poniedziałek, 21 października 2019
postów: 19

"Najbardziej seksowny wieczór w waszym życiu"



Najbardziej seksowny wieczór w waszym życiu. Czekamy na wasze historie.


o dziwo to był wieczór sylwestrowy. Pisze o dziwo, ponieważ sylwester kojarzy mi się z przymusem dobrej zabawy, który ma więcej wspólnego z przymusem niż dobrą zabawą. Wtedy było inaczej. Przymusem było chyba jedynie to, że wkręciłam się na tą imprezę i niejako "przymusiłam" znajomą, żeby mnie ze sobą zabrała. A co było seksownego? Masa sympatycznych, wolnych mężczyzn: gotowych podawać mi drinki, zapraszać do tańca i troszczyć się, żeby wspólna rozmowa warto się toczyła i była zabawna. Piłam bajecznie kolorowe drinki w towarzystwie fajnych facetów, tańczyłam, bawiłam się świetnie. O północy miała już wybranych dwóch "gotowych na wszystko", bylebym umówiła się z nimi na randkę. To było niesamowicie seksi: czuć się tak adorowaną. Niestety, z dwóch kandydatów, wybrała nie tego co trzeba, prawo marfiego, albo brak wiary w siebie, który podpowiedział mi, żeby wybrać tego mniej atrakcyjnego, czyli bezpieczniejszego. Zaznaczę, że taki wieczór/taka noc miała miejsce tylko raz w moim życiu. Nigdy więcej nie miałam tylu chętnych mężczyzn w zasięgu reki. Cieszę się, że dane mi było mieć przynajmniej jedną taką noc.

a u mnie najseksowniejszy wieczór w moim życiu, to w zasadzie taki klasyczny obrazek z wakacji: miałam 20 lat, wokół morze, ja i on wpatrzeni w zachodzące słońce, a potem w migocące z oddali na wodzie światełka statków. Mieliśmy wciśniętą w piasek butelkę wódki i karton soku pomarańczowego, piliśmy powoli z papierowych kubków, całowaliśmy się, a on mówił mu jaka jestem niezwykła i piękna, ja jemu zresztą też, że jest spełnieniem moich marzeń, nie było seksu, bo byliśmy już zbyt pijani, ale wierzcie lub nie, ja miałam wtedy orgazm, od jego pocałunków i wyobrażania sobie co moglibyśmy zrobić razem, gdybyśmy nie leżeli właśnie na publicznej plaży, zakochałam się w nim bez pamięci, nie mogłam jeść, spać, a potem nadeszła jesień, pisaliśmy do siebie coraz rzadziej, na wiosnę nie odpisał już na mój list, ale zawsze, zawsze będę mu wdzięczna za tamten niezwykły, bajkowy wieczór,

gość napisała:

ale wierzcie lub nie, ja miałam wtedy orgazm, od jego pocałunków i wyobrażania sobie co moglibyśmy zrobić razem, gdybyśmy nie leżeli właśnie na publicznej plaży,

ja wierzę, że miałaś orgazm bez stosunku, też kiedyś to mi się szczęśliwym trafem przydarzyło, kiedy pierwszy raz całowałam się z języczkiem, to był absolutny odjazd, niestety doświadczyłam tego tylko raz w życiu,
zośka

powiedział, że będzie mnie rozpieszczał, zaczęło się od przygotowanej przez niego kolacji przy świecach, potem włączył płytę, rozśmieszał mnie swoimi wygłupami w tańcu, przyłączyłam się do tej zabawy, wtedy zaczął mnie rozbierać - w tańcu, a kiedy zostałam w samych szpilkach wysmarował mnie musem czekoladowym, który uwielbiam i zlizywał ze mnie te słodkości, potem spryskał mnie naprawdę dobrym szampanem, alkohol spijaliśmy już oboje: ja prosto z butelki, on spijał to co spływało po moim ciele, nie mogłam już się doczekać finiszu, który zwieńczył naszą zabawę, potem wspólna kąpiel (trochę się kleiliśmy od słodkości) i długie pogaduchy w wannie i znowu seks, to było piękne,

chodziło mi to po głowie zrobienie striptizu przed moim mężem, sama myśl wydawał mi się kusząca, ale miałam opory: znamy się tyle lat, nagle wyskoczę w samej bieliźnie i co jeśli się wygłupię i będę wyglądać śmiesznie, a nie seksownie? nic nie mówiłam o moich planach mężowi, ale powoli kompletowałam rekwizyty: raz kupiłam płytę z muzyką, która wydawał mi się "w sam raz na taką okazję", innym razem zaopatrzyłam się w pończochy i pas do pończoch, pod kątem podpatrywania "kocich" ruchów patrzyłam na teledyski na MTV, muszę przyznać, że te "przygotowania" wciągnęły mnie, kiedy byłam sama w domu trenowała przed lustrem i dobrze się czułam, cały czas jednak miałam wrażenie, że co innego występy solo, a co innego zaskoczyć go, zbliżały się jego urodziny, pomyślałam, że taka szczególna okazja to świetny pretekst, żeby zaprezentować coś ekstra dla małżonka ( i czułam tez, że dla siebie, bo miałam ochotę to zrobić ) i go nie wystraszyć, zawiązałam mu oczy, włączyłam muzykę, zapaliłam świeczki, zdjęłam mu opaskę z oczu i zatańczyłam, chociaż z tańcem to niewiele miało wspólnego, poruszałam się bardzo powoli i patrzyłam mu prosto w oczy, czułam sie fantastycznie i co najdziwniejsze, bo striptiz zawsze kojarzył mi się z podniecaniem mężczyzn, ja byłam bardzo podniecona i uwaga, on wstał i sięgnął...po portfel, włożył mi pieniądze za pas od pończoch, to tez było super, co do reszty wieczoru napiszę już tylko tyle, że tez była udana,

Najseksowniejszy wieczór w moim życiu… z moim byłym facetem u niego w mieszkaniu. Nie napiszę, że zaczęło się niewinnie, bo z nim nigdy tak nie było. Było zabawnie, lubieżnie – najlepiej! Zaczęło się, po prostu, od wspólnego przygotowywania kolacji . Tym razem zachciało nam się łososia ze szpinakiem i szukaliśmy odpowiedniego przepisu w Internecie. Przeczytał coś przekręcając niechcący słowa, był śmiech, przedrzeźnianie, pocałunek, później kolejny… i już nie mogliśmy się od siebie oderwać . Całowaliśmy się i pieścili jednocześnie gotując. Kiedy danie było gotowe, a na podłodze w kuchni leżały już wszystkie nasze ubrania, zaniósł mnie do łóżka . Kochaliśmy się namiętnie, kilka razy zmieniając pozycje. Łososia zjedliśmy parę godzin później, przy świecach, w wannie pełnej piany, bo stwierdziliśmy, źe „ przecież to ryba, a ryby to tylko w wodzie”… Po późnej kolacji znowu wróciliśmy do łóżka. To była nieprzespana noc…

gość napisała:

Najseksowniejszy wieczór w moim życiu… z moim byłym facetem u niego w mieszkaniu. Nie napiszę, że zaczęło się niewinnie, bo z nim nigdy tak nie było. Było zabawnie, lubieżnie – najlepiej! Zaczęło się, po prostu, od wspólnego przygotowywania kolacji . Tym razem zachciało nam się łososia ze szpinakiem i szukaliśmy odpowiedniego przepisu w Internecie. Przeczytał coś przekręcając niechcący słowa, był śmiech, przedrzeźnianie, pocałunek, później kolejny… i już nie mogliśmy się od siebie oderwać . Całowaliśmy się i pieścili jednocześnie gotując. Kiedy danie było gotowe, a na podłodze w kuchni leżały już wszystkie nasze ubrania, zaniósł mnie do łóżka . Kochaliśmy się namiętnie, kilka razy zmieniając pozycje. Łososia zjedliśmy parę godzin później, przy świecach, w wannie pełnej piany, bo stwierdziliśmy, źe „ przecież to ryba, a ryby to tylko w wodzie”… Po późnej kolacji znowu wróciliśmy do łóżka. To była nieprzespana noc…

zabawny mężczyzna to skarb, co się stało, że już nie jesteście razem?

Co się stało, że już nie jesteśmy razem? Któregoś wieczora wyrwał mi serce słowami, że zaczęło się robić poważnie, a on nie chce się angażować...

gość napisała:

Co się stało, że już nie jesteśmy razem? Któregoś wieczora wyrwał mi serce słowami, że zaczęło się robić poważnie, a on nie chce się angażować...

"wyrwał mi serce słowami" brzmi groźnie, dobrze, że nie zjadł tego serca,

Wtedy to naprawdę zabolało. Jednym zdaniem zniszczył naszą bajkę!

gość napisała:

Wtedy to naprawdę zabolało. Jednym zdaniem zniszczył naszą bajkę!

co takiego bolesnego powiedział:że i serce wyrwał i że już nie jesteście razem?

Było - minęło. To już nieważne. Kolekcjonowanie złych wspomnień nie ma sensu. Dzięki niemu przeżyłam kilka najseksownijszych wieczorów w moim życiu i to się liczy! Teraz czekam na następne takie wieczory, ale już z kimś innym!

flo napisała:

Było - minęło. To już nieważne. Kolekcjonowanie złych wspomnień nie ma sensu. Dzięki niemu przeżyłam kilka najseksownijszych wieczorów w moim życiu i to się liczy! Teraz czekam na następne takie wieczory, ale już z kimś innym!

bardzo słuszne podejście, ja miałam paru mężczyzn z którymi ani związek nie wyszedł, ani seks, zupełne nieporozumienia, więc jeżeli był fajny seks, to nawet jeśli związek nie wypalił, to już jest coś, życzyłabym sobie i pozostałym dziewczynom, żebyśmy miały i udane związki i jak najwięcej seksownych wieczorów w tych związkach,

przypominam sobie jednak jeden wieczór.. dawno temu co prawda..
wieczór.. w pokoju półmrok.. świece o cudownym zapachu- w zasadzie wszędzie.. na podłodze, parapecie, na stole.. mężczyzna był fotografem, więc na ścianach pełno było zdjęć półnagich modelek i modeli.. podsycało to atmosferę.. w tle słychać było Katie Melua.. do tego martini, winogrono.. czułe pocałunki, namiętne, które powodowały, że przenosiliśmy się w inny świat, w którym byłam tylko ja i on.. Krew pulsowała w żyłach. Serce nie nadążało z pompowaniem jej do ciała.. nie uwierzycie, ale seksu nie było.. a mimo to wieczór był magiczny i wyjątkowy.. a niesamowite w tym wszystkim jest to że tego mężczyznę poznałam raptem 6 godzin wcześniej.. nie znając mnie sprawił, że ten wieczór pamiętam do dzisiaj.. ahh

Aktualnie jestem zadowolona z mojego życia sexualnego -oby jak najdłużej, ale ciężko byłoby mi wybrać konkretny wieczór. Nie mniej jednak, jest jeden wieczór, który zapadł mi w pamięci. Wieczór, który wydaje mi się magiczny, odmienny, niesamowity. Jako nastolatka poszukiwałam towarzystwa starszych i inteligentnych facetów, ale jednocześnie nieatrakcyjnych fizycznie dla większości moich koleżanek. Mając 17 lat zostalam zaproszona na imprezę urodzinową koleżanki. Spotkałam Michała. Wystarczyło jedno spojrzenie i już wiedzieliśmy, że ten wieczór spędzimy razem. On był studentem ostatniego roku, bodajże na kierunku technicznym. Dla nastolatki to swego rodzaju wyróżnienie, mnie zawsze kręciło zainteresowanie ze strony "nieśmiałych geniuszy". W pewniej chwili, zmęczeni towarzystwem rozbawionych i pijanych znajomych przenieśliśmy się do pokoju obok. Usiedliśmy na sofie, niestety i tam nie byliśmy sami. Zastaliśmy tam pijaną jubilatkę, która niewiadoma naszej potrzeby izolacji, szukała pocieszycielki po zerwaniu z facetem. Mój nowy przyjaciel, niepostrzeżenie chwycił w ręce moje stopy. Nie wiem jak to się stało, ale masaż sprawił, że doprowadził mnie do orgazmu. Miałam ochotę krzyczeć, jęczeć, rzucić się na tego niepozornego człowieka. Byłam totalnie mokra, gotowa, mimo to nie przerywałam dyskusji z koleżanką. Wiedziałam, że on widzi co się ze mną dzieje, był bardzo świadomy swoich ruchów, wiedział co zrobić bym poczuła się wspaniale. Długo potem nie odważyłam się wstać z sofy i zrobić choćby kilku kroków. Nigdy więcej go nie spotkałam, często zastanawiałam się jak cudownym byłby kochankiem. Mimo wszystko jestem mu wdzięczna za niezapomniany wieczór.

Pierwszy seks z moim obecnym mężczyzną. Zazwyczaj dość szybko szłam do łóżka, bo nie potrafiłam się oprzeć zarówno swojemu apetytowi, jak i jego głodnemu spojrzeniu. W tym przypadku było inaczej. Ustaliliśmy wcześniej, że właśnie ten wieczór będzie nasz. Można powiedzieć, że gra wstępna zaczęła się na długo przed tą randką. Planowaliśmy każdy szczegół z wypiekami na twarzach. Tego wieczoru ubrałam się tak, jak chciał, i zjawiłam w wyznaczonym miejscu. Udawaliśmy obce sobie osoby, które dopiero co się poznały, i ku zgorszeniu ciekawskich ludzi, którym zachciało się podsłuchiwać, od razu zaczęły świntuszyć. Nie było instrumentalnego seksu, tylko czysta namiętność, wino i Eric Clapton. Poznawanie swoich ciał i uczenie się ich. Nigdy tego nie zapomnę.

Sadie napisała:

Pierwszy seks z moim obecnym mężczyzną. Zazwyczaj dość szybko szłam do łóżka, bo nie potrafiłam się oprzeć zarówno swojemu apetytowi, jak i jego głodnemu spojrzeniu. W tym przypadku było inaczej. Ustaliliśmy wcześniej, że właśnie ten wieczór będzie nasz. Można powiedzieć, że gra wstępna zaczęła się na długo przed tą randką. Planowaliśmy każdy szczegół z wypiekami na twarzach. Tego wieczoru ubrałam się tak, jak chciał, i zjawiłam w wyznaczonym miejscu. Udawaliśmy obce sobie osoby, które dopiero co się poznały, i ku zgorszeniu ciekawskich ludzi, którym zachciało się podsłuchiwać, od razu zaczęły świntuszyć. Nie było instrumentalnego seksu, tylko czysta namiętność, wino i Eric Clapton. Poznawanie swoich ciał i uczenie się ich. Nigdy tego nie zapomnę.

zazdroszczę:)

Bibi napisała:

Sadie napisała:

Pierwszy seks z moim obecnym mężczyzną. Zazwyczaj dość szybko szłam do łóżka, bo nie potrafiłam się oprzeć zarówno swojemu apetytowi, jak i jego głodnemu spojrzeniu. W tym przypadku było inaczej. Ustaliliśmy wcześniej, że właśnie ten wieczór będzie nasz. Można powiedzieć, że gra wstępna zaczęła się na długo przed tą randką. Planowaliśmy każdy szczegół z wypiekami na twarzach. Tego wieczoru ubrałam się tak, jak chciał, i zjawiłam w wyznaczonym miejscu. Udawaliśmy obce sobie osoby, które dopiero co się poznały, i ku zgorszeniu ciekawskich ludzi, którym zachciało się podsłuchiwać, od razu zaczęły świntuszyć. Nie było instrumentalnego seksu, tylko czysta namiętność, wino i Eric Clapton. Poznawanie swoich ciał i uczenie się ich. Nigdy tego nie zapomnę.

zazdroszczę:)

ja od niedawna też odkrywam, że seks planowany może mieć dużo więcej smaku niż ten spontaniczny, zbyt często spontaniczny oznacza po prostu byle jaki,

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij