sobota, 19 października 2019
postów: 9

"Mąż i żona"



Mam pytanie odnośnie małżeństwa. Czy kiedy powiemy sobie magiczne "tak" i będziemy ze sobą powiedzmy, że tak około 5 czy 8 lat i dłużej to czy małżeństwo staje się już tylko przyzwyczajeniem? Czy czeka na nas coś niezwykłego? Czy tylko praca, dom, dzieci, praca, dom, dzieci... Czy już tak dogłębnie się poznamy i nie będzie "nic ciekawego"? Co można robić w życiu z drugą dobrze nam znaną osobą? Proszę szczególnie o wypowiedzi małżonków z dłuższym stażem:)


To co małżonków czeka zależy tylko od nich i tego co każde z nich daje i bierze w związku. Nie wolno do siebie przywynkąć tak, żeby się znudzić. W każdym z nas jest jeszcze wiele do odkrycia. Nawet po paru latach mamy wiele nowego do zaoferowania drugiej osobie, tylko trzeba to z siebie dać. Nie możemy myśleć na zasadzie: my już się tak znamy, że nie ma co odkrywać. Można sobie zorganiozować (pewnie zapomniany już od kilku lat) wyjątkowy wieczór z masażem, albo obejrzeć gorący erotyk lub nawet porno, kontynuując potem już bez filmu. To może odświeżyć związek tak, że nagle się zachce częściej, bo czemu nie. Najważniejsza jest rozmowa i potem dobra zabawa. To ma być zaplanowany wieczór z wiadomym po części celem. Dzieci można posłać do dziadków na noc, żeby nie przeszkadzały w zabawie. To takie moje krótkie spostrzeżenia, choć mój związek nie jest za długi.

A oprócz seksu? Dziękuję za odpowiedź.

ze slubem trzeba generalnie uważać: problem polega na tym, że kobieta bez ślubu jest traktowana jako jakas taka podejrzana, co to albo dziwaczka, albo nikt jej nie chciał, i wiele kobiet idzie pod ołtarz, jak pod nóż nie bardzo z samej ochoty, co bardziej z potrzeby udowodnienia, że nie maja przysłowiowych łusek pod skórą, a z drigiej strony nie ma parcia na to, żeby kobiecie dobrze było w małzenstwie, jak coś zgrzyta, to zawsze znajdzą sie osoby "dobre rady" co to doradzą, że małzeństwo to rzecz święta, lepiej zostawić tak jak jest ( także wtedy jak jest syfek) i nie ma co wybrzydzac i za dużo oczekiwać, i po prostu trzeba siedzieć cicho i cieszyć się samym statusem "mezatki" bez względu na to co on nam w rzeczywistości przynosi, wiec moja rada - nie pchać się przed ołtarz ( ani przed urząd) poczekac, jak ma byc dobrze, to bedzie, a slub mozna sobie zafundować na uczczenie swoich 40 stych albo i 50 siątych urodzin, jak już nie ma się wątpliwosci co do tego, jak to bedzie wygladać, bo to juz sie po prostu wie ,

Co Ty za glupoty wygadujesz zeby slub fundowac sobie na 40stke lub 50tke. A co z dziecmi, kazdy po drodze zrobi Ci jedno? Slub to odpowiedzialnosc i powinien wzmocnic zwiazek. Co to za zwiazek na zasadzie, jak sie poklocimy to ja sie wyprowadzam i szukam sobie lepszego, bo i tak mnie nic z toba nie trzyma. Albo zakladasz odpowiedzialnie rodzine i decydujesz sie na slub, albo zyj w wolnym zwiazku bez dzieci. Wtedy sprawdzaj czy to ten czy nie ten nawet do 60tki.

gość napisała:

Slub to odpowiedzialnosc i powinien wzmocnic zwiazek.

rzeczywiście ślub powinien wzmocnić związek, ale jak ja sie tak wokół siebie rozgladam to widze, ze głównie wzmacnia...wygodne życie faceta w zwiazku i dlatego to co napisała wyżej Jezz do mnie trafia: brać ślub rozwaznie i nie dorabiać do niego niepotrzebnej ideologii: że wymaga poswieceń i wyrzeczeń, bo najczęściej te poświecenia i wyrzeczenia nie dotyczą samego zwiazku, ale głupich i niepotrzebnych ustepstw na rzecz mężczyzny w zwiazku,

wokół mnie dużo jest małżeństw, gdzie umeczone kobiety robia dobra mine do złej gry i poswiecaja masę energii na ułatwianie życia i schodzenie z drogi swojemu mężowi, mało jest wzorów dobrych, mądrych małżeństw, co oczywiście nie oznacza, ze są niemożliwe, na pewno są, ale moim zdaniem pierwszy krok to nie traktować małżeństwa jak świętej krowy, ktorą trzeba chodowac oddając jej ostatnią kromke ze swojego talerza i tylko nie wiadomo po co, małżeństwo to kobieta i mężczyzna - musi byc miejsce na potrzeby, emocje i pragnienia obu stron,

Jestem w związku od 8 lat, a 4 lata po ślubie. Nasz związek od początku był bardzo partnerski i to się nie zmieniło. Nie mamy dzieci i szybko się nie zdecydujemy. Oczywiście zmieniliśmy się przez te lata, ale tylko na lepsze. Nadal świetnie się ze sobą bawimy, szanujemy i jesteśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Co do seksu - jest o wiele lepszy niż kiedyś. Dobrze znamy swoje ciała, nie mamy przed sobą zahamowań, ufamy sobie w 100%. Przez lata wypracowaliśmy pewne zasady wspólnego życia, które świetnie funkcjonują na co dzień, a to sprawia, że wspólne życie jest przyjemne. Oczywiście czasem drzemy koty i kłócimy się, ale zwykle o jakieś pierdoły. Łatwiej nam ustępować i szybciej się godzimy niż kiedyś. Co ciekawe, nadal jesteśmy o siebie zazdrośni, a mój Przemek zawsze celebruje rocznice i moje urodziny, a przy tym ma do mnie więcej cierpliwości;) Przy okazji, podczas urlopu okazało się, że możemy siebie nieraz zaskoczyć i odkryć coś nowego.
Co do zawarcia małżeństwa - nie byłam do niego przekonana, źle mi się kojarzyło. Wzięłam ślub trochę pod presją rodziny, trochę z rozsądku (wspólny kredyt, różne prawa przysługujące małżonkom). Z czasem odkryłam, że dzięki określeniom "mąż" "żona" inni ludzie traktują nas poważniej i to jak dla mnie główna zaleta. Trzeba pamiętać, że ślub nie łączy ludzi na zawsze. Jest możliwość rozwodu, więc nie można żyć w przeświadczeniu, że oto mam papierek więc jestem bezpieczny/bezpieczna. Ja wychodzę z założenia, że życie jest zbyt krótkie by być nieszczęśliwym. Oboje z mężem dbamy o to by uszczęśliwiać się nawzajem. Pamiętamy, że jesteśmy wolnymi ludźmi i jeśli będzie nam źle i będziemy tego chcieli - odejdziemy, niezależnie od wszystkiego.

życie bywa przewrotne: jestem osobą, która nigdy nie planowała "udanego małżeństwa i gromadki dzieci", a tak sie złozyło, ze mi to wszystko całkiem składnie wyszło, za to marzyłam kiedys o wielkiej karierze i na tym polu wciąż tylko się miotam, od jendej pracy do kolejnej, za to mam znajome, ktore "od zawsze" chciały mieć męża i dom, a mają tylko...kariere, może tak jest, że do tego na czym nam "zalezy" podchodzimy zbyt nerwowo i nic z tego nie wychodzi, a to przy czym się tak mocno "nie spinamy" układa sie duzo łatwiej...i bądź tu człowieku mądry;)

Czy to w małżeństwie czy też nie po wielu latach w związku relacje między dwojgiem ludzi muszą się zmienić i nieco ostygnąć. To zupełnie normalne. W pewnym momencie kończy się etap zakochania i pierwotnej namiętności
A co dalej? To tylko zależy od samych małżonków. Myślę jednak że planując małżeństwo warto pomyśleć sobie czy chcę z tą drugą osobą żyć za lat 10 czy 20. Czy będę w stanie czuć do tej osoby szacunek i podziwiać ją w najzwyklejszym szarym życiu czy może będę wyć z rozpaczy do księżyca i wyrywać sobie włosy z głowy.
Z mojego doświadczenia - zbyt duże różnice w charakterach i zainteresowaniach połączone z ekspansywnością obydwu stron praktycznie wykluczaja udane małżeństwo, ale to pewno zwykła statystyka a ludzie przecież czasem się zmieniaja... uniwersalnej reguły nie ma.

wiele małżeństw popełnia ten sam błąd: na początku traktują sferę seksualną jako coś co samo się ułoży, nie dbają o to, nie troszczą się o swoje potrzeby seksualne, a potem się dziwią, że nie mają już ochoty chodzić ze sobą do łóżka, że "namiętność, gdzieś znikła", od początku bawmy się seksem, sobą, swoimi ciałami, rozmowami na temat seksu, szukaniem pomysłów na seks, wtedy nie znudzimy się sobą i będzie nam ze soba dobrze i ciekawie nawet i po 30 latach:)

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij