czwartek, 21 marca 2019
postów: 11

"Wibrator - wstyd czy niezależność?"



Czy wibrator jest nadal tematem tabu? Czy to nadal jest wstydem?
Chcemy być niezależne, spełnione, chcemy otwierać swoje firmy, awansować, ale czy jesteśmy w 100% odważne?
Dzisiejszy świat narzuca nam bardzo szybkie tempo życia. Jak pogodzić pracę, dom, macierzyństwo, bycie żoną, kucharka, sprzątaczką a do tego mieć czas dla siebie?
Związki, randki, pech czy brak czasu? A potrzeba przyjemności nie zanika...
Zatem, czy wibrator byłby rozwiązaniem na:
-brak czasu
-brak związku
-chęć poznania swego ciała
-przyjemność ?

Do wyboru, do koloru, jest ich tak wiele, dużych, małych, eleganckich, różowych, do torebki, do szafki nocnej, fikuśnych, prostych, wielokształtnych, z regulowaną prędkością, na baterie, etc.
Może i wibrator nie zastąpi nam prawdziwego stosunku z mężczyzną, ale sprawi przyjemność, a do tego dążymy w końcu. Zatem pytam się jeszcze raz, czy to wstyd czy odwaga?


Wibrator powinien być jak szminka! Chcę poczuć się extra kobietą, biorę do ręki i używam...
Jak najbardziej NIEZALEŻNOŚĆ!

gość napisała:

Może i wibrator nie zastąpi nam prawdziwego stosunku z mężczyzną, ale sprawi przyjemność, a do tego dążymy w końcu. Zatem pytam się jeszcze raz, czy to wstyd czy odwaga?

nie zastąpi? to się ubawiłam, czasami napotkani po drodze mojego życia mężczyźni byli tak dalecy od stworzenia atmosfery dobrej zabawy w łóżku, że kochając się z nimi po prostu nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę sobie do domu i włączę swój ulubiony wibrator, więc czasami nie wiem kto tu kogo zastępuję:) lubię mieć i fajnego mężczyznę i dobry model wibratora pod ręką, zależy na co akurat mam większa ochotę

moim zdaniem wibrator to ani wstyd ani odwaga, po prostu praktyczny, pro-kobiecy gadżet, to tak jakby ktoś pytał czy lodówka to fanaberia czy luksusu, po prostu niezbędne wyposażenie domu:)

Dopóki nie masz wibratora, dopóki go nie wypróbowałaś można mówić, że jest zbędny, że nie zastąpi stosunku z facetem, że jest fanaberią itp .... ale jak tylko zaprzyjaźnicie się .... zdanie radykalnie się zmienia :) Wibrator jest potrzebny i każda kobieta powinna mieć go "pod ręką" :)

Jezz napisała:

gość napisała:

Może i wibrator nie zastąpi nam prawdziwego stosunku z mężczyzną, ale sprawi przyjemność, a do tego dążymy w końcu. Zatem pytam się jeszcze raz, czy to wstyd czy odwaga?

kochając się z nimi po prostu nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę sobie do domu i włączę swój ulubiony wibrator, więc czasami nie wiem kto tu kogo zastępuję:)

Hehehe rozbawiła mnie ta odopowiedź!:) Jest wręcz idealna!! :) I podpisuję się pod tym:)

kiedy pobywałam sobie w Londynie, większość z Brytyjek, które tam poznałam, po prostu miały wibratory, z tego co opowiadały - jednej używały je częściej, inne rzadziej, ale nikt nie dyskutował o tym, czy wibrator to wstyd czy niezależność, po prostu kobiecy gadżet, oj, jeszcze katolickość wystaje nam z kołnierza, oni poradzili sobie z purytanami, a my ciągle: czy to już grzech, czy to już trzeba się tego wstydzić, czy wibrator przystoi czy nie przystoi,

a to po prostu zabawka, tyle tylko, ze głównie dla kobiet i może o to cały raban, bo tak sobie myślę, że jakby był jakiś uniwersalny masażer dla facetów, to by nie było takiego hałasu wokół tego, tylko wszystkie kobiety uczyłyby się obsługi, żeby dogodzić swoim mężczyznom,

ja akurat lubię masowanie łechtaczki: czasem wystarczają mi pocieranie własnymi palcami, czasem proszę partnera o pieszczoty, a czasem lubię mieć możliwość miłej odmiany i wtedy korzystam z wibratora, ot i cała moja "demoniczna" historia

Mam. Jak kazda kobieta. Ale korzystam bardzo rzadko z przymusu. Nie bardzo mnie bawią zimne zabawki. Stanowczo wolę ciepłe nierówności mojego faceta. Jaka to niby jest niezależność mając mechaniczną zabawkę. Stanowczo polecam dogadanie sie ze swoim partnerem a nie będziecie miały siły na wibratorki.

gość napisała:

Mam. Jak kazda kobieta. Ale korzystam bardzo rzadko z przymusu. Nie bardzo mnie bawią zimne zabawki. Stanowczo wolę ciepłe nierówności mojego faceta. Jaka to niby jest niezależność mając mechaniczną zabawkę. Stanowczo polecam dogadanie sie ze swoim partnerem a nie będziecie miały siły na wibratorki.

A ja lubię, jak moja kobieta używa wibratora. od razu mi się robii gorąco, nie ważne jak bardzo byłbym zmęczony albo niewyspany. To lepsze niż afrodyzjaki.

gość napisała:

Mam. Jak kazda kobieta. Ale korzystam bardzo rzadko z przymusu.

to nie kwestia zabawek, ale tego, że korzystasz z nich przymysu, co to w ogole znaczy: z przymusu - jak nie masz ochoty to tego nie rób, nawet jak sie je ulubione lody i czekoladki pod przymusem, a nie z włsanej nieprzymuszonej woli, to przestaje sprawiać przyjemność, a gadżety wcale nie sa zimne - ja ogrzewam je wlasną dłonią i właśna cipką:)

Jezz napisała:

gość napisała:

Mam. Jak kazda kobieta. Ale korzystam bardzo rzadko z przymusu.

to nie kwestia zabawek, ale tego, że korzystasz z nich przymysu, co to w ogole znaczy: z przymusu - jak nie masz ochoty to tego nie rób, nawet jak sie je ulubione lody i czekoladki pod przymusem, a nie z włsanej nieprzymuszonej woli, to przestaje sprawiać przyjemność, a gadżety wcale nie sa zimne - ja ogrzewam je wlasną dłonią i właśna cipką:)

wydaje mi się, że "z przymusu" oznacza tutaj wtedy gdy mam ochotę na seks, a nie mam z kim.

[/CYTAT]

wydaje mi się, że "z przymusu" oznacza tutaj wtedy gdy mam ochotę na seks, a nie mam z kim.
[/CYTAT]

to się nie nazywa "przymus", tylko podniecenia, pożądanie, ochota na seks, jak można o podnieceniu mówić "przymus", to chore,
a jak jest facet pod reką i ma sie ochotę na seks to tez jest "przymus" ? czy może chodzi o to, że jak mam ochotę i sama się dopieszczam to "be" i "przymus", a jak mam faceta i nawet nie mam ochoty to wszystko jest w porządku? myślałam niedawno, że coś zaczyna sie zmieniać nawet w naszym kraju, jesli chodzi o podejście do seksu, ze może i tutaj będzie miejsce na bliskość, radość i zabawę, ale widzę, ze "przymus" górą

gość napisała:

wydaje mi się, że "z przymusu" oznacza tutaj wtedy gdy mam ochotę na seks, a nie mam z kim.
[/CYTAT]

to się nie nazywa "przymus", tylko podniecenia, pożądanie, ochota na seks, jak można o podnieceniu mówić "przymus", to chore,
a jak jest facet pod reką i ma sie ochotę na seks to tez jest "przymus" ? czy może chodzi o to, że jak mam ochotę i sama się dopieszczam to "be" i "przymus", a jak mam faceta i nawet nie mam ochoty to wszystko jest w porządku? myślałam niedawno, że coś zaczyna sie zmieniać nawet w naszym kraju, jesli chodzi o podejście do seksu, ze może i tutaj będzie miejsce na bliskość, radość i zabawę, ale widzę, ze "przymus" górą
[/CYTAT]

ja tak po prostu zrozumiałam jej wypowiedź, a ty koleżanko trochę ochłoń i nie oburzaj się tak. nie można wszystkiego odbierać tak jak jest napisane, jedno wyrażenie może być inaczej rozumiane w różnych kontekstach, tym bardziej w naszym języku, gdzie nie ma czarnego albo białego. Może to być metafora, trochę wyobraźni... jeśli wszystko odbierasz tak jak ten komentarz to nie dziwie ci się, że myślisz że jesteśmy za murzynami. "ale widzę że górą"

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij