sobota, 20 października 2018

Byle jakie małżeństwo to byle jakie życie

Wiele kobiet chciałoby lub koniecznie chce wyjść za mąż. Nie wiadomo tylko, ile w tym prawdziwego pragnienia, a ile chęci zrealizowania życia według powszechnie obowiązujących wzorców.

Zanim powiemy sakramentalne „tak”, warto wziąć pod uwagę, że naprawdę różnymi drogami można przejść przez życie. Nie musimy posuwać się aż do małżeństwa, żeby udowodnić światu, że nie mamy świerzbu ani łusek. W życiu istotne nie jest to, czy kogoś poślubimy czy nie, ale czy wybrana przez nas droga doda nam skrzydeł.

Tak zwana opinia społeczna, która czuwa nad nami w dzień i w nocy, węszy w kobiecie niezamężnej poważne niebezpieczeństwo. Kiedy to mężczyzna pozostaje w stanie bezżennym, nazywa się go kawalerem. Natomiast niezamężną kobietę nazywa się starą panną, spychając ją na margines życia. Co takiego tkwi w kobiecie stanu wolnego, że trzeba ją separować od reszty społeczeństwa, jako tą gorszą, której nikt nie chciał? Głównie to, że nie stanowi niczyjej własności, a zatem ani nad nią, ani nad jej dziećmi nikt nie ma kontroli. Trudno powiedzieć, co może narozrabiać, albo nagadać. I rzeczywiście współczesne singielki są coraz głośniejsze. Na dodatek są bezczelnie coraz bardziej zadowolone z siebie.

Kim jest Kate Bolick?

Obecnie w Stanach Zjednoczonych trwa burzliwa dyskusja na temat powodów bycia singlem oraz powodów, dla których kobiety decydują się na małżeństwo. Wywołała ją amerykańska dziennikarka Kate Bolick, publikując na łamach miesięcznika „The Atlantic” artykuł pod wymownym tytułem „All the Single Ladies”. Bolick pyta, czy nie nadeszła już chwila, by spojrzeć na małżeństwo z perspektywy współczesnej kobiety? Tej, która nie zamyka się w domu, za to skrupulatnie pielęgnuje swoją karierę i pasje życiowe, a decyzję o powiększaniu rodziny odkłada na później, ponieważ przeprowadza na bieżąco rachunek zysków i strat. Innymi słowy ta baba miała czelność podważyć sens istnienia instytucji małżeństwa w tradycyjnym tego słowa znaczeniu: w małżeństwie kobiecie będzie lepiej, nawet jeśli polega ono na spędzaniu większości czasu przy zmywaniu naczyń po pozostałych członkach rodziny.

Bez obrączki na palcu, za to z uśmiechem na ustach

Z Kate Bolick zapewne jest coś nie tak. Twierdzi, że w wieku 39 lat jest szczęśliwą singielką z WYBORU. Przyznała publicznie, iż w wieku 28 lat zerwała bez żadnego sensownego powodu z tak zwaną partią idealną. Uzasadnia to damskimi bredniami w stylu, że nie była gotowa na ustabilizowanie się. Takie zdanie w ustach kobiety nie brzmi przekonywująco. Co innego, gdyby powiedział to facet – natychmiast otrzymałby oklaski za umiejętność podejmowania trudnych decyzji i męskie podejście do sprawy. W przypadku kobiety akceptowanie faktu, że jest się niezamężną, a nawet przyznanie się, że jest się z tego powodu szczęśliwą wymaga wciąż odwagi i… grozi linczem i nie musiała długo czekać, zaraz po publikacji artykułu zasypano ją mailami i tradycyjnymi listami, grożąc i obrażając).

Panna Bolick pokazuje, że bycie singlem i mówienie o tym głośno, nie jest dowodem na emocjonalne wynaturzenie, ale kwestią dojrzałego, przemyślanego wyboru. Nie pozwoliła, by jej ograniczone w czasie możliwości rozrodcze decydowały o życiu miłosnym i w ogóle o jej życiu. W dodatku śmie twierdzić, że są rozwiązania, które pozwalają na rozmnażanie się bez bezpośredniego udziału mężczyzn! Technologia idzie do przodu, jest in vitro, dziecko można też adoptować. Istnienie sposobów na poradzenia sobie z naturą, uznała za dobrodziejstwo a nie szarlatanizm. Bolick deklaruje, że jeśli poczuje potrzebę skorzystania z jednego z nich, to po prostu to zrobi. Strach o tym wszystkim słuchać, ale drogie panie, razem śmiało idźmy dalej.

Po co kobiecie przeżywanie życia, skoro może wyjść za mąż?

Otóż bohaterka naszego tekstu, rodem z Ameryki, a chciałoby się powiedzieć z piekła rodem, doszła do wniosku, że może się zdarzyć, że mężczyznę, z którym zapragnie założyć rodzinę, spotka nawet dopiero po 40-tce. W związku z tym pogodziła się z tykającym zegarem biologicznym i jego prawami. Udowadnia, że nie warto zaniżać oczekiwań w stosunku do potencjalnego partnera i jak harpia rzucać się na pierwszego lepszego faceta pojawiającego się na horyzoncie. A wszystko po to, by sprowadzać go do roli reproduktora.

Na dodatek Bolick apeluje, żeby MĄCIĆ w głowie wszystkim młodym dziewczynom. Dziennikarka proponuje, aby zwodzić je z jedynie słusznej społecznie akceptowanej drogi, pod tytułem małżeństwo twój przepis na życie. Mącenie ma obejmować takie skandaliczne zachowania, jak: poznawanie siebie, wypracowanie ekonomicznej pozycji (zarabianie własnych pieniędzy), przerobienie kilku partnerów i nie pozostawanie dziewicą! Namawia do przeżywania życia i – o zgrozo! – do egoistycznego postawienia siebie w centrum świata. Oznaczałoby to, że kobieta zamiast usługiwać i gonić króliczka, czyli mężczyznę, który zechciałby ją poślubić, miałaby żyć tak, jak lubi.

Najpoważniejszy związek w życiu mamy... same ze sobą!

W artykule pojawia się kwestia, utartego i przerabianego przez każdą z nas stereotypu pod tytułem: w małżeństwie będzie ci lepiej, a ty będziesz lepsza. A do cholery, skąd szanowne jury o tym wie? Byle jakie małżeństwo, to byle jakie życie. Dlaczego postawienie czyichś priorytetów na pierwszym miejscu ma mieć większą wartość, niż realizowanie własnych? Za to nie dają medalu, ani premii, o depresję już łatwiej. W byle jakim związku można liczyć na byle jaki sex, byle jakie wsparcie, i byle jakie zrozumienie. Chyba, że kobieta należy do koła, w którym głównym punktem spotkań jest licytacja, czyj mąż jest bardziej beznadziejny.

Okazuje się, że posiadanie faceta nie musi być wyznacznikiem wartości kobiety. A związek nie polega na wytrzymywaniu i poświęcaniu się. Współczesna kobieta może zamiast tego poświęcić czas i energię na kształcenie się przez kilkanaście lat, jak na złość lubić swoją pracę i czerpać satysfakcję z niezależności finansowej. Ona wie czego chce, ale doskonale też wie, czego nie chce.

Z taka postawą ściśle związane są: zachowanie własnej tożsamości oraz szacunek do samej siebie. Singielka czy mężatka – dumna z własnych błędów i sukcesów. Nawet jeśli dla wielu zabrzmi to infantylnie – chrzanić to! Kate odziera tradycyjne małżeństwo z lukru, zabiera całą bajkową otoczkę, zdejmuje też z singli piętno cierpienia w samotności. Podkreśla ogromną rolę spełniania się w takim modelu życia, w którym jesteśmy lub absolutnej konieczności zmiany, jeśli cierpimy lub czujemy się źle. Co więcej uświadamia, że jednego możemy być pewne: najpoważniejszy związek do końca naszych dni, na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie mamy same ze sobą. Adekwatne hasło w tej sytuacji brzmi: nie spieprz tego.  

Kamila Kuzior

Tekst inspirowany artykułem „All the Single Ladies” http://www.theatlantic.com/magazine/print/2011/11/all-the-single-ladies/8654/

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (12)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

moja koleżanka wyszła za mąż już na studiach, zaraz po studiach pojawiło się dziecko, mąż to typowy polski model: praca, piwo przed telewizorem, kopanie ogródka, obiad u rodziców w niedzielę, żaden specjalny ciemiężyciel, ale też daleko mu do dodawania skrzydeł komukolwiek, i żyli tak sobie, i ona po 30 - stce spotkała faceta, który miał inne pdoejście do niej i do życia, nigdy nie odważyła się na żaden skok w bok, nie mówiąc już o pomyśle, żeby coś z nim spróbować na poważnie, taki typ - porządna polska kobieta,ale powiedziała mi kiedyś z cięzkim westchnieniem, że za szybko wyszła za mąż, zdecydowanie za szybko...to tyle w kwestii historii z życia wziętych,

gość

w kręgu moich znajomych rzeczywiście jest tak, że nikogo nie rozlicza się z tego, jak jest jakość jego małżeństwa, ale życie tych, którzy jeszcze nikogo nie mają jest wałkowane wciąż i wciąż i do tego od razu z poczuciem wyższości przez tych, którzy już są w parze, i rzeczywiscie znam osobny, ktore wchodzą w związki po to, żeby ludzie wokół przestali traktować ich jako tych biednych nieszczęśników, a nie dlatego, że spotkali jakąś niesamowitą partię, tak to działa niestety, bardzo życiowy artykuł,

gość

Ja zawsze chciałam co najmniej raz wyjść za mąż. Czy to jest tradycyjnie pojmowane małżeństwo, nie jestem pewna, do kościoła się nie wybrałam, potem był obiad tylko dla naszych najbliższych rodzin i jestem zadowolona. Ale jeśli to się nie uda, to nie wiem, czy za drugim razem będę się bawiła w jakieś szopki.

gość

Małżeństwo jest świetnym sposobem na ucieczkę przed sobą i przed problemami.

Moje życie jest do dupy? To przez małżeństwo! To przez mojego męża! To przez dzieci! Itp.

Małżeństwo jawi się jako bezpieczna przystań. Może takie być, o ile najpierw nauczymy się pływać i jeżeli mamy świadomość, że w czasie sztormu poradzimy sobie same. Liczenie na to, że mąż/chłopak/narzeczony będzie nas zawsze uszcześliwiał, jest mżonką.

Kobieta, która nie zasmakowała życia, szybciej się zadowoli byle czym. Ta, która zasmakowała, wie, że nie musi się na byle co godzić.

poprzedni wpis nie jest mój, a mógłby być mój:) "kobieta, która nie zasamkowąła życia, szybciej zadowoli się byle czym" zgadzam się w 100 %!
ja dopiero od paru lat staram się bardziej smakowac zycie, ale jak wiadomo lepiej późno niż wcale i czuję różnicę: jest lepiej, kiedy lepiej siebie traktuję i uważniej traktuję swoje własne opinie i potrzeby i bardziej też staram się być samodzielna w zyciu,

gość

Śmieszne. Piszę zapewne osoba, która zamężna nigdy nie była a uważa małżeństwo za utratę wolności, zmywanie garów itd. To jest własnie stereotypowe podejście do małżeństwa. Życie jest sztuką wyboru i trzeba umieć wybrać tą odpowiednią osobę do związku. Człowiek nie jest stworzony do bycia singlem, świadczy o tym natura, anatomia oraz zachowania w chwilach grozy, zmęczenia, radości itd.

Facet, który lubi zmywać gary :P

gość

Wyszlam za maz prawie 3o lat temu,moje zycie polega na uslugiwaniu mezowi i calej rodzinie. Caly ten czas nie zauwazalam siebie i swoich potrzeb,moj maz nigdy nie okazywal mi zadnych uczuc.a ja uwazalam, ze nie jest wylewny,awanturowal sie po prostu bo lubil,nigdy dobrego slowa,duzo lez wylalam,jestem nie szczesliwa,ale tkwie w tej fikcji,bo nie mam odwagi na zmiany. Tak uplynelo po katolickim slubie moje zycie. czasem mam serdecznie dosc,niedlugo 30 rocznica slubu,a ja nie mam co swietowac, Chociaz mysle ze inne maja gorzej,moze jest to jakies pocieszenie.

gość

Wyszlam za maz prawie 3o lat temu,moje zycie polega na uslugiwaniu mezowi i calej rodzinie. Caly ten czas nie zauwazalam siebie i swoich potrzeb,moj maz nigdy nie okazywal mi zadnych uczuc.a ja uwazalam, ze nie jest wylewny,awanturowal sie po prostu bo lubil,nigdy dobrego slowa,duzo lez wylalam,jestem nie szczesliwa,ale tkwie w tej fikcji,bo nie mam odwagi na zmiany. Tak uplynelo po katolickim slubie moje zycie. czasem mam serdecznie dosc,niedlugo 30 rocznica slubu,a ja nie mam co swietowac, Chociaz mysle ze inne maja gorzej,moze jest to jakies pocieszenie.

gość

Wyszlam za maz prawie 3o lat temu,moje zycie polega na uslugiwaniu mezowi i calej rodzinie. Caly ten czas nie zauwazalam siebie i swoich potrzeb,moj maz nigdy nie okazywal mi zadnych uczuc.a ja uwazalam, ze nie jest wylewny,awanturowal sie po prostu bo lubil,nigdy dobrego slowa,duzo lez wylalam,jestem nie szczesliwa,ale tkwie w tej fikcji,bo nie mam odwagi na zmiany. Tak uplynelo po katolickim slubie moje zycie. czasem mam serdecznie dosc,niedlugo 30 rocznica slubu,a ja nie mam co swietowac, Chociaz mysle ze inne maja gorzej,moze jest to jakies pocieszenie.

gość

"Chociaz mysle ze inne maja gorzej,moze jest to jakies pocieszenie."
faktycznie pocieszające:)
Typowe myślenie...

gość

ŚWIETNE ŚWIETNE PO PROSTU ŚWIETNE cieszę się bardzo, że w końcu ktoś mówi o tym TAK otwarcie. Mam 30 lat niedługo 31... nie mam męża - dla mnie małżeństwo to nic dobrego dla kobiety. Kobieta nic nie zyskuje, liczy tylko marzy, że będzie rozpieszczana wspierana, kochana, szanowana, że będzie tak jak na filmach. komediach romantycznych.... :) a później okazuje się, że czas do gotowania, sprzątania, prania, prasowania, opiekowania się dziećmi. Czy wy wiecie czy zdajecie sobie sprawę ile męzatka ma etatow; za prace kucharki - gotowanie minimum na zewnatrz panie kucharki dostaja 800zl.... opiekunka do dziecka tez minimum 800 zl.. sprzataczka rowniez 800zl..... nie wiem jaka ROZSADNA. śmiem twierdzic ze kazda KAZDA w duchu ktora wyszla za maz PO CZASIE zaluje...... wiem wiem zadna sie nie przyzna raczej wlasnie bedzie taki wlaśnie lincz.
MAZ - ?! sprawdzcie czy teraz faktycznie w makro kupuje.... łopatę....

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij