wtorek, 16 października 2018
postów: 15

"Brak ochoty na sex"



Witam. Od pół roku mam problem związany z sexem. Zaczęło sie od małych kłótni z moim męzem z ktorym jestem 8 lat po ślubie. Gdy moja niechęć do sexu rosła rosły tez kłótnie i stanowczo sie nasilały. Dziś praktycznie codziennie kłócimy sie o to ze ja nie chce isc do łózka. Mąż tego nie rozumie ja nie umiem mu tego wytłumaczyc a każda kolejna kłótnia sprawia ze sex dla mnie mógłby nie istniec wcale. tak powstaje kółko zamkniete. nie ma sexu sa kłótnie, są kłótnie nie ma sexu. poradzcie cos bo zwariuje


Trudno w tej sytuacji coś konkretnego poradzić.Przede wszystkim dlaczego nie masz ochoty na seks,co Cię hamuje?Nie możesz tak długo zwlekać bo w końcu mąż pójdzie gdzie indziej i co wtedy.
Kłótnie między wami narastają z tego powodu,ale nie dziw się takiemu zachowaniu męża,to mężczyzna ma swoje potrzeby,ty jesteś jego żoną i to dla niego dziwne,że nie chcesz się kochać.

Moja niechęć wzięła sie własnie kiedy zaczeliśmy sie z mężem na maxa kłócić. o wszystko dosłownie o wszystko. dostałam takiej blokady nie wiem chyba psychicznej bo poprostu kompletnie nie mam ochoty na nic.Praca dom poprzytulamy sie i najlepiej spac. Nie wiem co mam zrobic bo wiem ze tak sie długo nie da a ciagnie sie to od poł roku. Najgorsze ze kłótnie mi w tym nie pomagaja a jeszcze bardziej odpychaja uczuciowo. Jestem zapisana do sexuologa moze on coś poradzi ale chciałabym to naprawic szybciej ;

W sumie się nie dziwię,żeby mieć przyjemność z seksu atmosfera musi być przyjemna,a nie takie coś jak w Twoim przypadku ciągle się kłócicie a później do łóżka,mało w tym namiętności,relaksu a o przyjemności już nie wspomnę.Więc już wiadomo co jest przyczyną,najlepiej będzie jak zapanujecie nad swoimi emocjami,bo w przeciwnym razie ta niechęć się nie skończy.

ja też nie mam często ochoty jak pomyślę, że jestem w nieformalnym związku, nic oficjalnego, nawet zaręczyn, i że mam "dawać" komuś ot tak sobie, to się odechciewa.. seks jest dla małżonków.. taka jego natura, wszystko inne jest niestety wypaczeniem :/

gość napisała:

ja też nie mam często ochoty jak pomyślę, że jestem w nieformalnym związku, nic oficjalnego, nawet zaręczyn, i że mam "dawać" komuś ot tak sobie, to się odechciewa.. seks jest dla małżonków.. taka jego natura, wszystko inne jest niestety wypaczeniem :/

chyba trochę przesadziłaś że seks jest tylko dla małżonków jak czytam takie stwierdzenia to mi ręce opadają.A po za tym jak nie podoba się Tobie związek w,którym jesteś to po co w ogóle dalej to ciągniesz a potem narzekasz jak ci źle,poszukaj partnera,który pójdzie z Tobą od razu do ołtarza wtedy nie będziesz wygłaszać staroświeckich poglądów rodem ze średniowiecza.Dobrze że nie mamy już inkwizycji bo stała byś na jej czele gdyby ktoś nie spełniał warunków kościoła i robił coś inaczej.

gość napisała:

gość napisała:

ja też nie mam często ochoty jak pomyślę, że jestem w nieformalnym związku, nic oficjalnego, nawet zaręczyn, i że mam "dawać" komuś ot tak sobie, to się odechciewa.. seks jest dla małżonków.. taka jego natura, wszystko inne jest niestety wypaczeniem :/

chyba trochę przesadziłaś że seks jest tylko dla małżonków jak czytam takie stwierdzenia to mi ręce opadają.A po za tym jak nie podoba się Tobie związek w,którym jesteś to po co w ogóle dalej to ciągniesz a potem narzekasz jak ci źle,poszukaj partnera,który pójdzie z Tobą od razu do ołtarza wtedy nie będziesz wygłaszać staroświeckich poglądów rodem ze średniowiecza.Dobrze że nie mamy już inkwizycji bo stała byś na jej czele gdyby ktoś nie spełniał warunków kościoła i robił coś inaczej.

akt ten jest zarezerwowany dla małżonków, ale ludzie zawsze będą chcieć robić coś na przekór prawom

widzę, że dajesz im umoczyć dość często, taka z Ciebie osoba

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

ja też nie mam często ochoty jak pomyślę, że jestem w nieformalnym związku, nic oficjalnego, nawet zaręczyn, i że mam "dawać" komuś ot tak sobie, to się odechciewa.. seks jest dla małżonków.. taka jego natura, wszystko inne jest niestety wypaczeniem :/

chyba trochę przesadziłaś że seks jest tylko dla małżonków jak czytam takie stwierdzenia to mi ręce opadają.A po za tym jak nie podoba się Tobie związek w,którym jesteś to po co w ogóle dalej to ciągniesz a potem narzekasz jak ci źle,poszukaj partnera,który pójdzie z Tobą od razu do ołtarza wtedy nie będziesz wygłaszać staroświeckich poglądów rodem ze średniowiecza.Dobrze że nie mamy już inkwizycji bo stała byś na jej czele gdyby ktoś nie spełniał warunków kościoła i robił coś inaczej.

akt ten jest zarezerwowany dla małżonków, ale ludzie zawsze będą chcieć robić coś na przekór prawom

widzę, że dajesz im umoczyć dość często, taka z Ciebie osoba


właśnie że się mylisz a sposób w jaki piszesz jest wulgarny i pospolity więc to nie jest forum dla takich ludzi jak ty.Gdybyś miała trochę oleju w głowie to byś tak nie pisała.Masz zacofane poglądy twoja sprawa ale to nie powód żeby moralizować ludzi.Chyba nie będziesz miała tak szybko męża bo nikt nie wytrzyma z Tobą jesteś sztywna i mało w Tobie życia.

Temat troche znany z autopsji. Zastanowiłbym się nad przyczyną waszych kłótni, które mogą moim zdaniem dwie:
a) brak seksu w zwiazku wywołuje frustrację u mężczyzn co może sprawić ,ze poziom kłótliwości wzrasta. W efekcie czesciej sie kłócicie i ochota na seks maleje wiec tworzy się błędne koło. Rozwiąząnie to trochę sie przemóc i zainicjować seks raz czy 2 razy co powinno pomóc rozładować nagromadzone napięcie. Nie jest to łatwe jednak pozytywne efekty dla związku mogą pojawić się zaskakująco szybko

b) kłótnie wynikają z innych przyczyn - warto zaplanować szczerą rozmowę i bez emocji porozmawiać. Taka rozmowa działa jak spowiedź i często oczyszcza atmosferę.

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

gość napisała:

ja też nie mam często ochoty jak pomyślę, że jestem w nieformalnym związku, nic oficjalnego, nawet zaręczyn, i że mam "dawać" komuś ot tak sobie, to się odechciewa.. seks jest dla małżonków.. taka jego natura, wszystko inne jest niestety wypaczeniem :/

chyba trochę przesadziłaś że seks jest tylko dla małżonków jak czytam takie stwierdzenia to mi ręce opadają.A po za tym jak nie podoba się Tobie związek w,którym jesteś to po co w ogóle dalej to ciągniesz a potem narzekasz jak ci źle,poszukaj partnera,który pójdzie z Tobą od razu do ołtarza wtedy nie będziesz wygłaszać staroświeckich poglądów rodem ze średniowiecza.Dobrze że nie mamy już inkwizycji bo stała byś na jej czele gdyby ktoś nie spełniał warunków kościoła i robił coś inaczej.

akt ten jest zarezerwowany dla małżonków, ale ludzie zawsze będą chcieć robić coś na przekór prawom

widzę, że dajesz im umoczyć dość często, taka z Ciebie osoba


właśnie że się mylisz a sposób w jaki piszesz jest wulgarny i pospolity więc to nie jest forum dla takich ludzi jak ty.Gdybyś miała trochę oleju w głowie to byś tak nie pisała.Masz zacofane poglądy twoja sprawa ale to nie powód żeby moralizować ludzi.Chyba nie będziesz miała tak szybko męża bo nikt nie wytrzyma z Tobą jesteś sztywna i mało w Tobie życia.

nie warto kłócić się na temat cudzych przekonań i postaw, bo to do niczego nie prowadzi; każdy ma prawo uważać, jak się mu widzi, i nikt nie ma prawa tego w żaden sposób ani z żadnego powodu negować. nie zgadzam się z czymś? mówię "masz prawo myśleć inaczej", i ucinam temat. przerzucanie się argumentami, które szybko obracają się w festyn obrzucania się nawzajem błotem do niczego nie prowadzi i jest diabelnie niedojrzałe. chcemy rozmawiać o seksie? nie zachowujmy się jak pięciolatki. tyle w temacie.

wracając do problemu właściwego, i odnosząc się jednocześnie do jednego z postów, które widziałam wyżej - mąż może być mężem, ale to wciąż nie daje mu prawa wymagać na żonie aktów seksualnych, na które ona nie ma ochoty. może być z tego powodu niezadowolony, może czuć się przez to niepewnie (prawdopodobnie tak właśnie jest), ale nie może robić wyrzutów. z drugiej strony jeśli żona odczuwająca dziką niechęć do pójścia do łóżka z mężem powinna posadzić go na twardym stołku i wyjaśnić, dlaczego dokładnie tak czuje, zaproponować jakieś wyjście z sytuacji. rozmowa jest absolutnie niezbędna, bo problem seksu jest drugorzędny do problemu jakości związku; póki atmosfera się nie oczyści i obie strony nie powiedzą, co dokładnie leży im na wątrobie, nie ma szans na lepszy seks.

oczywiście zawsze też można stwierdzić, że jeśli mężowi tak zależy na seksie - w przeciwieństwie do całej reszty związku - nikt nie broni mu uprawiać go z własną ręką... ale to prawdopodobnie coś, co nie polepszyłoby sytuacji, a zwiększyło jeszcze napięcie, więc osobiście odradzam. chyba że jest się mną i lubi się doprowadzać swojego faceta do szału ;)

Świetnie Ciebie rozumiem.

Byłam kiedyś w takim związku, w którym przez kłótnie nie miałam ochoty na seks. Brak seksu powodował kolejne kłótnie i tak w koło... Coś strasznego!
Z tamtym chłopakiem rozstałam się.

Poznałam kogoś nowego z kim miałam wręcz idealny seks, było dużo miłości w wielu aktach, ale było w tym strasznie dużo namiętności, przyjemności i wszystko było idealnie wyważone. Zakochaliśmy się właściwie od pierwszego wejrzenia, a raczej od pierwszej rozmowy. Historia jak z bajki to i seks był bajkowy.Każdy akt zbliżał nas do siebie. Miałam też wrażenie, że dopiero poznaję życie seksualne. Bo nowy partner musiał być pewien, że jest mi cudownie żeby zacząć w ogóle myśleć o zakończeniu aktu. Dopiero wtedy przekonałam się, że seks nie kończy się w momencie wytrysku mężczyzny. Coś pięknego, mnóstwo orgazmów, miłość i bliskość. Z pewnością wszystkie te doznania potęgowane były przez tęsknotę (żyliśmy w związku na odległość przez pewien czas), ale wierzę, że my świetnie pasujemy do siebie w wielu kwestiach a seks jest świetnym dopełnieniem.

Po pewnym czasie zaczęło się to zmieniać. Zamieszkaliśmy ze sobą, doszły problemy codzienności, intensywny tryb życia nas dwojga. I tak jest do dziś. Kochamy się niesamowicie, nasz związek opiera się na przyjaźni, jest nam ze sobą bardzo dobrze. Ale ja zazwyczaj nie mam ochoty na seks. Początkowo myślałam, że to kwestia hormonów, odstawiłam więc wszystko już ponad rok temu. niestety nic nie pomogło. Było tylko gorzej. Rozregulowały mi się miesiączki, wahania nastrojów. Teraz te kwestie są "w miarę"ok. Ale życie seksualne nadal jest baaardzo sporadyczne i to przeze mnie. Kompletnie nie potrafię tego zrozumieć, tęsknię za seksem tym cudnym jak przez pierwszy rok naszego związku i chciałabym zmienić, ale kompletnie sobie z tym nie radzę. Mój partner jest bardzo wyrozumiały, nie naciska, nie nalega, ale wiem, że przez to jaka jest chłodna w łóżku, jak wiele razy go odrzuciłam bardzo spadła jego pewność siebie w tej kwestii (a przecież tak bardzo jej potrzebuję!). Poza tym to chyba normalne,że partner myśli że coś z nim nie tak kiedy jego kobieta która kiedyś kochała się z nim regularnie, nagle go odrzuca, i to notorycznie. Kiedyś gdy rozmawialiśmy o potencjalnych zaręczynach, prosiłam żeby nie oświadczał mi się zanim nie rozwiążemy tego problemu, ale on mówił, że kocha się nie tylko wtedy gdy wszystko jest dobrze lecz właśnie udowadniać miłość powinno się w momencie gdy nie wszystko idzie po naszej myśli. Po pewnym czasie oświadczył się, ja się zgodziłam, a on powiedział, że poradzimy sobie z tym razem. Ale naprawdę nie wiem co powinnam zrobić. Jeszcze jakiś czas temu było tak, że seksu nie było w tygodniu, gdy byliśmy zabiegani, ale gdy mieliśmy trochę wolnego czasu, wysypialiśmy się to wszystko wracało i mogliśmy kochać się nawet kilka razy dziennie. Teraz nawet wolny czas nie pomaga, mam ochotę się jedynie tulić, ale przecież wiem, że nie chce mieć w łóżku jedynie przytulanki... Nie wiem czy czasem sam fakt,że seks jest moim zdaniem w związku bardzo ważny, nie wzbudza we mnie presji. Nie wiem. Ale poza tym, że nie mam ochoty na seks, nie mam też ochoty o nim rozmawiać, oglądać itd, powoduje we mnie nawet swojego rodzaju odrzucenie. Czego oczywiście-kompletnie nie rozumiem! Ostatnimi czasy czuję się również bardzo mało atrakcyjna, mimo, że wiem, że nie tylko mój partner mnie uważa za bardzo atrakcyjną. Zaczęłam się też go wstydzić. Tak jakby za każdym razem musiał mnie zdobywać i poznawać od nowa... Chyba jedynym wyjściem jest wizyta u seksuologa. Co o tym myślicie? Może któraś z Was tak miała i sobie z tym poradziła?

Wracając do tematu osoby, która założyła ten temat. Ja ze swoim problemem sobie nie radzę, ale mogę się podzielić tym co zaobserwowałam ;) Może powinniście wybrać się gdzieś razem, na kolację, gdziekolwiek, żebyś poczuła, że organizujecie coś tylko dla Was, że szykujesz się dla niego, no i żeby on poczuł, że starasz się być atrakcyjna właśnie dla niego? Często w codziennym życiu nie ma czasu na to aby porozmawiać o czymś więcej niż "co zjemy na obiad", a takie sytuacje sprzyjają miłym rozmowom itd. Może zobaczysz w nim tego człowieka sprzed pół roku? Jeśli uważasz, że to może wyjść zbyt sztucznie, to może po prostu porozmawiaj o tym luźno ze swoim mężem, że nie jest to zaproszenie do seksu, ale że chcesz miło spędzić z Nim czas. Ale wiem też, że rozmowa nie zawsze jest dobrym pomysłem, szczególnie w tak drażliwym temacie. Ważne jest też to żebyście wychodzili razem nawet do wspólnych znajomych, żebyś nie patrzyła na niego tylko jak na domownika, ale też jak na faceta, który podoba się innym kobietom, ma świetne poczucie humoru, lub cokolwiek, czym zwrócił na Ciebie uwagę, gdy się w nim zakochałaś. Ważne też żebyś nie przestawała się starać gdy nie wyjdzie. Czasem im bardziej się staramy, tym gorzej wychodzi. Tak czasem po prostu jest. Ale przecież nie bez przyczyny spędziłaś z tym człowiekiem 8 czy nawet więcej lat! Coś Cię w nim ujęło. Postaraj się to w nim znaleźć od nowa. I może podejść do tego z większym luzem (tak, wiem-łatwo się mówi) ;)
Wiem, że trudno jest zrozumieć Ci jego podejście do seksu i ciężko Ci zrozumieć jego brak akceptacji do Twojej postawy. Ale postaraj się postawić na jego miejscu. Ni zastanawiałabyś się co jest z Tobą nie tak jeśli Twój mąż nie intersowałby się Tobą w łóżku? Nie podejrzewałabyś, że kogoś poznał,że może nie jesteś już atrakcyjna? To może frustrować. Polecam Ci książkę "Marsjanie i Wenusjanki w sypialni". Najważniejsze żebyście więcej się już o to nie kłocili, bo wiem, że może powodować do podejścia w stylu "Skoro ten seks powoduje tylko kłótni i łez , to w ogóle go nie chcę"...

Co do osoby wypowiadającej się w kwestii rezerwacji seksu dla małżonków, to ja bardzo szanuję poglądy innych. Aczkolwiek forum nie służy wzajemnemu obrażaniu się, ale pomaganiu sobie nawzajem. Więc przykre, oceniające komentarze możecie zachować dla siebie. Ja jestem osobą wierzącą, ale nie zgadzam się z kościołem w wielu kwestiach np seks czy też mieszkanie z partnerem. Z resztą moja mama mi powtarzała, że jeśli wierzysz przez dłuższy czas, że coś jest "be be, to Twój mózg raczej nie przestawi się na "aja" w noc poślubną. Myślę, że warto to rozważyć. Poza tym czym związek różni się od przyjaźni jeśli nie ma w nim namiętności?

hehe tak najlepiej żeby bogaty piękny się oświadczył a sex będzie po ślubie ... tylko czy ty jesteś bogata piękna i warta tego ? ludzie się dobierają w pary na całe życie przynajmniej większość tak planuje a co jak po ślubie okaże się że sex jest do dupy... żeby zyc razem nie wystarczy dobrze sie dogadywać lubić te same filmy i muzykę. Sex jest dopełnieniem. Jak ma się facet oświadczyć skoro nie wiem jak będzie po... uprawiasz z nim sex może nie jest ak jak by chciał i dlatego nie masz pierścionka pomyślałas?

pytanie o co się kłócisz z mężem? Rozumiem że najpierw była kłótnia a potem brak ochoty na sex, czy może na odwrót? Jeżeli na odwrót to brak sexu może wywołać agresję u mężczyzn ... dostrzega wady, które widział ale milczał o nich wcześniej. Teraz jeżeli jest ciągle źle też się żali i powstaje kłótnia

No właśnie ważne o co się kłócicie. A jeszcze ważniejsze, JAK to robicie
Ludzie potrafią tak bardzo ranić się w kłótniach i tak sobą na wzajem pomiatać, że nic dziwnego, że potem ta wrażliwsza osoba nie ma ochoty na sex.

U mnie tę wrażliwszą stroną był mój facet. Dobrych kilka lat cierpiałam na nie wystarczającą chęć z jego strony. To ciągle ja byłam stroną proszącą...

Było tak aż do czasu, gdy zmieniliśmy nasz sposób komunikowania się w kłótni i na co dzień. Teraz wiem, że dla niego sex to odzwierciedlenie bliskości. Jak nie ma bliskości między nami, bo ja go ranię i mieszam z błotem, to on nie ma ochoty na sex.

i tak to działa...:)

Ja tak mam od siedmiu lat z brakiem ochoty. Czasem mam ochotę choć rzadko i w tedy mój mąż cierpi. Jednak wiele na ten temat rozmawiamy tłumaczę mu i staram się jakoś łagodzić ten stan. Też mam wrażanie że sex może nie istnieć. Nie kłócimy się o to co prawda ale ciężko czasem jest. Mąż namawia mnie na wizytę u sexuologa ale jakoś ciężko mi się zdecydować na taką wizytę

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij