poniedziałek, 1 maja 2017
postów: 181

"Porozmawiajmy o ZDRADACH I KOCHANKACH."



Zdradziłaś? Zdradziłeś?
Czy zdrada zawsze jest zła i prowadzi do rozłamu? Czy bywają sytuacje, gdy zdrada uratowała Was w jakikolwiek sposób.

A może byłaś kochanką? Kochankiem?
Wyrzuty sumienia...?
A może ciągniesz to dalej?
Co o tym myślisz. Dlaczego. Uzasadnij.

Czy związek kochanki/kochanka z zamężnym/ zamężną ma sens?
A może to tylko egoizm?
Jednak może coś wnosi do Twojego życia?

Prosiłabym jednak o niewyzywanie się i o potraktowanie tego tematu do dyskusji a nie wyzywanki.
Nie taki cel.


Mariamonik napisała:

Czy jednak nie uwazasz ze strach to cos naturalnego w takiej sytuacji?? Gdyby kazdy umialby stanac twarza w twarz z problemem nudy i braku namietnosci w zwiazku, rozwody braloby sie chyba na stacjach benzynowych tyle by ich bylo( zartuje oczywiscie), sama zastanawiam sie, czy w wieku37 lat moje zycie seksualne sie konczy i powinnam zajac sie wykupieniem miejsca na cmentarzu, bo takie odczucia daje mi moj wieloletni partner, ochote ma raz na10 dni, gra wstepna jest krotsza niz blok reklamowy, jakosc - mega przewidywLna, chec do sprobowania czegos nowego- zadna, wiec zaczelam myslec o tym , ze chcialabym poznac kogos, kto woli seks od internetu,. Dlatego zgadzam sie , ze schemat jest wlasnie taki gdy wieje nuda i choc starasz sie naprowadzac i rozmawiac o swoich potrzebCh a nic sie nie zmienia bo twojemu partnerowi sie niechce to musi sie to skonczyc zdrada

Twoje prymitywne odruchy i potrzeby przed miłością do wieloletniego partnera? prosta jesteś. jak już będziesz się czaić na zdradę, zostaw w spokoju zamężnych, nie mieszaj w życiu innym kobietom, które tego sobie nie życzą i mają prawo do spokoju, znajdź sobie jakiegoś wolnego kawalera po 50tce i go sobie trzaskaj, będziesz spełniona.

Przyznam się, że zdradziłam raz swojego chłopaka. Mieliśmy iść na imprezę wspólnego kumpla ale mojemu chłopakowi coś wypadło i poszłam z koleżanką. Jednak wtedy za dużo wypiłam. Nie wiem co się ze mną stało. Flirtowałam z jednym chłopakiem a potem to zaszło za daleko. Zdradziłam mojego chłopaka. Następnego dnia miałam wyrzuty sumienia, próbowałam wszystko tłumaczyć alkoholem. Następnego dnia spotkałam się z nim. Nienawidziłam kłamstwa dlatego musiałam z nim porozmawiać. Wiedział, że lubię imprezy ale zawsze był o mnie spokojny. Gdy się dowiedział był wściekły i zraniony. Dałam mu czas, rozmawiałam z nim szczerze. Powiedziałam, że to był tylko raz i nic dla mnie nie znaczył. Było mu trudno ale po jakimś czasie mi wybaczył.

inna543 napisała:

Przyznam się, że zdradziłam raz swojego chłopaka. Mieliśmy iść na imprezę wspólnego kumpla ale mojemu chłopakowi coś wypadło i poszłam z koleżanką. Jednak wtedy za dużo wypiłam. Nie wiem co się ze mną stało. Flirtowałam z jednym chłopakiem a potem to zaszło za daleko. Zdradziłam mojego chłopaka. Następnego dnia miałam wyrzuty sumienia, próbowałam wszystko tłumaczyć alkoholem. Następnego dnia spotkałam się z nim. Nienawidziłam kłamstwa dlatego musiałam z nim porozmawiać. Wiedział, że lubię imprezy ale zawsze był o mnie spokojny. Gdy się dowiedział był wściekły i zraniony. Dałam mu czas, rozmawiałam z nim szczerze. Powiedziałam, że to był tylko raz i nic dla mnie nie znaczył. Było mu trudno ale po jakimś czasie mi wybaczył.

niestety, jesteś już naznaczona na całe życie, bo się puściłaś. żal, ale cóż, świat jest pełen ludzi różnych kategorii. takich rzeczy się jednak absolutnie nie wybacza. ten facet nie ma jaj, jest zwykłym dupkiem, skoro został przy takiej, jak ty, mimo tego, co zrobiłaś.

Wiem, że źle postąpiłam. Jednak wyzywanie mnie i mojego chłopaka Tobie w niczym nie pomoże, więc nie wiem po co te złe słowa o nas skoro nas nie znasz.. Moim zdaniem nie powinniśmy wrzucać wszystkich do jednego worka. Kocham go, a on mnie i to jest najważniejsze.

inna543 napisała:

Wiem, że źle postąpiłam. Jednak wyzywanie mnie i mojego chłopaka Tobie w niczym nie pomoże, więc nie wiem po co te złe słowa o nas skoro nas nie znasz.. Moim zdaniem nie powinniśmy wrzucać wszystkich do jednego worka. Kocham go, a on mnie i to jest najważniejsze.

przestań bluźnić!! jak się kocha to się nie zdradza !!! tak, jesteś w jednym worku ze wszystkimi Tobie podobnymi

Czy zdrada zawsze jest zła? A jaka ma być? Dobra? Ech, ludzie, zacznijcie szanować innych! A osoby zdradzone niech czasami posłużą się programem szpiegowskim NinjaLogger, to będzie im lżej.

jestem kochanką, boli to bardzo, odejść nie mam siły, proszę pomózcie mi

gość napisała:

jestem kochanką, boli to bardzo, odejść nie mam siły, proszę pomózcie mi

ODEJDŹ DO CHOLERY! A o pomoc proś Boga.

Jak Ty możesz na siebie jeszcze w lustro patrzeć?

Tylko czekać kiedy "poczęstujesz" go jakąś "sympatyczną choróbką.. A swoją drogą współczuję mu tej nieświadomości. tomasz.

Moja przyjaciółka była osobą cichą, smutną i ufną i niestety żyła w związku gdzie byłam zdradzana i okłamywana.Rozmowy, sugestie. Nic nie pomagało. Ona wierzyła mężowi. Myślę, że chciała wierzyć. Jestem przeciw szpiegowaniu i intrygom ale są takie sytuacje gdzie warto skorzystać np z minikamer. No i tak właśnie zrobilam. Wbrew jej kupiłam w necie-sklep spy shop ukrytą minikamere i nagrałam jej męża z jej gosposią. Pokazałam jej nagranie. Nie chciała oglądnąć go ze mną ale zostawiłam jej filmik i w samotności go oglądnęła................to bylo ponad rok temu..........teraz zmieniło się jej życie jest osobą silną i szczęśliwą.

Prawda to...tak samo jest z mężczyznami. Kochające żony, stabilność, pewność 2 osoby, ale dreszczyku brak. Wtedy pojawia się ta 2 i mamy "komplet".

gość napisała:

Nie mam wątpliwości że wiele osób tutaj wypowiada się poprzez pryzmat własnego wychowania (rodzice, środowisko) , poprzez pryzmat własnych disejowskich chęci (i żyli długo i szczęśliwie).
A ludzie z natury nie są monogamiczni. Mam żonę, był seks z innymi kobietami - żona nie tylko wie ale przy paru okazjach widziała.

Tak trudno zrozumieć że i jedna i druga płeć może pałać pożądaniem do innych przez jakiś czas ?
Nie zamierzam zmieniać żony czy się z nią rozwodzić. To najwspanialsza kobieta jaką poznałem. Wyznacznik że jak się ma już żonę to nie można spać z innymi kobietami jest tragicznie zły. To samo w drugą stronę. To nie czasy średniowiecza gdzie kobieta sypiając z innym mężczyzną mogła zajść w ciąże. Obie strony mogą się zabezpieczyć.

Samo słowo zdrada, brzmi jak gigantyczny kompleks w wypadku obu płci.

To o czym piszesz jest dosyć egoistyczne i zalatuje dopiero disnejowską bajką. Ja ją kocham, ona kocha mnie, ale robimy to też z innym i nikt nie ma pretensji, nikomu nie przeszkadza...idylla normalnie, złoty środek na życie! Żyć, nie umierać! A teraz odpowiedz mi na pytanie, ile razy ty widziałeś jej sex z innym mężczyznami, bardzo mnie to ciekawi? Jakie odczucia, uczucia Ci towarzyszyły wtedy? podniecało Cię to, jak on ją wznosi na krainy rozkoszy? Jak ona jęczy pod wpływem jego dotyku? Cieszyło Cię to, że jest jej dobrze? To co piszesz myślę, jest tylko wymyślonym scenariuszem pod Ciebie i twoje egoistyczne zachcianki. Takie usprawiedliwienie...ludzie nie są monogamistami..bla bla bla, dlatego mamy przyzwolenie, ba to nawet nasz obowiązek, robić to z kim i kiedy chcemy! Myśle, że to twoje kochanie ma niewiele wspólnego z kochaniem, aż takim altruistą nie jesteś, by się "swoją" miłością dzielić z innymi. Po prostu jest Ci wygodnie lecieć na 2 baty. Myślę, że najbardziej to ty kochasz siebie.

gość napisała:

gość napisała:

ale z Ciebie DNO !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 10 METRÓW MUŁU współczuję żonie takiego łajdaka

Żona ma inne zdanie.
Niedowidzisz że jest drobna różnica pomiędzy związkiem a seksem ?
Powiem Ci wprost, że moja żona właśnie mnie tego nauczyła. Jak czytam co napisałaś to współczuje każdej jednej osobie która będzie musiała się z TOBĄ męczyć.

Ty za to dopiero masz receptę na związek i nie tylko widzę, ale ile w nim miłości, a manipulowania dla wygody to inna sprawa i jeżeli wierność jest dla Ciebie wyznacznikiem "męki" to nie ma o czym z Tobą rozmawiać. Wydaje Ci się, że wszystkie rozumy pozjadałeś. Napisz książkę, bo receptę na szczęście już masz, a teraz możesz pomóc milionom wiernym, a tym samym nieszczęśliwym na świecie :) Nie lubię takiego pozowania na jedną i jedyną prawdę, którą to posiadam właśnie ja. Wielu tak myślało, a życie weryfikowało. Zalatuje mi snobizmem, a o głupocie nie wspomnę. Anyway szczęścia Ci życzę w tych związkach i seksach. Byle by Ci się jedno nie pokiełbasiło z drugim pewnego razu ;)

NIE OCENIAJ DOPÓKI SAM/SAMA NIE DOŚWIADCZYSZ
Kiedyś zdrada była dla mnie czymś nie do pomyślenia. Jednak się przytrafiła i to ja pierwsza byłam tą zdradzoną. Wiele w tym było i mojej winy, bo taki nasz związek stał się monotonny, że nie raz z moich ust padło ,,idź znajdź sobie kogoś do seksu, a mi daj spokój''. Jednak gdy się stało...zawalczyłam. Szkoda mi było 20 lat spędzonych razem. Zdrada bardzo boli osobę zdradzaną. Po długich szczerych rozmowach, postanowiliśmy spróbować to naprawić. Ja stałam się na nowo seksowną, chętną i kreatywną kobietą, a on niestety nadal przedkładał kolegów, piwo i kręgle nad romantyczne kolacje we dwoje :) DAWAJ TYLE, ILE SAM/SAMA DOSTAJESZ - kolejna lekcja jaką otrzymałam od życia.
Postanowiłam coś zrobić, wykorzystać moją rozbudzoną seksualność. Poszukałam sobie pana do spotkań bez zobowiązań i zostałam kochanką. Był idealny, starszy, stateczny i najważniejsze - żonaty. Taki, aby nie próbował się we mnie zakochać i abym ja nie miała ochoty na miłość. Już na pierwszym spotkaniu poczuliśmy silną ,,chemię'' czy jak to się tam nazywa. Po jakimś czasie zorientowałam się, że dużo o nim myślę, męża odsunęłam na bok. Spotykamy się ok 3 lat. Mój związek przez ten czas się rozpadł. Jestem teraz tą trzecią i kolejna lekcja - JESTEM MONOGAMISTKĄ i spotkania bez zobowiązań to mit. Seks dla mnie jest nierozłączną częścią miłości. To w czym tkwię teraz jest chore, ale cieszę się, że minęło tamto...
I jeszcze pewnie wiele lekcji przede mną...
Pozdrawiam serdecznie :)

Moim skromnym zdaniem najgorsze w zdradzie to jej...piękno.Tak właśnie, piękno.
Piękny jest człowiek który poświęca swój czas i swoje myśli dla Ciebie.W jego świecie
nie ma kredytów , które należy spłacać ani garów które należy myć. Nie ma hałasujących dzieci,
które ani na chwilę nie chcą dać nam spokoju ani spraw które trzeba będzie podjąć dziś czy pojutrze.
Jestem sam z człowiekiem, uzupełnia moją pustą przestrzeń, elektryzuje mnie i w niewytłumaczalny dla mnie sposób buzuje kolorami rafy koralowej, rozmawiam z nią o swoich książkach i filmach,
o sztuce i Bogu, o jej rysunkach, zdjęciach, myślokształtach... o tym jak patrzy na świat i ludzi...
i każdy najprostszy gest , nawet zmierzwienie włosów jest niesamowitym przeżyciem odkrytym na nowo...I bardzo dobrze mi gdy mogę siąść i patrzeć rozkoszować się stanem uwolnienia i nie musieć już nic...tak ciężko jest wytrwać ,łatwo jest uciec to pewne, dlatego nigdy nie ubliżam taki osobom, mam wrażenie że Ci co tak czynią po prostu robią to ze strachu że kiedyś pewnego
dnia...od siebie dodam że nie zdradziłem, ale czuje jak ta onyksowa, wiatroskrzydła puma czai się gdzieś tam w mroku...

Najgorsze w zdradzie są te dni kiedy podejrzewamy zdradę, mamy przypuszczenia, domysły a partner wszystkiemu zaprzecza. Te dni męczą i męczą. Lepiej to skrócić. Polecam Wam sklep internetowy Spy Shop. Ukryta kamerka, podsłuch lub szpieg komputerowy da nam obiektywny obraz i na pewno skróci męczarnie.

Dla mnie zdrada była nie do pomyślenia. Życie z mężem aż do śmierci to było moje motto. Ale jego zachowanie- egoizm , brak wsparcia dla mnie spowodował że wskoczyłam. Z meżem jestem 12 lat. Zdradziłam w nadziei że coś zmienię w życiiu - że ułoże sobie zycie z kim innym. Pięknie mówi, niegłupi - w sensie wiedzy,dba o mnie w drobnych sprawach od pastownia butów do robienia śniadań ale niedawno odkryłam wiele kłamstw : kobiet , pieniędzy , błahych powodów życia codziennego. I nagle okazało się że jego słowa nic nie znaczą a jego czyny ..no cóż zdaja się świadczyć że związek nie wart dla niego dużo. Za każdym razem zastanawiam się czy to co mówi jest albo w jakim zakresie jest prawdą. Mówi , że nie był zazdrosny o kobiety i nie jest zazdrosny o mnie. Chce bym do niego wracała ale moge uprawiać seks z kim chce. To normalne jest wogóle? Zawsze mi się wydawało , że jak ktos kocgos kocha to nie chce się nim dzielić w zakresie takich spraw. Z drugiej strony to facet z dużym doświadczeniem i ilościa kobiet na koncie. Pomagam mu finansowo i mysle że własnie to jest podstawą tego , że jest ze mną. Za kilka miesięcy stanie na nogach. Zobaczymy czy sie myliłam . Dlaczego z nim jestem? Bo dba o mnie i nieźle sie pieprzy...Kurcze kocham go. Nie żałuje że go poznałam ale chyba na partnera na zycie się nie nadaje.

czy przymykać oko na znajomości internetowe męża? które już wiem kończą się spotkaniem na kawie.....na razie tyle....ale czytając Wasze wpisy, szczególnie Pań to tylko krok do czegoś poważniejszego. Co dalej???

Wypowiadają się tutaj raczej młodzi ludzie, moje małżeństwo trwa już 25 lat, podobno jesteśmy super parą, wiele osób mówi że ciągle jesteśmy zakochani, łączy nas bardzo dużo, wspólne zainteresowania, wspólne wyjazdy wszędzie, prawie w każdy wekeend robimy coś ciekawego razem, bardzo dużo rozmawiamy.... i mamy fantastyczny seks....3/4 razy w tygodniu. Uwielbiamy to robić....i uwierzcie jest coraz lepiej, uwielbiamy przebieranki w seksowna bieliznę lub inne łaszki i peruki. Pewnie się uśmiechacie, ale jest to niesamowite, bo przez chwilkę możemy się poczuć tak troszkę jakbyśmy byli z kimś innym, albo spojrzeć na siebie nawzajem świeżym okiem.....

Aż tu nagle dowiaduję się że mąż miał spotkanie z dziewczyną poznaną w internecie. Wyjaśniam od razu, że nie przeszkadza mi, że mój facet biega po internecie i szuka różnych pikantnych rzeczy, że jak mnie nie ma w domu to od czasu do czasu ogląda różne strony z porno....jakoś mi to nie przeszkadza.
Ale tu, to totalnie coś innego znajomość internetowa pewnie z jakiegoś portalu randkowego, która przechodzi do realu. Ile spotkań było nie wiem. Skąd wiem nie napiszę....ale to nie telefon ani komputer męża. Inne źródło. Różne rzeczy panowie zostawiają po kieszeniach i jakby zapominali, że ich kochające żony dbają o ich garderobę.
Otwarcie zapytałam co jest grane? Odpowiedź: szok męża i oczywiście zapewnienie, że to nie tak, że to tylko rozmowy, że nie będzie tego ciągnął...
Ja powiedziałam ok, przyjmuje wyjaśnienie. I nie wracałam do tematu, także po to żeby pokazać mu, że jestem gotowa uwierzyć i ufać dalej. Chyba rzeczywiście się skończyło.
Ale po kilku miesiącach dostaję esemesa: proszę uważać na męża, widziałyśmy go na kawie z tą i tą. I na pewno chodzi o zupełnie kogoś innego, bo to ktoś z jego pracy. Jaki ten świat mały, a ludzie życzliwi.
Taki esemes i niestety tracimy zaufanie do najbliższej osoby.
I co? tym razem nie wytrzymałam....i sprawdziłam jego komórkę, a tam wiadomości w stylu: jak było miło itp, itd....koniecznie się spotkajmy, nie chodzi od razu o seks, może kiedyś itp. itd.
Ale także zapewnia, że kocha żonę i bardzo mu zależy na dyskrecji, bo nie chce mnie skrzywdzić.

I co dalej? co mam o tym myśleć? Co robić? tłumaczyć sobie kryzys wieku średniego, duży chłopiec zatęsknił za wolnością, może to się działo wcześniej, a ja po prostu nie widziałam.
Cholera, to tak strasznie boli.....nie macie pojęcia jak boli.
Sama łapie się na tym, że go obserwuje i wyczuwam intuicyjnie, że coś jest nie tak, albo widzę że szybko zamyka pocztę na komputerze, kiedy ja przechodzę obok.
Mam sobie powiedzieć tak jak piszecie, że zdrada to niekoniecznie coś złego, że może wnieść coś świeżego do związku. Może i tak jest, ale chyba jak się o niej nie wiem. Może piszecie to jako osoby zdradzające....a co z osobami, które są zdradzane???

Oczywiście pomyślałam także, czego mu brakuje....ma wszystko. A może mogę zrobić coś jeszcze?
Ale także....napiszę coś bardzo okrutnego dla samej siebie....żonie latek przybywa, prawda!?
I co Panowie? Szukamy młodszych,.... ale też nie chcemy stracić ciepłego gniazdka?

Na razie mu nie mówiłam o esemesie.
cholera, mam ciągle go pilnować, czekać na kolejne esemesa od niby przyjaciół, udawać że nic nie wiem, ale czy tak się da? Czy nie krzywdzę samej siebie? Przecież przed nami kolejne 25 lat? I chciałam, żeby było tak samo dobrze, wiem wiem o związek trzeba dbać, starać się....nie ma nic na zawsze.
Co myślicie o tym wszystkim?

Witaj Teri :)- wiesz jak jest, najłatwiej doradza się komuś innemu, a samemu ciężko spojrzeć życiu w twarz...wiesz że się z kimś umawia, podejrzewasz go ?, spróbuj doprowadzić do konfrontacji w czasie i miejscu do tego odpowiednim i powiedzieć mu o tym, o Twoim bólu i o tym jak Cię to rani, sądzę że już po samej mowie jego ciała, nie to co mówi ale jak mówi (bo wątpię żeby się przyznał) dostrzeżesz jakąś w nim rysę czy pęknięcie...znasz go przecież kawał czasu....i już dziś mogę powiedzieć Ci tylko tyle nie wyrzucaj sobie niczego i nie zadręczaj się, byłaś przy nim, ale on tego nie docenił, skoro nie może być dla Ciebie mężem, niech chociaż przestanie być chłopcem, który chowa się za czyjąś spódnicą i powie Ci prosto w oczy prawdę bo zasługujesz na to!!!...Cokolwiek usłyszysz Teri, mimo wszystko uśmiechnij się do siebie w lustrze...ale jak już pisałem wyżej najłatwiej doradza się komuś innemu:)

tak

Otóż , ja też jestem w podobnej sytuacji.
Trzy tygodnie temu dowiedziałam się , że mąż mnie zdradzał .
Napisał setki maili i wysłał setki smsów .
Nie miałam o niczym pojęcia , bo tak to ukrywał.
Siedział do późna w nocy, tłumaczył się ,że szuka pracy i kasował wszystko od razu.
A ja naiwna nie chciałam mu przeszkadzać.
Pisał do niej , jak bardzo ją kocha miłością piękną i kosmiczną.Co wieczór wysyłał tez smsy.
Czułe słówka jakich od niego nigdy nie słyszałam.Nic go nie interesowało , nawet w dniu ślubu naszej córki znikał, aby pisać do niej.
Ona pisała , że szkoda , że nie ma kamerki , bo jest w łazience i by mu pokazała coś , to byłby oszołomiony i.tp
Trwało to ponad pół roku i dopiero mąż tej osoby to przerwał, bo nie chcę myśleć co by było dalej.
Poznali się w tzw. wspólnocie przy kościele , do której chodzili się modlić , a potem spotykali się już na wyjazdach z kościoła i gdzie się dało.
Ona 37 lat (mężatka ,3 dzieci) mąż 60 lat (3 dorosłych dzieci).
Przyłapani , nie maja sobie nic do zarzucenia bo jak twierdzą do niczego nie doszło ( bo ich nikt nie złapał).
Wspólnota jak sekta ich broni i wspiera , bo jak nie było kontaktu fizycznego (?) to nie było zdrady.
Mówią też ,że "zbłądzili" , a w ogóle ludzie są grzeszni i powinno się wybaczać.
Ot podwójna katolicka moralność.
Nie mam sił ani tego pisać , ani tego słuchać , bo w mojej głowie się to nie mieści.
Rezultat dwa rozbite małżeństwa, a ja która poświęciłam dla rodziny b.dużo nie mogę się pozbierać.
Najgorszy dla mnie jest sposób w jaki to robił , szedł modlić się do Boga a niszczył świadomie rodzinę.
Nawet ślub córki znaczył dla niego mniej niż kontakt z ta osobą.
Krystyna

bardzo nie ciekawie

Napisałam , aby ktoś na to spojrzał z boku. I ocenił .
Mnie to wszystko nie daje spokoju i nie pozwala normalnie żyć.
Mąż twierdzi , że to już było i on już nic nie zrobi.I chce zacząć od nowa ze mną.
Ale ja już chyba nie potrafię żyć z kimś takim.Za bardzo boli.

Krystyna

Ja nie miałam siły rozmawiać....wiec napisałam maila. Dożo łatwiej jest mi o ty napisać, niż rozmawiać na żywo. Mamy z mężem mamy dobry kontakt, dużo rozmawiamy....ale ten temat boli i nie chce siedzieć przy nim i ryczeć.
Żeby pokazać, że jestem otwarta na rozmowę zapytałam także czego mu brakuję, co ja mogę zrobić? Czy Was to dziwi? Mam nadzieję, że nie....w codziennej gonitwie zapominamy o tym co łatwiej daje się tej osobie, która nie jest z nami na co dzień: miłe słówka, tajemnicze sms, maile, może pikantne zdjęcia.

Wiecie, że nawet pomyślałam.... cholera może ja też założę konto na jakimś portalu i go "znajdę", i będę z nim flirtować. Sporo pewnie bym się o nim dowiedziała....chociaż znam go bardzo dobrze. Ale może dowiedziała bym się też sporo o sobie

Bardzo mi pomogło, że napisałam o swoich sprawach tutaj, jestem tu u Was krótko, ale będę wracać.... i jeszcze jak zobaczyłam, że odpowiedział mi mężczyzna, który zaznaczał że najłatwiej radzi się komuś, to prawda, komuś łatwiej, ale dziękuję za Twoje słowa.

Mam nadzieję, że mąż to przemyśli...na razie wrócił z delegacji do domu, przytulił mnie i nazwał słodką zazdrośnica....co dalej nie wiem. A jeszcze był żarcik...przecież jest nam super, jestem dla Ciebie dobry, czemu po prostu nie zgodzisz się na tą drugą. Niezłe, prawda?

Wiecie czego najbardziej się obawiam, żebym sama nie wpadła w pułapkę ciągłego sprawdzania, przyglądania mu się, bo już widzę jak mnie to nakręca i źle się z tym czuję...nawet kupiłam jakieś ziółka uspokajające.

Tereso,

Jesteś wspaniałą osobą! Wzrusza mnie to, jak ciepło piszesz o swoim mężu, związku, o Was. Widać w Tobie bardzo dojrzałe podejście. Takich kobiet jak Ty ze świecą szukać ;-) Wystarczy przejrzeć wszystkie wcześniejsze posty, aby zobaczyć, jak pięknie ludzie racjonalizują zdradę, w jakie piękne słówka ubierają, jak pięknie nam ją tłumaczą. Niestety, w przeważającej większości po prostu zwyczajnie krzywdzą swoich partnerów, bo rzekomo inaczej się nie da...

Drogie zdradzające przedmówczynie - to, co piszecie w kontekście kochanków to są zwykłe bzdury, "para"psychologiczne brednie o namiętności. Uświadomcie sobie jedną rzecz: to Wy decydujecie o tym, co robicie, a nie hormony, głos, alkohol, kochanek, Wasze duże potrzeby, czy cokolwiek innego. To są Wasze decyzje!

Tereso, przeżywałem niedawno podobne chwile, jak Ty; staż małżeński mam ponad dwa razy krótszy; pod względem seksualnym mój związek nigdy nie był tak udany, jak Twój; wierzę, że się to jeszcze zmieni... Rozumiem Twój ból, świeży, tętniący.

Jak przedmówca napisał, rad się łatwo udziela. I oczywiście tu ich udzielę ;-) Uważam, że:
1. Nie masz powodów, aby obwiniać siebie - to mąż nawalił, to on wystawił się na ryzyko i złamał obietnicę. Z Twojego postu przebuja ogromna mądrość, pokora wobec życia, chęć dialogu. Jesteś wspaniałą, interesującą, fajną kobietą - mają racje Wasi przyjaciele ;-)
2. Powinnaś z mężem rozmawiać, rozmawiać i rozmawiać, w dzień i w nocy - jedna rozmowa tego nie załatwi; mail to nie jest właściwy sposób. Płacz, odkrywaj się i mów - pozwól też mówić mężowi. Idźcie na parę wizyt do terapeuty - nie po to, aby Wam udzielił porady, ale żeby popatrzeć na siebie jego oczami (sama wspominałaś, ile dał Ci wpis na forum).
3. Dajcie sobie czas na naprawę tego, co się stało. Myślę, ze mąż zrozumie w końcu, co zrobił, jaką dobrą relację wystawił na szwank. Gdy zrozumie, jak bardzo Cię rani, zacznie bardziej myśleć nad tym, co robi. Zobaczysz. Dajcie sobie rok, dwa na naprawę. Rozmawiajcie, ale nie "zajedźcie" tematu. Jesteście pewnie w fazie kryzysu, ale to stanowi szanse na zmianę na lepsze - Wasz związek ma szanse stać się jeszcze lepszy ;-)

Trzymam za Was kciuki i serdecznie Cię pozdrawiam.

byłam zdradzoną żoną , teraz jestem kochanką żonatego faceta...sama w to nie wierzę...ale wiecie co? uwielbiam być kochanką a już na pewno nigdy nie będę żoną! bo kochanka to same przyjemności ...piękna ,pachnąca , seksowna...no cóż a żona ...rutyna , problemy , monotonia...Uwielbiam być kochanką czy się to komu podoba czy nie!:-)))

witam, troszkę mnie nie było....wróciliśmy z meżem z udanego urlopu...zapytacie udanego...tak było pięknie, mąz sie bardzo starał.
Dziękuję za piekny wpis na tym wątku z 22 sierpnia, miło mi po tych słowach.
Mój problem sie nie skończył i chyba nie skończy. W czasie wyjazdu temat wracał, krótko przypomnę że maz zauroczył się w bardzo młodej osóbce. Kilka razy się z nia spotkał, ale wiem ze do niczego nie doszło. Ale wiem że uwielbia o niej myślec....na urlopie wiem że bardzo się starał, nie pisał do niej ani sms, ani maili. Kilka razy wracaliśmy do tematu, nieraz zaczynało się od żartu, nieraz od artykułu który ja lub maż przeczytaliśmy w gazecie. Kurcze nie uwierzycie ale jak na złosc, albo wcześniej nie zwracałam na to uwagi....wszędzie widzę artykuły o zdradach.... ale wracajac do męza...rozmawialismy wiele razy. Pytałam czy poradził sobie z "zauroczeniem".....dosyć szczerze ze sobą rozmawiamy. Mówi, ze to dla niego trudne i prosi o czas, ze chce sobie z tym poradzić.
Wiem, zaraz sie odezwa dziewczyny, które napiszą że wiele razy to słyszały...i że jestem głupia, ale kochane to nie takie proste, bardzo mi na nim zalezy i na nas, nie chce burzyć swojego życia i naszego. To piękne 25 lat, oczywiście to nie sielanka....życie, miłość i przyjaźń.

Czasami to ja czuje sie nie w porządku, bo wiem o tej relacji wiecej niz mu sie wydaje. Pisałam Wam, ze czasami sprawdzam jego pocztę....i co nakrzyczycie na mnie!!!! troche będziecie mieli rację, tak naprawde boję sie ze moze to sie kiedyś wydac. Wiem, tez że reakcja męza na to byłaby straszna i miałby racje. Ale będę myśleć o tym wtedy.....

Ale cóz sie dowiedziałam....przeczytałam pięknego maila wysłanego do tej dziewczyny po naszym urlopie. Że kocha mnie, że nie daje rady, że nie chce mnie skrzywdzic, ze pomimo że jeszcze do niczego nie doszło ma straszne wyrzuty sumienia, że nigdy nie zostawi mnie. I ze moze jej podarować swoją sympatię i przyjaźń. List co prawda konczył się słowami, ze bardzo by chciał żeby to było łatwiejsze i że na jakiś inny sposób tez ją kocha. I co Wy na to???

Naprawdę czuje, że maz jest znowu bliżej mnie.....naprawdę, przez kilka miesięcy czułam, że jest daleko. Na pewno znacie to uczucie, kiedy leżycie w łózku, jesteście blisko, przytulacie sie do siebie, a i tak czujecie .....jakby coś było nie tak.
Teraz czuje, ze jest blisko, znowu......ale wiem tez że jest facetem, który ma chyba nizsze poczucie własnej wartosci i wystarcza jakieś inne słodkie oczy, które słuchaja....i znowu się zacznie

Co Wy na to?
Pozdrawiam wszystkie osoby, które próbują nie rezygnować za szybko i próbują walczyć. Wiecie naprawde nieraz mi bardzo cięzko, nie mam z kim pogadać, mówię wtedy do siebie...trzymaj się Mala, zalezy Ci nam nim, daj mu czas, daj mu tą odrobinę wolności.

Ale czasami, chętnie bym przyłożyła tej smarkuli, zadzwoniła do niej, napsuła jej trochę w życiu....i Jakie to dziwne skrzywdziłabym chętnie ją, nie jego!!!

Chyba sama nie wierzysz w to co piszesz... za chwilę znowu z nią zacznie i będzie o niebo ostroźniejszy...każdy mąż zdradzi prędzej czy później a tem mail to po to zeby Ci oczy zamydlic. .sory ale taka prawda...przekonasz się

Pewnie masz rację....pewnie tak będzie....boję się że nawet jak teraz na chwilę "zwyciężę" ja, to za kilka miesięcy czy lat będzie podobnie. I tak w kółko. Może to się zdarzało wcześnie, a po prostu kochana żona - czyli ja .... jak zwykle żyła w nieświadomości...bo przecież o takich sprawach żonom się nie mówi i żonom się nie donosi...
Czy to jest ta wolność, którą mamy dawać swoim facetom po to żeby byli z nami...

Każda z nas też na pewno przeżywa takie chwile, że lubi być adorowana przez znajomych czy kolegów z pracy, to nie musi być nic specjalnego: wystarczy miłe słowo czy uśmiech, albo słowa jesteś świetna....ale czemu nam, a wiem że na pewno mi włącza się w odpowiednim czasie "dzwoneczek" - STOP tyle wystarczy i jest OK.

A on tak nie potrafi! Za cholerę, nie potrafi...

Przez tą sytuację czuję powolutku, że budzą się we mnie złe uczucia. Będziecie się śmiać...dzisiaj masz ochotę kupić albo zrobić lalkę i jak to kiedyś czytałam przenosić na nią swoje złe emocję. Wziąć igłę i robić jej krzywdę z myślą o tej smarkuli....ŚMIESZNE, CO?
Jak sobie z tym radzić?
Tylko proszę nie piszcie mi od razu: kopnij go w tyłek i wynocha z mojego życia...to nie takie proste.

czy dzwonić do niej i oświadczyć, żeby odpuściła?

Mnie niestety zdradziła żona. Ból był ogormny. Mimo, że było to kilka lat temu przynajmniej raz w tygodni przechodzą po mnie zimne poty na myśl o zdradzie. To nie była typowa zdrada tylko roczny romans.

Przeczytałem wszystkie wpisy i o jednej rzeczy tutaj nikt nie pisze, a mianowicie że zwiazek to nie tylko miłość to także zaufanie,lojalność,szacunek do drugiej osoby.Ja należe do pokolenia kiedy to rzeczy sie naprawiało a nie wyrzucało i brało sie nowe,a to co czytam tutaj to teraz najlepiej i najprosciej sięgnąć po lepszy model. Pytanie do wszystkich zdradzajacych bo pragna lepszego seksu i motylkow , a jak twierdza kochają swoich partnerów. Czy zastanawialiście się nad słowem zdrada!! Czy tak samo do niej podchodzilibyście gdyby dotyczyła was w innych aspektach zycia (np.w interesach). Tylko człowiek zdradzony wie jak to boli bo ze zdradą to jak z smiertelna chorobą, wiemy że są takie,czytamy o nich wiemy że są straszne itd. ale gdy dotyka nas ona sama lub naszych bliskich dopiero czujemy jak boli.A tobie Tereso jedno poradze i wiem co pisze bo po 22 latach też mojej odbiło i dopiero jak po męsku gacha pogoniłem otwarły jej sie oczy że wcale to nie była taka wielka miłość jak ją zapewniał.Po burzliwym okresie jesteśmy dalej razem ale na moich warunkach tzn. telefon mam jej do wglądu łącznie z bilingiem,komputer także.Żadnych haseł i tym podobnych rzeczy,zaufanie ma ograniczone i ona o tym wie.Zgodziła sie na wszystko bez szemrania bo jak twierdzi zależy jej zeby wszystko naprawić.Zapowiedziałem także wizyte na wariografie żeby sie upewnić czy jej historia jest prawdziwa.Sorry ale wszystkim zdradzajacym życze aby karma do nich wrociła,Rozumiem że można być nieszczęśliwym w zwiazku,ale jak na mnie kończe jeden zaczynam drugi a nie dwie sroki za ogon. No coż chyba już za stary jestem na ten świat.............

Moon napisała:

Przeczytałem wszystkie wpisy i o jednej rzeczy tutaj nikt nie pisze, a mianowicie że zwiazek to nie tylko miłość to także zaufanie,lojalność,szacunek do drugiej osoby.Ja należe do pokolenia kiedy to rzeczy sie naprawiało a nie wyrzucało i brało sie nowe,a to co czytam tutaj to teraz najlepiej i najprosciej sięgnąć po lepszy model. Pytanie do wszystkich zdradzajacych bo pragna lepszego seksu i motylkow , a jak twierdza kochają swoich partnerów. Czy zastanawialiście się nad słowem zdrada!! Czy tak samo do niej podchodzilibyście gdyby dotyczyła was w innych aspektach zycia (np.w interesach). Tylko człowiek zdradzony wie jak to boli bo ze zdradą to jak z smiertelna chorobą, wiemy że są takie,czytamy o nich wiemy że są straszne itd. ale gdy dotyka nas ona sama lub naszych bliskich dopiero czujemy jak boli.A tobie Tereso jedno poradze i wiem co pisze bo po 22 latach też mojej odbiło i dopiero jak po męsku gacha pogoniłem otwarły jej sie oczy że wcale to nie była taka wielka miłość jak ją zapewniał.Po burzliwym okresie jesteśmy dalej razem ale na moich warunkach tzn. telefon mam jej do wglądu łącznie z bilingiem,komputer także.Żadnych haseł i tym podobnych rzeczy,zaufanie ma ograniczone i ona o tym wie.Zgodziła sie na wszystko bez szemrania bo jak twierdzi zależy jej zeby wszystko naprawić.Zapowiedziałem także wizyte na wariografie żeby sie upewnić czy jej historia jest prawdziwa.Sorry ale wszystkim zdradzajacym życze aby karma do nich wrociła,Rozumiem że można być nieszczęśliwym w zwiazku,ale jak na mnie kończe jeden zaczynam drugi a nie dwie sroki za ogon. No coż chyba już za stary jestem na ten świat.............

święta racja, uważam podobnie, Natalia

Dziękuję za wpis mężczyzny o loginie Moon...
Czyli są mężczyźni, którzy myślą dokładnie tak jak ja, a chodzi mi szczególnie o ostatnie słowa dot. tego że jak jesteś z nią/z nim to tylko z nią/z nim...a nie dwie sroki za ogon. Nie ważne czy to dopiero para czy już małżeństwo....to nie jest ważne. Jeden na jeden. Wzajemny szacunek wymusza właśnie takie zachowanie...
Zgadzam się z Tobą, że związek/małżeństwo to miłość, ale oprócz tego przyjaźń, zaufanie, szacunek....i dlatego tak mi ciężko wszystko rzucić w diabły....
Na dzień dzisiejszy najbardziej boli mnie, ze przestałam mu ufać!!!
Twoje rady są bardzo dobre, konkretne rozmowy i konkretne warunki, które jeżeli chcemy walczyć dalej musimy zaakceptować oboje...rozmowy za nami...chęć poprawy z jego strony widoczna....ale po mailach widzę, ze panienka pomimo maila od męża,.... że tylko żona i nic nie może jej dać oprócz przyjaźni....chyba nie odpuści.
Sporo latek już przeżyłam i albo wcześniej tego nie widziałam, albo teraz mam wrażenie że panienki są coraz bardziej wyrachowane. Wiem, ze ona sama ma chłopaka ... traktuje flirt z moim mężem jako odskocznię od codzienności...dobre prawda???
A wracając do konkretów, czyli do tych warunków które postawiłeś żonie...to powiem okrutnie...chyba jesteś w o tyle lepszej sytuacji, ze jesteś mężczyzną. Ty stawiasz warunki, ona je akceptuje....czy w moim przypadku będzie tak samo, zobaczymy kiedyś....muszę do tego dojrzeć? Ale już słyszę jego zarzuty, ze skoro tak postępuję...to przede wszystkim po prostu chcę go kontrolować i wiedzieć o wszystkim.

Witam! Nie jestem w stanie ci pomóc w 100%,bo każdy człowiek jest inny i każdy związek jest inny.U mnie miną rok od czasu kiedy dowiedziałem się o zdradzie i dalej boli i zdaje sobie sprawę że zawsze będzie.Napiszę co mi pomogło.Przede wszystkim nie daj sobie w mówić że to twoja wina , nie obarczaj siebie.Winny jest zawsze zdradzający!!! Moja też chciała zwalić winę na mnie że nie dawałem jej "tego" czy tamtego" spytałem kiedy mi o tym powiedziała i co zrobiła żeby to zmienić a wręcz przeciwnie cały czas było ach i och...w odpowiedzi była cisza.Druga rzecz twierdzenie że nic nie było,że to tylko znajomy itd. normalka większość zdradzający idzie w zaparte a tylko nieliczni mają odwagę się przyznać.Mi pomogło pozbycie się emocji, trochę to trwało ale w takiej sytuacji emocje są złym doradcą ! Dopiero jak sie ich pozbyłem i zacząłem analizować wszystko na zimno postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę,albo będzie na moich warunkach albo niech szuka szczęscia bez ze mnie.Widocznie jej zależy bo nawet numer telefonu zmieniła tak jak mówiłem (e-mail też można zmienić) żeby nie było że to on pisze a ona biedna nic na to nie poradzi. A pretensje o kontrole,sorry winetu ale jak ukradniesz coś ze sklepu i cie złapią to nie dziw się że później obserwują.Jednym słowem zdradający chcieliby żeby dalej ich kochać,wierzyć i ufać obwiniać siebie za to że zdradzili, nie rozmawiać na ten temat i robić wszystko by dobrze czuli się w związku.Musisz pozbyć się emocji (wiem niełatwa sprawa) i na zimno przeanalizować czego ty chcesz.Postawić konkretne warunki i zadać sobie pytanie czy potrafię z tym żyć.Powodzenia!!

Ja też zdradzilam to już koniec ale nie wiem co mam zrobić z tym moim kochankiem bo on się w mnie zakochal jak wypije ty o mi grozi ze o wszystkim powie wyzywa mnie szantażuje pomocy jakieś mądre podpowiedzi

gość napisała:

byłam zdradzoną żoną , teraz jestem kochanką żonatego faceta...sama w to nie wierzę...ale wiecie co? uwielbiam być kochanką a już na pewno nigdy nie będę żoną! bo kochanka to same przyjemności ...piękna ,pachnąca , seksowna...no cóż a żona ...rutyna , problemy , monotonia...Uwielbiam być kochanką czy się to komu podoba czy nie!:-)))

Zgadzam się w 100% że to ucieczka od niekiedy "szarego" życia codziennego .
Niestety skok w bok to też oznaka słabości, chęci walki o związek, rozmowy, pokazania "mam potrzeby".
Ale trzeba uważać jak postrzegana będziesz przez innych bo mówisz " kochanka " a przecież " kurtyzana " też brzmi ładnie i oznacza to samo :P

Kurtyzana nie jest kochanką. Kurtyzana to luksusowa prostytutka, utrzymanka, często majętna, utalentowana i wykształcona. Kochanka to kobieta, z którą mężczyzna jest w związku pozamałżeńskim, bez wiedzy i zgody żony. Kurtyzana utrzymuje kontakty z mężczyznami, bo chce zarobić a kochanka- by być kochaną. To jednak różnica :)

Kochanka nie konieczne chce być kochana, czasem chodzi tylko o super seks...z moim kochankiem spotykamy się tylko z tego powodu . Bardzo silnie na siebie działamy erotycznie i mamy cudowny dziki seks i żadne z nad tego nie chce zmieniać . Spotykamy się kiedy msmy ochotę i szalejemy:-)) A co do mężów. ..no cóż. ..każdy zdradza

Tylko, że to nadal nie jest chęć zarobku, która motywuje kurtyzany.... czyli luksusowe prostytutki po prostu. Aha, skoro tak na siebie działacie, to rozwiedź się z mężem. Szkoda Waszych nerwów i szarpania się w martwym związku.

halo, halo...ale te panie myślą inaczej, a po co się rozwodzić!!!...potem trzeba może będzie być razem, a to już przecież nie jest takie kolorowe, prawda???
Właśnie to pociąga: co zakazane, nieuchwytne i mocno wyidealizowane....romanse są takie cudowne, są odskocznią od dnia codziennego, od szarości życia, .... zgadzacie się z tym wszyscy....TAK OCZYWISCIE ŻE SIĘ Z TYM ZGADZACIE....I CI CO ZDRADZAJA, I CI CO SĄ ZDRADZANI.
Ale to cholernie boli, jak jesteś po tej niewłaściwej stronie....
Czy te osoby, które tak lekko o tym piszą, naprawdę są wolne od wyrzutów sumienia, od wątpliwości co do swojego życia?

Nikt się nie denerwuje i nie szarpie, jest super nie będę zmienić tego co doskonałe pozdrawiam

Kto tu własciwie wspomina o kurtyzanach i prostytutkach? To nie ten temat.

Hihi pewnie jakiś mocher...

Tak,zdradzilem z pierwszą miloscią

gość napisała:

Mam dokładnie takie samo podejście jak zulka. Kilka lat temu przespałam się z zonatym facetem. Był to właśnie taki przypadek. On miał w domu spokoja żonkę a tu się ja trafiłam, szalona koleżanka z pracy. W trakcie tamtej nocy spytałam go czy robi z żoną to, czy robi tamto, czy spróbowali. Nie... nie robi tego z żoną. Nie rozmawia z nią na takie tematy. Zrozumiałam wtedy argumenty zdrady.

Pomyśl o tej sytuacji z perspektywy jego żony:
Jesteś zabieganą żoną, dzieci, pranie, sprzątanie, zakupy, gotowanie dla męża przecież on ciężko pracuje żeby nam było dobrze. Wraca do domu zjada przygotowany przez Ciebie z pieczołowitością i miłością w czystym domu obiad z waszymi kochanymi dziećmi, pytasz jak tam w pracy? Nie powie przecież spoko posuwałem zajebistą koleżankę w kilku pozycjach, na koniec spuściłem się jej na twarz bo przecież nie chcę mieć z nią dzieci, a zawsze chciałem to zrobić! Odpowie nic kochanie zmęczony jestem obejrzę wiadomości i się położę, a ty z troską pomyślisz ok nie będę mu zawracała głowy swoimi potrzebami.
Powiedz mi teraz gdzie są jak to nazwałaś argumenty zdrady?
Argumentem do zdrady, jeżeli w ogóle coś takiego istnieje jest tylko zdrada!
Dla mnie małżeństwo polega na tym żeby nie robić nic czego nie można powiedzieć żonie, są gorsze i lepsze dni ale zawsze szczere, w każdej materii, od gustu po trójkąt (zgodziła się, ale nie zbyt korzystny dla mnie:)
Rozumiem że są czasem pokusy bo można trafić niechcący na bratnią duszę ale trzeba pamiętać ktoś przy tym będzie zraniony do końca życia!
Osobiście wyszalałem się przed ślubem i spróbowałem chyba wszystkiego co mnie kręci, moja żona ma mniejsze doświadczenie ale myślę że wiele rzeczy nadrobiła ze mną, a życie jeszcze przed nami.
Mamy znajomych gdzie przynajmniej 4 pary się zdradzają albo zdradzały, i mogę z całą pewnością powiedzieć że nikomu to szczęścia nie przyniosło tylko problemy, wyrzuty sumienia, a w jednym przypadku rozwód, i problemy z psychiką dziecka.
Zdrada to brak szacunku do siebie!

Spędzamy ze sobą od 11 lat 365 dni w roku 7 dni w tygodniu 24h na dobę.. Gdy rano moja żona wychodzi z łóżka kręci mnie tak samo jak pierwszego zwariowanego dnia kiedy się poznaliśmy... Problemem piszących tutaj osób nie są partnerzy ani oni sami. Problemem są Wasze związki. "Kochanie idę na mecz do pubu"
Może pierwsza stań w drzwiach w dniu meczu i zaproś męża na piwko i spotkanie jego ulubionej drużyny. Wykaż zainteresowanie w trakcie i dopytuj... Nie wierzę że w rewanżu gdy go poprosisz nie obejrzy z Tobą przy wieczornej kawie M jak miłość czy na wspólnej. On uwielbia sensacje Ty romansidła znowu można wypracować kompromis. Idziecie na zakupy? Nie kupuj sama bluzki czy bielizny Namów go by kupił to na co ma ochotę co mu się podoba a Ty chętnie to założysz ciesząc się tym że masz na sobie coś co mu się podoba.
Z każdych przytoczonych przykładów pojawiają się nowe wspólne tematy do rozmowy, o meczu serialu filmie czy obejrzanych męskich i damskich ciuchach. Czujesz się zmęczona i dziś nie masz ochoty na seks? ok. przeproś wytłumacz i obiecaj że to wynagrodzisz .. i już następnego dnia zacznij przygotowywać plan by ten obiecany raz nie pachniał obowiązkiem domowej kury... Wiele kobiet urodzi dziecko i szybko sobie znajduje wytłumaczenie że mogą przytyć bo urodziły. Szukają aprobaty obecnego stanu niż zrobić coś ze sobą...
Pisze facet który nie nudzi się ze swoją żoną który sam wymyśla sposoby by ją zaskoczyć nocną igraszką czy spędzoną wolną chwilą.. Znam wszystkich bohaterów barw szczęścia M ja miłość Magdy M i paru jeszcze babskich seriali ale gdy na mecz zwala się nam większa ekipa żona siedzi z nami a koleżanki w kuchni...
Papierek i wspólnie spędzone lata powodują że przestajecie jako małżeństwa o siebie dbać tak i fizycznie jak i o wspólnie spędzone minuty... Większość z Was pracuje i spędzacie ze sobą miło czasu gdy już jesteście w domu.. Będąc w pracy nie tęsknicie za partnerem, za wspólnie spędzonym czasem bo jest Wam ze sobą nudno..Każdy ma swoje życie .. w jednym mieszkaniu żyją dwie obce sobie znudzone sobą osoby. To jest przyczyna Waszych zdrad. Ona zmęczona dziećmi On pracą na nie... Poddaliście się bo pewien urzędnik dał Wam papierek który w stereotypie zwolnił Was z zabiegania o partnera

Masz rację kobitko, co oczy nie widzą sercu nie żal.

Zawsze się zastanawialam co mysli o żonie kochanka. ..jak to jest...a teraz wiem ...w ogóle się nie mysli, ona po prostu jest ...nie przeszkadza i nawet nie jest się o nią zazdrosną...to dziwne:-))

gość napisała:

Zawsze się zastanawialam co mysli o żonie kochanka. ..jak to jest...a teraz wiem ...w ogóle się nie mysli, ona po prostu jest ...nie przeszkadza i nawet nie jest się o nią zazdrosną...to dziwne:-))

A co na to żony mąż ;-)? Jak on się czuje? Co myśli o żonie? Albo jak sądzi, co żona o nim by pomyślała, gdyby wiedziała o zdradzie? Bo ja z kolei się zastanawiam, jak to jest zdradzać... Jakie to uczucie? I w jaki sposób człowiek od myśli o zdradzie przechodzi do czynu i jak mu w tym układzie jest?

A ja opowiem o zdradzie z trochę innego punktu widzenia... Zdradziłam w życiu 3 razy. Pierwszy raz to był sprowokowany pocałunek innego chłopaka, podczas gdy byłam w związku. Byłam małolatą i chyba zżerała mnie ciekawość jak to jest pocałować innego chłopaka niż pierwszy... Tego później żałowałam. Ciekawość była silna, ale wyrzuty sumienia silniejsze.

Drugi raz już był świadomie: seks. Byłam kilka lat w toksycznym związku z którego nie mogłam się uwolnić. Mój partner mnie osaczył, ograniczał, nie dawał żyć. Uzależnił mnie od siebie i codziennie pogrążał. Tak bardzo wmówił mi, że bez niego jestem nic nie warta, że bez niego nie poradzę sobie w życiu, że bez niego jestem nikim, że uwierzyłam. Moje uczucia dość szybko osłabły, mimo, że wmówił mi, że kocham go nad życie. Też w to wierzyłam, chociaż nie do końca mi coś tu pasowało... Zmuszał do seksu na który nie miałam ochoty, robił sobie ze mną co chce, bylebym była z nim. Był chorobliwie zazdrosny, nawet o moich RODZICÓW. Odciągnął mnie od wszystkich znajomych i rodziny... Chciałam z nim skończyć, ale gdy tylko widział, że coś jest nie tak, że się oddalam, robił wszystko, żeby tego uniknąć i jeszcze bardziej utrzymać mnie przy sobie. Ciężko było mi rozmawiać z kimkolwiek poza jego kontrolą, więc nikt nie wiedział jak to wygląda "za drzwiami". Wszyscy uważali nas za kochającą się, szczęśliwą parę... Miałam kolegę, który pomagał mi w jednej rzeczy i to była jedna z nielicznych osób, której mój były w miarę ufał (chociaż też kontrolował) i w pewnym momencie zarzuciłam temat naszego związku... Kolega powiedział, że wydawało mu się, że coś tu nie gra, ale nie sądził, że to tak wygląda. Żaliłam się, że chcę odejść, ale nie wiem jak, że przecież nikt inny nie będzie mnie chciał, że sobie nie poradzę... I wtedy powiedział, że to g*** prawda, że jestem bardzo ładna, seksowna i on sam nie raz patrzył się na mój tyłek. Zapaliła mi się lampka i zrobiło mi się ciepło. Zapytałam wprost, czy jestem pociągająca. Potwierdził. Uznałam, że seks z nim doda mi pewności siebie i pomoże w definitywnym rozstaniu z byłym. Oczywiście długo nie musiałam go namawiać, ale ustaliliśmy zasady: to ma być pomoc, bez zobowiązań itd. Udało nam się 2-3 razy spotkać na seks. Dopiero wtedy zrozumiałam, że nie jest ze mną tak źle, że mogę się podobać innym facetom oraz samej sobie, że bez byłego dam sobie radę. Wtedy zerwałam. Płakał, błagał, przepraszał, potem mnie prześladował przez pół roku. Przychodził pod mój dom, wydzwaniał do moich znajomych, rodziny, sprawdzał gdzie jestem itd.... Ustąpiło gdy poznał inną dziewczynę i ją osaczył. Ja przez te pół roku szukałam sobie zajęcia, spotykałam się z różnymi facetami na randki, zwiększając swoją pewność siebie, ale nie ukrywam nie było to łatwe. Długo nie byłam gotowa na poważniejszy związek.

Trzecia zdrada: zmiana partnera. I znowu. Po różnych przeżyciach z facetami, m.in. po powyższej traumie, gdy już byłam gotowa na związek, poznałam miłego faceta. Spokojny, opanowany, więc szybko stwierdziłam, że po huśtawkach emocjonalnych mojego ex, to będzie miła odmiana. 4 lata związku były... nijakie. Nie było ani ognia, ani konfliktów, było nijak, szaro. Do tego starszy kilka lat, miał być dojrzalszy, odpowiedzialny, opiekuńczy, a miałam wrażenie, że jest moim synem do wychowania. Wiecznie bez pracy, ciągle chowający się za moimi plecami, nie potrafiący podjąć decyzji, brak zainteresowania jakąkolwiek rzeczywistością, najchętniej siedziałby tylko w domu i grał na kompie, a ja miałam zarabiać i martwić się o wszystko. Po 4 latach podjęłam decyzje, że to koniec, ale jakoś przeciągałam rozstanie w czasie... Uznawałam, że mimo, że cień, to dobrze jak ktoś jeszcze w domu jest itd. Ale byłam nieszczęśliwa. Wtedy poznałam swojego obecnego narzeczonego. On też był w związku - 5 lat. Rozmawialiśmy na tle służbowym, w pewnym momencie wyszły tematy osobiste, właśnie o naszych związkach. Zaczęliśmy się sobie żalić czego nam brakuje, a z czasem coraz lepiej się dogadywaliśmy, ale dzieliło nas... 300 km. Jednak przyszedł moment, że mocno między nami zaiskrzyło i pojawił się problem. Flirtowaliśmy mocno przez sms, internet, telefon, wysyłaliśmy sobie sprośne zdjęcia itd. Zaczęliśmy to robić jak już wiedzieliśmy, że tu nie chodzi tylko o romans, tylko wiedzieliśmy, że będziemy razem. Po 2 tygodniach rozmów przyszedł czas na spotkanie, wtedy się pierwszy raz pocałowaliśmy. Tydzień później ja rozstałam się ze swoim facetem i już byłam pewna z kim chcę być. On natomiast miał trudniej, bo mieli sporo wspólnych spraw, które stopniowo musiał pozamykać oraz jak to facet, potrzebował więcej czasu. Spotykaliśmy się na weekendy w różnych miejscach, hotelach, spędzaliśmy razem czas, kochaliśmy się bardzo. Niecałe 2 miesiące później zerwał ze sobą byłą. Od początku mówił, że to zrobi. Obecnie jesteśmy zaręczeni, mieszkamy razem, będziemy mieć dziecko i wszystko jest cudownie. W tym wypadku, zdecydowaliśmy się na zdradę, wiedząc, że robimy to żeby był razem, chcieliśmy się najpierw sprawdzić, poznać. Wiem, że to nie jest żadne wytłumaczenie dla zdrady, ale oboje już dawno podjęliśmy decyzje o skończeniu swoich poprzednich związków, więc powodem zdrady, nie były chwilowe pobudki i chwilowy skok w bok, tylko stworzenie nowej relacji.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij