wtorek, 12 grudnia 2017
postów: 11

"początek miłości, a jego wyjazd "



Witam wszystkich serdecznie!Jestem tu nowa, ale potrzebuje czyjeś porady, bo już nie wiem jak mam z nim rozmawiac, nie chcę znów go tracić!  Nasza historia jest długa i zawiła, ale postaram się ją skrócić.  Wierzę, że łączy nas przeznaczenie, ale zły los ciągle próbuje nas rozdzielic. Pierwszy raz uslyszalam o nim 3 lata przed naszym poznaniem. Nasi wujkowie się przyjaznili. Jego stryjek odwiedzal nas i pewnego razu opowiedzial mi o nim. Mówił, że mają w rodzinie chłopaka, z którego są bardzo dumni. Pochodzi ze wsi, a dzięki swojemu uporowi i pracy w wakacje, mógł skończyć studia w dużym mieście. Na wynajem mieszkania i utrzymanie sam zarabiał. Jego wujek bardzo go wychwalal, że to dobry, porządny i religijny chłopak. 2 lata później zakochalam się w pewnym chlopaku od pierwszego wejrzenia. Nasze spojrzenia spotkały się w kościele i to było jak grom z jasnego nieba. Wydawalo mi się, że jakiś blask od niego bije. Było to w tym kościele na wsi. Jeżdżę tam z rodziną często, ale na stałe mieszkam w dużym mieście. Miałam wtedy wielką chęć poznania go. Rok czasu go później nie widzialam, ale i tak nie mogłam przestać o nim myśleć. Rok po tym wydarzeniu znów go ujrzalam na Wszystkich Świętych. Znów oboje często patrzylismy na siebie. I wtedy on podszedł do mnie przy wychodzeniu z kościoła! Zagadal, okazało się, że widzial rejestracje w naszym aucie. Z tego dowiedzial się, że mieszkamy w tym samym mieście. Spotkalismy się tego samego dnia wieczorem,juz w tym mieście. Okazalo się, że to ten chłopak, o którym opowiadał mi jego wujek!!!Było super, żadnej ciszy, wiele tematów itd. Pozniej było jeszcze jedno udane spotkanie. I po nim cisza. Nie odpisał nawet na smsa. Rozpaczalam, bo uznalam, że mnie olał bez słowa. Wiem, że tak się zdarza, ale mocno bolało, bo zdazylam już coś poczuć do niego. Ból był straszny. Kolezanki zaczęły wyciagac mnie na imprezy. Poznawalam wielu, ale żadnego nie chcialam, nikt nie był taki jak tamten. Wciąż o nim myslalam, z biegiem czasu coraz bardziej bolało i coraz bardziej tesknilam. Potem zobaczylam go na wielkanoc. Patrzył się cały czas smutnym wzrokiem, starał się zbliżyć do mnie, jak mijalam go idąc do komunii, dotknął mnie w rękę...myslalam wtedy, że sobie kpi ze mnie i z mojego cierpienia. Sądziłam, że jak będę na niego patrzeć, to będzie się cieszył, że wciąż nie mogę o nim zapomniec. Uwazalam tak, bo myslalam, że przecież sam urwał kontakt. Nie patrzylam więc na niego, spuszczalam wzrok, zawsze staralam się stać między braćmi i rodzicami, żeby odgrodzic się od niego. Wrocilam ze świąt na wsi do miasta. Nie widzialam go później aż do Bożego Narodzenia. Bałam się, że kiedyś zobaczę go kościele jak stoi z inną dziewczyna ...wciąż nie mogłam o nim zapomniec. I wtedy stał się cud- znów podszedł do mnie! Wykorzystal moment, kiedy nie było przy mnie akurat rodziców. Prosił o mozliwosc wytlumaczenia. Dałam mu ją. Okazało się, że miał awarię telefonu, stracił wszystkie kontakty, a sms nie doszedł. Błagał, żebym mu uwierzyla. Naciagane, ale w sumie czemu miałabym mu nie wierzyć? Przeciez jakby nie chciał, to nie podchodzilby drugi raz.Wysylal mi potem wiele smsow, maili. Chciał, żebym go poznała, żebym zobaczyla jakim naprawdę jest czlowiekiem. I zobaczylam, że to dobry, wartosciowy chłopak. Religijny, spokojny, kulturalny romantyk. Mój ideał pod każdym wzgledem. Miałam potem sesję. Bardzo mnie wspierał. Martwił się, że czasem nie mogę spać z nerwów, nie chciał żebym robiła sobie krzywdę. Wysyłał mi maile, zdjęcia naszych rodzinnych stron( oboje pochodzimy stamtąd i oboje teraz mieszkamy w tym samym mieście). Widzialam że się zakochał . Był taki szczesliwy, za każdym razem jak na mnie patrzył nie mógł powstrzymac usmiechu, oczy mu się śmiały i blyszczaly. Wysłał mi kiedyś smsa o 1 w nocy, że nie może zasnąć i myśli o mnie i o tym jak też czasem nie mogę zasnąć, że mi wspolczuje. Potem stało się pierwsze nieszczescie-skręcił kolano na nartach. Nie mógł długo chodzić, miał wiele zabiegow.. starałam się go wspierać, a on wysłał mi wtedy maila, w którym pisał, że snilam mu się jak spacerowalismy razem nad rzeką w naszej wsi i jak potem rozmawialismy z jego rodzicami. Podobno myślał o tym śnie na jednym z zabiegow i akurat leciała piosenka "dream a little dream of me".. wysłał mi ją..zakochana bylam strasznie, bo okazało się, że mamy takie same wartości, poglady na świat, nawet identyczne poczucie humoru. Wszystko było jak w bajce. Niestety pod koniec lutego przyszło kolejne nieszczescie. Bolał mnie brzuch, badanie usg wykazalo zmianę w nadnerczach...lekarka podjerzewala guza. Z racji mojego wieku i umiejscowienia było nieciekawie. Wyczytalam na internecie, że wczesne wykrycie i leczenie daje u 50% pacjentow szansę na 2 lata życia...a mnie od dawna bolalo w boku, myslalam że to koniec. Czekalam tylko na rezonans mający potwierdzic co mi jest..za 3 tyg miałam go mieć, bo mialam na skierowaniu "pilne"...balam się, ale najwazniejsze dla mnie bylo, żeby nie marnowac mu życia. Nie wiedzialam co ze mną będzie, nie chciałam żeby był swiadkiem moich cierpień, smierci..nie chciałam, żeby przez to cierpiał. Postanowilam zerwać jakoś kontakt, dwa razy zaczynalam kłótnie żeby uznał, że jestem dziwna i zerwał ze mną. Jednak miałam wyrzuty sumienia, nie umialam  tak..przeprosilam. Mój egoizm wygrał, chciałam przez te 3 tygodnie aż do rezonansu być szczesliwa...chwytać ostatnie dobre momenty życia z nim..ale coś się psulo, rzadziej pisal, tlumaczac się pracą. Raz się tylko spotkalismy. Nie moglismy się nagadac jak zwykle. Ale potem nic nie proponowal. Nie wiedzialam dlaczego. Miałam potem rezonans. I stał się cud, bo nic nie wykazal..bóle jakoś same przeszły.. cieszylam się, że nie będę musiała zrywać z nim kontaktu przez chorobę. Spotkalismy się. Widzialam radosc w jego oczach jak na mnie patrzył..ale dowiedzialam się o kolejnej zlosliwosci losu...dowiedzial się (właśnie od tego momentu, co mniej pisal i nie proponowal spotkań ), że do czerwca ma wyjechac do innego miasta...do Warszawy lub Wroclawia..wysyłają go tam z pracy...jakby się nie zgodził, to nie przedluzyliby mu umowy. Skończył studia techniczne, jest inzynierem magistrem, pracuje na budowie, nadzoruje jakieś prace. Ma zamiar zdawać egzamin, by zdobyć kolejne uprawnienia. Jest bardzo ambitny i pracowity. Jak dowiedzial się o wyjezdzie, postanowil nie rozwijac dalej naszej znajomosci, zebym później nie cierpiala jak wyjedzie..bo ma wyjechac na rok, dwa lub trzy...nie wiedział o tym, że coś do niego czuję, uznał więc, że tak będzie lepiej. On czemuś nie wierzy w związki na odleglosc. Napialam mu, że też jest dla mnie ważny, że od pierwszego wejrzenia cos do niego czuję. Wtedy przyznał się, że też tak miał. Było to obustronne uczucie od pierwszego wejrzenia. Pisał, że cierpiał jak stracilismy kontakt. Że nie mógł znieść, że nie chcę potem nawet na niego patrzeć...że nie miał jak się skontaktowac...przyznał się nawet, że w rocznicę naszego pierwszego spotkania chodził po rynku, w nadziei że mnie spotka..nie mógł o mnie zapomniec, dlatego znów podszedl jak tylko była okazja..pisał, że miałam nigdy nie dowiedziec się co czuł, bo nie chciał wszystkiego komplikowac. Chciał wyjsc na dupka, zebym łatwiej o nim zapomniala po jego wyjezdzie...ale czułam, że cos jest nie tak, bo widzialam wczesniej w jego oczach uczucie..i wygadal się...mielismy się spotkac, żeby pogadac o tym wszystkim. Ale skonczylo się na milych rozmowach, zagadalismy się. Mówił, że tylko przy mnie jest takim gadula...chciał mnie zawsze dokladnie poznac, co lubię, co myślę na dany temat..doszło do tego, że kilka razy cytował moje słowa, które powiedzialam na spotkaniach rok wczesniej! Ale ja też pamietalam wszystko co on wtedy mówił. Na spotkaniu ogrzewal mi ręce swoimi rękami...patrzył na mnie często i w jego oczach wciąż widzialam zachwyt..ale ten jego wyjazd nieszczesny...mamy o tym niedługo pogadać. Niestety on miał teraz znów pasmo nieszczesc. Zmarł mu wujek, a tydzien później był pożar u jego rodziców...pojechał tam teraz, żeby pomagac...staram się go wspierac w tych trudnych momentach..mamy kontakt, ale nie pisze już tak często jak wtedy, kiedy jeszcze nie wiedział o wyjezdzie...napisal mi w smsie, że nie było tak, że mnie poznał i mu się odmienilo, ale że wyjeżdża i dla niego sprawa jest jasna. Bo nie chce mi marnowac życia, bo za rok będzie jeszcze trudniej, że jemu też jest ciezko, ale musi w końcu przejść. Pisal, że nie chce, żebym się do niego przyzwyczajala i cierpiała potem jeszcze bardziej, że dla niego to jest odpowiedzialnosc...a ja go kocham, nie chcę żyć bez niego. Nie chcę znów przezywac tego samego co rok temu...nie chcę znów go tracić przez głupi los i jego wyjazd...i tak o nim nie zapomnę..bedziemy mieć jeszcze tę jedną rozmowę na temat jego wyjazdu. Zamierzam mu powiedziec to wszystko co pisałam w tym poscie. Ale jak go przekonac, żeby dał nam szansę?? Widzę, że nie jestem mu obojętna. Moglibysmy się przecież widywac na wsi, oboje często tam jezdzimy...co mogłoby na niego wpłynąć, jakie argumenty? Macie jakieś pomysły? Błagam o pomoc!


Nie rób nic na siłę, nigdy. Jeśli facet podjął taką a nie inną decyzję najwyraźniej zależy mu na karierze zawodowej i zapewne wyjdzie mu to na dobrze. Podstawą posiadania dobrego życia jest to żeby swojego szczęścia nie budować na życiu drugiej osoby. Związki są jak wygrane na loterii nigdy nie wiesz na 100% czy twój los jest wygrany. Możecie się sobie poświęcić będzie dobrze przez kilka lat a potem może się okazać że to nie to i potem będzie plucie w brodę że się czegoś nie zrobiło z poświęcenia dla drugiej osoby. Niech jedzie, nie jest to koniec świata, jeśli pisane jest wam być razem to tak będzie. Znam pary które wyjeżdżają za granice w zupełnie inne strony i nie są z sobą pół roku! i są razem mimo że w miłość na odległość też nie wierze. Wiem co to chcieć być z kimś ale pewne rzeczy na to nie pozwalają, może boli ale należy się do tego zdystansować i popatrzeć też na siebie bo czasami nie warto się uganiać jak zależy to sam podejmie inicjatywę.

Dziękuję za odpowiedz. Ja wiem, że on jest odpowiedzialny, że zależy mu na pracy. Ale to nic dziwnego, rozumiem to. Nie chcę go na siłę zatrzymywać w naszym mieście, nie chcę żeby rzucał pracę. Po prostu zależy mi na nim i nie chcę tracić z nim kontaktu, przekreslac naszej znajomosci tylko przez jego wyjazd. Nie jedzie tam na stałe, oboje często jesteśmy w naszej rodzinnej wsi. Chcialabym po prostu utrzymywac z nim kontakt i spotykac się od czasu do czasu. Ten rok czy dwa szybko minie. Nie chcę spotykac się z kimś innym, nie chcę też na siłę o nim zapominac. Pierwszy raz w życiu doswiadczylam takiego zauroczenia od pierwszego wejrzenia. Nie chcę po prostu tego tracić przez los. Co zrobić, żeby on zgodził się na taki układ-pisanie jak dawniej+ spotkania na wsi. Nie chcę wymuszac na nim obietnic, że za 2 lata na pewno bedziemy razem. Chcę po prostu, żeby dał szansę naszej znajomosci

Zależy czego ty w głębi duszy tak naprawdę oczekujesz po tych dwóch latach. Bo widać że go kochasz, najwyraźniej do takiego stopnia że zależy ci chociażby na utrzymaniu jakiegokolwiek kontaktu. Może być tak że przez ten czas on ułoży sobie życie po swojemu, ty po swojemu, nie ma pewności że sobie kogoś nie znajdziecie. Później znów się spotkacie na wiosce i może być dziwnie, powrót uczyć itd. Jeśli chcesz po prostu utrzymać z nim przez ten wyjazd koleżeńską relację, to jak najbardziej się wam to uda zrobić bo po takich wcześniejszych silnych uczuciach to będzie raczej spontaniczne. A jeśli wiesz że dla ciebie to nie wystarcza to przedstaw mu to co czujesz albo wyjaśnijcie sobie na czym stoicie, jakie są wasze postulaty wobec tej znajomości. Dla jasności. Żeby potem nie było rozczarowań albo jakichś przykrych sytuacji. Bo ze swojego doświadczenia wiem że bycie w niejasnych związkach nie prowadzi do niczego dobrego jak tylko do mieszania sobie w głowie. A później schodzi się na ziemie po tym jak się rozmawia.

Dziękuję Ci za odpowiedz i mądre rady. Masz sporo racji. Rok temu, jak urwał nam się kontakt, to bardzo cierpialam. Mimo to długo nie mogłam o nim zapomniec. Myslalam, że stracilam go na zawsze, a mimo to nie mogłam spotykac się z innymi, chociaz miałam takie propozycje. Czułam, że byłabym wtedy nielojalna wobec swoich uczuć i wobec niego. Po roku czasu, jak odzyskalismy kontakt, bardzo się cieszylam. Poznalismy się dobrze przez te 5 miesięcy, okazało się, że z osobowosci bardzo mi odpowiada. Jednym słowem-zawsze mówimy i myślimy tak samo. Bratnia dusza po prostu. Nie chcę teraz o nim na siłę zapominac i poznawac kogos innego. Jestem osobą zamknieta w sobie, nie chcę dopuszczac do siebie jakiś obcych facetów. Wiem, że przez ten rok z nikim innym się nie spotkam. Po prostu niedobrze mi na samą myśl, czulabym się jakbym zdradzala jego i swoje uczucia. Nie umiem być taka nielojalna, po prostu tak mam. Nie chcę też w głębi duszy, by on kogoś poznawal. Chociaż gdyby tak się stało i miałby być z tą osobą szczesliwy, musialabym to zaakceptowac. Ciężko by mi było, ale najwazniejsze, że byłby szczesliwy. Wiem, że też nie jestem mu obojętna, że też przez ten rok nie mógł o mnie zapomniec. I to trzyma mnie przy nadziei, że jest na co czekać. Nie szukam nikogo na siłę, żeby tylko kogoś mieć. Za 2 lata kończę studia, nie wiem gdzie poniesie mnie los, nie muszę przecież ciągle mieszkac w Krakowie. A on mi pisał, że nie chce, żebym po tym czasie miała wrażenie, że zmarnowalam swój czas..wiem, że nigdy tak nie pomyśle. Przecież nigdy nie ma 100% pewnosci, że nawet super związek nie rozpadnie się za kilka lat. Rozumiem jego decyzję, bo sama tak chciałam postąpić, kiedy myslalam jeszcze, że mogę być powaznie chora. Ale chyba w trudnych momentach trzeba się wspierać, co nie? Chcialabym, żeby on też to zrozumial. Chcę się z nim spotkać w tym tygodniu i pogadać. Powiedziec mu to wszystko. Widzę, że jemu też jest ciężko, ale nie chcę, żeby tylko przez wyjazd nas przekreslal. Czy to możliwe, że on też coś czuje, ale decyduje jak decyduje przez odpowiedzialnosc i w poczuciu, że tak będzie łatwiej, lepiej?

No to ktoś się tu zakochał :). O ile lat jest od Ciebie starszy? Bardzo możliwie że decyduje wbrew temu co myśli. Ale może decydować również zgodnie z jego uczuciami. Nie znam więc nie wiem. Musiałabyś się go zapytać choć wątpię żeby powiedział ci prawdę. Bo jeśli przyznałby się do postępowania wbrew swojemu uczuciu - kocha cie ale wyjeżdża to zrobiłby ci ogromną nadzieję nie mając gwarancji na związek. Mogłoby wtedy zaboleć. Niektórzy faceci tak mają że udają obojętnych na pewne rzeczy, przyjmują maskę bo czuja sie wtedy pewniej. Może też zdawać sobie sprawy że jakikolwiek związek wpłynie na jego życie a stawia teraz na rozwój kariery więc te dwie kwestie ewentualnie mogą się wykluczać. Jeśli się zaangażujecie a będzie musiał wyjechać, przemieszczać się gdzieś będzie wam trudniej. Nie mniej jednak na twoje pytanie odpowiadam twierdząco - faceci nawet najtwardsi z zewnątrz by uniknąć rozczarowań (pewnie nie pierwszych i nie ostatnich) wolą kierować się głową a nie sercem czy innym organem. Szczególnie ci którzy coś już przeszli.

On jest prawie 5 lat starszy, ma teraz 26 lat. Nie wiem właśnie jakie ma doswiadczenia z przeszlosci, może nie udał mu się kiedyś związek na odleglosc. No ale myśleć całe życie o tym co by było gdyby? Już chyba wolalabym sprobowac, choćby nam nie wyszło, przynajmniej jasne byłoby, że trzeba zamknąć ten rozdział. Bo za długo to trwa, znamy się z widzenia już prawie 3 lata, a to zauroczenie sobą nie ustępuje, mimo że 2 lata nie mieliśmy kontaktu. Najgorsze jest to, że on juz przyznał w smsach, że nie jestem mu obojętna...a o tym, że w listopadzie, w rocznicę naszego pierwszego spotkania, przyszedl w to samo miejsce o tej samej porze, w nadziei, że mnie spotka, powiedzial mi już w marcu. Wiedzial już wtedy, że będzie musiał wyjechac, ale ja nie wiedzialam, że postanowi przez to oddalać się ode mnie. Nie wiem po co mi to mówił, bo sam dawał mi argumenty swojego zaangazowania, co mogę teraz wykorzystac do przekonywania go. Mamy się spotkać w tym tygodniu i pogadać o tym wszystkim, zobaczymy co z tego wyniknie :(

Daj znać jak się sprawy potoczą. Powodzenia :)

Dobrze, dam znać. Czarno to widzę, ale nadzieja umiera ostatnia. Przynajmniej będę miała poczucie, że zrobiłam wszystko, co mogłam zrobić. Dziękuję bardzo za rady i za to, że mogłam się z kimś podzielić moim problemem :)

Niestety okazał się okropnym czlowiekiem. Po 7-godzinnej rozmowie, podczas której zrobił mi scenę zazdrosci, że niby popatrzylam na innego faceta, dowiedzialam się (gdy zaczelam zadawać niewygodne pytania), że gdy za pierwszym razem do mnie podszedl, miał wtedy dziewczyne! !! Ale że to było silniejsze od niego, że tylko ze mną miał takie "uczucia" od pierwszego wejrzenia..że jak miałam podobnie, to zrozumiem czemu podszedl...najbardziej niesmaczne jest to, że zaczął tak na mnie patrzeć już w chwili jak jego związek miał 2-miesieczny staż..patrzył tak cały czas(ciągle był w związku), po roku zagadal (mówił że musiał mnie poznac)-spotkalismy się wtedy dwa razy (caly czas był w związku), po czym przyznał się, że sam urwał kontakt, bo po tych spotkaniach uczucia były coraz bardziej intensywne, że był po nich w innym świecie...a że sądził, że u mnie tego nie ma. Po tym wszystkim w dalszym ciągu cały czas patrzyl się na mnie, jak twierdził, pamiętał...ale nie odzywał się...na jesieni podobno zerwał z tamtą dziewczyna, bo nie dogadywali się od dluzszego czasu..ale-w dalszym ciągu mają kontakt.. on podszedł do mnie w zimie (kłamał wtedy, że zepsuł mu się telefon, że nie mógł przez rok odzyskac kontaktu...). Fajnie było do połowy lutego. Od tego czasu zaczął rzadziej pisać. Teraz twierdzi, że od stycznia wiedział, że będzie musiał się wyprowadzic. I że niby to+ fakt, że uczucia nie były jak dawniej-stwierdził to, chociaż nie zdazylismy wtedy jeszcze nawet spotkac). A w styczniu wysyłał te maile, piosenki, caluski, zdjęcia, smsy nocą, mówił że mu się snilam itd. Uznał, że wyjeżdża, że chce wszystko przemyslec itd. Przyjelam to spokojnie, nie robiłam scen. Pytał, czy chcę utrzymywac kontakt (on chce, bo wciąż nie jestem mu obojętna-tak powiedzial). Powiedzialam mu, że nie wiem, żeby dał mi czas na przemyslenie tego. A teraz wypisuje do mnie smsy, co u mnie, jak się czuję...nie odpisalam, to znów pisze, żebym chociaż dała znać, czy wszystko ze mną ok...nie wiem czego on chce, czemu nie daje mi spokoju. Tak strasznie mnie oklamywal, był takim hipokryta ( w kościele podszedl, choć miał dziewczyne). Strasznie mnie kolejny raz zranił. Pytałam w smsach już miesiąc temu, czy tylko chodzi o wyjazd, czy o coś więcej. To wtedy mówił, że tylko o wyjazd. WWtedy nie odpuszczalam, pisałam że damy radę itd. Cały czas mieliśmy kontakt, aż wczoraj mi powiedzial, że przestał czuć to co dawniej, że niby jeszcze przed naszym spotkaniem. (Czy to możliwe, że tak bardzo wtedy pisał, wysylal caluski, te wszystkie zdjęcia itd, nic nie czując? Po co to robił? Czy tylko przez wyjazd mu przeszło, czy może byla chce wrócić (tego nie wiem, może kłamał i wciąż z nią jest). Oszukał mnie, oklamal, jest mi ciężko na sercu, a on i tak pisze do mnie...w moich oczach skreśla go samo to, że będąc z inną, podszedł do mnie. Raz się odważył, to znów to zrobi. Ciężko mi mimo wszystko, bo zaufalam mu, zgodzilam się na odnowę kontaktu, a on znów mnie tak potraktowal..odpisywac mu w ogóle cokolwiek?

Oj! Jakaż piękna katastrofa!
Ten wątek dobitnie ilustruje, jak kobiety chciałyby widzieć mężczyzn, a jacy oni są naprawdę.

Kurczę, weszłam niechcący na ten wątek po kilku latach, a tu ktoś odpisał :P szok :P trochę się zmieniło, albo i nie- nie wiem :P w tej chwili mam już 23 lata, on 28. Po moim ostatnim wpisie było tak, że urwaliśmy kontakt na 2 miesiące, po czym jak spotkaliśmy się na wsi, to znów nie mógł wytrzymać, że traktuję go jak powietrze i znów do mnie podszedł.. jakby nigdy nic rozmawiał, chociaż próbowałam początkowo go spławić. Tęskniłam wtedy za nim te 2 miesiące, jakoś tak wyszło, że zaproponował tego samego dnia spotkanie nad rzeką, było znów świetnie itd. Potem pisał do mnie jak opętany (mimo że tego samego dnia wrócił do naszego miasta). Jednak po 2 tygodniach sielanki znów okazało się coś złego- powiedzieli mu w pracy o wyjeździe do Niemiec.. znów była rozpacz, kłótnie, cała rodzina kazała mu jechać.. bo że to przyszłość, że zarobi na dom itd.. o mnie chyba nawet wtedy jeszcze nie wiedzieli, nie byliśmy oficjalnie razem. On się strasznie wahał (i tak musiałby wyjechać z naszego miasta), bał się spotkań ze mną, odwlekał ostateczną decyzję o wyjeździe tak długo, jak mógł. Aż mu po 3 miesiącach powiedzieli, że na siłę nie będą go zmuszać. Z jednej strony mu ulżyło, ale z drugiej pewnie żałował perspektyw. Nie pojechał do Niemiec, ale musiał wyjechać do innego miasta. Po tym miał etap, że próbował ochładzać znajomość, ale jednak kontakt mieliśmy, po jakimś czasie było też spotkanie. I od tego czasu utrzymujemy kontakt, spotykamy się co jakiś czas (jak on np. jedzie do rodziców i przejeżdża przez moje miasto, to bierze dzień wolnego i spędzamy go wspólnie, widujemy się też na wsi). Dalej nie wiem, jak nazwać naszą relację, bo jest nietypowa, ale jakoś nie umiemy urwać ze sobą kontaktu i ciągnie nas do siebie od tylu lat. Są momenty lepsze, są i gorsze. On ciągle jest na tej delegacji, ale mam nadzieję, że w końcu się to zmieni. Albo może ja skończę studia przecież nie jestem uwiązana do jednego miasta, mogłabym pomyśleć nawet o chwilowej przeprowadzce, chociaż na pewno nie od razu po studiach, bo mam w planach pewien staż. Zobaczymy, co czas pokaże.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij