środa, 22 listopada 2017
postów: 2

"Czy powinnam odejsc?"



Jestesmy ze soba ponad 8 lat, malzenstwem jesteśmy od roku. Moj maz od samych poczatkow zwiazku mnie za cos obwinial, a to przezemnie musial ‘wyrzucic siostrę i kolege z mieszkania’ bo ja chciałam się wprowadzić, a to nie mógł zrozumieć w czym jest problem jak zostawia mnie bo chce gdzieś jechać a ja nie mogę, bo to ze go nie wspieram ograniczam, jestem jego kulom u nogi. Patrząc na to teraz zauwazylam ze w naszym związku i odnośnie naszego związku nie miał wielu inicjatyw (owszem podroze i jakies plany) ale niedotyczące konkretnie nas, np. wprowadzka, zaręczyny, slub, to była bardziej moja inicjatywa. On tak jakby dla swietego spokoju się zgadzal, a do dzisiaj ma pretensje bo np. slub z litości ze zostane sama, zaręczyny pod przymusem, wprowadzka za wcześnie i kosztem znajomych i rodziny. Ja zawsze plakalam on nigdy nie poczuwal się do winy, nigdy tez nie uslyszalam słowa przepraszam. I te początki to był sygnal alarmowy, trzasnąć drzwiami i wyjść, ale nie miałam odwagi.
Maz w codzienności zycia robil zazwyczaj po mojemu, ale nie jako nieudolny człowiek tylko w moich oczach bardziej ze względu na to żeby mieć spokoj, bo sam nie widział innej drogi albo nie chciało mu się widziec.
Nasze zycie wtedy było wspaniale, dbal o mnie, pielegnowal, był partnerem, przyjacielem, kochankiem.
Od dłuższego czasu kilka dni w miesiącu ma jakby rozbłysk- ze on nie chce być nieudacznikiem i sluchac się mnie, decyzje które wydawalo mi się ze podjelismy wspólnie, on podwaza, ze to ja je sprowokowałam, ze to ja je zainicjowałam ze to nie jest to czego on chce.
Gdy sa dobre chwile łudze się ze tak zostanie, od jakiegoś czasu maz twierdzi ze blokowalam go przed osiagnieciem jego celów, ale jak mowie żeby robil co chce to on nadal nic nie robi a ciagle mnie obwinia, bo jestem bez entuzjazmu, bo go nie wspieram, bo jest mu smutno i jest rozgoryczony, czuje ze umrze albo ze ma depresje. Ciagle czuje się odpowiedzialna za niego, ale nie potrafie wspierac go slepo w jego pomysłach które dla mnie sa nie do zrozumienia, albo zwyczajnie w swiecie nie zgadzam się z nimi, a mam do tgo takie same prawo jak on nie zgadzając się z moimi decyzjami.
Wzielismy slub, kupiliśmy mieszkanie, zyjemy w Uk już 10 lat. Wydadawlo mi się ze się osiedlimy, on natomiast nienawidzi miejsca w ktoym jesteśmy i już od wielu lat chce się wyprowadzić. Ja mam tutaj rodzine i czuje się jak w domu, ostatnio dla swietego spokoju powiedziałam ze jeśli pragnie się przeprowadzić to niech to zrobi, ja dojade za jakiś czas… Nestety nic nie zrobil nadal w tym kierunku, teraz jestem w ciąży, niedawno się dowiedzieliśmy. Niestety klotnie sa jakby gorsze, nagle odczuwa ze wogole otumanilam go przez te lata w związku ze obeicuje sobie ze kompletnie nie będzie bral mnie pod uwagę, ze wogole nie chce mieć ze mna nic wspolnego. Plany wspólnego wyjazdu do Polski zmienily się jak dowiedziałam się ze jestem w ciąży, stwierdzilam ze lecimy, a nie jedziemy. On nagle podwazyl to, powiedział ze psuje mu plany i on nigdy nie może robic jak chce (choć uprzednio zgodzil się jak kupowałam bilety). Teraz stwierdził ze ja polece a on pojedzie sam samochodem i będzie szczęśliwy, bo on nie będzie nieudacznikiem pod moim pantoflem.
Ja nigdy nie chciałam tak kreować tego związku, wydaje mi się ze on mnie nie docenia, ale nie chce być tez taka kobieta która widzi siebie jako nieomylna Boginie a on jest tyranem. Ja tez potrafie być trochę kontrolujaca i mam wady. Nie wiem co mam teraz zrobić, pochodze z normalnej pelnej rodziny, nie wyobrażam sobie odejść, i mysle jak musiałabyc glupia ze zaczelismy starac się o dziecko na takim burzliwym etapie. Nie mogę się pogodzić z tym, ze tak nieodpowiedzialnie się zachowałam. Nie chce robic patologii ze związku, chce mieic normalna rodzine.
Nadmienie ze pracujemy razem, i tez pod tym względem nasze relacje się pogorszyly.

Uwazam ze powinnismy z mezem odizolować się od siebie i dac mu przestrzen aby mogl zrealizować swoje cele i plany.
Martwie się tylko ze to akurat czas kiedy jestem w ciąży (co nadal jest dla mnie szokiem) i potrzebuje wsparcia i opieki a wygląda na to ze będę musiala dac ja jemu….


A on na pewno jest facetem? Bo opis brzmi jakby był chłopcem, nie facetem.

Teraz bym nie odchodziła. Jeśli wytrzymałaś z nim tyle lat to spróbuj i teraz. W tej chwili jesteś w ciezkiej sytuacji bo łaczy was coś wiecej niż tylko papier, mianowicie dziecko. I nie jest to takie proste. I wydaje mi się że trudno byłoby teraz zostać sama mimo że masz rodzine i znajomych. Widomo że może taka informacja byłby dla niego bodźcem żeby się ogarnął ale odejście rozwód itd. to poważna decyzja. Spróbuj poczkeać na dziecko. Dziecko potrafi zmienić życie o 180stopni. Na gorsze i na lepsze.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij