czwartek, 23 maja 2019
postów: 11

"kiedy ślub i dziecko? "



bajkowe rodzinne swięta i cudowne pytania "troskliwych" cioć, wujków i babć z dziadkami: masz chlopaka? kiedy ślub? a myślicie juz o dziecku?
jak radzicie sobie ze wścibstwem bliższej i dalszej rodziny?


Heh... skąd ja to znam :) Kiedyś mnie to wkurzało, ale z upływem czasu się uodporniłam i teraz jeśli tylko ktos z rodziny zaczyna temat ślubu, dziecka itp. zazwyczaj wykręcam się jakimś żartem. Moja mama ostatnio ma "parcie na wnuczka" :) a ponieważ wraz z moim chłopakiem przygarnęlismy kota mówię jej, że narazie taki wnuczek musi jej wystarczyć :)

to wygląda tak: jestem kobietą, skończyłam studia, żyję sobie - mam jakąś pracę, po pracy czas dla siebie, grono znajomych, parę pomysłów na dalszą i bliższą przyszłość i mogłabym zaliczyć się do grona osób całkiem zadowolonych ze swojego życia, gdyby nie rodzina, którą nie wiedzieć czemu, mój stan zadowolenia i małej stabilizacji kłuje w oczy, pod płaszczykiem "dobrych rad" - próbują mi udowodnić, że nie mam powodu czuć się dobrze, a właściwie to powinnam czuć się właśnie w tej chwili bardzo źle: - bo męża to najlepiej znaleźć na studiach ( a ja jestem już po studiach), praca, co tam praca, jak nie masz dziecka, o dziecko, to jest szczęście dla kobiety, tzn. mąż i dziecko, czyli wszystko to czego nie mam i jeszcze przed chwilą nie myślałam, że brak tego mógłby mnie uczynić nieszczęśliwą, ale już rodzinka zaszczepiła ziarno niepokoju, może rzeczywiście coś jest ze mną nie tak, może źle kieruję swoim życiem, może coś mi umyka, i już czuję nieprzyjemny niepokój,

nie wiem, czy oni robią to specjalnie, czy to jest jakiś toksyczny rytuał przekazywany z pokolenia na pokolenie, ale zamiast się ze mną cieszyć, zatruwają mi chwile, które spędzamy razem i jeszcze oczekują, że to będzie zbliżać nas do siebie i umacniać więzy rodzinne, takiego wała, ja już więcej nie dam się w to wrobić, jak następnym razem jak zaczną swoje biadolenie - wychodzę, może to ich czegoś nauczy,

zauważyłam, że większość matek ( łącznie z moją) z niepokojem obserwuje, że ich córka studia już skończyła, ma jakąś pracę i co z tego, skoro nie ma męża, albo chociaż solidnego kandydata na męża, sąsiadki się dopytują co z ta Basią co dodatkowo potęguje niepokój, kiedy próbuję o czymś w domu dyskutować, jestem zbywana:"co ty tam wiesz, jak będziesz miała męża i dzieci to zrozumiesz". Co zrozumiem, skoro moje niektóre znajome dostąpiły tego niebywałego zaszczytu i wyróżnienia i jakiś facet zgodził się z nimi wziąć ślub i nie widzę, żeby jakas łaska pańska w postaci niebywałej życiowej mądrości i poczucia spełnienia na nie zstąpiła, matki nie czuja się spełnione i zrealizowane, dopóki nie wydadzą córki za mąż, wtedy ich dzieło jest "skończone", wszystko jest tak, jak powinni, mogą odetchnąć, a jak córce żyje się z takim z mężem, to już zupełnie inna sprawa, tym już mamusie się tak nie kłopoczą,

najgorsze jest to, że zauważyłam też, że to poddenerwowanie i poczucie, że coś ze mną jest nie tak, skoro nie mam męża, mi też się udziela:( ,tak wszyscy wokół trują o tym, że nie będąc w stałym związku czuję się trochę tak, jakbym musiała się wszystkim z czegoś tłumaczyć, jakbym robiła coś złego, to masakra, jeszcze skończy się tak, że złapię na ulicy coś, co zgodzi się wziąć ze mną ślub,

Mnie nikt nie zasypuje szczególnie takimi pytaniami, a jeżeli jednak jakieś tego rodzaju pada, to odpowiadam zgodnie z prawdą pokrótce przedstawiając swoje plany. To chyba proste?

gość napisała:

Mnie nikt nie zasypuje szczególnie takimi pytaniami, a jeżeli jednak jakieś tego rodzaju pada, to odpowiadam zgodnie z prawdą pokrótce przedstawiając swoje plany. To chyba proste?

dziewczyno, chyba się choinki urwałaś skoro uważasz, że "to takie proste",
otóż pytanie "kiedy ślub i dziecko" nie jest zadawane po to, żeby poznać "pokrótce plany", tylko po to, żeby wbić odpytywaną ofiarę w poczucie, że coś z jej życiem jest nie tak skoro jeszcze nie ma męża i dzieci i że jeśli szybko czegoś z sobą i swoim nieudanym życiem nie zrobi ( czytaj - nie postara się, żeby jakiś facet jej się nieudacznicy wreszcie oświadczył) to będzie jeszcze gorzej,

oczywiście jeśli w wieku 19 lat juz planuje się męża i dziecko, to z takimi pytaniami nie ma się problemu - można się dzielić z ciociami, wujkami i kuzynostwem opowieściami o tym jak będzie wyglądała biała suknia i tort na weselu, tyle tylko, ze nie każda z nas marzy o torcie i mężu jako obowiązkowym elemencie, który MUSI wypełnić życie kobiety, za to marzymy o świecie w którym nie musiałybyśmy się ciągle z tego tłumaczyć do jasnej cholery!

Jeśli chodzi o mnie to jestem po ślubie,ale mam taką teściową,że jak zaczyna pytać o to kiedy dziecko to mnie szlag trafia!Oczywiście gotuję się w środku w sobie,a nie wrzeszczę na nią(to negatywnie wpływa na moja psychikę).Myślę wtedy sobie w duchu a co cię to k....obchodzi,zajmij się swoim nudnym i monotonnym życiem a ode mnie się od....dol.Natomiast mówię jej,że jak chce wnuka czy wnuczki to ma córkę więc niech ona da jej wnuka czy wnuczkę,jak tak bardzo chce je bawić(szczerze ja z nią swojego dziecka bym w życiu nie zostawiła bo nie wzbudza w ogóle mojego zaufania jak i teść niestety).Znając ich to już myślą napewno,że jestem bezpłodna albo jeszcze gorzej.Uwierzcie mi,że ciężko jest żyć z takimi toksycznymi ludzmi czy rodziną dlatego doskonale rozumiem kobiety,które mają podobny problem.Najlepsze co można zrobić to się odciąć nie odwiedzać i wtedy zrozumieją,a wy będziecie miały święty spokój i odzyskacie równowagę psychiczną i komfort.Pozdrawiam.

Ja odpowiadam "Jestem Artystką". To brzmi tak demonicznie abstrakcyjnie i niezrozumiale, że momentalnie kończy dyskusję. Bo dla cioć, babć i innych jędzowatych babiszonów może to oznaczać, że jestem: lesbijką, satanistką, wegetarianką albo komunistką ...:))) Samo zło-lepiej nie drążyć.

Panna Madzianna napisała:

Ja odpowiadam "Jestem Artystką". To brzmi tak demonicznie abstrakcyjnie i niezrozumiale, że momentalnie kończy dyskusję. Bo dla cioć, babć i innych jędzowatych babiszonów może to oznaczać, że jestem: lesbijką, satanistką, wegetarianką albo komunistką ...:))) Samo zło-lepiej nie drążyć.

świetny tekst - kupuję go:)))

Panna Madzianna napisała:

Ja odpowiadam "Jestem Artystką". To brzmi tak demonicznie abstrakcyjnie i niezrozumiale, że momentalnie kończy dyskusję. Bo dla cioć, babć i innych jędzowatych babiszonów może to oznaczać, że jestem: lesbijką, satanistką, wegetarianką albo komunistką ...:))) Samo zło-lepiej nie drążyć.

Nie kupuję tego tekstu u mnie nie przejdzie jedyne co by sobie o mnie pomyśleli to,że jestem nienormalna chociaż może z drugiej strony...może daliby święty spokój i odczepili się wreszcie.Może to nie taki głupi pomysł.

A u mnie jest zupełnie inaczej. Cała moja rodzina uważa, że nigdy nie wyjdę za mąż ani tym bardziej nie urodzę dziecka. Chociaż jeszcze został mi semestr studiów - czyli teoretycznie mam jeszcze czas do czerwca żeby jakiegokolwiek męża znaleźć ;).

gość napisała:

Mnie nikt nie zasypuje szczególnie takimi pytaniami, a jeżeli jednak jakieś tego rodzaju pada, to odpowiadam zgodnie z prawdą pokrótce przedstawiając swoje plany. To chyba proste?

ee, nie dla każdej aż tak proste. nie ma co wypowiadać się w tonie "jak to? to dziecinnie proste". wiadomo po co są takie pytania i czemu jakoś nikt ich nie zadaje mojemu bratu:/ też mnie to wkurza, więc na święta uciekam do... faceta, z któym ani nie planuję ślubu ani dzieci, bo świadomie nie chcemy:)

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij