czwartek, 16 sierpnia 2018

Jak brak łechtaczki rzuca się niektórym na głowę

Freud święcie wierzył, że posiadanie penisa to jedno z największych pragnień kobiet. Biedak nie mógł wiedzieć, jak bardzo się myli, bo... nie miał łechtaczki.

Wedle jego teorii, kiedy mała dziewczynka pierwszy raz zobaczyła penisa, na przykład swojego brata, kolegi albo ojca, przeżywała okrutny szok. Raptem zdawała sobie sprawę, że jej własne (prawie niewidoczne) organy płciowe są głęboko nieadekwatne. Od tej chwili już do końca życia chciała mieć penisa, a ponieważ wiedziała, że to niemożliwe, chciała przynajmniej być nim ‘wypełniona’ w trakcie stosunku.

Z hasłem “zazdrość o penisa” jest jak z grawitacją. Nie widać jej, ale wszyscy wiemy, że istnieje i ma ogromny wpływ na nasze życie. Freud ubrał w naukowy garnitur i tym samym wzmocnił krzywdzące kobiety przekonanie, że sam fakt posiadania penisa robi z ich właściecieli istoty lepsze, pełniejsze, mądrzejsze, a posiadaczki wagin ustawił z góry na gorszej pozycji jako te niekompletne i mniej wartościowe. Masz cipkę? Jesteś obywatelem drugiej kategorii, gorszym niż ci, ktorzy nie mają żeńskich narządów płciowych. Trudno uznać taki komunikat za powód do radości.  

Czy chciałybyście mieć penisa?

Na teorię Zygmunta Freuda, ojca psychoanalizy i jednego z najsławniejszych wiedeńczyków, warto spojrzeć przez pryzmat jego czasów. W Austrii na przełomie XIX i XX wieku kobiety z klasy średniej i arystokracji miały w życiu jasno wyznaczona role – ładnie wyglądać, rodzić dzieci (najlepiej synów) i dbać o męża. Jeśli były biedniejsze, do listy dochodziła jeszcze całodobowa praca w postaci sprzątania, gotowania i obsługiwania wszystkich wokół. Jakiekolwiek inne zajęcia (łącznie ze studiowanie, czytaniem, chęcią pracy zarobkowej) oceniano jako „niekobiece i zbędne” a nawet „niemoralne i zboczone”. Uważano oczywiście, że kobiety są głupsze, mniej zdolne od mężczyzn i najlepiej im w domu w towarzystwie innych kobiet i dzieci, a ich mężowie i synowie powinni o nie dbać, mieć pracę, życie intelektualne i kochanki. Freud święcie wierzył, że kobieta nie może mieć jednocześnie dobrze funkcjonującego układu rozrodczego i umysłu. Uważał, że kobieta albo będzie dobrą matką i chętną  kochanką, albo będzie się rozwijała i uczyła. Kochająca matka i żona po studiach po prostu mu się nie mieściła w głowie. Jak widać Freud miał bardzo małą wyobraźnię i problem z brakiem wiary w możliwości kobiet...

Skłodowska była zboczona

Nietrudno dostrzec, że w takich warunkach można być zazdrosną o penisa, jeśli penisa rozumiemy jak metaforę wszystkich przywilejów, które mieli mężczyźn, a które odebrano kobietom. Wtedy zazdrość o penisa tak naprawdę jest „zazdrością o pozycję społeczną ludzi urodzonych z penisem”. Problem w tym, że Freud naprawdę myślał, że kobiety są zazdrosne o penisa jako organ, a nie jako metaforę. Dlatego jakiekolwiek inne cele życiowe, oprócz chęci dogadzania posiadaczowi penisa w zamian za możliwość obcowania z tym organem, takie jak studia albo kariera zawodowa albo miłość lesbijską (gdzie penis był nieobecny), Freud uważał ze przejawy choroby psychicznej. Nazywał to ewidentnym „brakiem prawidłowego rozwoju psychoseksualnego”. Patrząc z tej perspektywy Maria Skołodowska była zboczeńcem seksualnym. Studiowała nauki ścisłe, zamiast omdlewać z tęsknoty do penisa.

Cudowną łechtaczkę mam!

Załóżmy na chwilę, że Freud mógł miał rację i może być ziarno prawdy w tym, że kobiety rzeczywiście są zazdrosne o samego penisa. W sumie penis to całkiem ciekawy organ – można dzięki niemu siusiać na stojąco, posiada jeden otworek do spełnienia funckji zarówno reprodukcyjnych, jak i wydalniczych, a podniecenie sprawia, że potrafi wielokrotnie zwiększyć swój rozmiar. No dobrze, wszystko to jest niewątpliwie fajne i dlatego też lubimy penisy. Dla pełnego obrazu zobaczmy, co z kolej kobiety mają między nogami.

Prawda, łechtaczka ani nie dynda właścicielce między nogami, ani dumnie nie wypełnia jej spodni. Ale kiedy jej się dobrze przyjrzeć, też ma sporo zalet. Co najważniejsze, jest jedynym organem znanym naturze, którego jedyną znaną funkcją jest rozkosz. Zgadza się, drogie Panie: mamy łechtaczkę tylko po to, żeby było nam dobrze! Co więcej, łechtaczka wcale nie jest taka mała. Prawda, jej czubek, który widać gołym okiem, nie imponuje rozmiarami, ale łechtaczka rośnie jeszcze wgłąb miednicy i potrafi osiągnąć rozmiar 13cm. Ale tak na prawdę nie rozmiar się liczy, tylko zakończenia nerwowe – to właśnie dzięki nim odczuwamy przyjemność seksualną i orgazm. A jeśli chodzi o zakończenie nerwowe,  penis nie bardzo może się z łechtaczką równać. Na samym czubku łechtaczki jest więcej zakończeń nerwowych niż na całym penisie! Dzięki temu  kobiety odczuwają każdą pieszczotę intensywniej. A to jeszcze nie koniec jej zalet – łechtaczka nie musi być w stanie erekcji, żebyśmy mogły mieć orgazm (przy okazji warto podkreślić, że rzeczywiście łechtaczka też ma erekcję – czyli napływa do niej krew kiedy się podniecimy). Hydraulika nie jest w w żaden sposób z kobiecym orgazmem związana, więc jest nam dużo łatwiej niż mężczyznom mieć kilka orgazmów pod rząd.

Po co miałybyśmy być zazdrosne o penisa, kiedy łechtaczka to naprawdę cudowna sprawa! Najwyższy czas przestać się tak przejmować ideami staruszka Freuda, a zamiast tego skupić się na czerpaniu radości z tego co mamy między nogami i co możemy z tym zrobić - same albo w towarzystwie.

MP

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (8)
sortowanie: najstarsze/najnowsze

taaak, nie raz się z tym spotkałam: że oni mają coś, a my czegoś nie mamy, a to pomyłeczka:)))

gość

Należy cieszyć się tym,co się ma a nie martwić ,ze czegoś brak. Poza tym coś za coś. Zwykle tak jest. Tylko trzeba umieć to odnajdywać i dostrzegać!

gość

Jak widać to nie kwestia łechtaczki ale głowy.

gość

Zawsze zazdrościłem.

A może Skłodowska studiowała nauki ścisłe właśnie z zazdrości o penisa? Może myślała, że jeżeli będzie robić to co mężczyźnie stanie się jednym z nich? :D
Oczywiście żartuję, w końcu nie trzeba się bardzo w czytywać w jej żywot, żeby doczytać się, że oprócz genialnej odkrywczyni była także żarliwą kochanką.

gość

Ależ o co ta cała zazdrośc, przecież penis to tylko przerośnieta łechtaczka. Chłopcy w życiu płodowym mają przecież na początku żeńskie organy płciowe. Z łechtaczki wyrasta penis :)

gość

Tylko czemu po polsku to takie nieładne słowo - łechtaczka

gość

Skłodowska miała zespół Aspergera, a co za tym idzie nie rozumiała emocji i norm społecznych, wszelkie deficyty w kontaktach społecznych rekompensowała włanie tym w czym była dobra czyli jak to zazwyczaj w przypadku AS bywa nauki ścisłe. Prawdopodobnie nawet nie wiedziała co to znaczy tesknić:) a co dopiero za penisem:)

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij