niedziela, 19 listopada 2017
postów: 19

"wspaniała kobieta, która jest mamą :)"



Moje Drogie :) Jestem MAMĄ i bardzo jestem z tego dumna.. Mój synek Bartek ma 3 lata i jestem dla niego mamą Małgośką, od 5 rano pędzę wszędzie z prędkością światła, do przedszkola, do pracy, do sklepu i wreszcie do domu, rozwijam w sobie siłę cierpliwości, miłości i zrozumienia. I z siebie też jestem dumna... bo staram się uśmiechem wypełniać każdą chwilę swojego życia, chociaż czasami nie jest kolorowo. Bartek i ja tworzymy małe przedsiębiorstwo domowe, w którym możemy się rozwijać, poznawać coś nowego i dawać sobie wiele ciepła i odwagi. A jak to wygląda u Was? :) Pozdrawiam, Małgosia


u mnie jest inaczej, najpierw, przez pierwszy rok po urodzeniu synka, byłam niewyspana, ciągle marzyłam o śnie, nie było tak jak na filmach i reklamach proszków do prania, że uśmiech dziecka wynagradzał mi wszystkie trudy. BYłam potwornie zmęczona i nic mi tego nie wynagradzało. Potem znalazłam opiekunkę, bo chciałam już uciec od tego macierzyństwa. Na szczęście mąż spędza dużo czasu z synem. Ja nie lubię bawić się z moim synkiem, lubię mu czytać książeczki, ale on z kolei on za tym nie przepada. Kiedy słyszę kolejny raz: mamo pobaw się ze mną, czuję się bezradna i zmęczona. Ja nie lubię bawić się samochodzikami przez całą godzinę, albo dłużej. To nie tak, że całkiem odstawiłam go na bok. Czuję się za niego odpowiedzialna i wiem, że jestem od tego, żeby on miał na kim polegać, to małe dziecko. Ale męczę się, każdego dnia, robię co mogę, żeby jemu było dobrze, ale ja cały czas czuję się źle. Kiedy chcę wyjść gdzieś wieczorem, wiem, że nie mogę być za długo na mieście, bo rano, jak zawsze mój syn obudzi mnie o świcie, będzie chciał jeść, bawić się itp. Więc nie mogę pozwolić sobie na to, na co mam w życiu ochotę. Nie jestem na nikogo zła, nie mam żalu, tylko wiem, że macierzyństwo to nie jest moja bajka. Wiem, że są kobiety, które odnajdują się w macierzyństwie i po moim doświadczeniach przesyłam im wielki szacun ( tak jak i sobie), bo bycie dobrą matką to ciężka harówka (bycie dobrym ojcem zresztą też)

wiesz, ja rozumiem, że bycie matka może być ekstremalnym doświadczeniem, też uważam, że więcej powinno się mówić o tym, że macierzyństwo to nie tylko ochy i achy, ale tez kawał roboty do wykonania, może wtedy więcej osób byłoby bardziej świadomych, na co się decydują, kiedy powiększają swoją rodzinę czy związek. U mnie nie było tak ekstremalnie, moja potomkini urodziła się w środku lata,po urodzeniu radośnie wygrzewała się w wózku na słońcu, dużo jadła, lubiła przytulać się do mojej piersi, leżałyśmy tak sobie obie, to się nazywa chyba kangurowanie: ja kładłam sobie mała na klatę i ona leżała sobie zadowolona, a ja sobie spokojnie drzemałam, urlop macierzyński to był jeden z lepszych okresów w moim życiu, ale faktem jest, że Mała była bezproblemowym dzieckiem, tak nam się poszczęściło: żadnych kolek, spała w nocy, miała apetyt. Dobrze nam wtedy było. Ja niestety ze względów organizacyjno-materialnych poszłam do pracy, kiedy Mała miała pół roku, więc niedługi był ten okres, kiedy byłyśmy sam na sam. Ja cieszę się, że jestem matka. czuje, ze bez Małej ominęłoby mnie coś w życiu. Ale to tylko moje odczucia i rozumiem, ze nie każda kobieta stworzona jest po to, żeby być matką.

ja mam pytanie do gretcheen7, jak jesteś od 5 rano na pełnych obrotach to nie czujesz się zmęczona? padnięta? jak sobie radzisz? jakaś kawa, specjalna herbata, a może wcześniej chodzisz spać? pytanie nie jest podchwytliwe, po prostu jestem ciekawa, mi przy dzieciach ciągle brakuje snu i czasu dla siebie, jakbym wstawała o 5 - tej, to zyskałabym dużo czasu, ale nie wyobrażam sobie , jak miałabym to zrobić, czy ty wstawałaś tak wcześnie już przed urodzeniem dzieci?

Witaj Gretchen7, serdecznie Ci gratuluje takiego optymizmu i pełni energii. Moje życie kręci się wokół dwóch córek (9 i 4 lata) są dla mnie najwspanialszym prezentem od życia. Pozdrawiam, Danusia

Mamą jeszcze nie jestem:) ale szczerze mówiąc marzę o tym już od jakiegoś czasu:) w macierzyństwie przeraża mnie tylko jedna kwestia - strach, że we współczesnym świecie małe niewinne istoty narażone są na wiele niebezpieczeństw, które funduje cywilizacja... Idzie taki wychuchany dzieciaczek do szkoły, a tam już w przedszkolu przeklinające maluchy, w podstawówce pijące i palące podrostki, gimnazjum - narkotyki i dopalacze, wszędzie wszechobecna przemoc... Aż strach pomyśleć, w jakim świecie będą żyć nasze dzieci..

Mamą jeszcze nie jestem:) ale szczerze mówiąc marzę o tym już od jakiegoś czasu:) w macierzyństwie przeraża mnie tylko jedna kwestia - strach, że we współczesnym świecie małe niewinne istoty narażone są na wiele niebezpieczeństw, które funduje cywilizacja... Idzie taki wychuchany dzieciaczek do szkoły, a tam już w przedszkolu przeklinające maluchy, w podstawówce pijące i palące podrostki, gimnazjum - narkotyki i dopalacze, wszędzie wszechobecna przemoc... Aż strach pomyśleć, w jakim świecie będą żyć nasze dzieci..

zapomniałam się zalogować poprzednio:)

nathalie, nie jest tak źle, moje dziecko co prawda jest teraz na etapie przedszkola, nie wiem jak to będzie w szkole, ale w przedszkolu te dzieci dają się lubić, jest jeden taki mały gnojek, który próbuje rozstawiać resztę grupy po kątach, ale rodzice bronią swoich dzieci, kilka osób zgłosiło, ze dzieci się skarżą na tego chłopca, ja też, przedszkolanki zostały zmuszone do prewencji i trochę się uspokoił, ja nie odpuszczam, moje dziecko nie bije, nie wymusza, nie przeklina, nie zgadzam się, żeby było ofiarą, takich które zachowują się agresywnie, muszę dodać, że takich "wychuchanych " dzieci jest więcej niż agresorów, dużo rodziców dba o swoje pociechy: dzieciaki są pogodne, radosne, nie odreagowują na innych swoich niepokojów, ale to jest prywatne przedszkole, może warunki są bardziej cieplarnianie,

Witaj, wstaję o 5, mam czas dla siebie do 6 :) budzę malucha po 6 i już przed 7 jesteśmy w przedszkolu. Pózniej jadę do pracy na 7.30 i wracam o 17. Potem zabawa, kolacja, gotowanie obiadu, jakieś pranie, prasowanie... i o 20 jestem zmęczona. Ale bardzo szczęśliwa, bo uśmiech Bartka daje mi siłę. Piję kawę tak do 15, nie przesadzam. Mam wiele trudnych chwil, ale jakoś daję radę. Czasami zapominam zadbać o siebie. Ale nadrabiam to przez weekend :) jeśli chcecie porozmawiać to piszcie na maila: gretchen7@poczta.onet.pl

Pozdrawiam !

i zapomniałam o czymś powiedzieć: jeśli są tu też jakieś samotne mamy, to niech piszą do mnie!! jak radzicie sobie same z dziecmi?? Pozdrawiam!

mam znajomą, która jest samotną mamą, nie zdawałam sobie sprawy, jaka to tytaniczna praca: wychowywać dziecko w pojedynkę, dopóki sama nie zostałam mamą, mój mężczyzna idzie ze mną, że tak powiem łeb w łeb, w kwestii dzieleniem się obowiązkami związanymi z dzieckiem, mamy opiekunkę do pomocy, a i tak oboje bywamy bardzo zmęczeni, jak to jest poradzić sobie w pojedynkę? po prostu ogromna praca, moja znajoma nawet nie może wyjść do kina, bo absolutnie nie ma z kim zostawić dziecka, nie ma w pobliżu rodziny, nie stać jej na opiekunkę, ale jest niesamowicie dzielna i dla swojego synka jest w stanie dać z siebie naprawdę dużo, do tego jest pogodna i optymistycznie nastawiona do życia, ma plany, i od kiedy jej synek poszedł do szkoły i jest bardziej samodzielny, zaczęła chodzić na studia podyplomowe, podziwiam ją i pozdrawiam gorąco i wszystkie inne samotne mamy,

Ja też jestem sama z dwójką- odeszłam od męża będąc w ciąży. Haha, też wstaję o 5, dlatego, że młodszego rano karmię piersią. On od urodzenia budzi się o tej porze, ma już prawie 2 lata, a zamierzam karmić go własnie do ok. 2 urodzin, jak pierwszego syna. I też jestem z nimi od 17.00, do 8 rano.
Jestem potwornie zmęczona! Nie daję rady bawić się autkami, też odpadam. Ale: uwielbiamy wymyślać różne historie (starszy syn, 5 lat, ma wyobraźnię po mamusi), rysować (ja też, ochoczo, bo to i dla mnie relaks, ja rysuję kwiatki i mandale, on maszyny).
Czytam bajki z dużym zaangażowaniem, komentujemy później, że piękna historia. Na wieczór życzymy sobie cudownych, tęczowych snów. Jesteśmy razem króko, ale intensywnie:)

ja akurat nie jestem samotną matką, ale za to jestem matką z ..ciągłym poczuciem winy, staram się dawać mojej córeczce wszystko to co najlepsze, ale ciągle mam poczucie, że coś robię źle, ze inne matki są dzielniejsze, radośniejsze, po prostu lepsze, a jako, ze kocham moje dziecko, to żal mi, że ono jest takie kochane i ma akurat tylko mnie za matkę, ja nie potrafiłabym wstawać o 5 rano i mieć usmiech na ustach, wypiłabym kilka kaw i jakoś pociągneła do południa, ale potem padłabym na twarz, czuje się często po prostu zmęczona, zwariować można, czy tylko ja tak mam?

Kochana, a czy ktoś mówi, że cały dzień spędzamy z uśmiechem na ustach?

Bardzo długo też miałam poczucie winy, że inne mamy są lepsze. Aż uznałam, że jestem tak dobra, jak mogę. Tak dobra, jak tego potrzebuje moje dziecko. I wystarczy:) Oczywiście, chciałabym biegać w nocy na każde wezwanie, a rano budzić się wypoczęta i być jak z reklamy płatków śniadaniowych.... takiej z lat 50'tych, wiecie. Ale tak się nie da:)

mam jedno dziecko: są momenty, kiedy np. miałabym ochotę po prostu zawinąć się w koc i na chwilę zapomnieć o całym świecie, a przy dziecku tak się nie da i takie poczucie, że nie panuje nawet nad tzw. wolnym czasem dla siebie jest frustrujące, z drugiej strony - dziecko to wyzwanie, to przygoda, weekendy nigdy nie sa nudne, dziecko mobilizuje do aktywności i kreatywności,

Czytam te Wasze wypowiedzi i po prostu za głowę się łapię.
Ja tez jestem mamą, 1,5 rocznego syna.
Dziewczyny, jak możecie czuć się winne, bo nie bawicie się z dzieckiem, bo je za mało kochacie???!! Co to za bzdury? Jesteście najlepszymi matkami, jakimi w danej chwili możecie być.
Dlaczego zachowujecie się tak szablonowo? Pranie, sprzatanie, gotowanie. Czy świat się zawali jak jednego dnia nie bedzie na stole obiadu z trzech dan, tylko domowe fryty z keczupem?
Nie chcę absolutnie nikogo urazić. Sama byłam o krok od tego, żeby z uśmiechniętej młodej dziewczyny stać się zaniedbaną kurą domową, narzekającą non stop na swój los, ale z wypranymi i wyprasowanymi ciuszkami.
Dzisiaj moje dziecko chodzi do żlobka w pomiętolonych ubrankach, ja dokupiłam jeszcze więcej koszy, do których wieczorem wrzucane są wszystkie rzeczy (tor przeszkód) i żądam 1 dnia w tygodniu tylko dla siebie.
Nie potrafie siedziec z dzieckiem i non stop czytac książeczek, układac klocków i śpiewac "Kółko graniaste", taka juz jestem. Nie sprawia to jednak, że jestem gorszą matką, jestem po prostu inna.
Uświadomiłam sobie, że mogę być tylko wtedy dobrą matką jeśli w równym stopniu skupię się na sobie, na swoim rozwoju osobistym - wtedy będę szczęsliwa.
Szczęsliwa mama=szczęśliwe dziecko.
I niech każda z Was kupi sobie gdzies złoty medal z personalizowanym grawerem. Należy Wam się skoro już dałyście się pociąć, pozszywać, zagoić, wykarmić i wychować.

bashka - z przyjemnością i ulgą czytałam twój wpis :)
w kobiecych gazetach powinno być mniej porad jak zrobić to czy tamto, a więcej informacji o tym, że jak tego czy tamtego nie zrobimy to świat się nie zawali - ani nasz ani dziecka, może wtedy rzeczywiście byłoby więcej szczęsliwych matek i przez to szczęśliwych dzieci, ja to jestem jednym wielkim wyrzutem sumienia, a mojego dziecka chwilami mam dosyć, bo czasami zachowuje się jak pasozyt, któremu wiecznie mało i mało uwagi, skupienia się wyłacznie na nim i nie potrafi juz się cieszyć po prostu tym, że jest ze mną, że możemy razem coś zrobić, skupia się na tym, jak wyciągnąć jeszcze więcej i nie zauważa jak już ma dużo

Bashka84 składam wyrazy szacunku. Ja jestem mama trójki szkrabów( 6, 4, 2 latka). I odkąd zostałam mama jestem mamą cały etat, totalnie zmęczona, czasami wkurzona i ciągle zabiegana. Kocham swoje dzieciaki, ale tez jak każdy potrzebuję czasu tylko dla siebie, długo musiałam o to walczyć z mężem( on uważał, ze skoro już siedzę w domu to muszę wszystko, nawiasem mówiąc szkoła jego mamusi), a on po powrocie z pracy siądzie sobie przed komputerem i nic go nie będzie interesowało. Ale w końcu powiedziałam dość i od tamtej pory on też zajmuję się domem i dziećmi, a ja mam czas dla siebie( czytam książki, buszuję po internecie, czy idę do kumpeli na kawę. A on w tym czasie bawi się z dziećmi i robi obiad. I to wcale nie znaczy, ze jestem złą czy wyrodną matką. Jak jestem wkurzona, albo zmęczona tylko mogę zaszkodzić swoim dzieciom. A nie chcę na nie krzyczeć. Dlatego staram się raz na jakiś czas pobyć sama, pomyśleć, oderwać się od problemów. Podsumowując każda z nas jest wspaniała matką, nie zależnie od tego o której wstaje, ile zrobi przez cały dzień. Wspaniałymi matkami jesteśmy zawsze. Pozdrawiam wszystkie mamy.

Magdalena.B napisała:

Wspaniałymi matkami jesteśmy zawsze. Pozdrawiam wszystkie mamy.

coś w tym jest, że wszystkie staramy się jak możemy, czasem z czymś radzimy sobie lepiej, czasem gorzej, ale kochamy swoje dzieci, chwilami tylko mam wrażenie, że sama niosę za sobą tyle niedoleczonych ran z przeszłości i bardzo chciałabym zaoszczędzić tych wszystkich niedobrych doświadczeń swojemu dziecku, takich jak np. konieczność "zapracowywania" na to, żeby ktoś mnie dobrze traktował, i przez to brak poczucia, że szacunek po prostu mi się nalezy, tak jak każdemu innemu człowiekowi, powtarzam moejmu dziecku, że jest wspaniłe i że jej bardzo kocham tylko za to, że jest, mam nadzieję, że jej już będzie łatwiej z bagażem ,który wkładam do "jej życiowego plecaka" pomimo tego, że nie zawsze jestem uśmiechnięta i cierpliwa jak panie z reklam ...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij