piątek, 21 września 2018
postów: 1

"Nie uprawiamy seksu-jestem sfrustrowana!"



Nie wiem czy ten temat pojawil sie na tym forum (jestem prawie pewna, ze mogl byc podobny), ale chcialam zalozyc nowy watek. Krotko mowiac: szukam porady.

Jestem ze swoim facetem 3 lata. Mam 26 lat, on jest cztery lata starszy. Nie moge powiedziec(moze jak w innych przypadkach), ze na poczatku zwiazku "nie wychodzilismy z sypialni". Seks byl, owszem, "czesto" ok. 2 razy w tygodniu. Obecnie jest raz na miesiac, albo i rzadziej. Najczesciej po jego lub moim alkoholu.
Zwlaszcza jesli chodzi o niego, moze z 2-3 razy zdarzylo sie, ze kochal sie ze mna na trzezwo. Nie mowie o kompletnym pijanstwie (chociaz tez sie zdarzalo), ale przynajmniej jakiejkolwiek ilosci piwa/wina/wodki.
Mieszkamy razem. Kocham go, uwazam, ze jestesmy dobrymi partnerami i tworzymy fajny dom (nie mamy dzieci, ale planujemy, tylko..no wlasnie.)
Jest wspanialym facetem, dobrym czlowiekiem, rozumiejacym, pomocnym, po prostu kochanym. Nie wyobrazam sobie bez niego zycia i nie chce go zostawiac, no ale...coraz czesciej rozstanie jawi mi sie jako sposob na "wyjscie z sytuacji".
tzn.
Kochamy sie za rzadko! Ja mam dosyc, uwazam (i podobno), spory temperament. Moge i lubie czesto sie kochac. 7 razy w tygodniu jest dla mnie fenomenalne, ale i 2-3 bardzo satysfakcjonujace. Zadna pozycja, pora dnia, miejsce nie jest dla mnie przeszkoda.
Natomiast raz na miesiac? Przy czym praktycznie zawsze z mojej inicjatywy?

Wlasnie mija jakies 50 dni od ostatniego razu, i po prostu wariuje. Moje cale cialo wariuje. A samoocena leci na leb na szyje.
Mam bielizne, depilacje, wszystko, a i tak, jesli przechadzam sie nago po domu, gapi sie w telewizor.
I - nie zeby byc nieskromna- ale mam tez powodzenie u facetow. I coraz bardziej trudno mi sie oprzec flirtom (na tyle sobie pozwalam, bo nie umialabym go zdradzic) i zaluje i placze, ze obcy facet, ktorego malo znam, podwyzsza moja samoocene w godzine, czego moj Ukochany, niestety, nigdy nie wykonal.

Problem rzadkiego wspolzycia sygnalizowany, wielokrotnie dyskutowany, dopytywalam, sluchalam, wkurzalam sie, klocilismy sie, godzilismy, probowalismy znalezc rozwiazanie...a ja probowalam juz praktycznie wszystkiego. Byc erotycznie agresywna, potulna, dziewica, dziwka, zalotna, zimna, naciskalam, wykazywalam inicjatywe, nie wykazywalam, czekalam...
Wyslalam go na badania (wszystko w porzadku z jego organizmem, poziomem hormonow) poszlismy do terapeuty (niestety terapia nie pomogla, a tylko pogorszyla sytuacje miedzy nami, przestalismy chodzic). Powiedzialam, zeby chodzil sam, moze latwiej bedzie mu sie otworzyc, ale stwierdzil, ze "zrobi to dla mnie, ale w ostatecznosci, bo nie wierzy w terapie i jej sens jakikolwiek". Na terapi pojawil sie watek filmow pornograficznych, jako problem (dlugo byl singlem) ale odstawil (tzn. tak mowi), czestotliwosci seksu to nie zmienilo. Przede mna dlugo byl singlem, co nie znaczy, ze nie uprawial seksu.

Rodzina bardzo wierzaca (placza i wypominaja, ze zyjemy bez slubu) on kiedys byl, teraz juz nie.
Ma stresujaca prace, ale ja tez. I to nie zmienia tego, ze potrafie polaczyc prace i seks. Miec czas i na jedno i na drugie.

Tak, mamy telewizor w sypialni (nie moge go zmusic do wyrzucenia). Mowi, ze tak mu sie latwiej usypia.

Wielokrotnie analizowalam, pytalam w czym tkwi problem, jedyne co slysze zawsze(!) to :"nie wiem co Ci powiedziec, nie wiem z czego wynika problem". Czy go pociagam? "tak" czy mnie kocha etc. tak, tak, tak. Fantazje? Nie umie o tym mowic, nie umiem go przelamac.

Nie wiem co mam robic.
Przyjaciolki radza mi, ze to niedopasowanie, ze powinnam go zostawic, bo nie jestem szczesliwa. A caly sek tej sprawy polega na tym, ze absolutnie jestem i chce go na swoje zycie, gdyby nie ten seks wlasnie
...nie zrezygnuje dla niego z tej strefy (tez to powiedzialam), ale tez mam wielka wole naprawienia tej sytuacji. Gdyby to sie udalo, byloby fenomenalnie. Ale sie nie udaje juz tak dlugo...
dotarlam do momentu kiedy jestem tak sfrustrowana i wsciekla na niego, za to, ze tak wyglada moje zycie, biale malzenstwo prawie, ze przenosi sie to na nasze ogolne "wspolzycie". Boje sie tez, ze po prostu nie opre sie kolejnemu facetowi, ktory mnie zaczepi i bedzie komplementowal. Bo jestem atrakcyjna, mloda, wiem to, tylko nie przy nim. Upije sie i zrobie jakas glupote. A bardzo nie chce, bardzo chce byc fair...


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij