niedziela, 8 grudnia 2019

Pierogi z tacki, a sprawa odświętnych kobiet

Wigilia i Święta to sprawa kobiet. Przygotują, ugotują, podadzą. I nikogo to nie dziwi i nie oburza. Taka jest siła tradycji. Czy jest szansa na wesołe i beztroskie święta także dla kobiet? Tak, jeśli się odkryje magiczną moc pierogów z tacki!


Z każdej strony świąteczny festiwal. Kolędy w centrum handlowym, bombki w piekarni, kartki na poczcie i krzepiące programy w telewizji, gdzie radosna i wypoczęta pani domu pokazuje jak upiec ciasto, indyka i jednocześnie zrobić świąteczny wieniec na drzwi nie rezygnując ani na chwilę z promiennego uśmiechu. Jak cudownie. Patrząc na to wszystko zastanawiam się tylko, gdzie do cholery są takie pogodne, radosne święta, bo obok siebie widzę zupełnie inne obrazki niż te z telewizji, z świątecznych piosenek i wszelkiego rodzaju opowieści na temat świąt.

Lepienie pierogów to nudna, meczącą i niewdzięczna robota


Święta to czas harówki kobiet. W każdym polskim domu, w okresie grudniowym kobiety sprowadzone są do roli służącej. A raczej siłą wszechpotężnej tradycji, już do tej roli sprowadzają się same. Nawet nie trzeba ich poganiać. Wiedzą, że to czas sprzątania, gotowania, organizowania. I nie ma szans na wyrwanie się z tego zaklętego kręgu pośpiechu i niekończącej się roboty.

Lepienie pierogów to nudna, męcząca i czasochłonna robota. Szczególnie, jeśli pierogów ma wystarczyć dla wielu osób. A przecież przy wigilijnym stole, powinna zebrać się jak najliczniejsza rodzina. Znam panią Basię, to miła, ciepła osoba. Jest pielęgniarką. Nie boi się ciężkiej pracy. Od paru lat, przed świętami płacze. Ma dwójkę dorosłych dzieci, przyjeżdżają do niej na święta razem z żoną/mężem i wnukami. Do tego jakaś ciocia z kuzynem. Przy wigilijnym stole siada około 12 – stu osób. I ona sama, pracując cały czas zawodowo, przygotowuje dla nich kolację wigilijna i święta. I płacze. Na myśl o nieprzespanych nocach, które ją czekają, jeśli ma zdążyć na czas. Płacze, bo rodzina tylko ubiera choinkę, a ona usługuje. Znam też takie kobiety, które mają więcej szczęścia, czyli mniej rodziny na święta. Więc lepią, ale jeszcze nie płaczą. Jeszcze się trzymają. Zamrażają ulepione z wyprzedzeniem pierogi i biorą się za kolejną robotę. Bo przed świętami kobiecie zajęć nie brakuje. Cóż robić, taki radosny czas: gotowania, sprzątania, harowania, nie narzekania. Po co kobiecie wolny czas przed świętami? Nie potrzebuje go. Za to rodzina potrzebuje dużo ręcznie robionych pierogów, uszek z grzybami, bigosów i ryb w galarecie. Męża przy świątecznych przygotowaniach nie ma. Przecież lepienie i pieczenie to tradycyjnie babska działka. A święta to sama tradycja.

Wszyscy muszą się kochać, nawet jeśli się nie kochają, a kobieta podaje i parzy kawę


Mija wigilia i nadchodzą dwa świąteczne dni. Chciałabyś kobieto usiąść wreszcie, poczytać książkę, owinąć się w koc, albo pójść na długi spacer do lasu? Zapomnij, to święta rodzinne. Trzeba się spotkać. Co z tego, że na co dzień z ciotką, z kuzynem, a może nawet z siostrą czy bratem, nie mamy sobie wiele do powiedzenia. Tradycja to tradycja. Nic tu po twoich fochach, nie ma leżenia i obijania się. Trzeba kawki zaparzyć dla teściów i pokierować rozmową, bo jak ty się nie odezwiesz, to będzie grobowa cisza. Albo odwrotnie, trzeba trzymać język za zębami i nie reagować na głupie uwagi rodziny, bo to przecież święta i nie wypada się kłócić. Dzieci mają siedzieć cicho i nie przeszkadzać, a kobieta ma podawać jedzenie i podawać. Nie ważne jak ty się czujesz i na co masz ochotę. Ważne, żeby wszyscy się najedli.

Kto lubi jeść domowe pierogi, niech sam sobie lepi!


Nie będę zgrywać bohaterki, ja też tak miałam. Przez te wszystkie lata, nie dosypiałam przed wigilią, tylko gotowałam, doprawiałam i kończyłam sprzątanie. Nie miałam nigdy czasu na ubieranie choinki, ani na pieczenie i spokojne dekorowanie pachnących ciastek. W tym roku chciałam, żeby było inaczej. Szukałam długo i znalazłam: pierogi z tacki. Jeśli na święta muszą być pierogi, to mogą być ze sklepu. Eureka! Nie muszę okradać siebie ani swoich bliskich z świątecznego czasu, którego mamy dla siebie ciągle za mało, po to by stać przy garach.

Mamy plan - kupujemy kilka tacek: z kapustą i z grzybami, z białym serem i ze szpinakiem. Do tego barszcz z kartonu (jest całkiem dobry, polecam), mąż usmaży rybę, a ja zrobię sałatkę. Makowiec z cukierni. Ręce mi drżą, kiedy o tym piszę. Z niepokoju, czy nie umrzemy z głodu z powodu mojego nieróbstwa i lenistwa. Czy niebo nie zwali mi się na głowę, za karę, że jestem taką złą kobietą i matką. Ale za to pierwszy raz od wielu, wielu lat, planuję razem z mężem i córeczką wybrać choinkę i razem ją ubierzemy, nie będziemy się spieszyć i może nawet zdążymy jeszcze na sanki. Mam nadzieję, że wreszcie nikt nie będzie nikogo poganiał i nikt nie będzie zmęczony i nikt nie będzie nikogo obsługiwał. Będziemy czekać przy oknie na pierwszą gwiazdkę i uczcimy ją radośnie pierogami z tacki.

Nawet jeśli same nie musimy lepić pierogów, pamiętajmy, że ktoś inny musiał to za nas zrobić. Odpuśćmy sobie, swoim mamom, babciom i nawet teściowym. W tym roku usiądźmy przy pierogach z tacki. Na znak pokoju i miłości. Tacki z pierogami, jako symbol, że nie dajemy się wykorzystywać i nikogo nie wykorzystujemy. Kto lubi jeść domowe pierogi, niech sam sobie lepi.

Wesołych Świąt!

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (4)
sortowanie: najstarsze/najnowsze

Nieuchronnie nadchodzi niecierpliwie wyczekiwany czas Matki Boskiej/Polskiej Kulinarnej.....

święta prawda ten tekst, z moimi znajomymi już od dwóch tygodni nie ma szans, żeby spotkać się na mieście, bo już nic innego nie robią - tylko zakupy i sprzątanie i pierogi lepią i gotują bigosy,

gość

Święta to dla mnie horror,bo wszystko na mojej głowie.Niedawno była Wielkanoc i zamiast świętowania i radości byłam cała w stresie i tyle ze świąt.Przestanę być najlepsza i perfekcyjna. Postanowiłam iść w następnym roku na łatwiznę, bo ważniejsza jest dla mnie radosna atmosfera i czas spędzony z bliskimi niż dużo jedzenia i myśl,że jeszcze to,tamto i tak w kółko.

gość

Lata całe święta to był najcudowniejszy czas w roku, wyczekiwany, tajemniczy, pyszny i wyjątkowy. Do momentu, kiedy trzeba było przejąć pałeczkę i zrobić je dla rodziny, dla 16 osób. W wigilijny wieczór, kiedy inni poszli na pasterkę, ja siedziałam nie mogąc ruszyć palcem ze zmęczenia, rozglądałam się po domu - wyszykowanym, wypucowanym - gdzie jest ten nastrój i wstrząsnęło mną, to było odkrycie: święta okupione są kosmiczną mordęgą. Od tamtego wieczora święta straciły dla mnie połowę swego czaru. Od tamtego czasu też nie zgadzam się na inne święta niż składkowe - każdy szykuje jedno (!) ustalone danie i już.

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij