piątek, 15 grudnia 2017

Czy seks musi być grzechem?

Wierzenia religijne są represyjne wobec nagości i seksualności. Zaszczepiają sztuczne poczucie winy i upośledzają zdolność odczuwania satysfakcji seksualnej. Wybór należy do Ciebie: albo radość z seksu, albo mitologiczne zgryzoty.

Ateistki mają lepsze życie seksualne – i ateiści także. To naukowo dowiedziony fakt. Dwójka psychologów z Uniwersytetu w Kansas, Darrel Ray i Amanda Brown, przeprowadziła badania na 14,5 tys. świeckich ochotników w ramach projektu Seks i sekularyzm. Co się dzieje, gdy porzucasz religię? Wyniki nie pozostawiają złudzeń. Im silniejszy wpływ religii, tym słabsze zadowolenie z seksu. Okazało się, że przebadane osoby rozpoczęły aktywność seksualną w podobnym wieku. Nie różnią się też częstotliwością podejmowanych kontaktów intymnych. Zasadnicze rozbieżności pojawiły się dopiero przy ocenie jakości miłosnych igraszek. Libido osób wierzących skrępowane było gorsetem poczucia winy za folgowanie grzesznym popędom. Na skali od 1 do 10 – określającej stopień moralnego kaca – liderem zostali mormoni z wynikiem 8,19. Za nimi uplasowali się kolejno: świadkowie Jehowy, zielonoświątkowcy, Adwentyści Dnia Siódmego i baptyści. Katolicy osiągnęli wynik 6,34. Trochę gorszy niż protestanckie 5,88, więc może Max Weber miał trochę racji z tą świadomością warunkującą byt. Poziom etycznego dyskomfortu z seksualnych wyczynów u agnostyków wyniósł 4,81, a u ateistów 4,71.

Co ciekawe, sama religia nie jest szlabanem przed podejmowaniem różnych zachowań seksualnych. Wierzący i tak zrywają zakazany owoc z drzewa cielesnych rozkoszy. Robią to samo co ateiści, tylko w trakcie męczy ich poczucie winy, a po konsumpcji pali ich zgaga. Biegną więc do świątyni gdzie znajdują przebaczenie, ale nie ma tam dla nich zrozumienia czy pocieszenia.

Badanie ujawniło również inne interesujące zależności. 22,5% badanych wychowanych w głęboko religijnych rodzinach miało poczucie winy z powodu praktyk masturbacyjnych. U osób pochodzących z rodzin obojętnych religijnie ten odsetek wyniósł tylko 5,5%. Prawie aż 80% wychowanych w atmosferze religijnego rygoru trapionych jest poczuciem winy przy podejmowaniu aktywności seksualnej. W przypadku drugiej grupy jest to 26%.

Czy jest jakaś nadzieja na poprawienie emocjonalnej jakości własnego seksu u wierzących? Tak, powinni zostać ateistami. Nowonarodzeni ateiści określili zadowolenie z pożycia uwolnionego od religijnego brzemienia na 7,81 w 10-punktowej skali. Badania wykazały, że można skutecznie oswobodzić się z religijnych pęt i nie będą nas trapiły żadne utrwalone zahamowania psychiczne.

W naszym katolickim kraju warto być świadomą dwuznacznych odczuć w stosunku do seksu. I może warto spróbować któregoś pięknego dnia, albo nocy, kochać się bez poczucia, że robimy coś grzesznego, brudnego i wyuzdanego. Może spróbować oczyścić głowę z złych przekonań na temat seksu i po prostu zacząć się nim cieszyć. Skoro i tak go uprawiamy...

Virginity

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (17)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

Co za bzdury!
Seks w małżeństwie nie powinien przez katolika być traktowany jako grzech i wprowadzać w poczucie winy! To są jakieś starobabcine przesądy. Prawdziwy seks z ukochaną żoną / mężem to nie tylko przyjemność fizjologiczna - to coś więcej - jedność duszy i ciała w maksymalnym zbliżeniu kochających się osób.

Polecam dla chcących rozumieć więcej:
http://www.szansaspotkania.net/index.php?pageid=5644
http://www.szansaspotkania.net/

gość

cóż ciekawie podejście aby cieszyć się seksem trzeba zostać ateista- to wierutna bzdura którą można napisać tylko osobo która jest ateistą. Bycie katolikiem i wiara w Boga nie wyklucza czerpania przyjemności z seksu. Już w samej "Biblii jest podziwiane piękno ciała kobiety polecam autorowi zapoznanie się z "Pieśnią nad pieśniami" można rzec ,że to prawdziwy "pornos". O tym ,że miłość fizyczna z fantazją dla małżeństwa to nie grzech! Polecam książkę "Seks jest boski, czyli erotyka katolika" napisaną przez Ksawerego Knotz. Seks naprawdę jest boski!!!

gość

O kurde, ale pojechałeś chłopie:

Już w samej "Biblii jest podziwiane piękno ciała kobiety polecam autorowi zapoznanie się z "Pieśnią nad pieśniami" można rzec ,że to prawdziwy "pornos".

Napisz proszę, czy według ciebie Biblii bliżej do Hustlera, CKM, czy może do zupełnie hardcorowych świerszczyków? Tak, rzeczywiście, tylko katolik może pisać takie bzdury. Coś ci się pomyliło. Bo widzisz, jak normalny człowiek chce czytać Biblię, to czyta... Biblię, a jak chce oglądać pornosa, to bierze co? - pornosa. Proste, prawda?

gość

Może i pojechałem z "pornosem" bo jak czytam ,że tylko bycie ateistą gwarantuje osiągnięcie zadowolenia z aktu seksualnego to mnie po prostu coś bierze. A propos czy szanowny przedmówca czytał choć raz biblię? Nie odnoszę się do pism w.w. ponieważ każdy ma wolna wolę i może robić co chce (jego wybór). Przykład Biblii był w odniesieniu się do teorii "ateistycznej przyjemności seksualnej" w artykule. Jako przykład - erotyzmu, seksualności dla tych co ateistami nie są i nie będą jak również dla równowagi i rzetelności dziennikarskiej która powinna pokazać wszystkie strony a nie promować ateistyczną radość z seksu.( do do komentarza ,że tylko katolik może tak napisać- o tuż nie, i wyznawca judaizmu i islamu też ponieważ na starym testamencie oparta jest "Koran" i "Tora".( w skrócie).

gość

Dla zainteresowanych - Pieśń nad pieśniami mówi o ludzkim erotyzmie, o uczuciu, któremu towarzyszy szukanie przyjemności seksualnej. Tekst nawiązuje do obrazu rajskiego ogrodu jako miejsca rozkoszy, za którą tęskni człowiek (Pnp 4,12-13). Nieprzypadkowo więc mężczyzna określa kobietę jako ogród. Gdy on w ten sposób wyznaje swoją miłość, ona zaprasza go do "jego ogrodu", by spożywał wyborne owoce. Mężczyzna przyjmuje to zaproszenie (4,12-5,1). Gdy są już blisko siebie, on opisuje jej usta "podobne do wybornego wina", ona przerywa mu, mówiąc, że "płynie ono delikatnie dla mego ukochanego, zwilżając wargi i zęby" (7,10). Podczas pocałunku on wychwala jej wargi, które wydają mu się najświeższym miodem, który zbiera spod jej języka (4,11). Ona z kolei wyznaje, że usta ukochanego są słodkością (5,16) i doprasza się jego pocałunków (1,2). Oblubieniec porównuje ukochaną do drzewa palmowego, na które chce się wspiąć, aby zerwać dojrzale owoce ukryte pośród gałęzi. Myśli wtedy o piersiach ukochanej, które pragnie smakować jak grona winne (7,9). Gdy oblubieniec już sięgnął po te owoce, ona poruszona wyznaje, że jego zapach jest dla niej woreczkiem mirry i gronem henny "wśród piersi mych położonym" (1,13n). Spoczywając na łożu wśród zieleni oblubieniec zachwyca się jej pięknem, wykrzykując w uniesieniu: "O, jak piękna jesteś przyjaciółko moja" (1,15). Te nieliczne przykłady ilustrują atmosferę uczuciową, jaka przenika Pieśń nad pieśniami. Jest ona przesiąknięta erotyzmem subtelnym i uwodzącym. Obrazy pozostawiają wiele rzeczy niedopowiedzianych, lecz już uobecnionych i oddziałujących na czytelnika. "Wypowiadane przez oblubieńców słowa miłości koncentrują się więc na , nie tyle dlatego, że stanowi ono samo dla siebie źródło wzajemnej fascynacji, ale przede wszystkim dlatego, że na nim zatrzymuje się wprost i bezpośrednio owo przejęcie drugim człowiekiem, drugim - kobiecym lub męskim - , które w wewnętrznym poruszeniu serca inicjuje miłość. Miłość też wyzwala szczególne przeżycie piękna, które koncentruje się na tym, co widzialne, chociaż ogarnia równocześnie całą osobę"

w naszym kraju statystycznie rzecz ujmując niewielu jest ateistów, w ogóle niewielu jest nie- katolików ( przynajmniej nominalnie) i jako kobieta i jako osoba wyedukowana na religii już od przedszkola mogę powiedzieć, że radosne psalmy można miedzy bajki włożyć, bo to co w Polsce dziewczynkom wbija się od maleńkości do głowy to jest przede wszystkim kult Maryjny: matka boska była taka wspaniała, bo była cicha, skromna, niczego dla siebie nie chciała i do tego była dziewicą, czyli przekaz jest taki: chcesz dziewczyno zasłużyć sobie na miano "dobrej, miłej kobiety" - cierp, milcz, poświęcaj się, to nijak się nie ma do czerpania radości z seksu, ile lat zajęło mi odklejanie się od tego przekazu! Religia katolicka jest potwornie opresyjna w stosunku do kobiet i do kobiecej seksualności, tylko zaspokajanie męskich potrzeb jest ok, bo męża trzeba obsłużyć, to kobiecy psi obowiązek, a swoje potrzeby trzeba zamieść głeboko pod dywan,

Hmm, jakiś dziwnym trafem radykalni katolicy, radykalni protestanci i ... radykalni muzułmanie wszyscy traktują kobiety z buta. Zero radości, bo a nuż urwą się z łańcucha. Pieśni nad pieśniami nic tu nie zmieniają - w realu wierzącym kobietom nie jest już tak poetycko, prawda?

A i jeszcze jedno. Po co katolicy w dyskusji o erotyce cały czas powołują się TYLKO na "Pieśni nad pieśniami"? To tak jakby rozmawiając o poezji wszystko odnosić wyłącznie np. do Słowackiego albo Mickiewicza. Tak jakby nic poza ty nie istniało, albo było bezwartościowe. To infantylne.

Proponuję katolickim kolegom i koleżankom zrobić ćwiczenie: spróbujcie potrenować samodzielne myślenie. Poszukajcie przykładów poezji erotycznej (ale nie takiej pobłogosławionej przez biskupów albo JPII) i pokażcie, że jest piękna i warta czytania. Odważycie się?

gość

Spośród 613 przykazań w Starym Testamencie nie ma ani jednego, które zakazywałoby dobrowolnego współżycia seksualnego mężczyzny i kobiety nie żyjących w związku małżeńskim. Jest zaś jedno przykazanie nakazujące zapewnić seks kobiecie niepoślubionej (II moj. 21,7-11)

gość

Zgadzam się z Tobą Bibi. Tak było przyjęte przez wieki, ale uwierz mi oprócz kultu Maryjnego. Kościół zaczyna się zmieniać, bo kościół tak naprawdę to wierni. Młodzi ludzie, którzy w tej chwili działają w kościele wcale nie leżą plackiem pod obrazem albo figurką tylko aktywnie wielbią Boga. I rozmawiają o seksie, o współżyciu przed i po ślubie... cóż niestety nie wszędzie tak jest ale to tak naprawdę zależy od nas jak kościół będzie wyglądał za 20-30 lat czy my tak jak nasze babki tylko na kolanach i różaniec i paciorki.. Ja jestem praktykującą katoliczką i nie wstydzę się kochać

gość

Jestem po ślubie i jestem wierząca i chodze do spowiedzi i na jednej z nich niestety po zapytaniu się ksiedza: czy w małżeństwie jest grzechem masturbacja i mój orgazm do którego doprowadził mnie mąż bez aktu prowadzącego do zapłodnienia,jak również satysfakcja mojego męża bez wytrysku w pochwie- jest grzechem.Od tej pory odechciało mi się współżycia i nie mam w ogóle ochoty na seks,a wydawałoby się,że tylko seks przed ślubem jest grzechem.Wyszłam za mąż miedzy innymi dlatego,by nie żyć w grzechu,ale okazuje sie,że w małżeństwie też żyjesz w grzechu-bezsensu.Wniosek z tego taki,ze tylko każdy akt seksualny prowadzący do zapłodnienia kobiety nie jest grzechem więc kochajmy się i rozmnażajmy,bądzmy płodne,grube i rodzmy bez umiaru,bo tylko małżeństwa wielodzietne żyja po Bożemu czyli połowa z nich albo nawet i więcej w biedzie i niedostatku,a reszta społeczeństwa żyje w grzechu,bo świadomie planuje potomstwo(nie według Bożego planu) i chce tyle dzieci na ile może sobie pozwolić,by je wychować z pełną odpowiedzialnościa i świadomoscią,odpowiednio wykształcić i zapewnić najlepszą przyszłość.Jestem rozczarowana,że małżeństwo kobiety i meżczyzny sprowadza sie tylko do prokreacji i do roli kobiety jako kury domowej albo żeby nikogo nie urazić pani domu.Dalej zujemy w sredniowieczu albo epoce kamienia łupanego.

gość

Przykro mi ,że trafiłaś na takiego księdza. Mój spowiednik powiedział, że miłość, pożądanie kochanej osoby- męża, nie jest grzechem i to co was łączy jest piękne, i z całym szacunkiem, Bóg dał nam rozum i wolną wolę. Jeśli robimy coś z miłości i z uszanowaniem drugiej osoby to ja nie widzę niczego złego w tym, że kochamy się przy pełnym świetle nago i w rożnych pozycjach. Niestety księża to też tylko ludzie,a jak wiadomo człowiek zawsze jest zarówno najsłabszym, ale może też być najmocniejszym ogniwem organizacji.
Mojej poprzedniczce i nie tylko jej polecam rekolekcje dla małżeństw organizują różne ruchy i organizacje , ja osobiście polecam te organizowane przez ośrodek Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi bo to znam. W internecie można znaleźć jeszcze inne .

gość

Przykro mi ,że trafiłaś na takiego księdza. Mój spowiednik powiedział, że miłość, pożądanie kochanej osoby- męża, nie jest grzechem i to co was łączy jest piękne, i z całym szacunkiem, Bóg dał nam rozum i wolną wolę. Jeśli robimy coś z miłości i z uszanowaniem drugiej osoby to ja nie widzę niczego złego w tym, że kochamy się przy pełnym świetle nago i w rożnych pozycjach. Niestety księża to też tylko ludzie,a jak wiadomo człowiek zawsze jest zarówno najsłabszym, ale może też być najmocniejszym ogniwem organizacji.
Mojej poprzedniczce i nie tylko jej polecam rekolekcje dla małżeństw organizują różne ruchy i organizacje , ja osobiście polecam te organizowane przez ośrodek Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi bo to znam. W internecie można znaleźć jeszcze inne .

gość

Przykro, że nawet katolicy nie wiedzą co dopuszcza, a co zakazuje ich religia. Każda czynność seksualna, podczas której nie ma możliwości przekazania życia (w tym na skutek stosowania antykoncepcji), jest wg. waszego kościoła grzechem, a za grzechy jak wiadomo nakazuje się żałować, co prowadzi do chorego poczucia winy i niezadowolenia. Ta średniowieczna religia zawsze była przeciwko ludziom, przeciwko kobietom w szczególności, choćby nie wiem w jakie modne ciuszki próbowała się stroić.

gość

Proponuję poczytać trochę katolickich autorów piszących o radości seksu zamiast pleść bzdury oparte na stereotypach. Tak to jest jak się wiedzę o katolicyzmie czerpie od hiperobiektywnych ateistów, którzy wierzą, ze Boga nie ma a w swoim zapale głoszenia tej prawdy nie ustępują katolickim misjonarzom.

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij