć sama nie wiem..pozdrawiam
.

To może ja opowiem jak to wygląda od strony być tym trzecim. przez prawie 5 lat. Poznałem ją w pracy. Oboje w okolicach 30 lat. O mężu mówiła w samych superlatywach, jak to im dobrze, jaki dobry seks. Tak sobie rozmawialiśmy pół roku, zaczęło wychodzić że jej mąż wcale taki dobry nie jest - że nie traktuje ją tak jakby ona chciała. Nie jest romantyczny, wręcz w dniu urodzin nie odezwał się do niej. Mniejsza z tym. Zaczęlismy coś ze sobą rozmawiać na głębsze tematy. Ja traktowałem to jak zabawe singla z mężatką.
Stało się, po pół roku rozmów, spotkań zaczęliśmy romans. To było płynne, jak normalna znajomość od 1 pocałunku i przez wszystkie etapy. Ja wtedy nie do końca rozumiałem co z tego będzie.
Zaczęliśmy sypiać ze sobą, byłem tak naprawdę jej drugim facetem. Ja miałem spore doświadczenie. Seks był naprawde dobry. Rozmowy to wszystko, skłaniało mnie ku temu - że coś się zaczyna tworzyć, to wygladało jak normalne randki. Z 1 istotnym wyjątkiem - ona po 17 nie była dostępna, miała dziecko, a ja wtedy naiwny myślałem że za jakiś czas to się zmieni.
Pojawiać się zaczęły pytania - czy ja bym tak chciał mieć rodzinę, czy przyjmę mężatkę z dzieckiem 3 letnim.
Odpowiadałem że to wszystko zależy od tego jak między nami będzie. A coś było.
To nie było jakieś tam bzykanie dla seksu.
Ja oczywiście po 3 długich nieudanych związkach miałem rezerwę. Ale angażowałem się tak jak i ona.
To ona pierwsza zaczęła mówić że mnie kocha, że teskni. wiem ze to głupie teraz jak sobie pomyśle - ona mówiła jak to tuli poduszkę i płacze i tęskni.
Potem pojawiły się teksty że jej męża ciągle nie ma np. w sobote, a ona sama z dzieckiem. To miało mi dać do myslenia. ale przegapiłem to zamroczony.
On był w sumie wg mnie dobrym facetem, starał się dla rodziny. Zarabiał gorzej ode mnie, ale niczego im nie brakowało. Mieli kredyt, mieszkanie 70m.

No i tak to trwało - do pierwszego zerwania z mojej strony - kiedy zacząłem oczekiwać normalnego spotykania się. Ona tłumaczyła się że jeszcze nie teraz, i jakies tam inne mętne tłumaczenia. Po zerwaniu 3 tyg przerwy, wpadliśmy na siebie. I od nowa. Gorąca 3godzinna rozmowa, seks, powrót.
Pół roku to samo - ja z nią coś tam się staram stawać na rzęsach. Ona mówi jak to jej niedobrze w małżeństwie, że mąż ją ignoruje, że ona go traktuje jak przyjaciela. Że on jest dobrym ojcem.
Kocha mnie, czuje pociąg do mnie. A z nim nie ma namiętności itp. ale sypiała z nim. Tłumaczyła mi to dobrej rodziny - że czasem "kobieta tak ma że musi sypiać z mężem dla dobra dziecka".... opadła mi szczęka.
Powiedziałem co o tym sądze i znowu sie rozstaliśmy.
Była przerwa. Pół roku. W sumie znałem ją już prawie 3 lata.
Spotkaliśmy się w pewnych okolicznościach - ja twardo, że nie chce mieć nic z nią wspólnego, że się zawiodłem.

Ona na to, ze ona nie może myśleć i zdecydować czy chce z nim zostać czy być ze mną. Że w pracy ma ciężko. Potem miała operację po małym wypadku. Tłumaczenia, że ona jak była w szpitalu to chciała żebym był przy niej. A był on. Facet coś tam się zaczął chyba domyślać - bo znalazł mnie na necie i napisał do mnie że "zebym został jego znajomym" :) coś tam napisał że żona o mnie mówiła. No i mówiła - ale nie to że była ze mną od 3 lat de facto w równoległym związku.
Miała drugi telefon - który ten koleś widział na oczy cały czas. telefon nigdy nie dzwonil. Służył tylko i wyłacznie do kontaktów ze mną. Nie wiem jak ona to robiła - ale mąż kompletnie nic nie podejrzewał. Była super aktorką. Pewnie mu dawała cały czas - żeby zamydlić mu oczy. A mnie mówiła że mnie kocha, że jakby mogła to by mówiła mi to cały czas.
Potem pojawił się taki tekst - że ona chciała bymi mówić tyle razy że mnie kocha, ale boi się że jak z nim zostanie to nie będzie to miało znaczenia. Po prostu kopara mi opadła.

Było ciężko, ja powiedziałem wprost - że jeżeli ona mnie "zdradzi" to będzie to szybki koniec. Deklarowała że nie sypia z nim, ale spali w sypialni w 1 łóżku. Widziałem, że dziecko często spi z nią w sypialni. To mnie jakoś tam uspokajało. Zapraszała mnie w końcu do siebie. I powiem tak - nie wiem ale od początku byłem w szoku - kiedy dziecko za ścianą a ona ze mną kocha się w małżeńkim łożu kiedy jego nie było. Kilka razy wręcz spedziałem kilka dni u niej. A 3 letnie dziecko do mnie wołać zaczęło "tato".... to był szok.

Potem zaczeła bardziej sie skrywać z tym. Ale nadal było tak, ze spotykalismy się po pracy, nawet 4x w tygodniu kochaliśmy się. Ale co to było 1-2h wykrojone z życia. A ja kompletnie w rozsypce bo tylko czekałem na to aż ona skończy prace. Moje życie zawodowe zaczęło dołowa, psychika również.

Przeprowadziliśmy rozmowy - ale nic to nie dało. Ona mówiła - że serce jej mówi że powinna wybrać mnie, a rozsądek że jego, bo rodzina bo ma dziecko. Co powie jej matka, ojciec, że oni mnie nie zaakceptują, bo on jest ich ulubionym zięciem. Ale on taki wcale nie jest, tylko nikt o tym poza nią nie wie...nie wierzyłem w te bujdy. Zerwałem

Kolejne pół roku, nic. Nagle znowu jakoś ktoś co napisał, jakiś sms. Spotkaliśmy się. Była ciężka 4 godzinna rozmowa. Ona mówi, że tęskni, ze ona nie umie już beze mnie wytrzymać. Mówiła że ona płacze, że on się domyśla że ona chyba kogoś ma. Zagroził jej że odbierze dziecko jak go zdradza. Rozmawialiśmy na cieżkie tematy - dla mnie to była wiążąca rozmowa - ale jak sie okazuje potem dla niej chyba nie.
Powiedziałem, że ja nie sypiam z nikim, chociaż jako wolny człowiek mogę. A ona że z nim rzadko. Zdenerwowąłem się powiedziałem pare ostrych słów. Jakoś ustaliśmy że ona ma miesiąc na ostateczną decyzję czy zostaje czy odchodzi do mnie.
Wylądowaliśmy w łóżku - poszliśmy na całość.
Potem spotykaliśmy się znowu regularnie. Chociaż mój niepokój znowu się pojawił - okazało się żę mąż zaczął misję ratunkową, zaczął z nią rozmawiać zaprosił na wyjazd itp. OK, właśnie 2 tyg wcześniej ze mną ustalała że będziemy razem myśleć o nas razem. Wkurzyłem się, zacisnąłem zęby.
Po miesiącu okazało się że jest w ciąży. Policzyłem że to było podczas tego seksu bez zabezpieczeń.
Ona wpadła w strach. I powiedziała, że nie mówiła mi ale przed tym zanim wrócilismy do siebie - to ona sie przespała z nim - w ramach "obowiąku". Normalnie myślałem że mnie rozwali na kawałki.
Zaczęliśmy rozmowę, było powiedziane że rano się spotkamy i ustalimy co robimy. Oczywiście co? Ona do mnie - że mnie kocha, że mnie pragnie i wsiada na mnie. W swoim domu. Kolejny raz się kocha, choć za 1h miał wrócić z pracy w nocy mąż. dziecko śpi. Co mogłem sądzić. Kobieta którą kocham w ciąży, prawdopodobnie ze mną. Zrobiła testy - wyszło że to raczej ja. bo wcześnie nie miała płodnych.
I co? pojawia się nagle siostra. I zaczyna mieszać. Że powinna nie mówić nic. ze okaże się jak sie urodzi.
Mija miesiąc - spotykam się z nią, ona sypia ze mną. Ja zaczynam coraz bardziej drążyć temat - że oczekuje rozwiązania problemu. A ona co? wyjeżdza na weekend z mężem - niby do rodziny. Po powrocie zachorowała.
Mąż nie wiedział o ciąży cały czas. Wpada lekarz i zapisuje leki - nagle ona przyznała się przy lekarzu i mówi -że ona jest w ciązy...... przy lekarzu do męża......szok nie? fajna wiadomość.
Tydzień później - wirus, infekcja ona poroniła. Mąż był z nią w szpitalu, domyślnie pomyślał że to jego dziecko. zreszta ja byłem odcięty, ona nie powiedziała mu przecież prawdy.
Przed poronieniem rozmawiałem z nią - i powiedziałem, że jak tak dalej będzie robić to wyląduje pod mostem z 2 dzieci. ona w panikę, siostra do mnie dzwoni i mowi zebym jej nie straszył... a ja tylko stwierdziłęm co może byc następstwem tego zachowania.
Poronila. wpadła w depresje. zaczęła się leczyć. kontakt z nią był ciężki.
Widywaliśmy się. Po miesiącu ona zaczyna znowu ze mną sypiać. szok. no jak sypia to znaczy ze mnie chyba chce? glupi sygnał.
Potem zaczyna gadać - że mąż po poronieniu zaczyna się o nią starać, że sie zmienia. Po 18 latach związku i 5 latach małżeństwa - nagle zmiana. super. poczułem, że to juz jest kompletna przesada żebym ja miał zmarnowane życie i ciągle podskakiwał jak zagra ona albo jej mąż.
Spotykalismy sie. były rozmowy. ona że mnie kocha. że każda na jej miejscu była by szcześliwa mając takiego jak ja. Ale on jest dobrym ojcem, teraz został kierownikiem i dobrze zarabia. A ja co? od 3 lat w pseudozwiązku - zrujnowany psychicznie, dołuje w pracy i wogóle.
To wyglądało jak casting. Zaczełą jakies teksty - ze ona jest w tym lepszy, a ja w tym. Takie porównania - to chyba mialo mnie zmusić do skakania i pokazywania ze jestem lepszy. Podłe uczucie.
Potem po miesiącu - że ona jedzie na wakacje z dzieckiem i nim na 3 tygodnie. bo dziecko tak bardzo chce tam pojechac. wrocila - od razu seks ze mna, namietny, jak to tesknila itp. spotykamy sie dalej. a ja kolejny raz rozmowa i gdzie sa konkrety. co zamierza bo ja juz nie wytrzymam tej huśtawki.
Ona na to - że ona z nim nie sypia, że nie pamięta nawet jak z nim jest. Za to mój zapach, od razu jak ją dotknę to jest mokra i gotowa. Że tak na nią działam.
Powiedziałem jej wóz albo przewóz. ze ma zdecydować. A ona na to że ona mnie tak kocha, że ona chce mieć dziecko - tylko nie wie z kim..........kopara mi opadła.
Rozumiem po poronieniu że pewne sprawy mogłby tak wpłynąć, że to strata. Rozumiem. Ale mielismy nie wyjasnioną sytuację. Mówie jej - wybierz obojetnie kogo, byle to zrobisz. bo ja już mam dość.
Powiedz że nic do mnie nie czujesz - to odejde. Chce mieć normalne życie.
A ona że mnie kocha, potem że kocha chyba dwóch naraz. Ze z nim nie ma namiętności ale go zna, jest ojcem jej dziecka. Masakra, zacząłem chodzić do psychologa. Psycholożka mówi - że ona ma pełną sieczkę w głowie. Ze ona nigdy nie zdecyduje.
Nadal sie spotykamy i ona mowi ze ona czuje ze musi zdecydowac.ale nie wie co zrobić. ze zdecyduje po urodzinach dziecka. mija czas nic.
mowie jej zacznij brac tabletki anty - bo nie chce wpadki. zaczeła po namowach.
mija miesiac. zero decyzji. wkurwi...lem sie w koncu i mysle - musze sie uratowac, musze cos zrobic bo inaczej cale zycie bede mial rozwalone.

Napisalem do jej meza smsa - wprost - ze sypiaj z jego żoną od 5 lat, ze byla ze mną w ciąży w kwietniu. I ze oczekuje rozwiązania sytuacji.

Cisza, ona nie odezwala sie nic. Dostaje po paru godzinach smsa - że ona i on nie życzą sobie kontaktu ze mną, i ze nawet jak ona coś czuła do mnie to tak już nie jest. I żebym nie prówał nic, bo mi się nie uda. i że jakbym ich nachodził to wezwie on policje....
szok, ja nachodził? to ona tydzien wczesniej ze mna spała, x razy u nich w łóżku w domu, czy na sofie i teraz to ja ich nachodzę?

nie wiedzialem co sądzić, jeden wielki szok. w sumie można się było tego spodziewać. była nieprzeciętną oszustką. podejrzewalem jakis borderline i osobowość zależną. nie wiem. po prostu 4 lata kompletniej matni którą spowodował człowiek z zaburzeniami. i z której nie umiałem wyjść. i jak to pisze - mija rok od tego smsa do teraz nie umiem chyba wyjść i sie z tym pogodzić - jak ktoś mógł miec 2 równoległe życia i tak oszukiwać. Nie tylko jego, z którym rzekomo się chciała rozstać, ale i mnie - kogo niby kochała.

Mija 2 miesiące od tego smsa - i dowiaduje się od znajomych - że ona jest w ciąży. z meżem. chociaż miesiąc przed zerwaniem ze mną zaczęła brać tabletki..... dla mnie.
I co o tym sądzić? facet nie uwierzył - że go żona zdradza? czy po prostu przebolał. okazało się że 2 lata wcześniej probował namówić ją na 2 dziecko jak czuł że coś jest nie tak. ona odmawiała, bo byłem ja. no i co? po wydaniu się prawdy - nagle ciąża po 3 tygodniach..potem okazało się jeszcze że kupili chyba dom. w miedzyczasie jak ona ze mna była - to mowila ze on jej pokazywal działke, i ze chcialby budować. ale ona mu niby odpowiedziala ze ona nie chce - bo to by go związało z nią na stale. i co tu myśleć? wlasnie budują dom - i ciąża po 3 tygodniach od ujawnienia zdrady. Jak to widziec? jak o tym mysleć?
Dla mnie totalny szok. przeżyłem ten prawie rok. wiem że pewnie już urodziła. tkwi to we mnie jak zadra. mówiła do mnie że byłbym dobrym ojcem, że ona chce dziecko i nie wie z kim, sypiala ze mna. to były podstawy twierdzić że chyba ze mną.
Wiem, ktos pomysli - ze jestem naiwny. ale kochalem ją uczciwie, kochałem oszustkę. A teraz co? po ujawnieniu zdrady bawią się dalej w małżeństwo, facet jest zazdrosny i wczesniej byl. ona mowila ze on chce z niej zrobic kure domową a ona nie chce. sęk w tym ze wlasnie ona jest kurą domową.
Nie wiem co myslec. kogo ona kochala. czy kochala mnie? czy to byly jaja. mowila ze ona sie mną nie bawi. ale efekt jaki jest widać. Czy ona mogla kochać męża i go zdradzać?
Czy po 4 latach równoległego związku ona po wydaniu się tego -mogla po prostu dalej grać swiętą i że to nie było prawdą? i ten mąż w całości to łyknął i jeszcze wziął na siebie winę? tak, związał ją ze sobą - dziecko i chyba dom. tak od razu po 3 tygodniach od ujawnienia zdrady.
mówi się ze dziecko nie sklei zwiazku ktory jest w kryzysie. ale czy to byl kryzys? jak wogole ona mogla sie tak zachowac na koniec i przez te cale 4 lata. przeciez to jest po prostu wielkie swinstwo w stosunku do mnie, do jego. wyglada na to ze tylko ja ponoszę koszty tej jej zdrady i zabawy 2 facetami.
bo ona ma dziecko. moze kiedys poczuje ze zrobila zle. bo mnie juz nie ma. ale co z tego? skoro on dostal to co chcial, a ona sie wybielila.

Co sądzicie o tym wszystkim?

Ta dziewczyna nie zamierzała nigdy z Taba być. Prawdopodobnie potrzebuje wrażeń. Myślę że jej mąż wiedział, że go zdradza, ale kocha ją tak jak Ty i po prostu godzil się na to podwójne życie żeby jej nie stracić. Szkoda, że nie brała pod uwagę Twoich uczuć i tak bardzo Cię skrzywdzila. Idź do dobrego psychologa, pomoże Ci się otrząsnąć z tego. Życzę Ci żebyś poznał prawdziwą miłość!

Przepraszam, ale ubolewanie, że ona była oszustką a Ty taki zakochany jest śmieszne. Zdradzała z Tobą męża przez 5 lat i dopiero teraz zorientowałeś się że ona jest oszustką?! A co jej to szkodziło? Udana rodzina z jednej strony a na boku chłopak dla rozrywki. Zresztą , co za zajęcie ma gospodyni domowa jak dziecko w szkole? Ani ona Cię nie kochała ani Ty jej nie kochałeś. Dlaczego ludziom tak trudno zrozumieć, że udany seks można mieć z kimś kogo się nie kocha i tak naprawdę niezbyt lubi? Co miłość ma do tego?!

Twoja opinia jest skrajnie skrzywiona. skąd wiesz kogo ja kochałem, a kogo nie. i kto kogo lubił a kogo nie. jestes wróżką i od razu po przeczytaniu postu oceniasz takie rzeczy - wybacz, ale odleciałaś. nie masz prawa oceniać co ja czuje nie bedąc mną. kropka

Opisujesz swoją historię i wrzucasz ją na forum internetowe, pytasz "co wy na to?"` a potem mówisz :"nie macie prawa mnie oceniać." No mamy! Od tego są fora internetowe. Jeżeli liczyłeś że znajdziesz tu stadko oślic które otoczą takiego osła jak Ty i będą go pocieszać bo taki biedny i zakochany był, to się pomyliłeś. Zrozum człowieku, bo z dobrego serca mówię ; ta laska nigdy naprawdę Cię nie kochała! Przecież dla każdej kobiety która Twój mega długi post przeczytała to jasne! Jak kogoś kocham to chcę z nim być. Kropka.

Odnioslem sie tylko do oceny - kogo ja kochalem, a byla zawarta w stwierdzeniu powyzej. Skad ktoś mnie nie znający, może powiedziec kogo ja kocham? Chyba to ja wiem, kogo kocham albo kogo nie. O ile ktoś może powiedzieć - że ona mnie nie kochała, bo w opisie jest to jasne, i efekty też są jasne. To nikt nie może formułować oceny - czy ja ją kochałem, bo to akurat ja wiem. To jest mój stan uczuć - i wybaczcie, ale osoba trzecia g. wie na ten temat.

Druga sprawa, nigdzie nie bylo napisane ze "moja prawie że dziewczyna" siedziała w domu, było napisane że teraz siedzi. W ciągu całych 4 lata - pracowała - co więcej pracowała w tej samej firmie co ja.

Ciesz sie,ze sie uwolniles.Ona tak naprawde nie kocha ani meza ani Ciebie jest egoistka i kocha tylko siebie.Nigdy tak naprawde nie chciala byc z Toba.Wszystko jest prostsze niz Ci sie wydaje jest czarne lub biale wiec nie probuj jej tlumaczyc gdy ktos chce odchodzi a jesli nie chce to szuka pretekstu,w zwiazku powinno byc sie szczesliwym jesli tak nie jest to znaczy,ze cos jest nie tak.Po co Ci wampir energetyczny zostaw to znajdziesz kogos dla kogo z pewnoscia bedziesz calym swiatem tylko daj sobie szanse:)

Ludzie, sprawa jest prosta.Albo się kocha partnera albo nie. Albo ma się odwagę podzielenia się swoimi fantazjami i zadbania o o"ogień" w związku, albo idzie się do kogoś innego z kim będzie inaczej. Inaczej w związku też może być! Trzeba być otwartym na potrzeby drugiej osoby a zarazem mówić o swoich. Tak przynajmniej myślą zdrowi ludzie w normalnych związkach. Najłatwiej przykryć swoją chuć gadaniem o niespełnionych potrzebach, ale prawda jest taka, że kto kocha nie zdradza, w końcu człowiek to nie zwierzak i potrafi zapanować nad sobą; szczególnie kiedy wie, że swoim zachowaniem zrani męża/żonę/ partnera/partnerkę.
Nie chodzi nawet o możliwość przyłapania na zdradzie - co nastąpi prędzej czy później - ale o zwykłe zasady który każdy powinien mieć. O szczyptę przyzwoitości. Podsumowując, zdradzający to nie tylko najgorszej maści motłoch, ale też biedni, nieasertywni i często zakompleksieni ludzie. Może też zboczeni, bo jeśli ktoś śmie twierdzić że "KOCHA" a zdradza bo lubi seks, to jest przypadek do leczenia.

Zgadzam się w 100% i pomimo zdrady męża nadal wierzę, że są związki, w których ludzie są sobie wierni i lojalni. Przez 22 lata żyłam w przekonaniu, że jestem w takim związku, ale niestety życie zweryfikowało moje naiwne wyobrażenia.

Zdradziłam przed ślubem swojego narzeczonego. Poznałam w pracy starszego ode mnie mężczyznę, żonatego, ale tak pomiędzy nami zaiskrzyło, że nigdy nie czułam czegoś takiego!! Byłam w euforii, ciągle pobudzona seksualnie, zadowolona z życia, w końcu czułam się atrakcyjna i czułam się najważniejsza na świecie. Dlaczego zdradziłam? Bo wpadłam w rutynę związku, pomimo, że mam cudownego faceta, który zawsze się o mnie troszczył, ale po wielu latach związku, chyba zabrakło trochę tych komplementów, zainteresowania. Oczywiście cała sprawa się wydała, tzn mój narzeczony się dowiedział o wszystkim, ale pomimo tego wybaczył i wzięliśmy ślub. Tłumaczę to sobie, że moja zdrada była sprawdzeniem jak mocny był nasz związek...tak na prawdę to ona zbliżyła nas do siebie, niż oddaliła.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij