czwartek, 22 sierpnia 2019

Co mają kobiece orgazmy do kryzysu męskości

Ostatnio zauważyłam w mediach świeżutki wysyp artykułów i wypowiedzi, które pod płaszczykiem dobrych rad kryją chęć zduszenia w zarodku prawa kobiet do seksu na swoich własnych zasadach. Mam na myśli panikę sianą przez konserwatystów wobec "wyzwolonych" kobiet, które jakoby swoimi rozbuchanymi oczekiwaniami seksualnymi kastrują biednych, współczesnych mężczyzn.

Jest to histeryczna strategia, na której tracą zarówno kobiety, jak i ci mężczyźni, którym na swoich kochankach i ich przyjemności w łóżku, zwyczajnie, po ludzku, zależy. Oskarżenia wobec „rozpuszczonych”  kobiet, które jakoby swoimi wyśrubowanymi oczekiwaniami kastrują mężczyzn, propagowane są od aktywistów zajmujący się prawami mężczyzn z Fundacji Masculinum, poprzez wypowiedzi znanych polskich seksuologów, na publicystach z dużych portali internetowych kończąc. Zarzuty są bezlitosne, wina kobiet oczywista, a los mężczyzn w naszym kraju ciężki. Polska to kraj niewyżytych, samolubnych kobiet. Tak mamy o sobie myśleć.

Dla odmiany ja uważam, że to właśnie kobiecy orgazm może uratować mężczyzn. Ale to może wydarzyć się dopiero wtedy, kiedy przestaniemy oczekiwać, że kobieca seksualność ma odpowiadać wyłącznie męskim wyobrażeniom i fantazjom na ten temat.

Nieeleganckie zachowania namiętnych kobiet

Nie twierdzę, że nie lubię szczytować, kiedy mężczyzna jest we mnie lub tuż obok mnie. Masturbacja jest wspaniała, ale cudownie jest też mieć przyjemność z seksu w duecie. Kiedy kobieta ma orgazm w asyście swojego partnera, to jest tak jakby miało się romantyczną randkę z Bradem Pitem. Nie da się tego przegapić ani zapomnieć. Pamiętam mój pierwszy orgazm w czasie zabawy z kochankiem. Było upalne sierpniowe popołudnie, wakacje, domek nad jeziorem, miałam na głowie wianek z polnych kwiatów. Było romantycznie, sielsko, anielsko, aż do pewnego momentu… Aż do chwili, kiedy poczułam, że z moim ciałem dzieje się coś wyjątkowego, czułam się tak jakby od środka, przez pochwę jakaś siła masowała moje całe ciało i mój mózg. Krzyczałam, płakałam, rzucałam się i chłonęłam każdą kroplę tej przyjemności. „To” trwało i wciąż z mocą pulsowało we mnie. Nie zauważyłam tylko, że mój partner już „skończył”. Wyjął penisa, spojrzał na mnie i powiedział z delikatnym napomnieniem, że chyba mogę przestać się wić, bo już jest „po wszystkim”. Poczułam zakłopotanie, że tak dziko i nieelegancko przy nim zachowałam się w łóżku. Z wysokości kobiecego orgazmu spadłam do poziomu męskich wyobrażeń na temat tego, co jest, a co nie jest seksi. I zrobiłam wtedy dokładnie to, co robią miliony kobiet na całym świecie w seksie: odwróciłam się od swojej namiętności, żeby skupić się na tym, czego oczekuje ode mnie facet w łóżku.

Robi mi się niedobrze od tego przekonywania kobiet, żeby zadowalały się byle czym

Jeśli jesteś kobietą, znasz tą grę erotyczną: karmienie w sypialni swoim kosztem męskiego ego. Polega ona na tym, żeby nie oczekiwać od mężczyzn niczego zbyt „skomplikowanego” w czasie seksu. I nigdy, przenigdy nie przyznawać się do własnych potrzeb i fantazji. Należy okropnie kłamać mówiąc, że to nic takiego, że w łóżku on ma orgazm, a ty znowu zostałaś z niczym. Kłamstwa te będą łamały ci serce, ale musisz wiedzieć, że są bezpieczniejsze niż prawda. Bo jakoby żaden mężczyzna nie jest gotowy przyjąć do wiadomości intensywności kobiecego pożądania. Zostało nam wpojone przeświadczenie, że faceci będą uciekać od namiętności kobiety, która nie została okrojona na miarę męskich potrzeb, wyobrażeń i możliwości. 

Czujemy, że powinnyśmy mieć orgazmy pochwowe, żeby on mógł poczuć, jakim jest świetnym kochankiem. Te orgazmy powinny być eleganckie i ładne jak z filmu porno lub z komedii romantycznej, a nie głośne, sprośne i fizjologiczne, żeby nie przestraszyć partnera swoim pożądaniem. Nie powinnyśmy za to formułować oczekiwań, bo to facetów „kastruje” i „zniechęca”. Mamy też być wiecznie młode, ładne i seksi, żeby on nie „musiał” iść do innej. Jednym słowem w seksie mamy zachowywać się tak, żeby jemu było dobrze, nie koncentrować się „zbytnio” na kobiecej przyjemności i pamiętać, że to, co wolno facetowi, nie ma nic wspólnego z tym, co wolno kobiecie w łóżku. Spotykam dziesiątki kobiet, które z żalem odkładają wibratory, do których wyciągają im się z ręce, z obawy, że ich Misiu czy Krzysiu by nie zrozumiał ich chęci do zabawy i eksperymentów w łóżku. One za to doskonale rozumieją, że nie wolno denerwować Misia czy Krzysia sygnałami, że nie tylko Wielkim i Wspaniałym penisem kobieta żyje w sypialni.

Strach przed tym, żeby on nie pomyślał, że jestem jakaś niewyżyta i nie daj boże zbyt wymagająca jest wszechobecny. Pielęgnują go pieczołowicie konserwatyści, zarówno ci atakujący kobiety z otwartą przyłbicą, jak i ci przebrani w kolorowe piórka „zatroskanych” o kondycję i miejsce kobiety i mężczyzny we współczesnym życiu i seksie. Obrońcy męskich praw przed seksualnie wyzwolonymi (czytaj niebezpiecznymi) kobietami grzmią, że „wygórowane” oczekiwania współczesnych żon i kochanek mogą odstraszać potencjalnych partnerów lub kastrować aktualnych. Robi mi się niedobrze od tego przekonywania kobiet, żeby zadowalały się byle czym. Od ciągłego słuchania o tym, że współczesna kobieta, która chce od życia i seksu więcej, doprowadza mężczyzn do rozpaczy swoimi „sprzecznymi” i „wyśrubowanymi” wymaganiami, a siebie skazuje na nieuniknione rozczarowania. To chory pomysł, że kobiety muszą się pomniejszać, żeby mężczyźni mogli poczuć się lepiej.

Prawdziwi mężczyźni nie boją się kobiecych orgazmów

Patrząc z perspektywy czasu na moją historię z pierwszym orgazmem w czasie penetracji widzę, że radość z tego doświadczenia odebrało nam obojgu przekonanie, że seks powinien zakończyć się męskim orgazmem. Orgazm mężczyzny jest głównym celem. Bardzo trudno jest wyjść poza te schematy, trudno nawet być ich świadomym. Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do obchodzenia się w łóżku z facetami jak ze skorupkami jajek. Kobiety idą do łóżka, że za wszelką cenę ocalić cenne męskie ego, wiedzą, że to jest w seksie ważniejsze od wszystkiego innego. A już na pewno jest ważniejsze od ich własnej satysfakcji. Trzeba być delikatną i wyrozumiałą. Zadowalać się jego zadowoleniem i nie wysuwać własnych „nadmiernych” żądań, bo inaczej doprowadzą do „upadku mężczyzn”.

Ja znam inny sposób na radzenie sobie z osławionymi ostatnimi czasy kryzysami „kobiecości” i „męskości”. Pokazanie mężczyznom, jak kobiety mogą przeżywać orgazmy. Bez udawania i lukrowania. Z wibratorem i bez. Z masowaniem łechtaczki i z głośnym oddechem. W pozycjach, których nie ma na kanałach z porno, bo są fizjologiczne, czytaj „nieestetyczne”. Kobiety pragną mężczyzn, którzy są gotowi przyjąć do wiadomości prawdę na temat kobiecej seksualności i orgazmów. Którzy są gotowi stawić czoło onieśmieleniu, jakie może wywoływać intensywność kobiecego pożądania. Tu nie chodzi o wielkość penisów ani o to, jak często i jak długo są twarde. Nowe podejście do kobiet i do mężczyzn w seksie oznacza chęć partnera do towarzyszenia mi w osiąganiu orgazmu, także wtedy, kiedy on sam już szczytował.

Prawdziwi mężczyzna nie będzie mierzył czasu i intensywności seksu tylko swoim orgazmem. Czy jeśli on już skończył, po złapaniu oddechu, jest gotowy odwrócić się do mnie z uśmiechem i zaoferować, że zrobi wszystko co trzeba, żeby ja też osiągnęła orgazm? Czy podaruje mi czas, przestrzeń i swoje zaangażowanie, żebym mogła przy nim swobodnie szczytować, bez lęku przed odrzuceniem? Czy tak jak wszyscy będzie chciał jedynie wyciszać, kontrolować i ograniczać kobiecą seksualność?

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (4)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

cyt. "...Czy tak jak wszyscy będzie chciał jedynie..."
Jacy wszyscy?
To chyba zbytnie uogólnienie autorki, ale pewnie poparte własnymi doświadczeniami. Nienajlepszymi, trzeba przyznać ze smutkiem...
brak podpisu (nie jest istotny)

gość

Robi się"To" we dwoje, więc oboje powinno mieć przyjemność. Czasami kobieta potrzebuje czegoś więcej niż tylko "mechaniczności", nie jest maszyną, potrzebna jest namiętność i dbałość o szczegćły, a nie ściągaj majtki!!! Przedewszystkim najważniejsze jest wzniecenie żaru, wyzwolenie tej dzikości i fantazji, przecież przez to okazujemy też uczucia. Mężczyzna przecież musi pokazywać swojej kobiecie, że ją kocha!!!

gość

Genialny artykuł, który znakomicie oddaje również moje doświadczenia. Z byłym mężem, który nie mógł zrozumieć i dziwil się niepomiernie, że jakże to, "kobiety też mogą cieszyć się seksem?!?".
Z panami po mezu, którzy też lepsi nie byli i na widok wibratora w panikę wpadali, no bo jakże to tak?!? Tak bez szacunku dla "niego", Pana Penisa, Miary wszechrzeczy?
Ale są też perły, panowie, którzy chcą i potrafią, którzy nie boją się konkurencji ze strony ani wibratora, ani masturbacji, bo wiedzą, że to nie konkurencja, tylko różne strony tego samego medalu.
Po latach poszukiwań znalazłam swą perłę. Facet-złoto, który rozumie, że seks to nie wyścig i niekoniecznie ten wygrywa, kto pierwszy "dochodzi" do celu. Naszukac trzeba się było jednak solidnie! ALE: najwyrazniej tacy panowie są, istnieja i oby bylo ich coraz więcej!

Życzę wytrwałości w poszukiwaniach.

Ela (U mnie z podpisem, bo się mej wypowiedzi nie wstydzę)

gość

Z całym szacunkiem i pełnym zrozumieniem dla kobiecych potrzeb i kobiecej natury, to jako facet, po przeczytaniu Pani artykułu, czuję wewnętrzny protest przeciwko obecnym w tekście uproszczeniom na temat męskości, męskich potrzeb, mężczyzny w ogóle.

Ostatnie zdanie/pytanie zresztą ma siłę podważającą i zniekształcającą cały sens wcześniejszych argumentów, relacji kobiety mężczyzny i wspólnego seksu. "Czy tak jak wszyscy (mężczyźni) będzie chciał jedynie wyciszać, kontrolować i ograniczać kobiecą seksualność?". To brzmi tak, jakby każdy facet z definicji dążył w relacji z kobietą do zapewnienia sobie dominującej roli i skupienia się tylko na swoim ego. Brakuje mi tu stwierdzenia, że nawet jeśli sytuacja tak wygląda w polskich (europejskich, chińskich) statystykach, to określa ona dominującą tendencję, a nie samą naszą (tu - męską) naturę. Która jest równie głęboka jak kobieca - o czym artykuł nie wspomina ani słowem. Idąc na skróty, a jednocześnie czytając tekst między wierszami, można dojść do wniosku, że faceta konstytuuje prostacki, jednowymiarowy egocentryzm. A to jest drugie ekstremum na osi, którą wyznacza dominujący patriarchat. Bo ten nie tylko ma skrzywione podejście na kobietę, ale również - co paradoksalne i dlatego może mniej widoczne, przy tym bardzo prawdziwe - na to kim jest mężczyzna. Nie można także pomijać kwestii kultury konsumpcyjnej i materialistycznego światopoglądu, dominującego w naszej cywilizacji - to one, bardziej nawet niż patriarchat jako taki wyznaczają skupienie się na skrajnym indywidualizmie/egocentryzmie, dążenia do zaspokajania zmysłów za wszelką cenę, przyznawania temu wartości najwyższej i jednocześnie negowania czy bagatelizowania sfery psychicznej, umysłowej, relacyjnej (w zasadzie nawet to co psychologiczne zawłaszczane jest dziś przez konsupcjonizm). Ta sfera nie określa w końcu własności i wartości tylko kobiecej natury, ale ogólne cechy każdego człowieka. I dopóki trudno nam będzie dojrzeć w sobie nawzajem integrujący, wspólny ludzki czynnik - to różnice między kobietami a mężczyznami (można by i tu włożyć rasy, narodowości, status ekonomiczny etc.) będą nas antagonizowały zamiast wzbogacać nasze doświadczenie. Pamiętam pewną relację mężczyzny przytoczoną w jednej z książek Arnolda Mindella: "Zrozumiałem w końcu co to znaczy "kochać się", do tej pory tylko się pieprzyłem". Pani Joanno, my też tęsknimy za czymś więcej niż tylko pieprzenie. Pozdrawiam

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij