czwartek, 23 maja 2019
postów: 22

"Ile z was udaje orgazm?"



Drogie Panie, ze względu na moją ciekawość wykładam kawę na ławę i pytam wprost:Ile z was udaje orgazm?W jakich sytuacjach i dlaczego?Czego oczekujecie od swoich partnerów?Co jest dla Was najważniejsze w związku?Pozdrawiam.


Witam, kilka tygodni temu była na barbarelli sonda nt ulubionych sposobów kobiet na osiągnięcie orgazmu (miej wiecej taki był sens tej sondy). Pamiętam, że ostatni punkt brzmiał "Nigdy nie miałam orgazmu" i pamiętam, że kliknęło go jakieś 20-25%. Paradoksalanie - punkt dla czytelniczek barbarelii, bo moje obserwacje wśród znajomych pań wskazują, że orgazmu nie ma raczej większy odsetek. A co do mnie: tak, mam duże O i nie udaję orgazmów - Przede wszystkim dlatego, że nie udaję, że mam ochotę na seks, gdy akurat ochoty mi brak. Dzięki bogu nie mam z tym problemu, czego wszystkim szczerze życzę!

większość moich znajomych nie ma orgazmu w czasie stosunku,

ja akurat miewam orgazm przed stosunkiem, kiedy mąż się szykuje do zabawy tzn. on się myje a ja się rozgrzewam:), albo po, kiedy sama kończę dzieło, różnie bywa, kilka razy też zdarzyło mi sie mieć orgazm w czasie stosunku, ale to najrzadziej, lubię różnorodność wiec absoltunie nie mam problem z tym, że w tak różnych momentch dochodzę i ze najszybciej sama potrafię szczytować, ja po prostu lubię seks, orgazm to jeden z jego wielu elementów, bardzo miły oczywiscie:) ale nie jest dla mnie celem kazdego stosunku z meżem, zawsze mogę sama szczytowac, jak juz bardzo tego potrzebuję :)

a co mi się podoba w seksie z moim mężęm? to że nigdy mi nie mowi: tego nie zrobimy,
jak mam jakis pomysł na zabawę w łóżku to on słucha i nie mowi, ze chyba jestem nienormalna,
co prawda moje pomysły nie są bardzo szalone: trochę wygłupów w łóżku, trochę zabawek erotycznych, żeby nie było zawsze tak samo, odpowiednia pora, czyli wtedy kiedy ja też mam ochotę, trochę sprośnych słów w czasie akcji, ale ja własnie to lubię,

Ok. Macie rację bardzo dużo kobiet udaje aby zapewnić partnera, że jest taki super i tak jej było dobrze. Zgroza - sama czasami udawałam, aby męża zadowolić a potem też kończyłam w samotności bo mnie nosiło, że on może mieć orgazm a ja - czasami pamiętał aby mnie "rozgrzać"- szczytowaliśmy oboje. NAJLEPSZYM LEKARSTWEM na prawdziwy nie udawany i nie wymuszany orgazm jest seks z innym. Polecam rewelka. Nie mogę się nacieszyć tym co mam mąż i on (jesteśmy już 3 miesiące) - kochamy się za każdym razem jakby był to pierwszy raz, nie codziennie ale 2-3 razy w tygodniu. Mieszkamy od siebie ok 200 km - no i cóż szalejemy na całego. Wiem, że żyję i nic nie udaję!!!! Nigdy więcej sama nie będę już kończyć bo jak mąż nie zadba o mnie to jest on - aż się boję bo po ekscesach ze mną nie ma ochoty na żonę i ma problem!! No cóż ja i mój orgazm jest ważny - ona jak nie chce z nim to trudno!!! Pilnujcie i dbajcie w łóżku o swoich mężusiów.

Ja udawałam orgazmy, gdy uprawiałam seks z przypadkowymi facetami. A raczej nie wspominałam, że chociaż było mi przyjemnie, to orgazmu nie miałam. Odkąd jestem ze stałym partnerem mówię wprost, że go nie mam, bo nie wyobrażam sobie codziennie kłamać. Na marginesie - nie wiem,czemu nie mogę uzyskać orgazmu w seksie. Przy masturbacji zawsze dochodzę, a z facetem jakoś nie mogę, mimo że jestem dość rozerotyzowana i uwielbiam członki, męskie pośladki itd.

ja też czasami należę do grona udawaczek..po namyśle stwierdzam, że udawanie jest chyba wygodne (w pewnym sensie i tylko przez pewien czas) bo na dłuższą metę frustruje..natomiast dlaczego udajemy?..różne są powody: jak facet pyta, czy kobieta miała orgazm, to zazwyczaj on jest już po i nic się nie da zrobić z jej orgazmem w danej chwili, kolejny powód: on może się spiąć następnym razem za bardzo i ona to czuje i też się spina i wtedy jeszcze trudniej o orgazm, ogólnie faceci są słabi w rozgrzewaniu swoich kobiet. bo kobiety nie umieją się tak szybko podniecić jak faceci (to znaczy mnie się zdarzało, że podniecenie przyszło samo nagle, ale to był czas koło owulacji i wtedy już hormony dbają o gotowość bojową :)

U mnie udawanie nie wchodzi w grę. Albo mam ochotę na seks i jest zabawa albo nie ma. I tyle. Ale wiem, ile spośród moich koleżanek udaje.

uważam, że orgazmy są trochę przereklamowane: mam je i cieszę się nimi, ale nie przeżywam orgazmu za każdym razem i nawet wtedy kiedy nie mam orgazmu to i tak seks sprawia mi radość, po prostu staram sie dobrze bawić się w łóżku!

a ja przez wiele lat nie miałam orgazmów: ani w łóżku z facetem, ani sama w łóżku. Wreszcie zaczęłam w pojedynkę eksperymentować z dotykaniem swoich miejsc intymnych, potem próbowałam jeszcze zabawy z wibrującymi gadżetami. Teraz juz wiem, że moge przeżywac orgazmy. Jeszcze nigdy sam penis nie doprowadził mnie do szczytowania, ale tym sie nie przejmuje. Wiem jak mam sama siebie dopieścić, a przde mna jeszcze dobrych pare lat eksperymentów: na pewno jeszcze coś wymyslę, żeby szczytować także przy mężczyźnie. Najważniejsze, to akceptować siebie i nie udawać, że wszystko jest ok, kiedy nie ma sie frajdy z seksu. Ja zaczęłam coraz śmielej eksperymentować i jest coraz lepiej, a to dopiero początek:)

Właśnie - czy orgazm jest w ogóle konieczny? Moja żona go nigdy nie miała, ale - wcale do niego nie dąży i mówi, że niczego więcej nie potrzebuje. Tak też jest w porządku?

gość napisała:

Właśnie - czy orgazm jest w ogóle konieczny? Moja żona go nigdy nie miała, ale - wcale do niego nie dąży i mówi, że niczego więcej nie potrzebuje. Tak też jest w porządku?

a jak długo jesteście razem? i czy nigdy nie miała orgazmu w czasie stosunku, czy w ogóle?

orgazm w czasie stosunku moim zdaniem, nie jest konieczny do dobrej zabawy, aczkolwiek próby dojscia w trakcie zabawy z partnerem ispiruja mnie cały czas do różnych fajnych kombinacji w łóżku. Ja też lubie się kochać z moim mężczyzną, nawet jak nie mam z nim orgazmu, ale lubię świadomość, że jak chcę to mogę sama doprowadzić sie do orgazmu, tak zupełnie bez szczytowania to sobie raczej nie wyobrażam...na pewno nie chiałabym, żeby mój facet zaczął się w łóżku napinać, żeby koniecznie doprowadzić mnie do orgazmu, to by było niefajne, ale ja sama cały czas kombinuję - co by tu można jeszcze było zrobić, żeby było jeszcze fajnie i żeby może kiedyś ten orgazm w czasie zabawy z facetem też się zdarzył, coś w tym jest o czym przeczytałam na barbarelli - ze to kobiety są odpwiedzialne za swoje orgazmy, a mężczyzna powinien po prostu uważnie słuchać swojej partnerki i kiedy ona coś zaproponuje być na "tak", albo od czasu do czasu po prostu zaskoczyć ją czymś miłym i ją trochę podopieszczać: jakiś masaż, jakaś opaska na oczy, świeczki i muzyczka przy łóżku...tylko bez żadnej presji, przecież w łóżku chodzi o to, żeby się dobrze bawić:)

Zaraz po slubie tez mi sie zdarzalo udawac "dla swietego spokoju" ( dwie minuty zadnej z nas nie satysfakcjonuja) ale w koncu Piotr moje udawanie zaczal wyczowac. Skonczylo sie na awanturze. Ale potem zaczelismy na ten temat rozmawiac. Teraz jest bosko. Ja mu mowie czasem "teraz zrob tak a teraz tak" . Faceci to proste urzadzenie i trzeba ich zaprogramowac czasem i pokierowac. To oczywiscie metafora. Ale moj wniosek : Kobiety nie udawajmy orgazmu bo oszukujemy siebie przede wszyskim nie faceta , skad on niby ma wiedziec co ma robic jesli widzi ze mam orgazm, uznaje ze wszysko jest ok. A my dalej brniemy we frustracje. W moim przypadku wystarczylo : ssij delikatnie i mocniej draznij jezykiem , teraz wolniej ale mocno i do konca , teraz szybko. Owszem musialam go- " nauczyc siebie" ale warto bylo . Teraz nic mu prawie nie musze mowic(czasem delikatnie daje znak dlonia) . Mam orgazm za kazdym zblizeniem choc przyznaje ze nie zawze mam ochote na to samo . Wiem ze mnie kocha i stara sie jak moze ale kobiety!!!!! zaden facet nie jest wrozbita i nie zgadnie jak ma dac nam orgazm jesli go same tego nie nauczymy i nie pokazemy jak to ma zrobic. Nie oczekujcie ze on kiedykolwiek zgadnie .- Justyna7.

Moj drogi !!!!!!!! Kazdej kobiecie musisz dac poczucie bezpieczenstwa - w bardzo szerokim tego slowa znaczeniu - oprocz milosci -przyjazn i czulosc na codzien - i musisz nauczyc sie dawac jej orgazm. Jesli tego nam nie dasz mozesz byc pewien ze w koncu zona cie znienawidzi albo znajdzie sobie drugiego. Mamy 2011 rok , to juz nie konopielka. Pomysl o tym jesli na prawde ja kochasz> Justyna7.

Justyna to nie tak, że facet musi być w 100% odpowiedzialny za to, żeby kobiecie było dobrze. Sama napisałaś, że ty poprowadziłaś swojego mężczyznę, tak, żeby stał się lepszym kochankiem. Ja uważam, że u mężczyzn liczy się entuzjazm, ich chęć, żeby eksperymentować w łóżku i robić to inaczej niż zwykle. To jest najważniejsze i najfajniejsze. Partner, który nie chce próbować niczego nowego to porażka. Ale kobieta też nie może tylko leżeć i oczekiwać az facet ją zaspokoi. Do tanga trzeba dwojga:))

Nie udawalam, ale raz zawyzylam liczbe z 2 do 3:D zalezalo mi na facecie, to byly nasze absolutne poczatki, a on dla moich orgazmow rezygnowal ze swoich.

Teraz sypiam z facetem, ktorego wszystkie- jedna w druga dziewczyny "mialy orgazmy" bo "mocno sie trzesly". byl przekonany o swoim wysokim kunszcie milosnym. Potem trzeba bylo powiedziec gorzka prawde i tego i owego trikulca nauczyc... cale szczescie reaakcja zamiast urazonej dumy byla wdziecznosc:)

Nigdy nie udawałam, bo zawsze jestem szczera. Czasem mam podczas kochania się z mężem, ale częściej kończę sama, jeśli chcę szczytować. Kiedy on za wszelką cenę chciał mnie doprowadzić do orgazmu, tylko mnie to stresowało. Teraz lubimy przeróżne zabawy (na co dzień, gdy jesteśmy długo w pracy: sprośne SMSy), orgazm to tylko jeden z fajnych elementów. Nie jest dla mnie niezbędny.

To proste. Potrzebujesz OGIEŃ!
MĘŻCZYZNA-OGIEŃ ;)

Pozdr!!

kiedyś udawałam orgazm, kiedy poznawałam faceta i chciałam mu się przypodobać, teraz już tego nie robię, orgazm nie jest najważniejsza częścia zabawy, tzn. super kiedy jest, ale nie musi być za każdym razem, za każdym razem to ja chcę zeby było po prostu przyjemnie, tylko tyle i aż tyle, zalezy z kim się ląduje w łóżku, i wkurzaja mnie faceci, którzy po wszystkim pytają: "dobrze ci było? jeśli jest zainteresowany tym, żeby było mi dobrze, niech zapyta przed seksem na co mam ochotę, a nie po fakcie, kiedy juz jest pozamiatane

Jeśli należysz do kobiet, które nie zawsze osiągają orgazm podczas współżycia zgłoś się do programu Miasto Kobiet w Tvn Style.
Zgłoszenia na adres a.lubawska@tvn.pl lub telefonicznie 516444962

gość napisała:

Jeśli należysz do kobiet, które nie zawsze osiągają orgazm podczas współżycia zgłoś się do programu Miasto Kobiet w Tvn Style.
Zgłoszenia na adres a.lubawska@tvn.pl lub telefonicznie 516444962

ha, z tego co mi wiadomo, wszystkie kobiety nie zawsze osiągają orgazm podczas współżycia, wystarczy wziąć pierwszą kobietę z brzegu i bohaterka do programu gotowa, bardzo dziwne poszukiwania z jednej strony, a z drugiej - bardzo łatwe,

po co sugerować w telewizji rzeczy nieprawdzie, czyli, ze sa kobiety, które zawsze mają orgazm ( skoro się szuka tych, które nie zawsze mają orgazm) zawsze to ma się orgazm, jak się sama kobieta zabiera do całej zabawy, a z partnerem jak jest co jakiś czas to jest i tak bardzo dobrze:) w końcu chodzi o dobrą zabawę a nie o bicie jakiś cholernych rekordów

Hmm.. wydaje mi się szczerze, że niestety ale dużo kobiet udaje orgazm, aby nie zranić faceta.. ;) Hmm.. przyznaje się bez bicia, że sama tak robię.. ale tylko z jednym miałam prawdziwy orgazm za każdym razem.. czułam się, jakbym rozrywała się na kawałki.. to było coś pięknego.. ;)

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij