piątek, 24 listopada 2017

Niezależne kobiety są szczęśliwsze!

Kiedy zabieramy się do budowania związku, skupiamy się na zadowoleniu partnera. Jego szczęście jest naszym szczęściem. Wydaje nam się, że im bardziej się dostosujemy do naszego mężczyzny, tym mamy większe szanse na trwałość naszej relacji. Jest przeciwnie. Jeśli będziemy rezygnować z siebie, nigdy nie stworzymy dobrego związku.

Spotykamy swojego księcia z bajki. No może trochę różni się od Orlando Bluma czy Brada Pitta: trochę niższy, ma mniej włosów i większy brzuch, ale w sumie jest w porządku. No i jest nasz. Więc z zapałem zabieramy się do przeżywania naszej bajki: robimy wszystko, żeby było teraz długo i szczęśliwie. Troszczymy się o to, żeby jemu było dobrze, bo kiedy on jest szczęśliwy, my też. To oczywiste, nie jesteśmy przecież zimnymi egoistkami.

Celem naszych starań staje się więc zadowolenie partnera i przez to zapewnienie trwałości związkowi. Co z tego, że zawsze lubiłyśmy włoską kuchnie? Dla naszego kochanego możemy teraz pokochać sushi. Nigdy sport nas nie pasjonował? Nagle jesteśmy gotowe spędzić całe słoneczne weekendowe popołudnie przed telewizorem w zaciemnionym pokoju. W towarzystwie piwa i chipsów. Przecież Misio tak to lubi. Przygotować poczęstunek dla jego kolegów? Oczywiście, zaraz coś podamy – kino i kawa z przyjaciółką mogą poczekać. Czas dla siebie? Będziemy go miały dosyć na emeryturze, teraz dbamy, żeby w naszym wspólnym gniazdku było czysto i przytulnie, na stole parujący obiad, a wszystko wokół niech otula zapach świeżo upieczonego ciasta.

Modne i eleganckie gadżety erotyczne dla kobiet i dla par
Zaprasza Joanna Keszka, red. naczelna Barbarella.pl
LoveStore.Barbarella.pl, ul. Hoża 57 lok 1b, Warszawa
otwarte: PON-PT 11.00-19.00, SOBOTY: Sobotnie zakupy z Joanną

Tak, dla relacji z partnerem, jesteśmy gotowe zrezygnować ze wszystkiego, co normalnemu człowiekowi daje radość życia, pewność siebie i zadowolenie. Rezygnujemy więc z własnych potrzeb, posługiwania się własnym rozumem, wyrażania krytycznych opinii i dzielenia się poglądami (jeśli są odmienne od poglądów naszego mężczyzny). Tak zapędzamy się w dbaniu o to, żeby partnerowi było z nami dobrze, że już same nie wiemy, co mogłoby być dobre dla nas samych. Może właściwie my też lubimy spędzać czas przed telewizorem na oglądaniu meczy, może właśnie te codzienne obiady podawane mężowi, rodzinie, znajomym, to jest to, co nam daje poczucie sensu? Dbając „o szczęście domowego ogniska” jesteśmy coraz bardziej zmęczone, miewamy częściej depresje, dokuczają nam bóle: gardła, głowy, pleców, coraz więcej jest takich dni, kiedy albo nic już nam się nie chce, ale odwrotnie: budzimy się nagle gotowe zabić za niesprzątnięty ze stołu talerz. Partner dawno przestał zachowywać się w stosunku do nas jak królewicz i nie traktuje nas jak królewnę. Bardzo nam się to wszystko niepodobna, ale nie wiemy, co poszło nie tak. Przecież tak się starałyśmy. A może powinnyśmy postarać się jeszcze więcej? Właśnie z taką łatwością przychodzi nam rezygnowanie z siebie.

Dziewczynki są takie miłe

Uczyłyśmy się tego wszystkiego niemalże od kołyski. Ćwiczono nas całymi latami po to, żebyśmy były uprzejme, wyrozumiałe, umiały przystosować się. Trening asertywności nie jest wpisany w wychowywanie dziewczynek, tak samo jak walka o swoje i przepychanki na boisku. Nie jest też wpisane radzenie sobie z codziennymi przeciwnościami, takimi jak zmiana żarówki, naprawa roweru czy majsterkowanie. Pozornie dlatego, że mamy mieć lekko i łatwo. W rzeczywistości jesteśmy przyuczane do zależności. Dziewczynki uczy się swojego rodzaju samodzielności i zaradności związanych z prowadzeniem domu: z robieniem zakupów, gotowaniem, pomaganiem matce w domu. Czy jest tu miejsce na niezależność, zew przygody? Wyrastamy skazane na odgrywanie biernej roli. Przygotowywane do przyszłej funkcji służącej swojej rodziny.

Nic dziwnego, że potem, w dorosłym życiu, wydaje nam się, że ustępliwość, unikanie konfliktów, czekanie, że ktoś za nas przejmie odpowiedzialność w naszym życiu, to dobre metody zaskarbienia sobie przychylności innych, w tym także, a może przede wszystkim, naszego mężczyzny.

Problem polega na tym, że gdy jesteśmy grzeczne, uległe i uśmiechamy się bez powodu, albo pomimo tego, ze mamy powód, żeby się nie uśmiechać, to nie tylko nie polepszamy swoich relacji z partnerem, ale zupełnie nieświadomie dajemy mu przyzwolenie na to, że może nas lekceważyć, wykorzystywać i osłabiać. Brzmi strasznie, prawda? Kiedy już ta chora sytuacja zaczyna nas przerastać to albo płaczemy nad niesprzątniętą przez męża skarpetą, albo chcemy wszystkich zabić. Znowu jest źle: wchodzimy na awanturnice albo histeryczki. Rozwiązaniem problemu nie jest to, jak krzyczeć, żeby coś wykrzyczeć, ani jak płakać, żeby coś wypłakać. Po prostu nie oddawaj swoje niezależności z tego powodu, że teraz jesteś w związku. Trzeba od samego początku związku, dbać nie tylko o to, żeby partnerowi było dobrze, ale też umieć zatroszczyć się o samą siebie. Mówić wprost o swoich potrzebach i nie pytać o pozwolenie na ich realizowanie. I traktować siebie z szacunkiem, tak, żeby partner nie musiał się domyślać, że na ten szacunek zasługujemy.

Jak dbać o zachowanie niezależności w związku?

Zasada Nr 1: Polegaj na sobie

Basia jest przekonana, że kiepski z niej kierowca i daleko jej pod tym względem do umiejętności męża. Pogodziła się z tym faktem, a nawet jest zadowolona z takiego obrotu sprawy: mąż jeździ z nią na zakupy, wozi do kina i odbiera ze spotkań na mieście. Miło jest mieć osobistego kierowcę. Wydawałoby się, że wszystko jest ok. Nie jest. Bez względu jakie są intencje obu stron, jest pod stałą kontrolą partnera. Basia musi konsultować z nim każde wyjście. Pogłębia się w niej poczucie, że nie jest w stanie samodzielnie podejmować decyzji, że każdy jej ruch wymaga aprobaty i potwierdzenia przez męża. Czuje się coraz bardziej bezradna. Wkrótce nie pozostanie już nic, co mogłaby zrobić sama. Mężczyzna będzie jej potrzebny do założenia konta w banku i do robienia zakupów przez Internet. Coraz bardziej potrzebuje obecności męża, nawet kiedy on przy niej jest, Basia odczuwa nieokreślony lęk. Narasta w niej strach, że nie poradzi sobie z życiem, kiedy nikogo przy niej nie będzie.

RADA: Nie proś za każdym razem swojego mężczyzny o pomoc w sprawach, z którymi sama możesz sobie poradzić. Przykręcenie żarówki nie wymaga wielkich umiejętności, tak samo jak wybranie polisy ubezpieczeniowej czy wyszukanie w książce telefonicznej hydraulika i ściągnięcie go do domu, jeśli coś kapie z kranu. Nawet jeśli nie uda ci się od razu, to następnym razem pójdzie ci już o wiele lepiej. Poleganie na sobie wzmacnia twoje poczucie własnej wartości. Dzięki takiemu podejściu do sprawy zaistniejesz też w jego oczach jako energiczna, przebojowa kobieta, a nie nieciekawa, szara myszka.

Zasada nr 2: Działaj niezależnie

Agata wychodzi z domu w zasadzie tylko wtedy, kiedy jej plany nie kolidują z planami jej faceta. Jeżeli tylko on zaprosi swoich znajomych do mieszkania, ona już zostaje i przygotowuje jakąś przekąskę. Czasami ją o tym uprzedza, ale zdarza się też, że zaprasza kogoś „spontanicznie”, albo przypomina mu się w ostatniej chwili i wtedy ona odwołuje swoje spotkania i zmienia swoje plany. Kiedy Agata bawi się dłużej po za domem, dopadają ja telefony i sms-y z pytaniem: „Kiedy wreszcie wrócisz?”. Wtedy jej dobry humor powoli znika, pojawia się poczucie winy, że nie dba o męża, wraca. W ten sposób Agata nie jest panią swojego czasu. Lubi znajomych swojego partnera, ale nie ma z nimi bardzo bliskich relacji. Ze swoimi przyjaciółmi spotyka się coraz rzadziej. Czasami czuje się bardzo samotna.

RADA: Umawiaj się na spotkania zawodowe i ze znajomymi bez konsultowania tego za każdym razem z partnerem. Nie przyzwyczajaj go do tego, że twoje plany są całkowicie zależne od jego aprobaty. Kiedy jesteście gdzieś już gdzieś razem, wykonaj ten wysiłek i nie mów ”My”, kiedy możesz powiedzieć „Ja”: „Ja znalazłam mieszkanie (jeżeli tak było), Ja wynajęłam ekipę remontową, Ja zaciągnęłam kredyt, Ja sądzę, że to dobry pomysł.” Przedstawiaj swój punkt widzenia, zamiast pozwalać, żeby on wypowiadał się za was oboje. Zacznij bronić swojej niezależności starając się każdego dnia zrobić coś, na co naprawdę masz ochotę. Możesz zaproponować partnerowi, że zrobicie to wspólnie. Jeśli chce się dołączyć, zróbcie to razem, jeśli nie, podaruj mu szeroki uśmiech i zrób to sama. I najważniejsze: baw się dobrze i nie daj się z tego powodu wbić w poczucie winy!

Zasada nr 3: Dbaj o swoje potrzeby

Rano jedno dziecko do przedszkola, drugie do szkoły, potem biegiem, żeby zdążyć do pracy. Po 17-stej odbiór dzieci, zakupy, gotowanie ziemniaków, sprzątanie, lekcje ze starszym, jakieś klocki z młodszym, pranie i znowu dzieci: tym razem kąpanie i do łóżka. Kiedy już zasną, jest czas na bardzie relaksacyjne zajęcia: prasowanie przy ulubionym serialu i jeszcze tylko przed samym ułożeniem się do snu: przygotowanie na jutro obiadku dla całej rodziny, tak, żeby na drugi dzień już wystarczyło tylko ziemniaczki podgotować. Dobrze, że mąż nie zaprosił na jutro kogoś z rodzinny, albo znajomych, bo trzeba by było przygotować coś ekstra. W sezonie robi się dodatkowo konfitury i przeciery. W wakacje obsługuje gości, którzy w zależności od atrakcyjności położenia naszego przytulnego mieszkanka pojawiają się w mniejszych lub większych ilościach. Typowy rozkład zajęć pani Kasi/Zosi/Ani, dobrej żony, przykładnej matki, wiecznie zmęczonej kobiety, często rozdrażnionej, którą już rzadko coś w życiu cieszy.

RADA: Kobiety tak planują swój dzień, żeby każdego zadowolić. Problem w tym, że zapominają o sobie. Rezygnują ze swoich potrzeb i czasu dla siebie, żeby zaspokoić potrzeby innych osób w rodzinie. Zerwij wreszcie z takimi domowymi obyczajami jak: codzienne słanie łóżek za wszystkich, cotygodniowe duże porządki, codzienne przygotowywanie obiadów, pilnowanie dzieci przy odrabianiu lekcji. Wszystko to się nie sprawdza. To nie są najważniejsze sprawy w życiu. Poświęcając swoje życie, lub jego większa część na obsługiwanie innych pozbawiasz siebie własnego czasu i możliwości zajmowania się swoimi sprawami. Płacisz za to wyczerpaniem, niezadowoleniem z własnego życia i przepracowaniem. To bardzo wysoka cena. Dlatego codziennie zostawiaj trochę czasu wyłącznie dla siebie i rób to co ciebie bawi, jest dla ciebie ważne, albo po prostu sprawia ci przyjemność. Daj sobie sama pozwolenie i po prostu powyleguj się w wannie, wyjdź na spacer, do kina, zapisz się wreszcie na siłownię czy do szkoły tańca. Zacznij robić regularnie to co ci służy – bez wyrzutów sumienia. Jeśli się buntujesz i odrzucasz stare wzorce, wiele osób zacznie mówić, że jesteś egoistką, jędzą albo jeszcze gorzej. Nie przejmuj się tym. Musisz nauczyć się dbać w życiu nie tylko o gotowanie, sprzątanie i pranie, ale też o to czego ty potrzebujesz. Żeby móc to realizować musisz nauczyć się powiedzieć „nie”. Najpierw sobie, a potem reszcie świata.

Zasada nr 4: Pamiętaj, kim jesteś

Mąż Anny prawie cały wolny czas spędza w ogrodzie. Jego żona jest dumna z ogrodu i podziwia umiejętności męża. Sama nie przepada za grzebaniem w ziemi. Zanim się poznali lubiła chodzić do kina i do teatru. Od kiedy są małżeństwem w teatrze są raz do roku. Na więcej nie udało się Annie namówić swojego partnera. Czasem wyjdzie do kina z koleżanką, ale robi to ostatnio rzadziej, ponieważ mąż coraz częściej angażuje ją przy pracach ogrodowych. Anna uważa, że byłoby nie fair odmówić mu pomocy. Przecież on tak kocha ten ogród, a ona nie ma przecież w weekendy nic specjalnego do zrobienia. Nie zapraszają też zbyt często znajomych do domu, bo jej mężczyzna nie przepada za pogawędkami o niczym. Anna coraz więcej czasu spędza więc w ogrodzie ze swoim towarzyszem życia. Przestaje rozwijać swoje zainteresowania i skupia się na ułatwianiu mężowi realizacji jego hobby.

RADA: Nie porzucaj przyjaciół, zainteresowań ani stylu życia , aki miałaś zanim poznałaś swojego partnera. Jeżeli jemu coś nie pasuje albo nie jest zainteresowany, możesz robić to sama. Nie ma potrzeby, żeby mężczyzna stał się towarzyszem każdego twojego kroku. Nie daj sobie wmówić, że musisz lubić to, co lubi robić twój mężczyzna. Rób to, co ty lubisz, bez względu na to czy uczestniczy w tym też twój facet.

Zasada nr 5: Dbaj o własne pieniądze

Dorota zrezygnowała z możliwości dobrze płatnej pracy w swoim zawodzie, bo jej mąż zaraz po obronie dyplomu dostał propozycję pracy w innym mieście. Więc się przeprowadzili do mniejszego miasta. Nie mogła w nowej miejscowości znaleźć dla siebie zajęcia, zdecydowali, że skoro on ma pracę to mogą sobie pozwolić na dziecko. Ona była w ciąży i ona rodziła. Mąż wzmacniał swoją pozycję jako dobrze rokujący Pan Inżynier. Dorota nie pracowała, więc żeby nie robić „kłopotu” mężowi, wydatki na siebie zredukowała do niezbędnego minimum. Ubranie kupowała w szmateksach, zrezygnowała z chodzenia do kina, obywała się bez kosmetyczki, na wakacje pojechała z dzieckiem do matki, książki i gazety wypożyczała z biblioteki. Prosiła głównie o pieniądze na dziecko i na prowadzenie domu. Kiedy tylko chłopczyk został odstawiony od piersi, chciała jednak wreszcie zacząć pracować. Po przeprowadzce do małego miasta, nie miała szans na zarobek w wyuczonym zawodzie. Wzięła pierwsze wolne zajęcie w miejscowym urzędzie: nieciekawe i słabo płatne. W tym czasie mąż awansował i często wyjeżdżał w delegacje. 10 lat po ślubie i skończeniu studiów: ona zarabiała dużo mniej, nie lubiła swojej pracy, za to oprócz pracy zawodowej zajmowała się dzieckiem i domem, żeby mąż miał możliwość rozwijać swoją karierę..

RADA: Kobiety chcą wierzyć, że ich zabezpieczeniem materialnym jest związek z mężczyzną. Ich wiara, że bezpiecznie przejdą przez życie nie mając lub nie troszcząc się o własne dochody, jest fundamentem ich niewolnictwa. Niewykorzystywanie swojego wykształcenia, długie przerwy w pracy, niepodejmowanie możliwości rozwoju zawodowego – to wszystko składa się na uzależnienie od partnera. Ktoś, kto musi prosić o zgodę na wydatki, zawsze czuje się w pewnym sensie winien. Świadomość, że jest się komuś coś winnym, nie podbudowuje poczucia własnej wartości i nie jest stabilnym fundamentem prawdziwego partnerstwa. Kobiety tkwią też w złych związkach, z obawy, że same nie poradzą sobie finansowo.

Mężczyzna + pieniądze = Władza nad kobietą
Kobieta + niezależność finansowa = Zadowolenie z siebie

Joanna Keszka

Tekst nie powstałby bez książki: „Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam gdzie chcą” Ute Ehrhadt

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (24)
sortowanie: najstarsze/najnowsze

Niestety moja niezależność wlecze się po chodniku a mój dupek już dawno zapomniał jakie ma szczęście. A przynajmniej kiedyś tak mówił. Zależy mi i zastanawiam się czy jest co, a przede wszystkim jak reanimować, bo, nie oszukujmy się, sama do tego doprowadziłam zapominając po jakimś czasie o sobie, a stając się coraz bardziej kobietą-bluszczem, byleby Koteczkowi dobrze było. I teraz z kochanego i pewnej siebie kobiety powstał związek skłądający się z podejrzliwej histeryczki i sterroryzowanego egoisty.

gość

Zanim przeczytałam artykuł wiedziałam, że jest źle, ale nie sądziłam, że aż tak. 13 miesięcy temu urodziłam coreczkę, a mój partner chciałby, żebym została w domu, aż ona skończy 3 latka. Ja już nie wytrzymałam. Powiedziałam dosyć i szukam pracy. Tylko, że ciężko się szuka pracy z dzieckiem na ręku. Nie jestem typem kury domowej. W dodatku zżeram swoje oszczędności na siedzenie w domu i nie mogę sobie kupić głupiej sukienki za 60zł bo po co, przecież nigdzie nie wychodzę. Jestem sfrustrowana i z nudy siedzenia w domu nawet nie chce mi się w nim nic robić, nawet gotować co tak kiedyś lubiłam.

gość

To wszystko - święta prawda. Ja jestem przykładem kobiety wykształconej, która poświęciła się dla rodziny i męża.
W tej chwili mam 40 lat, czas, zapał, pełną dyspozycyjność i chęć uniezależnienia się finansowo poprzez pracę. Od 2 lat wysyłam oferty i nie udało mi się do tej pory zatrudnić. Pani rady są na pewno wartościowe, ale w kraju w jakim żyjemy, panuje kult samca, opiekuna i to on niestety ostatecznie wygrywa, mając ugruntowaną pozycję w obecnej pracy i mnóstwo nowych ofert.
Pozdrawiam.
M.

gość

Święta racja!

Zapominamy o sobie,podczas gdy on- zawsze dbający o swój komfort z tego korzysta! Błąd. Trzeba tak żyć żeby to on miał poczucie że coś mu umyka, powinnyśmy same szukać sobie takich zajęć, które nas satysfakcjonują,a wtedy nie będziemy liczyły na to że w niedzielne popołudnie on łaskawie zapragnie spędzić z nami czas. Zajmujmy się sobą, wychodźmy, dbajmy o siebie, robiąc dla niego minimum. W końcu znudzi się sobą i zacznie interesować się nami. Przykre ale prawdziwe. Budowanie uczciwego związku to ważna sprawa, ale budowanie własnej niezależności to coś ponad tym i do tego wato dążyć. Niezależności wewnątrz nas i na zewnątrz.

gość

wyjątkowo mało komentarzy jak na tak ciekawy i wartościowy artykuł. zgadzam się z jego treścią :)

gość

Kochane, dlaczego tak nie lubicie mężczyzn? Przecież kobiety i rodzina częściej niż oni nas dołują. Panowie są impulsem do naszego rozwoju, powodują euforię jakiej nie da nic innego. Tylko dzięki nim w ogóle jesteśmy kobietami. Po cholerę nam być niezależnymi bez mężczyzn?

gość

ten wpis z 18 luty 2013 to jakaś ironia? czy to pisał jakiś facet?

zgadzam się z artykułem w 100%, kobieta uzależniona w jakikolwiek sposób od mężczyzny staje się nikim, traci głos, traci siebie. Nasza kultura tak nas przygotowuje do zycia, często w ten sposób tresują/tresowały nas matki ... ale czy pozycja ubezwłasnowolnionej niewolnicy zadowala nas kobiety? no chyba już nie! dlatego dbajmy o siebie i swoją niezależność, a na pewno na tym nie ucierpimy, bo nie jesteśmy słabymi istotami , bezmózgami itp. , którymi trzeba sterować!

gość

w moim domu to ja jestem najażniejsza i wszystko kręci się wokół moich potrzeb.

gość

super artukuł

gość

15 marca 2014 Ten wpis też daje do myślenia , bo przecież kiedy my będziemy takie , to niczym nie będziemy się różnić od facetów. I wtedy to oni będą myśleć że na nic nie zasługują , a przecież nie chcecie mieć chyba mężczyzny który boi się byle jakiego kroku przez co też niezbyt to fajnie wyglądało... Stracił by swoje poczucie wartości i nie potrafiłby już bronić swojej miłości :/

Warto też uczyć kolejne pokolenia by nie popełniały tych samych błędów co my i kroczyły piękną drogą ku miłości , nie patrzyły wstecz by były wolne i poleciały tam gdzie KOBIETA jest najważniejszą i najpiękniejszą istotą na świecie dla mężczyzny ..

gość

A niezależnym paniom nie żyje się ciężej?

gość

kiedy to czytam lecą mi łzy..straszna prawda o mnie...choć mnie nikt nie przygotowywał do roli służącej to sama z siebie taką zrobiłam !
mam 54 lata..zwiazek od 34 lat...jestem w depresji i myślę tylko o każdym dniu traconym w tym beznadziejnym związku..mąż przeciwnieństwo mojej natury..aspołeczny, wyrachowany, bezuczuciowy i dyktator..a ja ?
owoc toksycznej rodziny cieszyłam się ,że mnie ktoś chce a potem byłam na medal..
jednak w moim związku nie udało się dyktatorowi doprowadzić do konca swojej dyktatury..wpadł na drobnostkach, oszustwach i przyjrzałam mu się bliżej...lekkoduch, flejtuch , leń i ślizgacz...
powiedział ,ż eoszukiwał bo..go nie sprawdzałam..kiedyś byłam na kilku kontraktach za granicą..po za kasą zobaczyłam dawną , sympatyczną, kreatywną i towarzyską osobę...to niesamowite jaka byłam uległa..we wszystkim ..a on manipulował..
teraz poznałam swoje zależne życie i marzę o wolności.

gość

Szanuje mądre, silne, niezależne kobiety... ale chyba każdy zarówno mężczyzna jak i kobieta potrzebują czasem wsparcia.

gość

Ja nie wiem, czy moja kobieta by nie chciałabyć niezależna. Nie chodzi o to, że sama nie daje sobie rady, ale lubi mnie prosić o pomoc i ja lubię jej pomagać.

gość

Trafiłam tutaj przypadkiem, mam już dosyć chorego związku gdzie poświęciłam wszystko co mnialam dla faceta który jest zapatrzony tylko w siebie. Zanim sie poznalismy bylam bardzo radosna, mialam wielu znajomych, swietny kontakt z rodziną, grałam w sztukach teatralnych, mialam swoje pasje ktore dawaly mi wiele radosci. Z racji tego ze gdy go poznałam byłam bardzo samotna, nasz zwiazek potoczyl sie szybko. Na początku bylo ok wychodzilismy razem itd ale z czasem zaczely sie dziac dziwne rzeczy.... jak juz zamieszkalismy razem okazalo sie ze na moim komputerze zainstalowal program zczytujący hasla wiec moj fb byl na bierzaco szpiegowany (bez mojej wiadomosci) pozniej zaczol mnie traktowac tak, jak by mnie wyciągnąl conajmniej z burdelu... za kazdym razem gdy chcialam odejsc po tym jak np mnie udezyl lub wyzywal przy swoich rodzicach nagle stwierdzal ze to sie nie powtorzy a ja glupia w to wierzylam. Teraz, po dwoch latach niby jest ok ale do domu mam prawo pojechac raz w tygodniu lub zadziej i to tylko na jeden dzien bo wieczorem juz po mnie jest, nie mam przyjaciolki ani nawet kolezanek. Obecnie mam 22 lata, jestem na skraju zalamania bo nawet nie mam szansy pracowac gdyz poprzednie stanowisko stracilam przez niego bo nie mogl zniesc ze 8 godz dziennie spedzam bez niego. CAla radosc zycia sie ulotnila a moja jedyna rozrywka to spelnianie jego zachcianek i podporządkowywanie sie... dziewczyny nie dajcie sie tak wpakowac bo w mojej sytuacji nie widac nadzieji na lepsze zycie. :(

gość

swietny artykul.

gość

Świetny artykuł. Niestety tak własnie stało się ze mną. Mam dopiero 24 lata a czuje jakbym miała 40... Zapatrzona w faceta, zapomniałam o swoich potrzebach. Jego potrzeby ciągle na pierwszym miejscu. Nigdy tego nie docenił. Dla niego tak ma być i już. On może robić co chce i kiedy chce. A ja mam się nie czepiać. Nie mam już siły tak żyć, ale nie mam także siły zmienić tego, bo jak? Odejść? Mamy dziecko... A stać się niezależną, jak? Dlaczego my kobiety zostałyśmy wychowane na niewolnice facetów? Nie zrobię tego mojej córce.

gość

Ale niezależność to władza... a faceci boją się wszechładnych, chcą seksu niezależnego, tzn chcą nieć zawsze seks, w każdej chwili. Czekoladowy , winny, francuski, klasyczny - ale go chcą i w zamian dają wszystko co kobieta chce. Ale ma dać seks z nutką seksapilu, wiem co mówię bo mam 48 lat. Po rozwodzie. Ze stałą partnerka - właśnie kobietą niezależną. I gdy jest niezależna za bardzo - wycofuję się.

gość

Ja jestem czterdziestoletnią niewolnicą bez pieniędzy,szacunku,perspektyw.Urodziłam troje dzieci,nie rozwijałam się zawodowo by mąż mógł się rozwijać.Dziś on jest kimś a ja od nastoletniego syna usłyszałam że pasożytuję na ojcu.Przegrałam.

gość

Eh... U mnie to samo byłam popularna i lubiana dopóki nie urodziłam dziecka... Zostało mi jeszcze 10 kilo jestem kura domową nie mam już zbyt wiele koleżanek jedynie tak samo sfrustrowane jak ja ... A pan sobie lata po kolegsch bo on jest zmęczony praca i mu się coś od życia należy ... Pomoc ogranicza się do raz na 2-3 tyg a tak to siedzi i gra na PlayStation... Ch ilabym pójść do pracy zacząć żyć... Brakuje mi dawnego życia

gość

ten artykul jest bledny. Na 100 procent kobieta niezalezna nie jest juz kobieta tylko robi za faceta. Jezeli bedziecie sluchaly faceta to on to doceni i bedzie dla was jak najwiecej robil bo zaluzyliscie, a jak go nie posluchacie to zobaczy ze macie w dupie jego zdanie ze nie jest wam potrzebny i pojdzie do innej w daleka takze na 100 procent kobieta niezalezna to kobieta samotna ktora chodzi po dyskotekach aby sie dowartosciowac z obcymi facetami. Jednak kobieta sluchajca faceta bedzie szczesliwa to pewne. Czasem nieszczesliwosc to wlasnie szczescie ktore macie

gość

Zarówno artykuł jak i wypowiedzi pokazują, że my kobiety popełniamy prosty błąd. Zapominamy, że mężczyźni to nasi partnerzy. To nie są przyjaciółki, którym możemy wypłakać się w rękaw i które wysłuchają tego co mamy do powiedzenia. Do płaczu, na zakupy i wyjścia (z dziećmi na spacer czy plac zabaw) potrzebne są inne kobiety. Może czasem warto zaryzykować i małymi kroczkami wrócić do żywych. Inaczej skończymy z nerwicą i niespełnionymi marzeniami. A [16 stycznia 2016] to mądrala bez kobiety i bez szczęścia. Nic nie wiesz o tym jak kobiety (27 letnie z 3 letnim dzieckiem i w związku od 3 lat) potrafią się bawić. Wcale nie są nam potrzebni inni mężczyźni. To wymysł kogoś kto myśli nie tą częścią ciała.

gość

Kochane Dziewczyny,
Głowa do góry. Niestety zostałyśmy tak skonstruowane przez matkę Naturę, że będziemy tęsknic i czekać na miłość. Jesteśmy w tej kwestii uwarunkowane biologicznie. Życie kobiety jest niezwykle bogate i trudne.Osobiście nie żałuję, że nią jestem. Ale tylko tego, że tak późno poznałam prawdę o nas. Z perspektywy czasu i doswiadczenia stwierdzam, że najważniejszą podstawą relacji damsko-męskich jest niezależność w różnych sferach życia. A więc nie tylko ekonomiczna, ale i uczuciowa, rodzinna. Tego się trzeba uczyć przez całe życie i kontrolowac siebie. Dziękuję za ten artykuł, bo mam nadzieję, że zwrócił uwagę, na to, co jest istotne w życiu kobiety, żony czy matki. Aby związek między kobietą a meżczyzną był atrakcyjny, partner musi ZATĘSKNIĆ za partnerką. Musi ciągle tęsknić. Nasze życie jest jedyne w swoim rodzaju. Dlatego tak wazne jest, aby w kazdej nowej sytuacji od razu wybiec w przyszłośc i starac sie ujrzeć skutki. Dużo sytuacju sie powtarza, m.in. kobiety będace służacymi członków rodziny. Tak nie może być. Trzeba wspólnie szukac z partnerem rozwiązania. Niestety w dużej mierze same sobie jestesmy winne, ze tak sie potoczyły losy i jestesmy pokrzywdzone. Trzeba nauczyć sie przewidywać i wyciągac wnioski. Dużo rozmawiać z partnerem i przedstawiac mu swoje oczekiwania i racje. Nikt za nas tego nie zrobi. Bycie asertywną to nie jest przejaw egoizmu. To jest przejaw mądrości. Skoro mi jest ze sobą dobrze, to innym będzie również. Jezeli partner nie okazuje mi szacunku, to odchodzę... Nie ma zmiłuj. To jest moje życie i jestem tak samo wazna jak i on. Zyczę wszystkim Czytelniczkom odwagi i konsekwencji w podejmowaniu mądrych decyzji życiowych.

Serdecznie pozdrawiam :)

gość

Ksztalccie sie, rozwijajcie, awansujcie, pracujcie i utrzymujcie nas mezczyzn. Feminista:)

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij