niedziela, 19 listopada 2017
postów: 22

"dopoki wytrzymuje jestem"



Witajcie,teraz ja potrzebuje bratniej duszy ktora mnie wyslucha I doradzi co zrobic.Jestem z mezem po slubie 3 lata rok czasu mieszkalismy z tesciami I teraz rok jak mieszkamy sami na przeciwko tesciow.Moj problem jest taki ze maz pobudowal dom I ojciec z bratem pomagali mu z budowa I wykonczeniem ogolnie wszystko za niego robili I robia do tej pory ja sie nic nie odzywam.Wprowadzilismy sie tutaj rok temu na poczatku tescioes pukala po szybach o ,22 do syna przynioslam ci kielbaske przychodzila pare razy dziennie pytajac co ugotowalsm I psttzec czy posprzatalam mielidmy malutkie dziecko teraz dopiero ma roczek.Przychodzila pod byle pretekstem a to cos kupila a to cos przyniosla rozsiadywala sie a maz ni tak bylo przez ponad pol roku jak goscie przyjezdzali przychodzila pstrzac ktto I co jest na stole zla bylam jak cholera ciagle w nerwach juz oby sie odwracalam patrzac przez drzwi czy nie idzie az wkoncu powiedzialam mezowi I sie odezwal ze jak wchodzisz to pukaj witamy znow mamusie jak dobrze ze przyszlas I teraz przychodzi co 2,3 dzien ake codziennie dzwoni I pyta co ugotowalam.Niestety codziennie przychodzi tesc z bratem oni to wchodza jak do siebie patrza co sie dzieje I tak z 5-6 razy dziennie a I jeszcze przychodzi matka ojca wiec tak dziennie to sie zmieniaja jedno wchodzi drugie wychodzi juz nie mowie o tym ze czuje tu sie jak kopciuszek aby do gotowania I sprzatania.Rozmawialam z mezem ja juz nie moge tego wytrzymac ciagle jestesmt kontrolowani we wszystko sie wteacaja nawet jak mamy kwiaty sadzic boje sie czego kolwiek dotknac bo niewiem czy im pasuje.ten dom jest na ojca a maz jest wlascicielem.Rozmawialam z mezem ze ja juz nie potrafie tak zyc ze chce spokoj ze sie wyprowadze a on do mnie to sie wyprowadz dziecko ci zabiore,ze nie moze sie im postawic bo sie obraza I wigolr nie przyjda a bardzo mu pomagaja pomocy co byscie zrobili na moim miejscuu,niestety nie mam mamy a rodzenstwo mi aby wspolczije I niechce sie wtracac.Jesli chodzi o wykonczenie domu tez co moglam to pomoglam I teraz jakby co to powiedzial zebym zabierala te meble bo pieniedzy mi nie odda. Co byscie zrobili ?


Sorry, wyszłaś za typowego "Syneczka mamusi". I do mamusi go trzeba odesłać, bo wspierać raczej Cię nie będzie. Ale dziecka nie zabierze. W Polsce, o ile Matka nie choruje, nie ma problemów psychicznych czy finansowych, zatrzymuje prawo do opieki nad dzieckiem. Jeśli zdecydujesz się na separację lub rozwód, to zapewne bez orzeczenia o winie, a wówczas sami bądź za pośrednictwem Sędziego ustalicie u kogo będzie na stałe Potomek a kogo i jak często będzie odwiedzał.
Jeśli mimo wszystko chcesz zostać z Mężem (a kto by chciał zostać po tekście "to się wyprowadź"?), musisz zacząć brać odpowiedzialność za swoją pozycję w rodzinie i swój dobrostan. Mąż fikał nie będzie, bo z rodzicami ma spokój a Ty upierzesz i ugotujesz. Im dobrze, Jemu dobrze... tylko Tobie jakoś mniej. To nie fair i musisz to zakomunikować SAMA zarówno teściom, jak i małżonkowi. I przygotuj się na serię fochów. Fochy przejdą, ale jeśli spokojnie wytłumaczysz o co Ci chodzi, przejdzie. Powiedz po prostu jakie zaobserwowałaś fakty czy zachowania (unikając ogólnikowych zwrotów "zawsze" i "nigdy"), jak się w związku z tym czujesz i czego oczekujesz. Uzbrój się w cierpliwość, wybierz moment, kiedy wszyscy są w dobrych nastrojach i... powodzenia.
I jeszcze jedno. Może nie podziałać. Ja musiałam nawrzeszczeć na własnego... ojca, żeby przestał mnie wyzywać od gówniar i smarkaczy. Coś we mnie pękło i powiedziałam (wykrzyczałam), że czuję się wtedy, jak śmieć i sobie nie życzę obelg, chociaż rozumiem krytykę. Zmiękł. Ale żeby nie było - tego nie polecam :)

Myślę,że to efekt tego,iż pozwoliliście rodzicom i bratu pomagać- a właściwie,jak piszesz-wyręczać męża we wszystkich pracach związanych z budową- teraz czują się prawie właścicielami domu,jak u siebie.Trudno będzie zmienić te nawyki bo cokolwiek nie zrobicie aby to przystopować,to wyjdziecie na niewdzięcznych.

No wlasnie wchodza sb I wychodza jak do siebie a ja aby sprzatam.Czyli wam tez by to przeszkadzalo jakby was codziennie ktos nachodzil ?rozmawialam z nim I kazal mi nie gadac o rodzicach tylko ze mam w sb to co mysle dusic bo to go meczy jak codziennnie mu gadam ze znow nie mamy spokoju.zawsze chcialam zalozyc rodzine I miec spokoj a tutaj nawet polezec nie mozna bo zaraz slysze drzwi I sie podnosze I drygam.czy ja juz psychicznie wysiadam sama juz niewiem jak sb pomoc mamy dziecko tez bym nie chciala zeby sie wychowtwalo bez ojca tylko jak ratowac to malzenstwo a I jeszcze on twierdzi ze jemu yo nie przeszkadza a jak mi przeszkadza zebym sie odezwala bo on nie bedzie sie odzywal bo mu duzo pomagaja I sie obraza przestana pomagac gdy sie odezwie,tylko jak ja moge sie odezwac jak nie jestem u sb juz sama niewiem co zrobic zeby miec ren swiety spokoj jak przychodzi noc to juz mysle ze juz jutro znow przyjda.

Co ty bys powiedziala im I mezowi na moim miejscu?najgirsze jest to ze oni tworza kochajaca sie rodzinke a ja sie czuje jak piate kolo u wozu.

Wiesz co,myślę,że Twój mąż to zwykły wygodniś

Pati napisała:

Wiesz co,myślę,że Twój mąż to zwykły wygodniś

Zjadło mi tekst dopiszę więc jeszcze raz.
Rób po prostu swoje- nie skacz naokoło nich za każdym razem jak przyjdą- jak mąż trochę się pomęczy to może zrozumie.Przywitaj się za każdym razem i idź do swoich zajęć- nawet gdyby to miało być leżenie i odpoczywanie.Powiedz mężowi,że źle się poczułaś i musisz się położyć i poproś aby się zajął rodziną,zrobił im poczęstunek i posprzątał po nich,itd.Wszystko to spokojnie,z uśmiechem- czasami trzeba się do takich podstępów posuwać,jeśli rozmowa nie przynosi efektu- a tu nie przynosi.

I jeszcze Ci dopiszę bo mi umkło

Przestaną Cię szanować jak tak dalej pójdzie.Zajmij się bardziej sobą,znajdź hobby.Za bardzo starasz się wszystkim dogodzić a to najprostsza droga do zostania niewolnicą.A ich nikt nie szanował.

Znaczy to jest tak ze jak oni przychodza to nawet slowem sie do mnie nie odezwia poprostu siadaja I np wlanczaja sobie tv wiem jedno wpadlam w bagno I co najlepsze maz jest po ich stronie nie zalezy mu czy jestem czy mnie nie ma czyli liczy sie tylko z ich zdaniem niewiem mieszkam tu rok I nawet na dwor wychodza to gapia sie co robie w nocy spac nie moge ciagle mysle co przyniesie nastepny dzien.

Codziennie gotuje obiady nierazz ich z uprzejmnosci zawolam bo jest mi glupio wogole wsz y stko co gadaja to ze maz wszystko kupuje ja nawet tu zameldowana nie jestem bo co obca bdz meldowal tesc.myslalam o domofonie zeby nie wchodzili alw maz sie nie chce zgodzic I w sunie wychodzi na to ze ja tutaj nic nie moge wiec czy ty bys wytrzymala takie zycie ?maz sywierdzil ze oni specjalnie przychodza bo mnie tu nie chca.ja sie nic nie odzywam przytakuje aby.

Jak ty bys to zalatwila na moim miejscu jak bys postapila ?moze im zaproponuje zeby z nami zamieszkali ze nie potrzebnie poszlismy na swoje bo spokoju jak nie bylo tak nie ma trudno pora sie chyba odezwac bo co bdz sie bala odezwac I do konca zycia mam sie meczyc.

Jak moja rodzina przyjedzie raz na pol roku to maz kreci nosem po co oni I na co przyjechali moze poprosic ich zeby czesciej przyjezdzali niech zobaczy jak to jest jak ktos nachodzi.

Współczuję Ci sytuacji. Myślę, że warto porozmawiać z mężem jeszcze raz na spokojnie. Musi zrozumieć, że czujesz się źle w tej sytuacji, bo ciągle jesteś kontrolowana. Każdy czasem potrzebuje czasu dla siebie, wyłącznie przebywania we własnym towarzystwie. Musisz się też zastanowić czy jesteś szczeliwa z mężem. Bo jeśli nie to nie ma sensu być z nim na siłę i męczyć się. Będzie to niekorzystanie wpływało na Twoje zdrowie, samopoczucie i lepiej wpłynie na wychowywanie dziecka. Nie warto męczyć się w związku, jeśli mąż Cię nie szanuje. Nie jesteś sama, bo masz rodzeństwo, które na pewno Ci pomoże.

Musisz być stanowcza, pewna siebie i przy kolejnej wizycie powiedz; Mamo twój syn jest już dorosły.Ja też jestem samodzielna.NIE PRZYCHODŻ WIĘCEJ;. Będzie awantura,ale lepiej niech się Ciebie boją niż mają poniewierać. Pozdrawiam. Chobnag.

gość napisała:

Musisz być stanowcza, pewna siebie i przy kolejnej wizycie powiedz; Mamo twój syn jest już dorosły.Ja też jestem samodzielna.NIE PRZYCHODŻ WIĘCEJ;. Będzie awantura,ale lepiej niech się Ciebie boją niż mają poniewierać. Pozdrawiam. Chobnag.

Jest w tym trochę racji. Na początku będziesz tą najgorszą i będą sie zastanawiać jak śmiałaś sie tak odezwać do rodziny. Jednak z perspektywy czasu może wyjść to na dobre. Szkoda tylko, że nie masz wsparcia w swoim mężu. Może to być utrudnienie, ale musisz pokazać, że masz siłę w sobie i swoje zdanie. Nie możesz być nieszczęśliwa we własnym domu. Dom to azyl, oaza spokoju, miejsce gdzie zawsze możesz poczuć się bezpiecznie. Musisz sprawić by i Twój dom był dla Ciebie taki. Pamiętaj by być konsekwentna w swoich decyzjach i nie ustępować.

Ja caly czas z nim rozmawiam caly czas mu mowie ze chce spokoju ciszy miec chwile dla siebie a tutaj ciagle ktos przychodzi jak nie tesciowa to tesciu to matka tescia to brat meza czuje sie jak w sklepie calodobowym.A on tylko mowi ze juz mu zbrzydlam bo ciagle codziennie to samo gadam.Szkoda mi odejsc bo mamy dziecko I nigdy nie chcialam by sie wychowywalo bez ojca ale jemu to nie przeszkadza pasuje bo jego rodzina to wszystko psuje moje malzenstwo bo ja ciagle jestem w nerwach nawet po 20 przychodza czasami a maz sie nic nie odzywa tylko sobie uskutecznia rozmowe czy moze kazac moim zeby tez tak najezdzali co tu zrobic zeby on zrozumial ze to malzenstwo psuje jego rodzina ?czy moze ja juz jestem jakis dzikus ze powinnam to zaakceptowac ? On chce drugiego dziecka a ja tez bym chciala ale boje sie ze wtedy mnie pozbadna a takto z jednym dzieckiem sobie zawsze poradze a z dwojka juz nie.dlatego mu powiedzialam ze drugiego dziecka nie bo ja chce miec spokoj a oni wtedy beda caly czas tu przesiadywac.

Czasem mysle ze on nie dorosl do malzenstwa majac 29 lat I porrzebuje ich miec w swoim zyciu a ja mam 26 I moze jestem zbyt delikatna byc dac czola tej rodzinie nigdy to sie nie zmieni I cale zycie bede sie meczyc z nimi bo co ja moge jak jemu to odpowiada on nic zlego w tym nie widzi tylko mi mowi ze jestem szajba.nie czuje sie kobieta tylko babka do sprzatania gotowania I prania bo zona to ja zadna nie jestem bo on juz ma z nimi rodzine ja czasem sobie mysle tak ze gdyby mnie tu nie bylo to jemu by to nie przeszkadzalo bo ma ich.powiem wam ze przez nich jakos tez czasami mam wstet do niego za ta zlosc ze tak sobie pozwala rzadzic I jest takim facetem ktory bez rodziny sobie poradzic nie moze.

Szkoda by było marnować sobie życie z kimś takim. Jesteś młoda, do diaska! A nawet jakbyś miała 40-stkę i 50-tkę, to nadal by było szkoda. Zostaw dziada, może zauważy, że samo w domu się nie robi.... względnie wróci do Mamusi, bo Mamusia jest najważniejsza...

Każdy radzi być odeszła. Zostawiła go. A czy uważasz, że byłabyś szczęśliwa bez niego? Nie pytam czy dałabyś sobie radę. Bo o to się nie martwię. Każdy sobie radzi nawet w najgorszych sytuacjach. Chodzi mi u o Twoje szczęście i pragnienie. Jeszcze zastanawiam się, co by Twój mąż powiedział o przeprowadzce do innego miasta? Może to byłoby jakieś rozwiązanie. Zastanawia mnie jeszcze jedno, bo piszesz, że to Ty jesteś tą od sprzątania, gotowania, a on zarabia. To znaczy, że Ty nie pracujesz? Dlaczego?

A dlaczego nie miałaby być szczęśliwa BEZ Niego? Z kimś lepszym? Przecież z Nim najwyraźniej szczęśliwa nie jest... A tak raczej być nie powinno. I nienawidzę, gdy wpędza się pełnoetatowe (hipotetycznie!) Panie Domu w poczucie winy. Nie wiem, może pracuje, może nie. Może po prostu tak wolała. A może mąż stwierdził, że nie chce, by pracowała (przemoc ekonomiczna)? Tak czy owak, skoro Autorka wątku napisała z prośbą o pomoc, to znaczy, że coś jest źle i mimo prób wyjaśnienia sytuacji mąż nie ma zamiaru niczego zmieniać... bo mu tak dobrze. A nie dostrzega cierpienia własnej żony. To nie fair.

Czy bylabym szczesliwa hmm znamy sie 8 lat napewno bylo by mi ciezko.I tez chodzi o dziecko.Chcialabym zeby jego rodzina sie. Nie wtracala nie nachodzila I zeby on zrouzmial ze mnie to strasznie wkurza jakk sie.odwracam.a ktos z jego rodziny stoi mi za plaecami chcialabym z nim zyc w szczesciu a nie w ciaglych :-/ nerwach.Nie pracuje bo mam rocznego synka. A nie mam z kim go zostawic.ja wiem.ze ja sie.predzej wykoncze nerwowo niz miedzy nami bedzie..ok bo ja. Nie ma dnia bym.mu nie. Gadala o tym jak mi zle ze mnie nachodza czemu on nie potrafi mi pomoc tylko pozwala bym sie sama z tym meczyyla on chce drugiego dziecka a ja juz nawet z nim.nie sypaiam bo niechce bi wiem. Ze jak drugie dziecko.sie urodzzi to ja juz wogole. Bede nachodzona od switu do nocy I z jednym.dzieckiem sb jakos. Poradze a z dwojka nie dam rady sama.On niechcce sie wyprowadzic bo nie po to stawial dom zeby teraz sie wyprowadzac.

ODESŁAĆ-DUPKA-DO-MAMUSI. Migiem.
Skoro nie pomaga Tobie teraz, to już nie będzie pomagał. "Dupkę już masz, po co Ci dupek?"
P.S.

Majątek wspólny małżonków przy rozwodzie tak generalnie dzieli się na pół, więc niech się nie szarogęsi :)

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij