wtorek, 22 lipca 2014
postów: 41

"dlaczego nas ciągnie do zdrady? "



przyznajcie się, że nawet w waszych super idealnych związkach wkrada się myśl o zdradzie ... mhmm ? obecnie chodzi mi po głowie mały skok w bok ... ale czy później nie przerosną mnie wyrzuty sumienia, a może wcale takich nie będzie a wręcz przeciwnie zapragnę więcej ... se se se ;)


no to mamy ciekawy wątek na forum,

ja nie mam idealnego związku, ale mnie nie ciągnie do zdrady, dobry seks to najlepsze spoiwo:)
fakt, że jak mam ochotę to wiem, ze będzie mi dobrze z mężem w łóżku, to jest potęga:)

jak mysle o zdradzie to zaraz wyobrażam sobie bylejaki, przygodny seks z facetem, który nie wie jak mnie dopieścić i ...odechciewa mi się,

ale to ja tak mam i nie uważam się za modelowy model, to że w tym momencie zycia ja tak mam to nie znaczy, ze uważam, ze wszyscy maja tak miec, albo, ze u mnie cos sie nie zmieni, dlatego zainteresował mnie ten watek - jestem ciekawa skąd ochota i pomysł na zdradę u innych kobiet? co w tym jest takiego pociągającego? czy jeśli myśli się o tym, żeby zdradzić partnera, to jednocześnie jest się gotową do tego, żeby być przez niego zdradzoną?

ZDRADA=PRZYGODA
- potrzeba odmiany .. i nawet nie w samym związku co w naszej głęboko zakorzenionej "zwierzakowości" która podpowiada nam, że przyszedł czas na "łowy" / nowszy model/ świeże ciałko/ odskocznia i to się tyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn
A okazji do tego co niemiara ... i każdy znajdzie inne uzasadnienie ... w głębi tych poczynań wszystko sprowadza się do tego, że szukamy tego czego brakuje nam w związku. Może nawet nie zawsze seks jest priorytetem ale to wszytko inne co go poprzedza... czyli: nowość, adrenalinka, komplementowanie, czułość jak to między kochankami ;)

dla dalszej dyskusji w tym wątku proponuję opiszcie swoje flirty które wymknęły się spod kontroli, nie zapomnijcie o emocjach jakie towarzyszyły w trakcie i już po powrocie do codzienności, będzie ciekawie :D

Po kilku latach małżeństwa widział we mnie żonę, nie kobietę. Przestałam w jego oczach być atrakcyjna tym samym spadła moja samoocena, czułam się niedoceniona a bardzo lubię być uwodzona i obdarowywana miłym komplementem. Przypadkiem po dłuższej przerwie odświeżyłam kontakty z kolegą ze studiów. Zaproponował kawę na mieście, żeby powspominać życie studenckie. Wybrałam taki termin kiedy akurat mąż był w delegacji. Wyskoczyłam w przerwie na lunch ubrana jak na co dzień do pracy ale jednak podświadomie coś zmieniłam bluzeczka z większym dekoltem, nieco mocniejszy makijaż, ulubione perfumy na wyjątkowe okazje i wyższa szpila. Chciałam poczuć się bardziej kobieco, dowartościować się, miałam cel - spotkanie z mężczyzną :)
Rozmawiało nam się szalenie miło, spotkanie przeciągało się. Postanowiliśmy zmienić lokal na nieco bardziej klimatyczny i póki co nie przerywać tego uroczego popołudnia. Zadzwoniłam do pracy poinformowałam, że wypadło mi coś ważnego i już dzisiaj nie wracam. Do obiadu wypiliśmy wino zrobiło się jeszcze bardziej na luzie, gadaliśmy, śmialiśmy się. Po wyjściu z knajpki zapakowaliśmy się do taksówki. Nagle zaczęliśmy się namiętnie całować. Czułam się jak nastolatka na randce z chłopakiem w którym podkochiwałam się od dawna. Wirowało mi w głowie, nie było czasu na zastanawianie oboje wiedzieliśmy czego pragniemy. Pojechaliśmy do jego mieszkania, już od samych drzwi zaczęliśmy się rozbierać po chwili wylądowaliśmy w łóżku. było rewelacyjnie - była czułość, komplementy, była namiętność, były iskry. Dostałam wszystko to czego już od dawna mi brakowało.

gość napisała:

ZDRADA=PRZYGODA
- potrzeba odmiany .. i nawet nie w samym związku co w naszej głęboko zakorzenionej "zwierzakowości" która podpowiada nam, że przyszedł czas na "łowy" / nowszy model/ świeże ciałko/ odskocznia i to się tyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn
A okazji do tego co niemiara ... i każdy znajdzie inne uzasadnienie ... w głębi tych poczynań wszystko sprowadza się do tego, że szukamy tego czego brakuje nam w związku. Może nawet nie zawsze seks jest priorytetem ale to wszytko inne co go poprzedza... czyli: nowość, adrenalinka, komplementowanie, czułość jak to między kochankami ;)

Hm, sam nie miałem do czynienia ze zdradą, ale coś mi się wydaje z tymi zdradami jest tak, jak z moimi obiadkami u mojej mamy: nie lubię do niej chodzić, bo - wiadomo - papla głupoty i wtrąca się w moje zycie, ale co weekend dostaję super żarcie. Bilans nie jest jednoznaczny: mam wyżerkę, ale nasze życie emocjonalne leży gruzach. Jednocześnie nienawidzę obiadków u mojej mamy i - odziwo - bardzo je lubię.
Może ze zdradami jest tak samo? Taki zgniły kompromis, który wlecze się i wlecze. Ach te obiadki :)

moim zdaniem zdrada niczego nie rozwiązuje ani niczego nie posuwa naprzód,
tak jak nie miało się przedtem czułego mężczyzny przy sobie i dlatego szukało się gdzieś chwili zapomnienia i bliskości, tak po zdradzie dalej nikogo troskliwego i ciepłego przy nas nie ma :(

co nas ciągnie do zdrady? urok nowości,

zanim zdecydujemy się na skok w bok, warto zrobić sobie bilans zysków i strat, to czasami schładza gorączkę emocji...a czasami ją podgrzewa....

a czy życie nie jest zbyt krótkie żeby czasem nie dać się ponieść i pójść na spontan, bo robić bilans ..? ale kiedy, w którym momencie.. gdy rozpinamy koszulę czy rozporek?

gość napisała:

a czy życie nie jest zbyt krótkie żeby czasem nie dać się ponieść i pójść na spontan, bo robić bilans ..? ale kiedy, w którym momencie.. gdy rozpinamy koszulę czy rozporek?

Czyli co: fundujesz sobie chwilę przyjemności a potem na własne życzenie wracasz do osoby, z którą się męczysz? Jesteś masochista-bohater? Po co maltretować się trwaniem w związku z osobą, która ci nie pasuje? Sam napisałeś, że życie jest za krótkie.

A może ze swoją stałą kobietą jesteś dla wygody? Stały związek to seks, jedzenie, dom, akceptacja społeczna. Z takich wygód nie rezygnuje się od tak, a przynajmniej nie spontanicznie. Cwany jesteś, co? Swoją kobietę robisz w konia - akurat najmniej tym, że ją zdradzasz, tylko tym, że w gruncie rzeczy masz ją w d..pie.

ani nie masochista ani nie bohater
takie porównanie mi się nasunęło - czy będąc na diecie gdy sięgniesz po zakazany wówczas smakołyk - mega porcję lodów z bitą śmietaną będzie oznaczało że już nigdy nie możesz wrócić do warzyw na parze, które generalnie lubisz i wiesz że są zdrowe dla Ciebie ale w którymś momencie po prostu już Ci się znudziły i szukasz odmiany nowego smaku, choć wiesz że będziesz żałować to pokusa wygrywa ;)

jeżeli cię ciągnie to kiedyś to zrobisz.Żal mi tylko faceta gdy się dowie.Ja to przeżyłem i nikomu nie życzę.Błędem było wybaczenie, bo ona niczego się przez to nie nauczyła.

gość napisała:

Błędem było wybaczenie, bo ona niczego się przez to nie nauczyła.

dlatego ja bym nigdy nie wybaczyła zdrady,

wybaczenie to jest tak naprawdę pozwolenie na takie skoki w bok, mysle, że tak to jest odbierane, jako pozwolenie na ranienie, bo zdradzona strona okazuje się być gotowa przymknąć na takie historie oczy,

ktoś kto zdradza, a potem wraca do łóżka żony jest po prostu gnojkiem i chociażby z uwagi na ten fakt nie warto "wybaczać", po co marnować życie z gnojkiem?

czasami znajome mówią, że zdrada w ich wypadku nic nie znaczy, bo mąż im robi bardziej przykre rzeczy na co dzień, no to po co są z tym mężem?

przeczytaj uważnie, jestem FACETEM, więc słowo gnojek nie pasuje do opisu zachowania drugiej strony...
Pytanie do pań, skoro tak łatwo szafujecie słowami typu gnojek, dupek, jak nazwać kobietę która się puszcza?
Dodam że na pytanie czemu to zrobiła odpowiedziała nie wiem, a nie uważam żeby akurat wtedy z mojej strony brakowało jej czegokolwiek.Tak,potem stałem się podejrzliwy, i nigdy jej nie zaufałem, ale czy trzeba mnie winić za to?
Tak narzekacie na facetów, że porządnych jest mało,ale gdy facet jest porządny to na dłuższą metę go nie szanujecie.

och,czyzby temat umarł?No dalej drogie panie, facetów potraficie wyzywać od najgorszych gdy chodzą bokami, a siebie?

Dwoje ludzi czerpiących przyjemność z tej samej wspólnej czynności: seks.
A ile osób tyle opinii (wiadomo punkty widzenia zależy ...)
I to określenie - puszczalska. Dlaczego kobieta jest puszczalska, dlaczego to facet nie jest puszczalski? Czemu mężczyźni nie są puszczalscy, tylko laska, z którą spali. Ale przecież Wy Mężczyżni nie możecie osbie pozwolić na określenie „facet - puszczalski" - to sformułowanie dla Was nie istnieje, bo przecież to facet wykorzystuje sytuację, a kobieta jest tą, która daje się wykorzystywać, dlatego jest puszczalska. A może drodzy Panowie to kobieta wykorzystuje mężczyznę?
Hę? ;)

zazwyczaj takiego faceta nazywacie dupiek, skurwysynem i jeszcze parę innych epitetów,być może po prostu faceci są zbyt taktowni żeby nazywać taką panią tak ostro i ukuli takie sympatycznie brzmiące"puszczalska".

gość napisała:

przyznajcie się, że nawet w waszych super idealnych związkach wkrada się myśl o zdradzie ... mhmm ? obecnie chodzi mi po głowie mały skok w bok ... ale czy później nie przerosną mnie wyrzuty sumienia, a może wcale takich nie będzie a wręcz przeciwnie zapragnę więcej ... se se se ;)

Zdrady nigdy bym nie wybaczył - to najgorsze skurwysyństwo jakie można zrobić drugiej osobie. Nie pasi? - to go zostaw i bzykaj się z kim chcesz,ale póki jesteś w związku trzymaj dupę na uwięzi.

moim zdaniem kazda sytuacja jest inna, kazda zdrada jest inna. jasne, ze ukrywanie drugiego zwiazku albo celowe podrywanie przygodnych partnerow bardzo ciezko wybaczyc. ale co, jesli osoba w zwiazku przez dluzszy czas jest kuszona przez kogos innego, i zastanawia sie, czy nie byloby jej lepiej z tym kims? znam pare, w ktorej dziewczyna dzieki zdradzie "odczarowala sobie" swojego kusiciela i od tego czasu jest szczesliwsza i bardziej pewna swojego zwiazku. oczywiscie partnerowi ciezko bylo sie z tym pogodzic, ale czy to nie lepiej, niz gdyby dziewczyna zyla w niepewnosci i kwestionowala wartosc swojego zwiazku?

gość napisała:

moim zdaniem kazda sytuacja jest inna, kazda zdrada jest inna. jasne, ze ukrywanie drugiego zwiazku albo celowe podrywanie przygodnych partnerow bardzo ciezko wybaczyc. ale co, jesli osoba w zwiazku przez dluzszy czas jest kuszona przez kogos innego, i zastanawia sie, czy nie byloby jej lepiej z tym kims? znam pare, w ktorej dziewczyna dzieki zdradzie "odczarowala sobie" swojego kusiciela i od tego czasu jest szczesliwsza i bardziej pewna swojego zwiazku. oczywiscie partnerowi ciezko bylo sie z tym pogodzic, ale czy to nie lepiej, niz gdyby dziewczyna zyla w niepewnosci i kwestionowala wartosc swojego zwiazku?

zdrada jako sposób na to, zeby przekonać się o wartosci swojego zwiazku? coś mi tu smierdzi na kilometr, a moze po prostu zdradziła, została odrzucona przez kochanka i wróciła na "stare śmieci" w przekonaniu, że lepszy rydz niż nic, ja bym z takim zwiazkiem nie wiązała wielkich nadziei, a co jeśli bedzie musiała mieć jeszcze kolejnego kochanka, zeby się tak na 100% upewnić, że związek jest ok? bardzo kruche sa podwaliny tej relacji...i ktoś tu kogoś wykorzystuje, żeby mieć i rybke i akwarium, jak się lubi skoki w bok, to po co wiazać sie w trwałe związki? a jak sie chce mieć stały zwiazek, to po co skoki w bok?

myślę sobie, że łatwo być wierną i opierać sie pokusom, kiedy...tych pokus nie ma. Ja też jeszcze pare miesięcy temu nie pomyslałam nawet o zdradzie: ja i mój mąż to dobry duet i myśl o jakimkolwiek skoku w bok nawet nie przyszła mi do głowy, jednak...parę miesięcy temu poznałam całkiem przypadkiem kogoś: człowieka- mężczyznę: wszystko co do niego mówię - on słucha z uwagą, pamięta kazde moje słowo z naszych rozmów, wie co sprawia mi przyjemność i potrafi mnie w bardzo miły sposób zaskakiwać, w tym czasie mój mąż woli posiedzieć przed telewizorem wieczorem niż wsłuchiwać się w kazde moje słowo, jest świadomy moich słabości, a nie tylko zalet, nie ma ochów i achów każdego dnia, no i tęsknię czasami za tym drugim, który widzi jeszcze we mnie atrakcyjną kobiete, a nie tylko wierna towarzyszkę..

Drodzy moi - wszyscy macie trochę racji, ale jeżeli wiesz i masz poczucie własnej atrakcyjności, ale mąż nie zauważa już tego (tylko czasami wtedy gdy np. przebieram się przy nim lub założę coś wyzywającego) nie czekajcie ani chwilki szukajcie i nie brońcie się przed szczęściem, jakie może was dopaść. Prawda nazywa się to zdradą, no cóż ale warto. Kilka miesięcy temu miałam bardzo ostry zawał chociaż naprawdę jestem młoda. Zawał czysto stresowy leżałam najpierw ok. 5 tyg. w szpitalu, i po miesiącu jeszcze raz 4 tyg. Spotkałam tam kogoś kogo nie zauważyłam za pierwszym razem - leżeliśmy w pokojach na przeciwko siebie w tym samym czasie, ale nie kontaktowaliśmy się, dopiero za drugim razem w drugi dzień po pierwszej rozmowie byliśmy pewni że coś nas do siebie przyciągnęło - byliśmy na jednym oddziale, uczestniczyliśmy w tych samych zajęciach a pielęgniarki nie wiadomo dlaczego skojarzyły nas że ja jestem jego żoną a on moim mężem - ubaw na całego. Dziś po 4 miesiącach jesteśmy cały czas razem, mamy swoje rodziny, mieszkamy kilkadziesiąt km od siebie-spotykamy się 3-4 razy w miesiącu-uprawiamy boski seks i nie żałuję ani chwili - wiem że żyję. Spróbujcie warto!!!! My byliśmy na krawędzi życia, które dało nam siebie, inaczej wszystko postrzegamy. Teraz liczymy się my i nasze uczucia a nie gderliwa żona i oschły mąż. Planujemy wspólną przyszłość, nie chcemy nikogo skrzywdzić są dzieci ale już starsze. Mogę dopisywać nasze losy jeżeli was to interesuje, bo jest jak w najlepszym filmie.

I dobrze. Też nie jestem z tych układnych i przykładnych kobiet. Egoistka, której musi być dobrze i je życie garściami a nie tylko łyżeczką.

gość napisała:

I dobrze. Też nie jestem z tych układnych i przykładnych kobiet. Egoistka, której musi być dobrze i je życie garściami a nie tylko łyżeczką.

no jasne, jak kobieta chce czegoś dla siebie od życia to zaraz jest pazerną egoistką. Każdy ma prawo szukać w życiu szczęścia i to nie znaczy, że zaraz trzeba mu przykładać łatke: egoistki, czy coś takiego.

Zycze powodzenia! :)
Zycie jest zbyt krotkie aby robic z siebie meczennika. Nalezy chwytac szczescie i radosc!!!

gość napisała:

Zycze powodzenia! :)
Zycie jest zbyt krotkie aby robic z siebie meczennika. Nalezy chwytac szczescie i radosc!!!

czy mozna schwytać szczęście i radość żyjąc z jedną osobą, a sypiając z drugą? okłamując siebie i tzw. bliskie osoby? mi się wydaje, że skoro ciągnie nas do zdrady to jest wyraźny sygnał, że coś z naszym zwiazkiem jest nie tak, może warto w takich chwilach uwazniej przyjrzeć sie sobie i zastanowić się:czego chcę od zycia, bo czy chodzi o to, żeby ciepła i przyjemności szukać po za własnym domem?

Przyczyn może być mnóstwo - od wewnętrznych, czyli niedojrzałości emocjonalnej, braku poczucia własnej wartości, po zewnętrzne - kryzys związkowy, nuda, rozczarowanie. Poza tym wszystkie media trąbią o naszym genetycznym skłonnościom ku zdradzie i na pewno jest w tym ziarno prawdy. Co wcale nie stanowi jej usprawiedliwienia, jesteśmy w końcu rozumność to też odpowiedzialność za własne wybory.
A co do strony bardziej psychologicznej - niektórzy ze zdradą sobie radzą, inni nie, tutaj nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi, wybaczyć albo nie wybaczyć. A wszystkim przeżywającym rozterki moralne przez zdradą polecam książkę "Jego zdrada" (a dla panów "Jej zdrada"), jest na pewno na stronie alehistorie.pl w formie e-booka, taka lektura bywa bardzo pomocna w uratowaniu związku - jeśli oczywiście jeszcze nam na nim zależy.

HouteCouture napisała:

A co do strony bardziej psychologicznej - niektórzy ze zdradą sobie radzą, inni nie, tutaj nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi, wybaczyć albo nie wybaczyć.

a guzik prawda, jeżeli facetowi zależy na swojej partnerce, to nie będzie szedł do łóżka z inną, a skoro mu nie zależy, to w jakim celu trwać w tym związku? aż do następnej zdrady i następnej? wybaczyć mozna wszystko i przymknąć oczy można też na każde świństwo, pytanie tylko po co? czy o taki związek nam chodzi?

monogamia to z jednej strony dosyć praktyczny pomysł - bo można w spokoju, bez mieszania w to osób trzecich np. wychowywać dziecko albo wziąć kredyt, z drugiej strony - to straszne ograniczenie, tylko jeden facet, jeden punkt widzenia, jeden penis, mający nam wyłącznie towarzyszyć przez całe życie, które podobno mamy tylko jedno, to wydaje się nienaturalne,

szkoda tylko, że w naszej kulturze kobiety tak szybko "wypadają z obiegu", kiedy ma się 20 lat jest się zazwyczaj tylko marionetką w rekach facetów i oddaje się całą siebie za parę miłych słów, kiedy już wie się czego się chce, to okazuje się, że już jest się po za rankingiem, bo "40 lat minęło", w takich okolicznościach bywa się z takim facetem, który nas po prostu jeszcze chce, bo z kimś ten seks trzeba uprawiać i chcą niechcąc pozostaje się mu wierną, chociaż chciałoby sie mieć mozliwość bycia niewierną...

wow, jako kobieta z rozbitej rodziny, moge tylko otworzyc szeroko oczy...
Nie jestescie ukladne i wolicie czerpac z zycia garsciami? Super! Ja np. chcialabym moc spedzac swieta ze swoja rodzina, ktorej juz nie mam, bo moi rodzice 'czerpali z zycia garsciami', a 'dzieki' czemu teraz od ponad 20 lat nie umiem utrzymac dluzej zwiazku, bo boje sie, ze moj partner zachce 'pouzywac zycia'...do dzisiaj w oslupienie wprawiaja mnie takie wypowiedzi. Myslicie, ze zdrady pozostaja niezauwazone? My wiemy. My, dzieci, partnerzy...czy naprawde poczucie waszej wartosci jest tak niskie a zdolnosc do pracy nad zwiazkiem tam znikoma, ze nie mozna tego wypracowac w inny sposob niz EGOISTYCZNE NISZCZENIE ZYCIA WSZYSTKIM WOKOL ABY TYLKO WAM BYLO PRZYJEMNIE? Nie jestem katoliczka, nie uznaje zadnej religii, ale za E. Frommem powtorze: milosc to wybor i odpowiedzialnosc. Nie stwierdzenie, ze bedziecie wierne jesli warunki beda w 100% sprzyjajace. Tak to kazdy potrafi. Zycze silniejszego charakteru i przezycia zdrady partnera. zdrowy egoizm nie jest rownoznaczny z zostawianiem po sobie zgliszczy.

Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta :)

Wg mnie całe te tłumaczenia tych, którzy zdradzili lub mają takie ciągoty są śmieszne. Są to tłumaczenia słabych ludzi, idących na łatwiznę, ludzi często bardzo samolubnych i tchórzliwych, bojących się zmierzyć z problemami występującymi w związku. Dużo łatwiej jej uciec do innej osoby (zdradzić) niż porozmawiać z własnym partnerem o tym, co się nam nie podoba. Bardzo łatwo jest iść do łóżka z kimś innym, podświadomie czując, że w końcu zostałem/zostałam doceniona/y.

Dojrzali partnerzy, którzy sobie ufają i nie boją się rozmawiać mają nieograniczony wachlarz możliwości, zarówno w sferze uczuciowej jak i seksualnej. Używanie masażerów, różnych lubrykantów, czekolad, nie mówiąc o seksie w różnych miejscach, przed lustrem czy nagrywanie i oglądanie własnych igraszek... Marzy wam się seks na jakiejś egzotycznej plaży w nocy, proszę bardzo, odkładajcie pieniądze, zaplanujcie tygodniowe wakacje w Bułgarii czy Turcji (nie są takie drogie, szczególnie zamawiane zimą, stać was na wakacje w Polsce to tam też będzie, serio) i można z ukochaną osobą przezywać wiele niesamowitych przygód. Ale to wymaga chęci i jednak, wbrew pozorom, trochę trudu.

Ja jako facet prawie komplementy i robię niespodzianki swojej dziewczynie, jednak ona nie była do tego skora. Nie mamy oporów przed rozmowami (dziwi mnie w ogóle jak w związku można mieć opory przed rozmawianiem) więc rozmawialiśmy o tym i oczywiście jestem teraz co jakiś czas mile zaskakiwany, co sprawia radość nie tylko mi, ale też mojej dziewczynie. Nie mamy też oporów, żeby rozmawiać gdy np przytyjemy. Jakiś czas temu musiałem powiedzieć dziewczynie, że trochę się jej przytyło (chcę oby mi się podobała - to chyba nic dziwnego). Oczywiście nie przyjęła tego z uśmiechem, ale w końcu zaczęliśmy razem biegać, ona dołączyła do tego dietę i teraz jestem zadowolony zarówno ja, jak i ona. Szczerość uchroni związek przed duszoną flustracją, która prowadzi do tego, że małe codzienne kłótnie przeradzają się w kilkudniowe wojny - czego na serio można uniknąć.

Aktualnie to ja zostałem skarcony, za powiększający się brzuch :/ więc pracuję nad sobą. I bardzo się cieszę, że tak się stało, ponieważ chcę aby moja dziewczyna widząc mnie bez koszulki czuła mrowienie, a nie myślała że czasy, gdy tak właśnie miała dawno już minęły. Więc dbajcie o siebie panie i panowie, wyjdzie to na zdrowie wam jak i waszemu związkowi, no i rozmawiajcie. Ja wiem, że to może i trudne, ale tylko na początku (z resztą jak nie poświęcać się dla ukochanej, to dla kogo?), a po jakimś czasie stanie się normalne, a wtedy będzie gorąco w łóżku i poza nim, będzie uczuciowo, rodzinnie - a to wszystko z jedną osobą!

PS
W życiu (wśród znajomych i rodziny) spotykałem się znacznie częściej ze zdradami kobiet. Jak jest w waszym otoczeniu?

ja przeczytałam powyższy post:) podoba mi się większość tego co tam przeczytałam, oprócz mówienia partnerce, że przytyła, ja bym nie zniosła takiej uwagi od moejgo mężczyzny, ale co dom to obyczaj, widać, że wy się dogadujecie i super dla was,
jednak co do uwagi, że to kobiety częściej zdardzaja, to się nie zgodzę, znam masę kobiet wkręconych pomimo oporów przez swoich facetów w bycie ich gospodyniami domowymi, kucharkami i pokojówkami a potem zostawionych dla młodszej, bo już nie były takie atrakcyjne...żeby tak faceci zachęcali swoje kobiety do eksperymentowania w sypialni, zamist oczekiwać kanapek i ciepłych zupek, wszyscy bysmy na tym lepiej wyszli...

Może jestem dziwna, ale jestem w czteroletnim związku i nigdy nie pomyślałam o zdradzie. Znienawidziłabym samą siebie za coś takiego. Skok w bok? Po co być z kimś w związku jeżeli myśli się o innych... Każdy ma swój sposób rozumowania i inne podejście... mi takie "rzeczy" są zbędne, a w mojej głowie brak jest takich myśli (z czego się cieszę) ;)

ja mam proste podejście do zdrady: jeżeli coś takiego w ogóle pojawia się w mojej głowie, to znaczy, że coś ze związkiem jest nie tak i trzeba się sobie i temu związkowi przyjrzeć, a sama zdrada to sygnał, że pora się pożegnać i tyle,
małżeństwo to nie dożywocie, nie jest się na nie skazanym, myślę, ze poczucie odpowiedzialności za jakość swojego życia jest tu bardzo pomocna, po co mi bylejaki związek i bylejakie życie? wolę to zostawić i przynajmniej mieć otwarte drzwi na nowe,

A gdy związek jest poprawny, powiedzmy przyjacielski, ale kompletnie aseksualny? Są dzieci. Dom jest miły i dobra atmosfera, ale sex właściwie nie istnieje. Nie chcemy rozbijać w sumie dobrej rodziny, w dużej mierze z powodu dzieci. Ale nie tylko, meza tez na swoj sposob lubimy/kochamy. To co wtedy? Szczególnie, gdy spotykamy kogoś w podobnej sytuacji i bardzo dobrze nam razem, dzięki nowemu związkowi wróciła nam chęć do życia i energia. Nie chcemy rozbijać naszych rodzin, bo widzimy, ze nasi bliscy są szczęśliwi. Może sie przecież zdarzyć, ze kochamy dwóch mężczyzn, każdego inaczej. Nie chcemy nikogo krzywdzic, w tym siebie. Myśle tak odkąd szalenczo sie zakochałam, czuje ze ta nowa miłość i namiętność jest czysta, prawdziwa, niemożliwa do zrezygnowania z niej. Zanim sie jej poddalam minal ponad rok milosci calkowicie platonicznej. Ja juz nie umiem funkcjonować bez tego drugiego mężczyzny. A z drugiej strony wiem jak wielka krzywdę zrobiłabym dzieciom, gdybym rozbiła rodzine. Wiem, ze można moje postępowanie ocenić negatywnie, ale tylko wtedy, gdy nie zaznalo sie tak silnego uczucia do drugiej osoby. Mam podwójne życie i nie czuje sie tak jakbym grzeszyla.

Wiem, ze można moje postępowanie ocenić negatywnie, ale tylko wtedy, gdy nie zaznalo sie tak silnego uczucia do drugiej osoby. Mam podwójne życie i nie czuje sie tak jakbym grzeszyla.

Rok temu znalazlam sie w identycznej sytuacji. Ten post moglam napisac ja: od poczatku do konca...
Ja tez dzis nie potrafilabym zyc bez tego drugiego mezczyzny...
Rozumiem doskonale autorke.

zdrada fizyczna ... a co z psychiczną

zbyt mało czasu byliśmy nastolatki on i tylko on. data ślubu. wszystko gotowe poznałam jego spędziliśmy razem 12 godzin dziennie oboje w stałych związkach. chemia... zwolniłam się jeden pocałunek ... w pamięci na zawsze on się rozstał mówił że kocha ją nie zostałam nie miałam na tyle odwagi by odejść ... ciągle smsy wybrałam. wiem za dobrze... mimo tego zawsze będę go pamiętać bo jego kochała miłością inna część serca zawsze dla niego... teraz jest już za późno. tylko.wyrzuty bo gdybym powiedziała to co czuje było by mi lżej a tak to to ciąży wciąż gdzieś w sercu. jest mi dobrze ale często wracam do chwil z nim spędzonych. może możnA kochać dwóch facetów.

gość napisała:

zbyt mało czasu byliśmy nastolatki on i tylko on. data ślubu. wszystko gotowe poznałam jego spędziliśmy razem 12 godzin dziennie oboje w stałych związkach. chemia... zwolniłam się jeden pocałunek ... w pamięci na zawsze on się rozstał mówił że kocha ją nie zostałam nie miałam na tyle odwagi by odejść ... ciągle smsy wybrałam. wiem za dobrze... mimo tego zawsze będę go pamiętać bo jego kochała miłością inna część serca zawsze dla niego... teraz jest już za późno. tylko.wyrzuty bo gdybym powiedziała to co czuje było by mi lżej a tak to to ciąży wciąż gdzieś w sercu. jest mi dobrze ale często wracam do chwil z nim spędzonych. może możnA kochać dwóch facetów.

łatwo się idealizuje tych z którymi nie jesteśmy, po co się truć, dokonujemy różnych wyborów, i często nie są to wybory lepsze czy gorsze, tylko po prostu wybieramy coś z kilku możliwych opcji i tyle, ty z jakiegoś powodu wybrałaś to co masz teraz, pozostaje to zaakceptować, zrozumieć swój wybór, a jezeli masz poczucie, że był kiepski i potrzebujesz zmiany, to zmieniaj swoje życie, ale patrz do przodu, a nie do tyłu, Maleńczuk ma świetną piosenkę:"Dawna dziewczyno" - "Dawna dziewczyno, dziś już nie kocham Cię" nie jesteście razem, nie udało się, wprowadzaj zmiany w swoim życiu, ale patrz do przodu,

Dajesz z siebie wszystko, starasz się dopasować do rosnących ciągle oczekiwań Partnera.
Rezygnujesz ze swoich marzeń, pragnień, na dobrą sprawę z części siebie. Dopóki jest namiętność i ciepło nie jest to trudne. Potem jakieś nagłe zdarzenie nie zależne od obojga burzy wasze spokojne życie. Okazuje się, że wasz związek nie jest zbudowany na wystarczająco mocnych fundamentach.
Namiętność znika a na jego miejscu pojawia się tylko przyzwyczajenie. Idziesz do Łóżka, bo partner tego oczekuje. Masz chęć to przerwać odejść, ale jest za późno, są dzieci trzeba myśleć o nich. Często wyobrażasz sobie jak by to było z innym – Początkowo te fantazje wystarczają. Potem pojawia się ktoś, kto po kilku latach stagnacji budzi twoje zmysły. Ale co z tego nie robisz nic, dusząc się w ciasnych ramach swojego związku. Tak wygląda moja sytuacja, dlatego rozumiem, co czują zdradzające kobiety. Ze strony moralnej jest to dla mnie nie do zaakceptowania, ale czasem sama chce to zrobić.

Dzięki za odpowiedź:) Racja łatwo idealizuje sie osoby z którymi nie jesteśmy....., bo tak jest łatwiej. Pewnie naiwne z mojej strony było, kiedy postanowiłam odnowić znajomość. Pan X był zachwycony, a ja się przeraziłam. Zobaczyłam całkiem kogoś innego niż znałam kilka lat temu. Nie działały żadne"żabcie"... itd. Odrzuciło mnie kiedy usłyszałam, że w weekend ma szkolenie i mogłabym jechać razem z nim. Mielibyśmy czas dla siebie by spokojnie powspominać. Nie odezwałam się więcej... nie warto. Doceniłam szczęście, które mam obok siebie. Poczułam się tak pewnie jak w dniu ślubu, kiedy nie myślałam o X i byłam w 100% pewna,że dobrze wybrałam. Dobrze się stało. Mogłam zniszczyć idealne wyobrażenie wcześniej. Uczymy się na błędach. Wielkim szczęściem jest fakt, że nie on jest moim partnerem życiowym...
...........dawny chłopaku już nie kocham cię...... nawet wspomnienia przestały być idealne
Trzymajcie się pozdrawiam

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij