sobota, 21 lipca 2018
postów: 19

"Masturbacja mężatek"



Jako mężatka mam pytanie do nie tylko mężatek, ale w ogóle kobiet w związku. Ściślej mówiąc, do kobiet, których mężowie/partnerzy nie mają tak często jak Wy ochoty na seks. Co robicie w takiej sytuacji? Czekacie, aż partnerowi się "zachce"? Czy bierzecie sprawy "w swoje ręce"? Daje Wam to satysfakcję? W moim przypadku niestety czasem po takiej samotnej masturbacji przychodzi smutek, płacz, uczucie pustki. Nie bardzo wiem, jak sobie poprzestawiać w głowie, żeby tak nie było i żebym mogła czerpać z seksu solo satysfakcję i pełne zadowolenie. Jak to jest u Was?
Pozdrawiam.


wmawia nam się, że solo seks to jest gorszy seks, mamy głowy nabite romantycznymi opowieściami o tym, ze "poznali się, pokochali i żyli długo i szczęśliwie" ( w domyśle także w łóżku) a przecież bardzo różnie z tym dopasowaniem w łóżku bywa, ja też mam męża i chętnie sięgam po wibrator, czasem mój mąż przyłacza się do zabawy, ale nie zawsze o to chodzi, zeby go do mnie "skusić" dżwiekiem wibratora, czasami po prostu chcę odmiany i wtedy sięgam po wibrator, ale też znam to uczucie smutku, że robię coś nie tak, jak to być powinno, ale zaraz staram się łapać na tym i zastanawiam się: halo, o co tu chodzi? przecież to na co mam ochotę to nic złego, to dotykanie swojego ciała, bo zaspokajam swoją potrzebę, fajną potrzebę przyjemności, funduje sobie odrobinę ekscytacji i relaksu,
ja wyobrażam sobie, że jestem super gwiazdą porno, albo burleski, albo ekskluzywną call girl i włączam fantazję na maksa i wtedy się rozkręcam, kiedy planuje masturbację ubieram się seksownie, w tle gra mi muzyczka, staram się, żeby nie wyglądało to byle jak jak bylejaki seks wystraszone szarej myszki ( a kiedyś u mnie to tak wyglądało),ale jak fajna zabawa seksownej babki, ktora ma w sobie tyle pożądania, że nikt za nia nie nadąża i musi zaspokajać się sama:)))
ciało uwierzy w twoje myśli, jeśli twoje myśli będą smutne, twoje ciało tez będzie smutne, jeśli twoje fantazje będą bardziej kolorowe, zabawa tez może zamienić się w coś, może nie od razu wielkiego "łał", ale może po prostu w coś miłego, relaksującego,

gość napisała:

kiedy planuje masturbację ubieram się seksownie, w tle gra mi muzyczka, staram się, żeby nie wyglądało to byle jak jak bylejaki seks wystraszone szarej myszki

Może faktycznie coś w tym jest.... skoro robię to cichaczem w piżamie w łazience, to nic dziwnego, że mam potem odczucia takie a nie inne. Chyba dzisiaj zapalę świeczki, kadzidełko, użyję perfum... mąż ma popołudniówkę, wróci przed 23.00, do tego czasu mam sporo możliwości.... :)
Dziękuję za odpowiedź :)

Zaczne od tego,ze nie jestem Kobieta,ale tak mialem w pierwszym moim malzenstwie,(blad dziecinstwa).
Tylko,ze wtedy ja ,zamiast kochac sie z zona, maszerowalem do lazienki i bylo mi pozniej smutno.
Jak juz bylem wolny i poszukiwalem znow zwiazku, poznalem kobiete, ktora zawsze po orgazmie plakala.
Bo to byl placz ze szczescia. Zdarza sie ludziom bardzo czulym na piekno i piekne uczucia.Kiedy widza cos pieknego na swiecie ,tez maja lzy w oczach i ogarnia ich stan zadumy.Przypuszczam,ze jakby Twoj Maz
zrobil to tak ladnie jak Ty sobie sama i z wielka radoscia tez bedziesz miala lzy w oczach.
A temperamentu nie da sie przewidziec, bo tempo produkcji hormonalnej jest raczej stale a od 40 roku zycia bardzo wolniutko malejace.Ten sam mezczyzna ktorego "nosi" przy jednej kobiecie moze "ucichnac" przy drugiej.
Tempo wypeniania sie "worka potrzeb" u mezczyzny jest raczej stale ,choc czasami mozna Go latwo przekonac
Jednak nie funcjonuje to na guzik,ani za namowa slowna.Wtedy bywa odwrotny skutek.My w naszym zwiazku mamy ten problem rozwiazny inaczej, jak ja mam ochote to Ja kusze a jak nie skusze z jakegos powodu, to
Ona sie tak uklada,zeby mi bylo dobrze, ale zajmuje sie swoimi sprawami nie angazujac swojej psychiki w to co sie dzieje.Moze spac lub ogladac TV,albo czytac ksiazke.Albo sie "dolaczyc".W innym przypadku czyli odwrotnie
Jest podobnie,sama sobie bierze ,"utwardza" nawet jak spie i robi co chce.Nazywam to masturbacja o patnera.
Takie oddanie siebie w zwiazku do dyspozycji komus kochanemu bez zmusznia sie do sexu, nie powoduje pretensji.
Wiele kobiet to stosuje wobec swoich mezow od dawna, tylko nie tak otwarcie i szczerze bez hamulcow.
Musze dodac,ze tez to co gotujecie swoim mezczynom, ma duzy wplyw, na ich pragnienia.Mieszanina weglowodanow i tluszcow,czyni zawsze sennym.Najlepiej to miec obok lozka w szafeczce oprucz wibratora.
jakis trunek i dwa kieliszki, i nie wiecej jak po jednym.Nastepny wazny element, to mezczyni ,czesto specjalnie
unkaja sexu, bo lubia jak kobieta "go" bezwstydnie zapragnie.A wiedza, ze osiagna to tylko przez wstrzemiezliwosc.Inni uwielbiaja czuc i patrzec jak kobieta to robi sama, dlatego polecam nigdy nie wstydzic sie swojego mezczyzny.Na brak temepramentu u mezczyzny nie ma lekow ani sposobow na dluzsza mete.
Tempo produkcji hormonalnej jest stale i musi sie "nazbierac ochota".Wtedy pomaga ,ze on robi kilka dni czy tygodni Tobie orgazm ale sam nie ma i w ten sposb mozna regulowac ,czy tez dostosowac jego potrzeby do Twoich.Jeden z cesarzy w Chinach,mial ponad 60 zon i z piecioma dzienie mial sex ku ich zadowoleniu do poznej starosci,ale on mial orgazm raz na trzy miesiace.Czyli jest wyjscie,;-)))))))))))))

Zacznę od tego że jestem szczęśliwą mężatka, spełnioną kobieta i akceptuję siebie taką, jaką jestem. Osobiście nigdy nie miałam problemów z masturbacja. Robiłam to od lat szkolnych do dzisiaj i chyba nigdy nie przestane. Nie dlatego ze seks z mężem mnie nie satysfakcjonuje bo jest na prawdę OK a dlatego że mam po prostu czasem ochotę sama się sobą pobawić. Czasem codziennie czasem rzadziej to zależy od mojego nastroju , chęci. Mam dwa dilda schowane w nocnej szafce, jedno długie takie obustronne a drugie zwykle(oba żelowe miękkie, przezroczyste) i własne palce i jak na razie to mi wystarcza. Nie mam poczucia winy ze to robię. Podchodzę do tego jak do jednej z metod do osiągnięcia cudnej rozkoszy. Jak do czegoś najzupełniej normalnego co jest częścią mojej kobiecości, mojej seksualności. Czasem robię to przy mężu i uwierz, rzadko mi się udaje go powstrzymać od wejścia we mnie ale to mnie akurat bardzo podnieca kiedy widzę jak bardzo jest nakręcony i gotowy. Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem twoje wewnętrzne obawy. Może podejdż do tego jak ja,jako do czegoś zupełnie normalnego, jak do jednej z normalnych metod osiągnięcia orgazmu. Powiedz sobie ze jak inne kobiety nie maja z tym problemu to niby dlaczego ja mam mieć. Przecież to zwykła , naturalna rzecz. Masturbacja jest częścią naszego życia nie zależnie jak do niej podchodzimy. Ja uważam ze jeśli same nie potrafimy dać sobie orgazmu to nie wymagajmy by umiał dać nam orgazm nasz facet czy partnerka. A jeśli mąż nie potrafi dać nam orgazmu to tym bardziej powinnyśmy korzystać z własnej masturbacji. Ja lubię seks z mężem i lubię masturbacje i nie zamierzam z niej rezygnować. Ty tez powinnaś podejść do tego podobnie. Masz ochotę na rozkosz? To daj ją sobie. Bez poczucia winy i zastanawiania się czy to jest ok. Jest ok i po prostu rób to jak często masz ochotę. Jeśli nie chcesz mówić mężowi to nie mów to jest twoja prywatna, intymna sprawa. Nie zastanawiaj się czy to jest fair wobec męża bo czy fair jest fakt ze mężowie wielu kobiet nie dają im rozkoszy? nie interesują się ich potrzebami ?....To jest dopiero nie fair wobec kobiety. Więc baw się sobą ile wlezie. Ja kocham swojego męża bo jest kochanym łobuzem ale to wcale nie znaczy ze mam rezygnować z masturbacji. Ty podejdż do tego tak samo. Napisz jak udało ci się poukładać w głowie własną rozkosz- Justyna7.

Myślę, że nie miałabym takiego problemu z masturbacją, gdyby moje pożycie z mężem było satysfakcjonujące i częstsze. Wtedy pewnie potrafiłabym się cieszyć z tych sesji solo. Jestem za to w sytuacji, kiedy tych samotnych masturbacji mam kilkakrotnie więcej, niż stosunków z mężem, i to nie działa szczególnie pozytywnie. Chociaż staram się bardzo zmienić sposób myślenia i - chyba - coś się zaczyna powoli poprawiać.

Czasem jedynie zastanawiam się, czy moje potrzeby są normalne; nieraz przez tydzień czasu nie mam żadnych chęci, a nieraz 5 razy dziennie to dla mnie mało.... Też tak macie? ;)

też tak mamy :) rozumiem twoje poczucie, że coś jest nie tak, kiedy więcej masz masturbacji niż seksu z mężem,

ale moim zdaniem to nie sama masturbacja wywołuje u ciebie poczucie osamotnienia i frustracji, ale fakt, że z mężem nie układa się tak jak tego pragniesz, albo znaczniej poniżej twoich oczekiwań, a masturbacja ci po prostu o tym fakcie przypomina,

warto przyjrzeć się swoim prawdziwym uczuciom i swojej sytuacji i realnie ocenić co nas niepokoi, co nas zasmuca, czy to jest zdolność naszego ciała do relaksowania się w ciągu kilku minut, czy fakt, że mąż tak mało poświęca nam uwagi, że będąc w związku, realnie jesteśmy zdane tylko na siebie,

gość napisała:

Jako mężatka mam pytanie do nie tylko mężatek, ale w ogóle kobiet w związku. Ściślej mówiąc, do kobiet, których mężowie/partnerzy nie mają tak często jak Wy ochoty na seks. Co robicie w takiej sytuacji? Czekacie, aż partnerowi się "zachce"? Czy bierzecie sprawy "w swoje ręce"? Daje Wam to satysfakcję? W moim przypadku niestety czasem po takiej samotnej masturbacji przychodzi smutek, płacz, uczucie pustki. Nie bardzo wiem, jak sobie poprzestawiać w głowie, żeby tak nie było i żebym mogła czerpać z seksu solo satysfakcję i pełne zadowolenie. Jak to jest u Was?
Pozdrawiam.

Czytając Twoje posty odniosłam wrażenie, że podeszłaś do tego zbyt wstydliwie – wstydliwie przed samą sobą. Ale jest to tylko moje odczucie. Tak wywnioskowałam, gdy napisałaś, że robisz to w łazience, w piżamie na sobie. Nietrudno domyślić się, jakie jest tego podłoże – kiedy masturbacją próbujesz zastąpić to, czego oczekujesz od męża, więc nie ma w tym nic dziwnego, że zamiast rozkoszy
To oczywiste, że skoro nie możesz otrzymać tego, czego byś oczekiwała, musisz uciekać się do... hmmm, nazwałabym to może „środkami zastępczymi”?. Po prostu: musisz zdecydowanie zmienić podejście. Myślę, że już w jakiś sposób poradziła Ci koleżanka też pisząca jako gość, a może poradziłaś sobie sama, robiąc to tak, jak zaplanowałaś, nastrojowo. Ja mogę tylko zasugerować Ci to samo, żebyś stworzyła sobie odpowiedni klimat, a przede wszystkim podeszła do tego bez kompleksów, może wręcz nawet z dumą. Kiedy jesteś w domu sama, wiesz, że masz nasz ochotę na masturbację, myśl o tym, że oto zaraz sprawisz sobie przyjemność. Właśnie tak, ma to być przyjemność a nie tylko pigułka na zaspokojenie kobiecych potrzeb czy tęsknot. A najważniejsze: poczuj swoją wartość. Możesz np. stanąć naga przed lustrem, przyjrzeć się sobie, ale nie po to by wyszukiwać mankamenty – wręcz przeciwnie, zobaczyć tylko to, co sprawia, że jesteś super, spodobać się sobie samej. M.in. dużo i bardzo trafnie pisze o tym nasza red. naczelna Joanna, poczytaj starsze artykuły. A może masz jakieś fantazje, związane z masturbacją, coś, co istniało dotąd tylko w Twojej wyobraźni? Może spróbujesz poszukać jakiegoś pomysłu.
Pozostaje jeszcze sprawa najważniejsza, tzn. jak „rozruszać” Twojego męża, tak aby nabrał wreszcie ochoty na Ciebie. No i oczywiście – czy w ogóle jest to możliwe. Trudno tu coś Ci poradzić nie znając go, jak również wiedząc tak niewiele o Twoim związku. Bardzo podoba mi się to, co napisała Justyna7, że kiedy masturbuje się w sypialni, mąż zaraz przyłącza się do zabawy, a potem szybko nabiera na nią ochoty. Super! Właśnie na tym to polega, u mnie zresztą jest bardzo podobnie. Ale zdaję sobie również sprawę z tego, że nie w każdym małżeństwie jest to możliwe. Ja zaś życzę Ci, żeby się udało! Pozdrawiam, Gośka

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, każda z Was przekazuje mi coś cennego, dzięki czemu czuję, że jestem normalna i wszystko ze mną w porządku. Dzisiaj np. było fajnie, bo mam wolną chatę, mąż jest na popołudniówce, włączyłam sobie ulubione porno, zapaliłam fajne światło i dałam sobie chwilę fajnej przyjemności.... :) ale już np. wczoraj mąż był wieczorem w domu i tylko głupio się pytał, co robiłam tyle czasu w łazience... choć doskonale wiedział, co to było. Niestety mamy tylko kawalerkę z jednym pokojem, więc o chwilę intymności jest bardzo trudno, kiedy obydwoje jesteśmy w domu. Wtedy po skończonej masturbacji narasta we mnie frustracja, że wracam z łazienki, chciałabym się odprężyć w ciszy albo przy dobrej muzyce, a niestety nie da się, bo w pokoju mąż akurat ogląda jakiś mecz czy program motoryzacyjny... ;/ wtedy po prostu nie potrafię opanować irytacji, że tak to wygląda: ja tam, dogadzam sobie sama, a on tu, zadowolony ogląda tv i nie boli go jakoś, że półtora tygodnia nie kochaliśmy się... Wtedy zaczynam się czepiać i tak od słowa do słowa sprzeczka gotowa, wczoraj też... Zaczynam myśleć, że ideałem byłoby, gdyby mąż miał stale do pracy na popołudniu lub na noc :P
Margaret, niestety u mnie jest nie do wyobrażenia sytuacja, że ja się masturbuję, a mąż się przyłącza... w najlepszym wypadku wychodzi z pokoju....dla niego nie do pomyślenia jest, jak można mieć codziennie ochotę, dla niego jestem seksoholiczką. Brałam już i to pod uwagę, próbowałam się ograniczać, ale pozbyłam się tych myśli - nie zawalam codziennego życia, nie siedzę po nocach w filmach porno, potrafię skupić się na innych czynnościach, zainteresowaniach.
Zapytacie pewnie, po co za niego wyszłam? (Wcale nie musieliśmy brać ślubu z powodu wpadki.) Przed nim miałam partnerów, z którymi, owszem, miałam fajny seks, ale życiowo nie pasowaliśmy do siebie. Wszyscy wokół mi wkładali, wręcz wbijali do głowy, czym mam się kierować przy wyborze życiowego partnera - oczywiście miał mieć dobrą, stabilną pracę. Na dzień dzisiejszy nie wiem, jak to będzie w dłuższej perspektywie czasu. Czy będę się realizować seksualnie solo, masturbując się? Czy może znajdę w końcu kochanka? Czy się rozwiodę i poszukam kogoś, z kim jednak będziemy dopasowani w sypialni? Nie wiem. Wiem tylko, że gdybym miała cofnąć czas, nie słuchałabym "doradców" i na pewno nie wyszłabym za niego.

Dodam jeszcze coś od siebie, uprzedzając pytania, bo wygląda, jakbym wyszła za niego tylko z rozsądku i ze względu na stabilizację, jaką mógł mi dać :P A wcale tak nie było. Byliśmy obydwoje zakochani od pierwszego wejrzenia, poza tym dobrze się rozumieliśmy. W zasadzie nadal dobrze się rozumiemy, we wszystkich aspektach, oprócz seksu. Zakochanie minęło, seks zaczął kuleć...kiedyś udawało mi się go namówić na igraszki 3-4 razy w tygodniu i nie pokazywał, że jest to dla niego uciążliwy obowiązek. Teraz średnia to raz na tydzień, ale bywa, że nie kochamy się 3 tygodnie. Ciągle mi dogaduje na temat mojej masturbacji, z którą jak mówiłam nie bardzo mogę się ukryć, bo w małym mieszkaniu słychać to i owo i widać, że znikam w łazience. Taki pies ogrodnika, sam mnie nie zaspokaja (oralnie ani ręką też nie), i obraża się, kiedy biorę sprawy we własne ręce.

nie ty jedna uległaś przekonaniu, że kobieta powinna wesprzeć się na silnym męskim ramieniu, i powinna sobie kogoś z "dobra pracą" poszukać, jest nas więcej, i tak ty, ja tez żałuję , że nikt nie zachęcał mnie, żebym sama dla siebie była silnym ramieniem, a faceta wybrała zupełnie z innych powodów, cóż, jesteśmy mądrzejsze o pewną wiedzę, teraz pozostaje pytanie, co my z ta wiedzą zrobimy...

gość napisała:

nie ty jedna uległaś przekonaniu, że kobieta powinna wesprzeć się na silnym męskim ramieniu, i powinna sobie kogoś z "dobra pracą" poszukać, jest nas więcej, i tak ty, ja tez żałuję , że nikt nie zachęcał mnie, żebym sama dla siebie była silnym ramieniem, a faceta wybrała zupełnie z innych powodów, cóż, jesteśmy mądrzejsze o pewną wiedzę, teraz pozostaje pytanie, co my z ta wiedzą zrobimy...

tak nie jest :( mamy jedno życie, w wojnie ludzie sobie radzili sami, matki same z dziećmi ! damy radę, nie bądźmy na usługi wielkich panów, kobiety też osiągają sukces, życie jest ważniejsze niż praca !

No właśnie.... Nie wiem, co zrobię. Teraz jeszcze jakoś daję radę, ale nie wiem, co będzie za rok... dwa.... pięć... jak sobie pomyślę, że miałabym tak trwać do końca życia, mieć 90% seksu solo i 10% seksu z mężem (i to niekoniecznie pierwszej jakości...) to się odechciewa...

Jak tylko próbuję poruszyć temat seksu, to od razu jest z jego strony jedna wielka spinka, zacisk szczęk i zarzuty, że znowu o tym gadam... że w kółko tylko jest ten jeden temat... że przez to na pewno przez tydzień nie będzie miał ochoty - to też często słyszę..

gość napisała:

No właśnie.... Nie wiem, co zrobię. Teraz jeszcze jakoś daję radę, ale nie wiem, co będzie za rok... dwa.... pięć... jak sobie pomyślę, że miałabym tak trwać do końca życia, mieć 90% seksu solo i 10% seksu z mężem (i to niekoniecznie pierwszej jakości...) to się odechciewa...

Jak tylko próbuję poruszyć temat seksu, to od razu jest z jego strony jedna wielka spinka, zacisk szczęk i zarzuty, że znowu o tym gadam... że w kółko tylko jest ten jeden temat... że przez to na pewno przez tydzień nie będzie miał ochoty - to też często słyszę..

..uważam, że wcześniej czy później, jeśli on nie zadba o Ciebie, a na to nie wygląda, Twój poziom frustracji dojdzie do takiego poziomu, że już dłużej tego nie wytrzymasz, to taka naturalna tendencja kropli żłobiącej skałę, której nie przesuniesz. Szkoda życia :(

gość napisała:

No właśnie.... Nie wiem, co zrobię. Teraz jeszcze jakoś daję radę, ale nie wiem, co będzie za rok... dwa.... pięć... jak sobie pomyślę, że miałabym tak trwać do końca życia, mieć 90% seksu solo i 10% seksu z mężem (i to niekoniecznie pierwszej jakości...) to się odechciewa...

Jak tylko próbuję poruszyć temat seksu, to od razu jest z jego strony jedna wielka spinka, zacisk szczęk i zarzuty, że znowu o tym gadam... że w kółko tylko jest ten jeden temat... że przez to na pewno przez tydzień nie będzie miał ochoty - to też często słyszę..

To fatalnie, nie przypuszczałam, że aż tak. W tym wszystkim, o czym piszesz najbardziej mnie zbulwersowało nie samo to, że Twój mąż nie jest zainteresowany Twoimi potrzebami, podczas gdy sam jest najwyraźniej oziębły, lecz to, w jaki sposób Cię traktuje, gdy próbujesz radzić sobie sama – drwiący, złośliwy. Seksualną oziębłość jeszcze jestem w stanie jakoś zrozumieć. Czasem wystarczy zwykłe przemęczenie, przepracowanie, stresy, a już potrafi to wpłynąć na popęd faceta. Z perspektywy 21 lat mojego małżeństwa pamiętam takie okresy, gdy mój mąż najnormalniej zatracał swoją normalną formę. Ale przynajmniej w tych chwilowych okresach gorszej dyspozycji starał mi się wynagrodzić czułością, czy pieszczotami oralnymi. A już o to, że używam wibratora nie padło ani jedno słowo pretensji Kilka lat temu mojego męża dopadło zapalenie korzonków nerwowych. Leżał w łóżku tak obolały, że o seksie nawet nie było mowy. Sam mnie wtedy prosił, żebym masturbowała się przy nim. Kiedy ból zelżał na tyle, że mógł się choć trochę ruszać, to on wkładał mi wibrator. I tak sobie jakoś radziliśmy, ja dopieszczałam go oralnie, ręcznie...
Chyba niepotrzebnie pogrążasz się psychicznie rozmyślając o tym, że wychodząc za człowieka życiowo ustawionego straciłaś szansę na związanie się z kimś, z kim mogłabyś czerpać więcej przyjemności z seksu. Trudno „gdybać”, jak wyglądałby taki związek. Mogłoby się okazać, że seksualna witalność kogoś takiego jest jedyną jego zaletą, a poza tym... Mam przyjaciółkę, która uciekła od męża, Włocha. Podobno ogier, nie facet, seksu miała aż do przesytu, i to czy tego chciała, czy nie. Co z tego, kiedy był wyjątkowo agresywny, kiedy wpadał w szał potrafił bić bez opamiętania. A do tego uprawiał seks nie tylko z nią, zdradzał ją nawet nie kryjąc się z tuym. Zawsze jest też ryzyko, że taki ktoś, kto początkowo rokował nadzieje na pełen przygód związek szybko wypalił się – jest tu forum wątek na ten temat. Nie chcę przez to powiedzieć, że powinnaś być zadowolona z tego, co masz, bo trudno być zadowolonym. Zwłaszcza, gdy w miejsce seksu otrzymuje się złośliwości. Ale mimo to nie dołuj się jeszcze dodatkowo rozpamiętywaniem, że mogłaś wybrać inaczej, bo to Cię dodatkowo wykańcza psychicznie. Pozdrawiam, Gośka

Mój chłopak ma 29 lat, i też z przemęczenia, kochamy się raz na tydzień, w porywach 2 razy.
Tak, trzeba brać pod uwagę czynniki zewnętrzne także, pomyślcie dlaczego często bezrobotni lub wykolejeni faceci mają zawsze chęć albo dziecko z kilkoma kobietami

gość napisała:

Zacznę od tego że jestem szczęśliwą mężatka, spełnioną kobieta i akceptuję siebie taką, jaką jestem. Osobiście nigdy nie miałam problemów z masturbacja. Robiłam to od lat szkolnych do dzisiaj i chyba nigdy nie przestane. Nie dlatego ze seks z mężem mnie nie satysfakcjonuje bo jest na prawdę OK a dlatego że mam po prostu czasem ochotę sama się sobą pobawić. Czasem codziennie czasem rzadziej to zależy od mojego nastroju , chęci. Justyna7.

Bardzo ucieszyłam się czytając Twój wpis, to dla mnie kolejny dowód na to, że nie jestem odosobniona i że masturbacja w wykonaniu mężatek, także tych, których pożycie układa się normalnie nie jest niczym wynaturzonym, lecz coraz częstszym zjawiskiem. Ja również jestem spełnioną mężatką, mam wspaniałego męża, jesteśmy kochającym się małżeństwem, często współżyjącym seksualnie. A mimo wszystko masturbującą się. Moja przygoda z masturbacją zaczęła się, gdy mój mąż wyjechał na półroczny staż zagraniczny. Bardzo nie chciał na nie jechać, zostawiać mnie samej, nasze dzieci wtedy były jeszcze małe, Ale perspektywy zawodowego awansu były bardzo kuszące. Chociaż ja też bałam się tak długiej rozłąki, namówiłam go, by jednak pojechał. Był to dla mnie okropny okres. Na początku bardzo za nim tęskniłam. Dzwonił do mnie prawie co wieczór, ale często nie byliśmy w stanie rozmawiać – siedziałam ze słuchawką przy uchu i ryczałam nie mogąc wydusić słowa. Przez pierwsze tygodnie w ogóle nie myślałam o mojej seksualności. A jeszcze przed wyjazdem męża zupełnie nie zastanawiałam się, jak poradzę sobie z tym, gdy go nie będzie. Z czasem jednak zaczęło mi brakować także i tego. Miałam już za sobą wcześniejsze próby masturbacji, jeszcze jako nastolatka, ale było to tylko bardzo nieśmiałe poznawanie swojego ciała. Wtedy, gdy przez pół roku musiałam być sama, bardzo przydały się te doświadczenia z okresu liceum. Któregoś wieczora, gdy po rozmowie przez telefon z mężem siedziałam zapłakana w fotelu, przełamałam wszystkie dotychczasowe opory - palce powędrowały pod szlafrok. Bardzo sobie wtedy pomogłam, udało mi się poprawić sobie samopoczucie. A przy tym znalazłam sposób na radzenie sobie przez kolejne miesiące rozłąki. Odtąd masturbowałam się regularnie, często również gdy dopadła mnie huśtawka nastrojów. Nauczyłam się, jak sprawić sobie rozkosz. Odkryłam coś, czego do tej pory nie znałam. Zaczęłam poszukiwać, wprowadzać nowe przyrządy. Po powrocie męża wróciliśmy do normalnego współżycia, ale mimo tego ciągnęło mnie do masturbacji. I tak już zostało. Podobnie jak Ty, bardzo lubię to robić, jest to dla mnie dodatkowa rozkosz oprócz tej, która daje mi mąż. On oczywiście wie o tym, że się masturbuję, robię to również przy nim i podobnie jak u Ciebie – od razu nabiera na mnie ochoty.

To ja, założycielka wątku...
Minął ponad miesiąc, a ze mną zaczęło się dziać coś dziwnego: masturbacja coraz rzadsza, w ogóle nie mam na nią ochoty, nie podniecają mnie sceny w filmach ani nawet porno! Kiedyś wystarczyła sekunda patrzenia na taki obraz, żebym zaraz się "zapalała". A obecnie - ZERO. Z jednej strony - jest mi z tym dobrze, bo mam spokój, nie chodzę po ścianach z niezaspokojenia i nie muszę się chować z wibratorem w łazience. Ale z drugiej strony, czegoś mi brakuje, czuję się niepełnowartościowa, zdarza mi się atak agresji i frustracji, kiedy zaczynam używać najgorszych wyzwisk, jakie tylko przyjdą mi do głowy (także w stosunku do męża), mam ochotę coś rozbić albo kogoś wręcz pobić.... Co mam z tym zrobić? :( Pomoże ktoś?

Mój mążpracuje poza miejscem zamieszkania, przyjeżdżaw piatek w nocy, wyjeżdzą w niedzilę w południe. Mamy dwójkędzieci, a więc jak jest w domu to chcę aby przede wsztskim był dla nich. Po całotygodniowej pracy, dojździe do domu (450 km) i zabawie z dzieciakami częstw sobątę po prostu pada na twarz. Dlatego mam trzy wibratory, różne rodzaje i wcale nie wstydzę się tego że się nimi pieszczę. Masturbacja palcami daje zdecydownaie mniejsze efekty.

Też używam wibratorow bo palcami to jednak za długo trwa ... a jeśli chodzi o męża to mamy wspaniały sex ale jak go nie ma bo gdzieś wyjedzie to mi brakuje czegoś i wtedy robię sobie sama dobrze , on o tym wiedział od zawsze i mu nie przeszkadza . Nawet czasem robię to przy nim to go oczywiście bardzo podnieca . Pozdrawiam

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij