poniedziałek, 26 czerwca 2017
postów: 57

"JAK ODEJŚĆ ZE ZWIĄZKU?"



Zapewne wiele osób było, jest lub będzie w podobnej sytuacji życiowej; jestem w związku już prawie 2 lata, ale nie układa się nam dobrze, w zasadzie po słowach jego krytyki mojej osoby nie wnioskuję, że będzie lepiej, skoro w momentach spięć mówi mi "spakuj się, szukaj szczęścia gdzie indziej, skoro źle Ci ze mną"; nie wiem, jak mam nabrać sił, psychicznych i fizycznych, aby stawić czoła tej sytuacji; brak mi odwagi, boję się zostać sama, mam 29 lat, musiałabym zamieszkać zupełnie sama; jestem słaba i się boję, że już nikogo nie spotkam, a Ci, co mnie kiedyś kochali, odeszli z innymi żonami. I już nikt na mnie nie czeka, mam tylko jego, ale czy warto w tym trwać.. czasem chcę, bardzo mocno, wręcz płaczę z rozpaczy, że go mam, ale z drugiej strony płaczę, bo nie jest dobrze...

Wioletta


Skoro twój chłopak mówi do ciebie "że jeśli ci się nie podoba, to droga wolna", to mogę ci napisać na ten temat tylko jedno, że on się nie zmieni. Wiem z doświadczenia, że takie teksty od bliskiej ci osoby bardzo ranią. Zatem jeśli już teraz zwraca się do ciebie w ten sposób, to jest znak, że to nie ten. Sygnalizuje ci w ten sposób, że nie ma zamiaru dla ciebie się zmieniać. A związek polega na rozmowie, kompromisach i obupulnych ustępstwach. Jeśli chodzi o twój wiek, śmiać mi się chciało, bo zrozumiałam, że uważasz że jesteś już za stara na zmiany. A to jest właśnie ten wiek, jesteś bardzo młodziutka. Ja mam 27 lat, właśnie rozstałam się z toksycznym facetem i nie dawno poznałam miłość mojego życia, który kiedy są problemy, siada ze mną i rozmawia, a nie stwierdza, że jeśli mi się nie podoba, to mogę wyjść:) Mówię ci nie trać czasu, zostaw to co nie ma przyszłości, przyszłości w której ty jesteś szczęsliwą kobietą.

pozdrawiam cieplutko
marzena

ojciec jelonka Babmi w bajce, którą czytam właśnie mojej córce mówi: Odwaga polega na tym, że boisz się, ale pomimo tego i tak to robisz." Bać się to jedna rzecz, a dać sie ograniczać strachowi ( w twoim wypadku: przed zmianą, przed samotnościa, przed niepewnością, kogo spotkasz na swojej drodze ) to dwie różne rzeczy, bój się, ale zrób to co trzeba, sama czujesz, że to nie ma sensu, odwaga opłaca się, będę czekała na twój wpis, że juz po wszystkim i jak sobie świetnie bez niego radzisz.

Marzena ma rację - jeśli on się teraz tak zachowuje to masz gwarancję, że potem będzie tylko gorzej. I to prawda, że prawdziwy związek to dążenie do kompromisu z obu stron, a nie ciągłe ustępstwa jednej strony. Oczywiście możesz tak przeżyć całe życie - znam wiele osób, głównie kobiet, które do starości zawsze ustępowały, "bo on(ona) już taki jest". Można, tylko po co? Drugiego życia mieć raczej nie będziesz, więc może przeżyj je dla siebie, a nie kogoś, dla kogo nie jesteś najważniejsza?

serdecznie pozdrawiam
piotr

Moi Drodzy,

Dziękuję za wszystkie wypowiedzi; miotam się, na początku naszej znajomości było cudownie, był kochany, myślał o mnie na każdym kroku, pojąć nie mogę, dlaczego teraz jest tak inaczej; mówi, że w dużej mierze "to moja wina", bo jak ktoś z moich znajomych źle go ocenia, a ja o tym wspomnę, to właśnie wówczas unosi się gniewem, i mówi: idź do innego, skoro tak wszyscy Ci radzą. Jestem w ogromnej rozpaczy..
Wioletta

Na początku jest zawsze super, potem dalsze wspólne życie weryfikuje, jak jest naprawdę. Nie daj się szantażować w taki sposób, on nie jest jedynym mężczyzną na świecie, a Ty jesteś młoda i na pewno sobie wszystko ułożysz. Boisz się od niego odejść, bo nie chcesz samotności. Pomyśl sobie, jak będziesz się z tym czuła za jakiś czas, za rok czy dwa. Jeśli z nim zostaniesz, to nadal będziesz nieszczęśliwa, zakładam, że próbowałaś już wielu sposobów, by poprawić sytuację związku, więc wiesz już, że niewiele zmienisz. Czasem samotność jest lepsza niż zły związek, można nabrać dystansu, otworzyć się na nowe znajomości, może nawet nowy związek. Nie chcę nikogo namawiać na rozstawanie się przy byle problemie, ale jeśli jesteś nieszczęśliwa, to nie ma co tego ciągnąć na siłę. Znajdź sobie jakieś dodatkowe zajęcie poza pracą, żeby jak najmniej czasu spędzać samotnie, zapisz się np. na jakiś język, tańce, śpiewy, fitness, co tam chcesz - nie będziesz smutna, poznasz nowych ludzi, zajmiesz się swoją pasją - same plusy!
Życie jest za krótkie, żeby zamartwiać się nieudanym związkiem (ani w nim maltretować). Głowa do góry, będzie dobrze! (Jeśli Cię to pocieszy, to też miałam podobny dylemat, czy się rozstać, czy nie, co prawda z innych przyczyn, ale też mnie to męczyło. Zdecydowałam się odejść. Przez pewien czas było mi bardzo źle, smutno bez niego, ale teraz wiem, że to była dobra decyzja. To nigdy nie jest łatwa decyzja, ale jak już ją podejmiesz, powinnaś poczuć ulgę)
Pozdrawiam
Ania

Hej, w tym roku skończyłam 30 lat, a zaraz po tym się rozwiodłam. Byłam mężatką 10 lat, a 12 lat w związku z tym samym facetem. Na końcu naszego wspólnego życia nasze kłótnie tez tak wyglądały, że on mi mówił, że jak mi się nie podoba to mam wypier.... no i w końcu to zrobiłam. On był w pracy ja się spakowałam i przeprowadziłam do dzień wcześniej wynajętego mieszkania. Zaplanowałam sobie już wszystko, jemu zostawiłam tylko kartkę, żeby mnie nie szukał i nie dzwonił. Po jakimś miesiącu się odezwał i oczywiście chciał żebym wróciła i pewnie tak by się stało gdybym była sama. 27 kwietnia tego roku się wyprowadziłam, w październiku skończyłam 30 lat, a 19 listopada już byłam rozwiedziona (dodam, że on wystąpił o rozwód). Myślę, że oboje się wypaliliśmy. Najważniejsze jest to aby mieć kogoś kto Cię będzie wspierał i musisz sobie postawić cel dla którego warto żyć, naucz się czerpać radość z życia, a nie opierać swojego losu na obcych mężczyznach :) Pozdrawiam

"JAK ODEJŚĆ ZE ZWIĄZKU?" Normalnie . Pakujesz walizkę i zostawiasz kartkę " żegnaj palancie" ...
Mnie osobiście honor by nie pozwolił aby w takim związku tkwić. Honor to jedyny argument jaki powinien do Ciebie przemawiać. Będziesz to słyszeć za każdym razem przy kłótni . A wiesz dlaczego? bo nie miałas odwagi odejść za pierwszym razem gdy usłyszałaś takie słowa. To jest ewidentny brak szacunku z jego strony.Jestem mężatką prawie 16 lat. Kiedys mój mąż też próbował takich zagrywek. I znalazłam sobie "lepszego" faceta. Potem błagał mnie bym go nie zostawiała. Było to 5 lat temu. Zostałam , wybaczyłam. Musiałam sprawdzić czy to coś zmieni. I teraz jest normalnie , tak jak powinno być w zwiazku. Już nie mówi ,ze mam szukać lepszego od niego. Bo wie ,ze to zrobię , choć teraz to byłoby już tylko i wylącznie na złość jemu. Dodam tylko ,ze nie planuję zmieniać partnera i nie interesują mnie przelotne związki. Musiałam mu utrzeć nosa i zobaczyc ile dla niego znaczę. U mnie to się sprawdziło. Taki mam charakter. Nawet w nocy potrafiłabym go zostawić i pokazać ,ze mam swój honor....Zacznij działać i weź swój los we własne ręce !!!

ja uważam, że to nie jest mądre podejście, żeby od razu trzaskać drzwiami, kiedy facet palnie coś głupiego, czy nawet okrutnego, ale na pewno trzeba odróżnić dawanie facetowi szansy, od dawania jej po raz setny, nie ma się co oszukiwać - faceci się nie zmieniają, jeśli na początku związku nie okazuje troski i szacunku, to potem będzie już tylko gorzej, strach przed samotnoscią często trzyma nas mądre kobiety, przy kiepściutkich facetach, ale ze strachem często tak bywa, że ma wielkie oczy, a jak się zrobi to czego się tak bardzo bałysmy to oakzuje się, że dało sie i życiue toczy się dalej, z ta jedna różnica, że nam w tym życiu jest lepiej...

nie od razu trzaskać drzwiami, a co wobec tego i do jakiego momentu?

Wina przeważnie leży po środku. Czasem warto posłuchać krytyki ze strony najbliższych i zastanowić się nad sobą... Lepsza krytyka niż fałszywe słodzenie lub obojętność.

gość napisała:

Wina przeważnie leży po środku. Czasem warto posłuchać krytyki ze strony najbliższych i zastanowić się nad sobą... Lepsza krytyka niż fałszywe słodzenie lub obojętność.

mówi to mężczyzna czy kobieta? :)

gość napisała:

gość napisała:

Wina przeważnie leży po środku. Czasem warto posłuchać krytyki ze strony najbliższych i zastanowić się nad sobą... Lepsza krytyka niż fałszywe słodzenie lub obojętność.

mówi to mężczyzna czy kobieta? :)

A czy to istotne? No pewnie gdybym była facetem to zostalabym zjebana równo... Jestem kobietą i mowię to z własnego doświadczenia, bo sama długo uważałam, ze facet mnie niesłusznie krytykuje i to on jest winny.

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

Wina przeważnie leży po środku. Czasem warto posłuchać krytyki ze strony najbliższych i zastanowić się nad sobą... Lepsza krytyka niż fałszywe słodzenie lub obojętność.

mówi to mężczyzna czy kobieta? :)

A czy to istotne? No pewnie gdybym była facetem to zostalabym zjebana równo... Jestem kobietą i mowię to z własnego doświadczenia, bo sama długo uważałam, ze facet mnie niesłusznie krytykuje i to on jest winny.

a jak było? to bardzo ciekawe, co mówisz, opowiesz więcej?

Nie szukaj winy u siebie, jeżeli on jest trochę agresywny i wścieka się to znaczy, że ma problemy ze sobą, moze to być obawa przed odpowiedzialnoscią, kompleksy na punkcie męskości, zazdrość iż jakiś inny może być lepszy ode mnie. Jeśli czujesz się źle w tym związku to powinnaś odejść od niego, a obawa, że nie znajdziesz nikogo jest bzdurna i bezpodstawna, jak ktoś Ci się spodoba i jest wolny to poluj na niego śmiało, my faceci lubimy być uwodzeni. kobieta która uwodzi czyli zwraca na nas uwagę, napewno jest bardziej szanowana. Mnie kiedyś uwiodła koleżanka ze studiów patrząc mi się zawsze głęboko w oczy, po kilku minutach mógłym jej powiedzieć, że jestem jej, wcale nie miała urody modelki, była puszystą kobietą, a ja zwariowałem na jej punkcie dosłownie. Zawsze mogła liczyć na miłe słowo, kwiatek kochałem sprawić jej przyjemność, także w łóżku mogła mnie wykorzystać wyrzucić za drzwi a ja kochałbym ją za to.

singiel napisała:

Nie szukaj winy u siebie, jeżeli on jest trochę agresywny i wścieka się to znaczy, że ma problemy ze sobą, moze to być obawa przed odpowiedzialnoscią, kompleksy na punkcie męskości, zazdrość iż jakiś inny może być lepszy ode mnie. Jeśli czujesz się źle w tym związku to powinnaś odejść od niego, a obawa, że nie znajdziesz nikogo jest bzdurna i bezpodstawna, jak ktoś Ci się spodoba i jest wolny to poluj na niego śmiało, my faceci lubimy być uwodzeni. kobieta która uwodzi czyli zwraca na nas uwagę, napewno jest bardziej szanowana. Mnie kiedyś uwiodła koleżanka ze studiów patrząc mi się zawsze głęboko w oczy, po kilku minutach mógłym jej powiedzieć, że jestem jej, wcale nie miała urody modelki, była puszystą kobietą, a ja zwariowałem na jej punkcie dosłownie. Zawsze mogła liczyć na miłe słowo, kwiatek kochałem sprawić jej przyjemność, także w łóżku mogła mnie wykorzystać wyrzucić za drzwi a ja kochałbym ją za to.

już z nią nie jesteś jak mniemam..

Mam pytanie masz dzieci? Ja tez byłam taka mądra do puki młody się nie urodził. Wcześniej dyktowałam warunki byłym facetom i chyba los mnie pokarał, bo wyszłam za mąż za tego co za mną nie biegał ( w przeciwieństwie do reszty) i słyszę to samo " jak ci się nie podoba to się pakuj" brakuje mi jeszcze odwagi bo dla niego przeprowadziłam się 300km, gdyby to było w moim mieście to już dawno bym go zostawia, z drugiej strony to tylko kolejna wymówka bo mam rodziców, są gotowi w nocy po nas przyjechać. Zresztą rodzice sami mówią ze to tylko kwestia czasu jak go zostawię, tylko pytają ile jeszcze zniosę. czasami się pytam samej siebie gdzie moja duma i honor. Maz próbuje mnie tresować tak jak jemu pasuje. Jak mam się ubierać i zawsze poucza co mam mówić lub jak się zachowywać w śród gości czy znajomych tak jak by się mnie wstydził. Wszystko muszę wywalczy wykłócić, nie ma czegoś takiego żeby siąść i porozmawiać o problemach. Auto kupował z ojcem ja je zobaczyłam dopiero po kupnie pod domem, zresztą ojciec ma większy autorytet niż ja zona. O tym ze mi da poprowadzić swoje auto to mogę zapomnieć. On ma auto za 60 tys, ja za 10 tys na które mi dali moi rodzice i ostatnio zrobił mega awanturę bo mi musiał do opon dołoży 400zl. Najlepiej mieć, darmowa kucharkę, sprzątaczkę, kochankę co rozłożyć nogi kiedy trzeba, tylko bron boże żeby go to coś dodatkowo kosztowało bo jak to u joł " od tego się zaczyna dzisiaj 400 jutro więcej". Nawet w takich sytuacjach nie mogę na niego liczyć jest mega egoista. wiem ze cokolwiek się wydąży np. rozbije auto swoje to mogę zapomnieć ze mi da na naprawę, w sumie to mi da bo mu awanturę zrobię ale tak ma wyglądać życie moje ze się wykłócam o wszystko?? sama siebie nie poznaje bo zawsze należałam do tych dziewczyn co radziły przyjaciółkom co maja robić w swoich związkach a sam sobie z tym nie radze,

gość napisała:

Mam pytanie masz dzieci? Ja tez byłam taka mądra do puki młody się nie urodził. Wcześniej dyktowałam warunki byłym facetom i chyba los mnie pokarał, bo wyszłam za mąż za tego co za mną nie biegał ( w przeciwieństwie do reszty) i słyszę to samo " jak ci się nie podoba to się pakuj" brakuje mi jeszcze odwagi bo dla niego przeprowadziłam się 300km, gdyby to było w moim mieście to już dawno bym go zostawia, z drugiej strony to tylko kolejna wymówka bo mam rodziców, są gotowi w nocy po nas przyjechać. Zresztą rodzice sami mówią ze to tylko kwestia czasu jak go zostawię, tylko pytają ile jeszcze zniosę. czasami się pytam samej siebie gdzie moja duma i honor. Maz próbuje mnie tresować tak jak jemu pasuje. Jak mam się ubierać i zawsze poucza co mam mówić lub jak się zachowywać w śród gości czy znajomych tak jak by się mnie wstydził. Wszystko muszę wywalczy wykłócić, nie ma czegoś takiego żeby siąść i porozmawiać o problemach. Auto kupował z ojcem ja je zobaczyłam dopiero po kupnie pod domem, zresztą ojciec ma większy autorytet niż ja zona. O tym ze mi da poprowadzić swoje auto to mogę zapomnieć. On ma auto za 60 tys, ja za 10 tys na które mi dali moi rodzice i ostatnio zrobił mega awanturę bo mi musiał do opon dołoży 400zl. Najlepiej mieć, darmowa kucharkę, sprzątaczkę, kochankę co rozłożyć nogi kiedy trzeba, tylko bron boże żeby go to coś dodatkowo kosztowało bo jak to u joł " od tego się zaczyna dzisiaj 400 jutro więcej". Nawet w takich sytuacjach nie mogę na niego liczyć jest mega egoista. wiem ze cokolwiek się wydąży np. rozbije auto swoje to mogę zapomnieć ze mi da na naprawę, w sumie to mi da bo mu awanturę zrobię ale tak ma wyglądać życie moje ze się wykłócam o wszystko?? sama siebie nie poznaje bo zawsze należałam do tych dziewczyn co radziły przyjaciółkom co maja robić w swoich związkach a sam sobie z tym nie radze,

strasznie,ale bardzo podobnie jak u mnie z tą różnicą, że nie mam dzieci, kurde, mi też trzeba o wszystko prosić, pouczać, a potem mówi, że ja NARZEKAM kiedy ja chcę ROZMAWIAĆ także fatalnie.. i też doradzałam, i też miałam facetów, którzy za mną biegali, chcieli się zaręczyć, a teraz oni mają swoje żony a ja mam terrorystę psychicznego, który zmienił się o 180 stopni albo zawsze taki był, charakteru nie zmienisz, jak ktoś jest prostakiem i egoistą to w wieku 90 lat dalej nim będzie

miałam podobny problem do Twojego, podobne lata i strach, że zostanę sama, nawet nie wiem kiedy "uzależniłam się" od faceta, znajomym powtarzałam, że jestem za słaba, by odejść, a po drugie on wcale nie jest taki zły, bo mnie nie bije i nie pije :/ ale z każdym dniem stawał się coraz bardziej opryskliwy w stosunku do mojej osoby, czułam, że go drażnię, ale z drugiej strony było mu dobrze ze mną, bo wszystko miał postawione przed nosem a ja mu nadskakiwałam, potem było jeszcze gorzej i coraz mniej mnie szanował, przestał wracać do domu na noc i po kilku miesiącach dowiedziałam się, że ma inną, oczywiście o jego nowej pannie wiedzieli wszyscy oprócz mnie, poczułam się poniżona na wszystkie sposoby, ale najgorsze było to, że nadal się go kurczowo trzymałam, na taki upadek nie mogła już patrzeć moja przyjaciółka, która jako jedyna wyciągnęła do mnie rękę, zaciągnęła mnie prawie siłą do terapeutki i klapki oraz strach powoli zaczęły mi spadać z oczu, pani Izabela Boryczka z poradni Alter Ego bardzo mi pomogła, zostawiłam go w końcu, z tego co wiem nie układa mu się z nową panną, ja mieszkam sama, chodzę jeszcze na terapię, ale wiem, że jestem wartościową osobą i jeśli ktoś się ze mną zwiąże to będzie szczęściarzem :) na razie cieszę się czasem z przyjaciółmi i oddaje się różnym pasją

gość napisała:

miałam podobny problem do Twojego, podobne lata i strach, że zostanę sama, nawet nie wiem kiedy "uzależniłam się" od faceta, znajomym powtarzałam, że jestem za słaba, by odejść, a po drugie on wcale nie jest taki zły, bo mnie nie bije i nie pije :/ ale z każdym dniem stawał się coraz bardziej opryskliwy w stosunku do mojej osoby, czułam, że go drażnię, ale z drugiej strony było mu dobrze ze mną, bo wszystko miał postawione przed nosem a ja mu nadskakiwałam, potem było jeszcze gorzej i coraz mniej mnie szanował, przestał wracać do domu na noc i po kilku miesiącach dowiedziałam się, że ma inną, oczywiście o jego nowej pannie wiedzieli wszyscy oprócz mnie, poczułam się poniżona na wszystkie sposoby, ale najgorsze było to, że nadal się go kurczowo trzymałam, na taki upadek nie mogła już patrzeć moja przyjaciółka, która jako jedyna wyciągnęła do mnie rękę, zaciągnęła mnie prawie siłą do terapeutki i klapki oraz strach powoli zaczęły mi spadać z oczu, pani Izabela Boryczka z poradni Alter Ego bardzo mi pomogła, zostawiłam go w końcu, z tego co wiem nie układa mu się z nową panną, ja mieszkam sama, chodzę jeszcze na terapię, ale wiem, że jestem wartościową osobą i jeśli ktoś się ze mną zwiąże to będzie szczęściarzem :) na razie cieszę się czasem z przyjaciółmi i oddaje się różnym pasją

Gratulacje, Dziewczyna na medal.

gość napisała:

miałam podobny problem do Twojego, podobne lata i strach, że zostanę sama, nawet nie wiem kiedy "uzależniłam się" od faceta, znajomym powtarzałam, że jestem za słaba, by odejść, a po drugie on wcale nie jest taki zły, bo mnie nie bije i nie pije :/ ale z każdym dniem stawał się coraz bardziej opryskliwy w stosunku do mojej osoby, czułam, że go drażnię, ale z drugiej strony było mu dobrze ze mną, bo wszystko miał postawione przed nosem a ja mu nadskakiwałam, potem było jeszcze gorzej i coraz mniej mnie szanował, przestał wracać do domu na noc i po kilku miesiącach dowiedziałam się, że ma inną, oczywiście o jego nowej pannie wiedzieli wszyscy oprócz mnie, poczułam się poniżona na wszystkie sposoby, ale najgorsze było to, że nadal się go kurczowo trzymałam, na taki upadek nie mogła już patrzeć moja przyjaciółka, która jako jedyna wyciągnęła do mnie rękę, zaciągnęła mnie prawie siłą do terapeutki i klapki oraz strach powoli zaczęły mi spadać z oczu, pani Izabela Boryczka z poradni Alter Ego bardzo mi pomogła, zostawiłam go w końcu, z tego co wiem nie układa mu się z nową panną, ja mieszkam sama, chodzę jeszcze na terapię, ale wiem, że jestem wartościową osobą i jeśli ktoś się ze mną zwiąże to będzie szczęściarzem :) na razie cieszę się czasem z przyjaciółmi i oddaje się różnym pasją

Gratulacje! Ja jestem z mężczyzną, który również był kochany, romantyczny, itd. Po roku związku (aktualnie jesteśmy ze sobą 2 lata) zaczął kłócić się ze mną o to, jaka byłam, zanim go poznałam. Nie ma co ukrywać, miałam mnóstwo facetów, brak poważnego podejścia do związku, ale wszystko zmieniło się, gdy go poznałam. Jednak on wciąż wraca do tamtego okresu mojego życia, nie rozumiejąc, że to nie jest nic dobrego. Kiedy się kłócimy, często mówi "Pewnie masz innego", "spotykasz się z kimś", "chcesz sobie znaleźć lepszego"... Czasami zastanawiam się, czy może faktycznie nie powinnam. Aktualnie jesteśmy zaręczeni, facet oświadczył mi się, kiedy powiedziałam mu w kłótni, że odejdę, jak tak dalej będzie męczył mnie psychicznie. I wtedy bach! Pierścionek. Kłótnie są mniejsze, ale ich treść jest ta sama... Cholernie męcząca sprawa. Chyba też muszę iść do terapeuty, bo sama sobie nie poradzę. Nie wiem, co robić, w jakim kierunku zmierza to wszystko, czasem zwyczajnie jestem zagubiona.

gość napisała:

gość napisała:

miałam podobny problem do Twojego, podobne lata i strach, że zostanę sama, nawet nie wiem kiedy "uzależniłam się" od faceta, znajomym powtarzałam, że jestem za słaba, by odejść, a po drugie on wcale nie jest taki zły, bo mnie nie bije i nie pije :/ ale z każdym dniem stawał się coraz bardziej opryskliwy w stosunku do mojej osoby, czułam, że go drażnię, ale z drugiej strony było mu dobrze ze mną, bo wszystko miał postawione przed nosem a ja mu nadskakiwałam, potem było jeszcze gorzej i coraz mniej mnie szanował, przestał wracać do domu na noc i po kilku miesiącach dowiedziałam się, że ma inną, oczywiście o jego nowej pannie wiedzieli wszyscy oprócz mnie, poczułam się poniżona na wszystkie sposoby, ale najgorsze było to, że nadal się go kurczowo trzymałam, na taki upadek nie mogła już patrzeć moja przyjaciółka, która jako jedyna wyciągnęła do mnie rękę, zaciągnęła mnie prawie siłą do terapeutki i klapki oraz strach powoli zaczęły mi spadać z oczu, pani Izabela Boryczka z poradni Alter Ego bardzo mi pomogła, zostawiłam go w końcu, z tego co wiem nie układa mu się z nową panną, ja mieszkam sama, chodzę jeszcze na terapię, ale wiem, że jestem wartościową osobą i jeśli ktoś się ze mną zwiąże to będzie szczęściarzem :) na razie cieszę się czasem z przyjaciółmi i oddaje się różnym pasją

Gratulacje! Ja jestem z mężczyzną, który również był kochany, romantyczny, itd. Po roku związku (aktualnie jesteśmy ze sobą 2 lata) zaczął kłócić się ze mną o to, jaka byłam, zanim go poznałam. Nie ma co ukrywać, miałam mnóstwo facetów, brak poważnego podejścia do związku, ale wszystko zmieniło się, gdy go poznałam. Jednak on wciąż wraca do tamtego okresu mojego życia, nie rozumiejąc, że to nie jest nic dobrego. Kiedy się kłócimy, często mówi "Pewnie masz innego", "spotykasz się z kimś", "chcesz sobie znaleźć lepszego"... Czasami zastanawiam się, czy może faktycznie nie powinnam. Aktualnie jesteśmy zaręczeni, facet oświadczył mi się, kiedy powiedziałam mu w kłótni, że odejdę, jak tak dalej będzie męczył mnie psychicznie. I wtedy bach! Pierścionek. Kłótnie są mniejsze, ale ich treść jest ta sama... Cholernie męcząca sprawa. Chyba też muszę iść do terapeuty, bo sama sobie nie poradzę. Nie wiem, co robić, w jakim kierunku zmierza to wszystko, czasem zwyczajnie jestem zagubiona.

Powinnaś od niego odejść na dobre, na jakiś czas, i zobaczyć, jak zareaguje. Tylko to Ci zostało.

jeśli jest ci nie dobrze w tym związku, trzeba odejść, tak będzie lepiej dla niego i dla ciebie.

wrociłam... po smsach z błaganiem, postanowieniem poprawy, i wszystko inne.. wczoraj po kłótni gdzie użyłam rekoczynów (uderzyłam w głowe) bo sie uniosłam, usłyszałam od niego, ze moge sie pakowac, skoro mu nie odpowiadam i jest taki beznadziejny... znowu to samo

Jak czytam, że ktoś ma 29 lat, nie ma dzieci i się boi odejść z niedobrego związku - to nie wiem, czy się śmiać czy płakać. Posłuchaj - ja mam 43 lata, niepełnosprawne dziecko i nie mam pracy, a odeszłam od męża, który mną pomiatał. Tak "po prostu" się rozwiodłam i wyprowadziłam. Zostawiłam mu dom, samochód, meble, ogród, wszystko... Zabrałam dziecko i odeszłam .... do siebie! Jestem bankrutem, który odzyskał WOLNOŚĆ i szacunek do samej siebie. I nie zamieniłabym tej sytuacji, choć czasem w nocy spać nie mogę i myślę z czego zapłacę rachunki (wciąż nie mam stałej pracy). Co więcej - zaczynam umawiać się na randki, mam spore "branie" i ciągle nadzieję, że spotkam tego właściwego. Masz 29 lat, żadnych zobowiązań i się boisz odejść od człowieka, który Cię nie kocha i nie szanuje? ? Dla mnie to znaczy, że jesteś jeszcze niedojrzałym dzieckiem. Albo klasyczne uzależnienie ofiary od kata. Może powinnaś iść na terapię?

gość napisała:

Jak czytam, że ktoś ma 29 lat, nie ma dzieci i się boi odejść z niedobrego związku - to nie wiem, czy się śmiać czy płakać. Posłuchaj - ja mam 43 lata, niepełnosprawne dziecko i nie mam pracy, a odeszłam od męża, który mną pomiatał. Tak "po prostu" się rozwiodłam i wyprowadziłam. Zostawiłam mu dom, samochód, meble, ogród, wszystko... Zabrałam dziecko i odeszłam .... do siebie! Jestem bankrutem, który odzyskał WOLNOŚĆ i szacunek do samej siebie. I nie zamieniłabym tej sytuacji, choć czasem w nocy spać nie mogę i myślę z czego zapłacę rachunki (wciąż nie mam stałej pracy). Co więcej - zaczynam umawiać się na randki, mam spore "branie" i ciągle nadzieję, że spotkam tego właściwego. Masz 29 lat, żadnych zobowiązań i się boisz odejść od człowieka, który Cię nie kocha i nie szanuje? ? Dla mnie to znaczy, że jesteś jeszcze niedojrzałym dzieckiem. Albo klasyczne uzależnienie ofiary od kata. Może powinnaś iść na terapię?

Bardzo Ci dziękuję za mądry i życiowy komentarz, dał do myślenia. Raz mówi, że kocha, a raz zachowuje się w sposób który w moim odczuciu, podkreślam, jest tego jakimś zaprzeczeniem. Po 2 latach usłyszałam, że wcześniej byłam taka sobie, teraz jestem "lepsza" bo się zmieniłam wskutek bycia z nim (takie rzeczy wychodzą co jakiś czas, tzn, słyszę po długim czasie wersję nr 2 jakiejś sytuacji), albo, że kiedyś byłam namiętna a teraz słabo.. jestem mądrą, porządną dziewczyną, ale czasem na takie teksty brak mi sił, nie mówię, że ja mam 100% racji ani że on ma 100% racji, ale to rani.

ja też mam 29 lat i odeszłam niedawno od człowieka, który nie miał do mnie szacunku... Odeszłam, mimo, że jest mi ciężko i boję się, że do końca życia będę już sama i że być może on był moją ostatnią szansą na dziecko...

rozumiem, że boisz się odejść, bo wiem jak w naszym wieku ciężko jest poznać kogoś normalnego.. Mimo tego, że jestem atrakcyjna osobą i przyciągam mężczyzn, to widzę, że po prostu już nie ma w czym wybierać. Taka jest niestety smutna prawda. Wszyscy 30stoletni dawno zajęci,a Ci którzy zostali... albo przesadnie nieatrakcyjni, albo inne wady, typu: brak jaj, zbytni introwertyzm, snobizm, niedojrzałość, preferencje co do luźnych związków...

Też chcę myśleć że wszystko przede mną, ale naprawdę ciężko w to uwierzyć, nawet w wielkim mieście..

gość napisała:

rozumiem, że boisz się odejść, bo wiem jak w naszym wieku ciężko jest poznać kogoś normalnego.. Mimo tego, że jestem atrakcyjna osobą i przyciągam mężczyzn, to widzę, że po prostu już nie ma w czym wybierać. Taka jest niestety smutna prawda. Wszyscy 30stoletni dawno zajęci,a Ci którzy zostali... albo przesadnie nieatrakcyjni, albo inne wady, typu: brak jaj, zbytni introwertyzm, snobizm, niedojrzałość, preferencje co do luźnych związków...

Też chcę myśleć że wszystko przede mną, ale naprawdę ciężko w to uwierzyć, nawet w wielkim mieście..

już lepiej być samemu, niż tkwić w nieszczęściu

a co powiecie na mężczyznę, który bardzo kocha - tego akurat jestem pewna, ale obarcza mnie troską o siebie. dziś powiedział, że jak dalej będziemy się kłócić (z powodu braku seksu, bo on nie chciał znów) to on zwariuje i wyskoczy przez okno (5 piętro). teraz wyszedł z mieszkania i nie wiem gdzie jest. ostatnio wyszedł, bo jak stwierdził, nosi go i nie wie co się z nim dzieje, i wrócił na drugi dzień rano (nie wiem o której bo wyszłam do pracy). mam krnąbrny charakter i żyję w przekonaniu że on ze mną nie jest szczęśliwy, ale to, że znika, że wychodzi bez słowa i nie wiem kiedy wróci, że nie chce nigdy rozmawiać, że unika seksu, czy to moja wina? mam 28 lat i marzę o własnym mieszkaniu i dziecku, a on jest 10 lat starszy i nie pali się do tego (największe kłótnie były o to, że chciałabym wziąć ślub). Kocham go, ale nie jestem głupia i wiem, że będę w stanie kiedyś pokochać też inną osobę. mężczyźni mnie lubią, więc nie zostanę starą panną. mój problem jednak polega na tym, że z jakiejś strony morale i zaangażowanie nie pozwalają mi na opuszczenie go. może religia, może to że moja rodzina go lubi, może to, że wiem, że byłby fajnym tatą, albo to, że boję się, że beze mnie coś mu się stanie? nie umiem odejść. chciałabym myśleć o tym jak dać na imię dziecku i jak będzie wyglądała moja sukienka ślubna, a myślę o tym czemu on znów nie chciał seksu i gdzie on jest, bo minęła pierwsza w nocy w wyszedł nagle bez słowa... czasem mam już zły humor w windzie gdy myślę o tym że wrócę i on będzie w domu, bo on jest zawsze taki przygnębiony, że się nakręcam i na myśl o nim jest mi smutno. a mimo to go kocham, boję się, że beze mnie będzie mu źle i odchodząc go zniszczę - kiedyś się rozstaliśmy i bardzo źle to przeżył, więc wiem czego mogę się spodziewać. no to się wygadałam...

gość napisała:

a co powiecie na mężczyznę, który bardzo kocha - tego akurat jestem pewna, ale obarcza mnie troską o siebie. dziś powiedział, że jak dalej będziemy się kłócić (z powodu braku seksu, bo on nie chciał znów) to on zwariuje i wyskoczy przez okno (5 piętro). teraz wyszedł z mieszkania i nie wiem gdzie jest. ostatnio wyszedł, bo jak stwierdził, nosi go i nie wie co się z nim dzieje, i wrócił na drugi dzień rano (nie wiem o której bo wyszłam do pracy). mam krnąbrny charakter i żyję w przekonaniu że on ze mną nie jest szczęśliwy, ale to, że znika, że wychodzi bez słowa i nie wiem kiedy wróci, że nie chce nigdy rozmawiać, że unika seksu, czy to moja wina? mam 28 lat i marzę o własnym mieszkaniu i dziecku, a on jest 10 lat starszy i nie pali się do tego (największe kłótnie były o to, że chciałabym wziąć ślub). Kocham go, ale nie jestem głupia i wiem, że będę w stanie kiedyś pokochać też inną osobę. mężczyźni mnie lubią, więc nie zostanę starą panną. mój problem jednak polega na tym, że z jakiejś strony morale i zaangażowanie nie pozwalają mi na opuszczenie go. może religia, może to że moja rodzina go lubi, może to, że wiem, że byłby fajnym tatą, albo to, że boję się, że beze mnie coś mu się stanie? nie umiem odejść. chciałabym myśleć o tym jak dać na imię dziecku i jak będzie wyglądała moja sukienka ślubna, a myślę o tym czemu on znów nie chciał seksu i gdzie on jest, bo minęła pierwsza w nocy w wyszedł nagle bez słowa... czasem mam już zły humor w windzie gdy myślę o tym że wrócę i on będzie w domu, bo on jest zawsze taki przygnębiony, że się nakręcam i na myśl o nim jest mi smutno. a mimo to go kocham, boję się, że beze mnie będzie mu źle i odchodząc go zniszczę - kiedyś się rozstaliśmy i bardzo źle to przeżył, więc wiem czego mogę się spodziewać. no to się wygadałam...

OK, powiem jak kobieta, która ma też 28lat i swoje przeszła, humory faceta, krytykę etc nigdy nie czepiałam się szczegółów, noce powroty i nerwy w nocy, gdzie jest, też przeszłam. opuściłam go, i nagle.. było mi lżej, życie wróciło do dawnego biegu, choć na początku była rozpacz, bo kazał mi się pakować, skoro etc etc przeszło mi po 4, może 5 dniach. także, nie mów, co się z nim stanie, myśl o sobie. zachorujesz, trwale, nie wiem, kalectwo, to myślisz, że taki typ przy Tobie będzie? a czy kocha? proszę Cię... mówisz, że kocha, ale czynami się miłość udowadnia, nie słowami, jak ktoś kocha, nie zachowuje się w ten sposób. pomyśl jak przyszła matka, kochasz dziecko, to pozwalasz mu cierpieć? nie obchodzi Cię jego los? no przecież nie. Myślę, że skoro masz powodzenie, trafisz na lepszy egzemplarz, a poza tym, on nie ma ochoty na zbliżenia, podejrzane.. generalnie słabo to wygląda, podobnie jak 3/4 dzisiejszych związków. utrzymywanie trupa przy życiu. sorry za bezpośredność, chcę Ci pomóc, ja mam to już za sobą.

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

gość napisała:

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

jeśli powiedział do Ciebie "spierdalaj" to jest to oczywiste, że potraktował Cię jak szmatę. Daj sobie spokój, to już jest ponad wszystko, to jest już limit przekroczony ponad normę. Trudno, będziesz sama, ale z szacunkiem i pokorą do siebie i życia, nie trać czasu na palanta, prostaka i chama. na co Ty jeszcze czekasz??!

gość napisała:

gość napisała:

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

jeśli powiedział do Ciebie "spierdalaj" to jest to oczywiste, że potraktował Cię jak szmatę. Daj sobie spokój, to już jest ponad wszystko, to jest już limit przekroczony ponad normę. Trudno, będziesz sama, ale z szacunkiem i pokorą do siebie i życia, nie trać czasu na palanta, prostaka i chama. na co Ty jeszcze czekasz??!

masz rację, ja wiem, że nie powinnam z nim być, ale tak strasznie boję się samotności, jest mi tak przykro jak patrzę, na moje zamężne koleżanki, chcę mieć kiedyś rodzinę, ale czy w tym wieku jest na nią jeszcze szansa?

wiecie co jest najgorsze,to ze bedac w zwiazku z niewlasciwa osoba tez czujesz sie bardzo samotna lub samotny bo i tak nie dostajesz tego czego pragniesz lub czujesz ze ten ktos nie slucha twoich potrzeb, dziewczyny uwierzmy w siebie ,niewarto tracic czasu dla kogos beznadziejnego

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

jeśli powiedział do Ciebie "spierdalaj" to jest to oczywiste, że potraktował Cię jak szmatę. Daj sobie spokój, to już jest ponad wszystko, to jest już limit przekroczony ponad normę. Trudno, będziesz sama, ale z szacunkiem i pokorą do siebie i życia, nie trać czasu na palanta, prostaka i chama. na co Ty jeszcze czekasz??!

masz rację, ja wiem, że nie powinnam z nim być, ale tak strasznie boję się samotności, jest mi tak przykro jak patrzę, na moje zamężne koleżanki, chcę mieć kiedyś rodzinę, ale czy w tym wieku jest na nią jeszcze szansa?

nie bazuj na koleżankach, statystycznie i życiowo co 3cia się rozwiedzie, jeśli Cię to "polepszy" i oduczy życia na podstawie popapranej większości. dziecko najlepiej urodzić do 35 roku życia, więc czas jeszcze masz, ja nie rozumiem.. mieć rodzinę tylko po to, by potem mieć piekło w domu z chamem, prostakiem? Sądzisz, że dzięki takiemu przykładowi dziecko wyrośnie na porządnego człowieka?..

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

jeśli powiedział do Ciebie "spierdalaj" to jest to oczywiste, że potraktował Cię jak szmatę. Daj sobie spokój, to już jest ponad wszystko, to jest już limit przekroczony ponad normę. Trudno, będziesz sama, ale z szacunkiem i pokorą do siebie i życia, nie trać czasu na palanta, prostaka i chama. na co Ty jeszcze czekasz??!

masz rację, ja wiem, że nie powinnam z nim być, ale tak strasznie boję się samotności, jest mi tak przykro jak patrzę, na moje zamężne koleżanki, chcę mieć kiedyś rodzinę, ale czy w tym wieku jest na nią jeszcze szansa?

nie bazuj na koleżankach, statystycznie i życiowo co 3cia się rozwiedzie, jeśli Cię to "polepszy" i oduczy życia na podstawie popapranej większości. dziecko najlepiej urodzić do 35 roku życia, więc czas jeszcze masz, ja nie rozumiem.. mieć rodzinę tylko po to, by potem mieć piekło w domu z chamem, prostakiem? Sądzisz, że dzięki takiemu przykładowi dziecko wyrośnie na porządnego człowieka?..

trzyma mnie przyzwyczajenie i strach przed samotnością. Już go znam nie muszę chodzić na stresujące randki z których nic nie wynika...Wiem i czuje, że to nie to, ale po prostu boję się bardzo, że już za późno aby kogoś poznać:(

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

jeśli powiedział do Ciebie "spierdalaj" to jest to oczywiste, że potraktował Cię jak szmatę. Daj sobie spokój, to już jest ponad wszystko, to jest już limit przekroczony ponad normę. Trudno, będziesz sama, ale z szacunkiem i pokorą do siebie i życia, nie trać czasu na palanta, prostaka i chama. na co Ty jeszcze czekasz??!

masz rację, ja wiem, że nie powinnam z nim być, ale tak strasznie boję się samotności, jest mi tak przykro jak patrzę, na moje zamężne koleżanki, chcę mieć kiedyś rodzinę, ale czy w tym wieku jest na nią jeszcze szansa?

nie bazuj na koleżankach, statystycznie i życiowo co 3cia się rozwiedzie, jeśli Cię to "polepszy" i oduczy życia na podstawie popapranej większości. dziecko najlepiej urodzić do 35 roku życia, więc czas jeszcze masz, ja nie rozumiem.. mieć rodzinę tylko po to, by potem mieć piekło w domu z chamem, prostakiem? Sądzisz, że dzięki takiemu przykładowi dziecko wyrośnie na porządnego człowieka?..

trzyma mnie przyzwyczajenie i strach przed samotnością. Już go znam nie muszę chodzić na stresujące randki z których nic nie wynika...Wiem i czuje, że to nie to, ale po prostu boję się bardzo, że już za późno aby kogoś poznać:(

przecież lepiej jest być wolnym, niezależnym od nastrojów Pana i Władcy, niż przez wiele dni, lat żyć w ciągłym poczuciu nieszczęścia.. bez sensu.

gość napisała:

gość napisała:
nawet do końca życia być samemu lepiej? nie sądzę...po prostu boję się, że to jedyna szansa na dziecko:(dziecko
gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

jeśli powiedział do Ciebie "spierdalaj" to jest to oczywiste, że potraktował Cię jak szmatę. Daj sobie spokój, to już jest ponad wszystko, to jest już limit przekroczony ponad normę. Trudno, będziesz sama, ale z szacunkiem i pokorą do siebie i życia, nie trać czasu na palanta, prostaka i chama. na co Ty jeszcze czekasz??!

masz rację, ja wiem, że nie powinnam z nim być, ale tak strasznie boję się samotności, jest mi tak przykro jak patrzę, na moje zamężne koleżanki, chcę mieć kiedyś rodzinę, ale czy w tym wieku jest na nią jeszcze szansa?

nie bazuj na koleżankach, statystycznie i życiowo co 3cia się rozwiedzie, jeśli Cię to "polepszy" i oduczy życia na podstawie popapranej większości. dziecko najlepiej urodzić do 35 roku życia, więc czas jeszcze masz, ja nie rozumiem.. mieć rodzinę tylko po to, by potem mieć piekło w domu z chamem, prostakiem? Sądzisz, że dzięki takiemu przykładowi dziecko wyrośnie na porządnego człowieka?..

trzyma mnie przyzwyczajenie i strach przed samotnością. Już go znam nie muszę chodzić na stresujące randki z których nic nie wynika...Wiem i czuje, że to nie to, ale po prostu boję się bardzo, że już za późno aby kogoś poznać:(

przecież lepiej jest być wolnym, niezależnym od nastrojów Pana i Władcy, niż przez wiele dni, lat żyć w ciągłym poczuciu nieszczęścia.. bez sensu.


gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:
nawet do końca życia być samemu lepiej? nie sądzę...po prostu boję się, że to jedyna szansa na dziecko:(dziecko
gość napisała:

gość napisała:
n
gość napisała:

gość napisała:

nie jest łatwo odejść. Ja mam 29 lat i jestem ponad rok z facetem. Często myślę o odejściu z powodu jego zbyt wybuchowego charakteru... Nie mieszkamy razem ( bo ja nie chce się do niego wprowadzić) na ogól widujemy się tylko w weekendy i to jak ja przyjadę do niego, bo on mieszka sam i nie ma samochodu (jest grubo po 30stce) czy to normalne?Nie lubi wychodzić, ale głównym powodem braku chęci do tych wyjść jest jego zbytna oszczędność/ skąpstwo ( moim zdaniem). Głównym jednak powodem tego, że zastanawiam się nad odejściem jest jego wybuchowy charakter. Zdarzały się sytuacje i to przy znajomych, że nie liczył się z moim zdaniem, głośno mnie krytykował i krzyczał. Na sylwestrze np powiedział: ,, jak ty wyglądasz, spójrz na siebie.." , pewnego dnia w złości wynoś się, a osttanio ... spierdalaj ...Próbowałam już odejść, ale ( czego bardzo żałuję) wróciłam... Powodem jest strach przed samotnością i myśli że nigdy nikogo nie znajdę... Poza tym tęskniłam za nim bardzo, mieliśmy jednak te swoje przytulne weekendy i swoje przyzwyczajenia. Prze ten miesiąc bez niego było mi źle.. ale teraz też nie jest dobrze, choć się stara, ja czuję że to nie to... Co robić?..

jeśli powiedział do Ciebie "spierdalaj" to jest to oczywiste, że potraktował Cię jak szmatę. Daj sobie spokój, to już jest ponad wszystko, to jest już limit przekroczony ponad normę. Trudno, będziesz sama, ale z szacunkiem i pokorą do siebie i życia, nie trać czasu na palanta, prostaka i chama. na co Ty jeszcze czekasz??!

masz rację, ja wiem, że nie powinnam z nim być, ale tak strasznie boję się samotności, jest mi tak przykro jak patrzę, na moje zamężne koleżanki, chcę mieć kiedyś rodzinę, ale czy w tym wieku jest na nią jeszcze szansa?

nie bazuj na koleżankach, statystycznie i życiowo co 3cia się rozwiedzie, jeśli Cię to "polepszy" i oduczy życia na podstawie popapranej większości. dziecko najlepiej urodzić do 35 roku życia, więc czas jeszcze masz, ja nie rozumiem.. mieć rodzinę tylko po to, by potem mieć piekło w domu z chamem, prostakiem? Sądzisz, że dzięki takiemu przykładowi dziecko wyrośnie na porządnego człowieka?..

trzyma mnie przyzwyczajenie i strach przed samotnością. Już go znam nie muszę chodzić na stresujące randki z których nic nie wynika...Wiem i czuje, że to nie to, ale po prostu boję się bardzo, że już za późno aby kogoś poznać:(

przecież lepiej jest być wolnym, niezależnym od nastrojów Pana i Władcy, niż przez wiele dni, lat żyć w ciągłym poczuciu nieszczęścia.. bez sensu.


[/CYTATnawet do końca życia być samemu lepiej? nie sądzę...po prostu boję się, że to jedyna szansa na dziecko:(dziecko

"Gratulacje! Ja jestem z mężczyzną, który również był kochany, romantyczny, itd. Po roku związku (aktualnie jesteśmy ze sobą 2 lata) zaczął kłócić się ze mną o to, jaka byłam, zanim go poznałam. Nie ma co ukrywać, miałam mnóstwo facetów, brak poważnego podejścia do związku, ale wszystko zmieniło się, gdy go poznałam. Jednak on wciąż wraca do tamtego okresu mojego życia, nie rozumiejąc, że to nie jest nic dobrego. Kiedy się kłócimy, często mówi "Pewnie masz innego", "spotykasz się z kimś", "chcesz sobie znaleźć lepszego"... Czasami zastanawiam się, czy może faktycznie nie powinnam. Aktualnie jesteśmy zaręczeni, facet oświadczył mi się, kiedy powiedziałam mu w kłótni, że odejdę, jak tak dalej będzie męczył mnie psychicznie. I wtedy bach! Pierścionek. Kłótnie są mniejsze, ale ich treść jest ta sama... Cholernie męcząca sprawa. Chyba też muszę iść do terapeuty, bo sama sobie nie poradzę. Nie wiem, co robić, w jakim kierunku zmierza to wszystko, czasem zwyczajnie jestem zagubiona."- post z maja

Mam taką samą sytuację , to się nigdy nie zmieni , próbowałam do trzech razy . wreszcie powiedziałam ,nie dziękuje . Oczywiście nie daje mi o sobie zapomnieć, szantażuje że kupił dla nas mieszkanie a teraz ma wielki kredyt, ale też wielkie zarobki. Jednak pozbawił mnie radości z życia i uśmiechu na twarzy, nauczyłam się juz nie przejmować tym co mówi. Nie angażować emocjonalnie. Chodzę do psychologa, która mi bardzo pomaga, dzięki której czuje że dobrze zrobiłam i mam wsparcie rodziny i koleżanek bez których by mi się to nie udało. jak mam chwilę zwątpienia ,czytam smsy ,które mi napisał ,nie jest łatwo ale przechodzi. Ludzie się nie zmieniają...

Bardzo się cieszę, że trafiłam na ten temat... ja również tkwię/ tkwiłam w takim związku- 1,5 roku. Początki ah- cudowne i z miesiąca na miesiąc coraz gorzej. Kłótnie, awantury! Dodatkowo przez pierwsze pół roku byłam oszukiwana, ponieważ był ze swoją byłą dziewczyną- tylko ona mieszkała w innym mieście. Nie miałam pojęcia co się działo. Jak tylko wychodziliśmy na ulicę- on szedł 3metry z boku... albo przedstawianie mnie, "to jest Gosia" stojąc kilka kroków z boku- jak koleżankę... nie potrafiłam zrozumieć. Aż zadzwoniła do mnie. Tak- zadzwoniła do mnie pytając "Czego ty chcesz od mojego chłopaka..." Oj Boże! jak ja się czułam- fatalnie!!! Potem pojechał do niej, nawet o tym nie wiedziałam, znajomi mi powiedzieli gdzie się podział - pojechał rzekomo zakończyć związek (3 dni to trwało i nawet spal u niej ...) wiecie co zrobiłam potem jak wrócił? WYBACZYŁAM! I niby miało być lepiej ale NIE! Typ: muszą go wszyscy lubić, kochać (zwłaszcza te koleżanki), kluby i alkohol- każdego dnia wypijal min. 5 piw + dodatki co kilka dni! TAK, jak wypił za dużo to awantury były nie do zniesienia. I ZAWSZE SŁYSZAŁAM -PAKUJ SIĘ W WYPIER... wynoś się. wyrzucał mi rzeczy. Ostatnio nawet usłyszałam, że jestem "psem ogrodnika", że jestem psychiczna, że brzydzi się mnie, że nie chce na mnie patrzeć. Ostatnia noc- przed odejściem: wypił za dużo, wrócił w środku nocy i zaczęło się- krzyki i finalnie rzucił mnie na drzwi. Jak leżałam na podłodze i płakałam wiecie co? Mało co mnie nie kopnął, otworzył drzwi i wyszedł!!!! Na drugi dzień z rana zaczęłam się pakować... wtedy wstał- zaczął awanturę, zaczął wyrzucać mi walizki, rzucać nimi (pomimo tego, że również płaciłam za lokum). Zadzwoniłam po brata, aby przyjechał po mnie. w miarę jak dojeżdżał zaczęła się histeria! -ODDZWOŃ, ŻEBY NIE PRZYJEŻDZAŁ! TO BEDZIE DOBRZE! Nie będę się kłocił już. Jak powiedzialam,ze nie to znowu histeria i wyzwiska!!! ... To był ostatni poranek, w którym go widziałam...
Po tylu przeżyciach razem, obrazek jaki mi został po nim to własnie to ... To przykre.
No i zaczął DZWONIC, OBIECYWAĆ- PRAWIE SIĘ ŁAPIĘ NA TO. BOŻE NIE UMIEM SOBIE PORADZIĆ. Ale widzę, że nawet przez telefon nie ma problemów z obrażaniem mnie jak mu coś nie podpasuje. i ciągle piwko koledzy... i tak w kółko, zero pracy... NIC.... Dziś znowu dzwonił- OBRAŻAŁ MNIE- Mówił najgorsze rzeczy... płakałam, znowu płakalam, a on poszedł pić dalej ...
Wiem, że jutro/ za kilka dni jak się wyszaleje znowu bedzie mnie nekał telefonami o przyjazd, boję się, że pomimo, iż na to nie zasługuje- któregoś dnia pęknę :(

Jak to pękniesz? Szacunku do siebie nie masz dziewczyno?Facet o mało Cię nie zabił, a ty jeszcze z nim gadasz?
No nie wierzę.... Co się musi stać żebyś przejrzała na oczy? Proponuję terapię...

Nie ma skutku tkwić w tak destrukcyjnym związku, który rozwala tak psychicznie.
tłumaczenia, że się zmieni nie mają sensu, bo gdyby chciał już dawno by się zmienił.
Dodatkowo spotykał się z Tobą i drugą dziewczyną to już mówi samo z siebie.
Uciekaj jak najdalej od takiego faceta. Poznasz kogoś wartościowego, kto będzie Cię szanował, bo na faceta, który tak Cię traktuje niezasługujesz.

Autorko wątku i inne dziewczyny podjęłyście jakieś decyzje?

Ja odeszłam dwa miesiące temu i... polecam, choć jestem sama:(

Cześć, mam bardzo podobny problem. Jesteśmy razem od ponad 8 lat. W sumie nigdy nie był jakiś za bardzo czuły, nie trzymał za rękę, nie pocałował. Oczywiście jak spędzamy czas wspólnie - zazwyczaj na oglądaniu filmu - no to jest miło, siedzimy przytuleni, jest ok. Potem jak idziemy spać też zasypiamy przytuleni. Seks jest bardzo rzadko - ostatnio raz na dwa - trzy miesiące. Jest też bez szału - szybko się męczy, nie dochodzi, ostatecznie ja muszę wykonać całą robotę (ręką). Wcześniej robiłam mu za to awantury, że mnie nie pocałuje przy rodzicach, nie powie miłego słowa, nie wstawi się za mną (nawet jeżeli nie miałam racji), że nie chce się kochać. Miałam bardzo niskie poczucie własnej wartości, nie radziłam sobie z emocjami swoimi i jego (jest dość agresywny i wybuchowy - ja z resztą też. Kiedy się kłóciliśmy, to bywały rękoczyny i wyzwiska z obu stron. Nie było tak, że mnie uderzył z pięści tak po prostu. Ale bywało, że mnie złapał za szyje, albo przycisnął do ściany. Ja wcale nie byłam lepsza - biłam pięściami w ramię, drapałam, wyzywałam. Wiele razy słyszałam "wypierd..", ale sama też tak mówiłam. Wiele razy chciałam się zabić, bo mam beznadziejne życie no i nie radziłam sobie z emocjami, moimi i jego. Raczej nie rozmawiamy o nas o tym co chcielibyśmy zmienić, jak naprawić cokolwiek. Po awanturze to on najczęściej wyciągał rękę, chciał się pogodzić, ja go odpychałam, ale w końcu jakoś mi przechodziło (i jemu). No i odłożyliśmy tamte złe chwile na bok i życie działo się dalej, aż do następnej kłótni (średnio raz na miesiąc - bardzo wyniszczające). Zaczęłam się zastanawiać nad sobą, czy tak chcę przeżyć swoje życie, zaczęłam coś tam czytać na te tematy, jak sobie radzić itd. Wyprowadziłam się od niego, najbardziej mnie bolało że zostawiam naszego kota-no ale skoro to ja się wyprowadziłam to nie mogę go jemu zabrać, nie ważne. Zostawiłam list, ale nie było to odejście typu koniec kontaktu żyjemy swoim życiem i do widzenia. Mieliśmy kontakt spotykaliśmy się i myślę że kłóciliśmy się jeszcze bardziej. Prosił żebym wróciła, że chce być ze mną. Wiem, że on chce być ze mną, nie zdradza mnie, nie chce szukać innej, po prostu wiem to - tylko że nam to trochę nie wychodzi. Wzięłam się za siebie, poszłam do psychiatry, zdiagnozowała u mnie przewlekłą depresję (dystymia), zapisała leki, rozmawiała ze mną, na prawdę świetna kobieta - często wkurzało mnie, że to ja się muszę wszystkim zająć i jeszcze nic od nikogo nie wymagać - ale cholera miała rację i ma cały czas. Najważniejsze w tym spotkaniach było to, żeby nie brać tego do siebie jak: on podniesie na Ciebie głos, zrobi coś czego nie chcesz, albo nie zrobi tego czego chcesz, potrzebujesz, nie chce się kochać. Że trzeba zadbać o siebie i zrozumieć jego. No i niby wszystko fajnie pięknie, mam mniejsze problemy z emocjami, mniej się złoszczę, pracuję nad sobą. Zapisałam się na podyplomówkę, mam jakieś tam sukcesy w pracy, zaczęłam dietę - bardzo przytyłam. Kiedy słyszę - to ja zawszę muszę zmywać naczynia, to ja muszę wszystko ogarniać, ciągle zostawiasz syf w kuchni - bo akurat miałam parę dni doła i lenia. No i wciąż to "ty ciągle to, ja zawsze tamto". Męczące, no ale ja nad sobą pracuję, staram się nie wkurzać, nie brać tego do siebie, bo znam swoją wartość - wiadomo nie zawsze się udaje, ale staram się. Mówię - tak masz rację nie powinnam tego czy tamtego - jemu jest lepiej, a ja nie biorę całej sytuacji do siebie, nie ma kłótni. No i potem każdy zajmuje się swoimi rzeczami, On po pracy przychodzi do domu i pracuje w domu, albo spełnia jakieś swoje zajawki, spotyka się z kumplami - a ja z koleżankami. Nie ma pretensji. Ostatnio byliśmy na wycieczce, oświadczył się. Oczywiście że w głębi siebie miałam wątpliwości, ale zgodziłam się. Jeżeli chodzi o ślub, to pewnie za kolejne 8 lat. Myślę że prędzej byłby gotowy na dziecko niż na ślub (ledwo wymawia to słowo = tak naprawdę nie rozmawiamy o tym, a o dziecku owszem). Ciągle narzeka, że nie ma kasy, że ciągle pracuje, nie ma czasu na to na tamto. A potem mówi że dziś znowu nic w pracy nie zrobił, tylko siedział na necie i coś tam rozkminiał. Potem przychodzi do domu, czyta książke lub siedzi przed kompem, albo wychodzi z kolegami (teraz jeździ samochodem więc nie pije - to jest dobre). Niby jest ok, niby nie, jest nijak jakoś. W sumie go kocham, ale coraz mniejszą mam potrzebę jego bliskości. Chciałabym mieć dziecko, nie jedno. Bo przynajmniej miałabym czym zająć myśli. Na razie sobie jakoś czas organizuję, lubię chodzić do pracy, długo w niej siedzę. Dwa razy w tygodniu chodzę na sport po pracy, więc jak wracam do domu to jest prawie 21, no to trzeba na jutro jakiś dietetyczny obiadek zrobić i do spania. Obejrzę swój serial, albo jakieś śmieszne filmiki, poczytam coś i do spania. I tak sobie żyję. Nie wiem..

Aha, no i po 6 miesiącach się wprowadziłam do niego z powrotem i tak już chyba z rok mieszkamy znowu razem.

Wczoraj się pokłóciliśmy, oczywiście o pierdołę. No i coś we mnie pękło, nie potrafiłam utrzymać moich emocji w ryzach, rozbeczałam się i nie mogłam przestać, myślałam że umrę, chciałam umrzeć, on mniej jeszcze bardziej pogrążał w tym stanie. Nie mogłam się uspokoić, wzięłam nóż i przyłożyłam do nadgarstka - w tym momencie się uspokoiłam, niesamowite uczucie. Oczywiście, że się nie zabiję, sama nie chciałabym, żeby ktoś z mojej rodziny popełnił samobójstwo (w sumie dwie osoby to zrobiły i jeszcze jeden chłopak - znajomy - więc nie chciałabym, żeby np moja mama czuła pewnie wielokrotność tego co ja w tamtym momencie). No ale uspokoiłam się, poczytałam, napisałam to wypracowanie wyżej i idę dalej. On wyszedł z kolegami, więc mam spokój przez chwilę. Zaraz ja się spotkam z koleżankami, bo czemu nie - mam się umartwiać? w dupie. Muszę pomyśleć nad jakąś terapią grupową może, nie wiem. Powodzenia. Jakby ktoś chciał pogadać, doradzić, cokolwiek - jestem otwarta :) Trzymajcie się dziewuchy.

To ja opowiem swoją historię.

Poznałam swojego ex 6 lat temu, podczas wychodzenia z mega doła/lub depresji, która trwała kilka miesięcy. Ten okres to gruba krecha w moim życiu- wcześniej radosna, wspaniała dziewczyna, która nagle zamieniła się w kłębek lęków. No ale pojawił się on: normalny (zawsze miałam facetów z "problemami", z dobrego domu, przystojny, pracowity). Zaczeliśmy być razem, po pół roku zamieszkalismy ze sobą. Tylko mój stan wrócił. Wszystko mnie denerwowało, on mnie denerwował. Ciągle chciał sexu, nie przeszkadzało mu nawet to, że mówiłam mu ,że się zmuszam po prostu. Zaczęłam się znieczulać alkoholem. Żeby być milsza dla niego, mieć ochotę na sex. Miałam poczucie winy, że nie jestem taka jaką on by chciał mnie widzieć. Sam uznał,że po alkoholu jestem milsza. Upłynęło pięć lat od tego początku. Teraz nie jesteśmy razem a w międzyczasie:

Uzależniłam się od lakoholu, z czasem nie potrafiłam bez niego funkcjonować. Kiedy mówiłam, że chyba mam problem on uważał, że nie mam żadnego problemu. Kocha mnie taką złą, kłótliwą. Odchodziłam i wracał milion razy na jeden dzień. Za wszystko czułam się winna, na wszystko reagowałam agresję. Bardzo znienawidziłam siebie. W końcu po pijaku go zdradziłam (nie zrobiłabym tego nigdy na trzeźwo, ani nigdy więcej w życiu. Widzę ,że szukałam powodu do odejścia, żeby on zostawił mnie). Nie zostawił, wybaczył. Ale rósł w siłę a ja malałam. Znów isę rozstaliśmy na kilka miesięcy. Ja zaczęłam stawiać na nogi, zaczęliśmy się spotykać, O wszystkim próbowałam rozmawiać, on nie lubił rozmów - nie rozumiał mnie. A ja tak bardzo się z nim skleiłam, że nagle nie wyobrażałam sobie życia bez niego. W środku miałam jeden wielki bałagan. Oczywiście piłam dalej, tylko się ukrywałam. Niby zaczął się nowy początek. On zdradził mnie - długa historia, o mało nie przypłaciłam tego życiem. Zamiast odejśc wtedy, byłam już tak słaba, że byłam gotowa zrobić wszystko aby został przy mnie, chociaż już nic poza lękiem, zazdrością i potrzeba jego obok nie czułam. Mieliśmy już własne mieszkanie i kota. Kłóciliśmy się dalej o byle g.... Pewnego dnia poczułam się tak nieszczęsliwa, alkohol już nie pomagał. Chciałam umrzeć. Spotkałam się zp rzyjaciółką, która płakała jak mnie słuchała (zna mnie 25 lat i mówiła, że nie poznaje mnie i jest przerażona). Dała numer do poradni.

Poszłam na terapię uzależnień. Nie piję od prawie dwóch lat. Jestem spokojna, wybaczam sobie wszystko co zrobiłam, uczę się na nowo siebie kochać, uczę się czuć cokolwiek poza lękiem. On jak poszłam na terapię bardzo się zmienił - nie miał mi nic do zarzucenia, byłam ciepła, pomocna, wyrozumiała, zależało mi. Zmienił się i z chłopaka , który nigdy mnie nie wyzwał zaczął mówić, że "wszyscy mu radzą, zeby mnie zostawił", że "taka jak jestem to się ze mną nie ożeni", "że jak chce się wyprowadzić, to może mi kartony przynieść", że "będę złą matką". Wracał pijany do domu lub dzownił pijany, chociaż ustaliliśmy zasady,że nie może tego robić póki ja mieszkam z nim (zasady uczestnictwa w terapii). Uważał, że wymyśliłam sobie alkoholizm.

W końcu po kolejnej nocy, kiedy wrócił pijany (wcześniej tak nie było) i wyzwyiskach poczułam ,że musze po prostu musze się napić. Byłam przerażona. Bałam się. Płakałam, nie spałam do rana - on nic nie pamiętał. Podjełam decyzję. Z tej mąki chleba nie bedzie. Odeszłam w sierpniu 2014 roku ostatecznie.

Teraz nie chcę świadomie, na rozum wracać. Ale serce (a raczej uzaleznienie od niego) ciągnie. Tak tu trafiłam, na to forum. On błaga, mówi ,ze już rozumie, że da mi wsparcie, że chce ślubu i dzieci (ja mam teraz wielki instynkt macierzyński). Ale nie wrócę, bo już w to nie wierzę (chociaż bardzo bym chciała), nie ufam. Boję się strasznie o przyszłość, że nie spotkam lepszego, że nie będe miała dzieci, że mój lęk nie minie.

Nie mam teraz własnego mieszkania, wszystko zostawiłam jemu, moja mama zachorowała na raka. Ja dopiero staję na nogi. Jak przestałam pić wykruszyli się znajomi - została jedna przyjaciółka, o której wpsomniałam. Moje zycie jest teraz bardzo puste. Ale mam cel dziewczyny - KOCHAĆ SIEBIE, przestać szukac synka do opieki. Wiedzieć, czego chcę i potrzebuję. Jeszcze do tego nie doszłam ale wierzę w to,że się uda. Nie chcę być z kimś z lęku, nie chcę urodzić dzieci w takim domu. Dziekuję Wam za wszystkie Wasze posty są bardzo pomocne.

Pozdrawiam,
Karolina.

Witam. Post kieruję do Ciebie Karolino.Jestem facetem, który wychował się w rodzinie gdzie był alkohol i przemoc.Krótko istna gehenna.Mój kochany ojczulek zakochał się w butelce i po alkoholu zmieniał się totalnie. Normalnie Doktor Jekyll i Mister Hide.Bił, kopał, wyzywał, niszczył meble, mieszkanie.13 lat przemocy.Gdy nie pil nie odzywał się do nikogo tylko siedział w fotelu.I teraz naprawdę krótko, nie podjął walki z nałogiem, nie powiedział sobie że jest alkoholikiem , nie zmierzył się z tym, do tej pory uważa że to nie z jego winy.Toksyczny człowiek,makiaweliczny manipulator.On MUSI się zmierzyć z tym problemem sam, stanąć do ringu i zawalczyć, nikt, nawet Ty nie możesz zrobić nic dla niego, jeżeli nie przetrawi tego, nie zmieni się. Tobie Karolino życzę wszystkiego dobrego, sil do poskładania swojego kawałka świata na nowo, wytrwałości w tym, znalezienie człowieka-przystani. Łatwo się zawsze doradza komuś i wymaga od niego żelaznych decyzji, gorzej jeśli chodzi o samego siebie.Jeśli masz na to ochotę mogę służyć Tobie tylko rozmową i pocieszeniem, wyjdź na spacer, oddychaj głęboko, maszeruj szybko i podejmuj każdego dnia te maluteńkie , tyci-decyzje, za rok będziesz na Mount Evereście, silna i pełna dumy że Ci się udało, że dałaś radę.Tego Ci z całego serca życzę.Piotr

Piotrze,

dziękuję Ci bardzo za Twoją odpowiedź. Zwykle, kiedy pisze się w internecie swoje przejścia to dostajesz tylko oceny. Mój ojciec też był alkoholikiem. Nigdy nie przypuszczałam, że ja też się uzależnie (moje siostry mają normalne życie i rodziny).

Ja tak na prawdę zaczynam od zera. Jakbym się urodziła na nowo. Trochę to potrwa, ale od tego jest chyba życie aby zrobić czasami zwrot.

Na razie "odklejam się" od mojego byłego, chodzę na terapię, planuję jeszcze dla DDA. Zmuszam się do rożnych aktywności, chociaż nic mnie nie cieszy. Dużo czytam.

I mam nadzieję, to teraz najważniejsza rzecz, jaką posiadam :)

Widzę, że Ty masz jako taką równowagę, pomimo wszystkiego, co przeszedłeś. Masz też dużo ciepła w sobie. Życzę sobie takich ludzi, jak Ty wokół swojej osoby :) Milej by było - wszystkim.

Pozdrawiam!
Karolina

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij