środa, 20 marca 2019
postów: 13

"co robić?"



Od ponad trzech lat jestem z facetem i myślałam, że wszystko jest dobrze i spędzimy razem szczęśliwie resztę życia. Ostatnio wyjechałam na dwa tygodnie i po powrocie zauważyłam, że coś się zmieniło. Chłopak stał się oschły, mało rozmowny i niezwykle poważny. Gdy po tygodniu udało mi się z nim porozmawiać, powiedział, że było mu o wiele lepiej, gdy mnie nie było w domu. Czuł się wtedy wolny i było mu bardzo dobrze, odwiedzali go znajomi, dużo wychodził itp. Dodam, że nigdy jakoś szczególnie go nie ograniczałam, dwa lata mieszkamy razem i zawsze wychodził, gdy chciał (co prawda czasem się o to kłóciliśmy, ale nie wydawało mi się, że jest to aż tak istotne), wyjeżdżał na weekend z kolegami itd. Teraz stwierdził, że musi się nad tym wszystkim zastanowić i chce się wyprowadzić. Ale nie powiedział, że chce się rozstać.
A ja nie wiem, co mam z tym zrobić. Wiem, że wiele kobiet kopnęłoby gościa w dupę i wymieniło zamki w drzwiach, a jego rzeczy wyrzuciłoby przez okno. Ale ja go kocham i nie chcę tego tak po prostu skończyć. Czy myślicie, że jest to tylko chwilowy kryzys, czy już początek końca?


początek końca,
wiem, że możesz czuć się z tym teraz strasznie, ale pamiętaj, że do tanga trzeba dwojga, jeżeli tylko ty będziesz się starała, a on będzie miał poczucie, ze będąc z tobą coś traci, to nie ma to sensu, rozstania nie są przyjemne, on cię zranił, chcesz pokazać mu, że się myli, ale nie masz wpływu na to co on mysli, choćbyś stanęła na głowie, masz wpływ tylko na to co ty myslisz i tyle, więc pomyśl, że zasługujesz na mężczyznę, który będzie chciał z toba być i nie będzie twierdził, ze mu to coś zabiera czy go ogranicza, powodzenia, nie ty pierwsza wpdłaś na dupka, witaj w drużynie;) przeżyjesz i jeszcze spotkasz kogoś kto po prostu będzie chciał z tobą być i będzie jemu ( i tobie ) z tym dobrze

Zakończ ten związek jak najszybciej i rozglądaj się naokoło a na pewno znajdzie się nie jeden, z którym miałabyś bardziej udany związek:) skoro dla niego coś jest nie tak, to już zawsze będzie, bo przecież Ty się nie poprawisz ani nie zaczniesz dostosowywać, bo nie byłabyś sobą i już tym bardziej nie byłabyś szczęśliwa. Ty to Ty a on nie potrafił w porę znaleść dla siebie dobrego miejsca w tej relacji, na takich zasadach jakie by i jemu i Tobie pasowały i się "biedak" obudził po paru latach. Niech spada :)

O chwilowym kryzysie trudno w takiej sytuacji mówić. Zgadzam się z przedmówczynią. Jeśli mieszkając z tobą czuje się ograniczony to nie wróży to dobrze pozytywnemu rozwojowi waszej relacji...Raczej wiąże się z pozytywnym jej rozwiązaniem.

Ja myślę, że powinnaś dać mu do wyboru dwie kwestie. Jeśli ma taki plan to nie będziesz się sprzeciwiać i dasz mu wolną rękę, lub postarasz się popracować nad sobą, spróbujesz akceptować jego potrzeby dając mu więcej luzu ale zostanie przy tobie... Nie zakładaj z góry, że wyprowadzając się od Ciebie chce zakończyć te 2 lata, które razem spędziliście. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

Rzadko kiedy zdarza się tak, że facet wraca po wyprowadzce. Sama stosuję zasadę: zero powrotów. Kilka razy pozwoliłam komuś do mnie wrócić i to były najgłupsze decyzje jakie podjęłam. Wchodząc drugi raz w związek z tą samą osobą ma się zazwyczaj wielkie nadzieje na to, że będzie lepiej niż poprzednim razem, jednocześnie pamiętając całe zło jakie się wydarzyło poprzednio. I tak mówiąc, że być może wróci niebawem facet tworzy sobie bezpieczną bazę do której (być może) wróci gdy mu się znudzi bycie w pojedynkę, pranie samemu skarpet, gotowanie. A niestety, gdy facet jest pewny kobiety to przestaje się starać, wie że ona zawsze do niego przyjdzie, wie że dostanie od niej to, czego chce. Na mój nos Twój partner ma problemy ze sobą, nie radzi sobie ze związkiem a rzekome "ograniczenia" to tylko pretekst, wykręt. Tak czy inaczej powinnaś mu dać jasno do zrozumienia: "jeśli chcesz iść to śmiało - idź i nie wracaj".

Pozdrawiam
Zu

Zgadzam się z poprzedniczką. Skoro chce odejść - odejdzie. Czekanie na jego powrót może być bolesnym czekaniem na gwiazdkę z nieba. Na twoim miejscu starałabym się wykorzystać jego wyprowadzkę żeby świeżym okiem spojrzeć na relacje między wami.

Niezależnie od tego jak się potoczy sytuacja nie wal głową w mur. Bycie w związku, w którym tylko jedna strona chce być to nie związek. Do tanga trzeba dwojga.

ludzie zapomniaja, ze miłość przy całym swoim skomplikowaniu jest pozytywnym uczuciem, słuzy budowaniu czegoś dobrego w życiu, dzięki miłosci ma byc nam w zyciu lepiej, a nie gorzej,

jeżeli ktoś mnie nie szanuje, albo sprawia ból, albo krzywdzi, a ja chcę z nim nadal byc, to nie jest miłość, to może byc lęk przed odrzuceniem, strach przed samotnością, niepewność co do własnej osoby na tyle silna, ze boimy sie, że nikt juz nas w zyciu nie zechce, ale to nie jest miłość,

tłumaczenie, że on jest niedobry "ale ja go kocham" jest nieprawdziwe, nazwij to co czujesz: czujesz strach?, niepewność?, lek przed zmianą? itp, nazwij uczciwie o co chodzi i wtedy będziesz mogła poradzic sobie z rzeczywistościa, bez zasłony dymnej w postaci "ja go kocham", ciągle nam kobietom wmawia się, że facet jest nam niezbędny do szczęsliwego życia, a ja jak się rozglądam wokół siebie to widzę mase babek, ktore na 100 % wiodłyby szczęsliwsze i radosniejsze życie, bez tego facetra, którego tak kurczowo sie trzymają, chce odejść - pozwól mu, bądż dla niego "wspaniałomyslna", a dla siebie po prostu dobra,

Wróciłam tu po 1,5 roku i chcę Wam podziękować. Miałyście rację, chłopak się wyprowadził, rozstaliśmy się na dobre i całkowicie się z niego wyleczyłam. Teraz jest mi bardzo dobrze, znajomi mówią, że odżyłam, poznaję nowych ludzi i właściwie po tym rozstaniu wszystko zmieniło się na lepsze. Nie mam nowego faceta, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. Rozstania mogą mieć dobre skutki :)

gość napisała:

Wróciłam tu po 1,5 roku i chcę Wam podziękować. Miałyście rację, chłopak się wyprowadził, rozstaliśmy się na dobre i całkowicie się z niego wyleczyłam. Teraz jest mi bardzo dobrze, znajomi mówią, że odżyłam, poznaję nowych ludzi i właściwie po tym rozstaniu wszystko zmieniło się na lepsze. Nie mam nowego faceta, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. Rozstania mogą mieć dobre skutki :)

gratulacje :) mieszkasz sama? z rodzicami? dajesz radę się utrzymać? ja też stoję przed taką decyzją, ale ja mam tylko pracę i siebie.. i mieszkam u niego, ale juz nie daję rady psychicznie.. raz tak, raz tak... też 2 lata

dzięki :) tak, mieszkam sama, pracuję (i właśnie pojawiła się możliwość zmiany pracy na lepszą), mam to szczęście, że mam własne mieszkanie. nie powiem, czasem czuję się samotna, ale zdecydowanie więcej jest pozytywów. teraz żyję dla siebie i dobrze mi z tym :)

[CYTAT=gość]
dzięki :) tak, mieszkam sama, pracuję (i właśnie pojawiła się możliwość zmiany pracy na lepszą), mam to szczęście, że mam własne mieszkanie. nie powiem, czasem czuję się samotna, ale zdecydowanie więcej jest pozytywów. teraz żyję dla siebie i dobrze mi z tym :)
[/CYTAT

wiesz, ja jestem pewna, że tak jest lepiej w Twojej sytuacji - masz otwarta sytuacje, nie masz zobowiązań więc jak kogoś poznasz, to poznasz ;]

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij