niedziela, 19 listopada 2017

Dlaczego warto po prostu wziąć się do roboty

Nie możesz znaleźć wymarzonej pracy? Na początek spróbuj znaleźć jakiekolwiek płatne zajęcie. Czasami robota, której nie lubimy może pomóc w zdobyciu posady naszych marzeń.

Kiedy szukamy pracy zarówno profesjonalni doradcy zawodowi jak i książkowe poradniki zagrzewają nas do tego, żeby nie zaniżać swoich oczekiwań. Jeśli nie kochasz swojej roboty, to szkoda twojego czasu – powtarzają. Śmierć kompromisom! Te wszystkie hasła są bardzo piękne, problem jest tylko z ekonomią, która za nic sobie ma te wszystkie górnolotne zapędy i oferuje nam rzeczywistość, w której praca (jakakolwiek) po prostu jest deficytowym towarem. Specyficzne czasy wymagają odpowiednich rozwiązań, dlatego dla wszystkich szukających pracy mamy podpowiedź skrojoną na miarę naszych realiów: znajdź robotę (jakąkolwiek) najszybciej jak się da, a potem szukaj pracy swoich marzeń

Jeżeli masz wątpliwości, czy obniżanie swoich oczekiwań ma sens, przedstawiamy ci powody, dla których zakotwiczenia się (czasowe) w jakiejkolwiek robocie może być dobrym krokiem dla twojej kariery.

Nabierasz pewności siebie: Chodzenie do pracy, za którą się nie przepada nie jest łatwe. Ale mam dla ciebie też dobrą wiadomość: odkrywanie namacalnie i regularnie przez 5 dni w tygodniu, że jesteś w stanie poradzić sobie z takim zadaniem może być niesamowitym poprawiaczem samooceny. Jeśli to wytrzymujesz i dajesz radę to znaczy, że jesteś twardzielką i poradzisz sobie w przedzieraniu się także do tych wymarzonych celów.

Otwierasz sobie drogę do marzeń: To bardzo ważne, żeby umieć rozdzielić i odróżnić rezygnację ze swoich marzeń i przyjęcie posady, która pozwala ci na opłacenie rachunków. Pieniądze są potrzebne. Niewypłacalność i brak własnej gotówki to najwięksi mordercy marzeń. Długi dołują i zabierają ci energię, której potrzebujesz do tego, żeby realizować swoje plany. Dlatego spójrz na pracę, dzięki której masz za co zapłacić rachunki, nie jako rezygnację z idealnej kariery zawodowej, ale jako na krok, który pomoże ci w osiągnięciu twoich własnych celów zawodowych.

Stajesz się bardziej doświadczona i mądrzejsza: Nawet posada, która wydaje się być oddalona o lata świetlne od wymarzonej pracy, może być dobrym miejscem do nauki przydatnych w życiu zawodowym umiejętności. Pracuj i ucz się, nigdy nie wiadomo, co może przydać się później. Lepsze to niż leżenie na kanapie i czekanie aż zdarzy się cud. Jeśli jesteś nowa na rynku pracy, zanim wypłyniesz na szerokie wody, potrzebny jest ci poligon do szkolenia chociażby takich umiejętności jak funkcjonowania w grupie czy ćwiczenie siły przebicia.

Nabierasz elastyczności: Problem z podejściem do życia (także zawodowego) na zasadzie „żadnych kompromisów” polega na tym, że nie bierze pod uwagę tego, że życie to jest jedna wielka zmienna. Priorytety mogą się zmieniać, mogą pojawiać się nieprzewidziane trudności, albo możliwości, ekonomia faluje – jednym słowem „wszystko płynie” i nie ma co kurczowo trzymać się jednej z góry upatrzonej gałęzi. Kiedy przydarza nam się coś niespodziewanego, ostatnią rzeczą której potrzebujemy, jest powtarzanie w kółko: ”Mi nie wolno odpuścić”. Czasami warto zmienić plany, albo poszukać nowe cele.

Wzmacniasz swoją pozycję: I tu dochodzimy do sedna. Dużo łatwiej jest znaleźć nową pracę, jeśli już jakąś mamy. Wzięcie „gorszej posady” i kontynuowanie poszukiwań tej wymarzonej może być jednocześnie i wyzwaniem i mądrym rozwiązaniem.

Nigdy nie zabijaj swoich marzeń: I żeby było jasne, jestem ostatnią osoba, która powie ci – bierz co jest i nie marudź. Sugeruję tylko, żebyś spojrzała na każde płatne zajęcie, jako na strategiczny krok, który może ci pomóc rozwinąć skrzydła: zwiększa twoją wartość na rynku pracy, pozwala ci rozszerzać kontakty zawodowe, nabywać nowe umiejętności i umożliwia samodzielne płacenie własnych rachunków. Robisz to, aby wzmocnić swoją zawodową pozycję, a nie po to żeby tracić z oczu to na czym ci najbardziej zależy. Nigdy nie rezygnuj z marzeń, tylko mądrze zabieraj się do ich realizowania!

Joanna Keszka

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (7)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

Po przeczytaniu słów "znajdź jakiekolwiek płatne zajęcie" zaczęłam się śmiać :D Oczywiście daleka jestem od czepiania się słówek i pisaniu, że prostytutka to też praca i to dobrze płatna.

Bardziej niepokoją mnie punkty poniżej tj. "Nabierasz pewności siebie" szczególnie kiedy pracujesz na kasie w hipermarkecie znając dwa języki obce i posiadając duże doświadczenie. Nie ma to jak chodzić 5 dni w tygodniu na kase użerać się z ludzmi a potem wracać do domu wykończona i rozpoczynać z energią poszukiwanie pracy swoich marzeń ;) haha

"Stajesz się bardziej doświadczona i mądrzejsza" Taaak umiesz odczytać z kasy ile reszty należy wydać, wiesz jak przyłożyć kod kreskowy żeby został poprawnie odczytany, umiesz znosić ludzkie fochy...rewelacja ;-) itp itd

Lepiej znaleźć sobie dodatkowe zajęcie, które pozwoli Ci szukać pracy a nie zamknąć się w pracy na pełny etat, który frustruje ;)

ENJOY

gość

fakt - praca w sklepie może byc ogłupiajaca, ale uważam, że lepsze to niż postawa: " o matko, znam dwa języki, powinnam być królową świata, a nikt mnie nie chce wybrać", dorabiałam kiedyś w sklepie, zawsze to jakis sposób na zdobycie pieniędzy i niezła szkoła radzenia sobie z ludxmi, nauka ktora procentuje na lata, pozdrawiam

gość

Podoba mi się artykuł pani Joanny,a to dlatego,że jest realistyczny,a wypowiedz napisana przez enjoy jest bezsensu.Nie od razu Kraków zbudowano,by znależć swoją wymarzoną pracę trzeba od czegoś zacząć nawet od pracy w sklepie na kasie.Niestety takie są realia.Lepiej pracować i zarabiać nawet najniższą krajową i mieć co napisać w cv(nie mówiac już o tym,że za coś trzeba żyć) niż czekać do śmierci na swoją wymarzoną pracę i jej nie dostać,bo z cv wynika,że czekając na swoją wymarzoną pracę nigdzie się nie pracowało.Jesli ktoś myśli,że będzie zarabiał niewiadomo jaką kasę na początku w jakiejkolwiek pracy i będzie zadowolony w 100% to jest w błędzie.Niestety tylko poprzez ciężką pracę,wytrwałość oraz stawianie sobie celów w życiu człowiek dochodzi do sukcesu.Nie ma nic za darmo.

gość

No cóż, jesteśmy w Unii i ludzie w Polsce mają unijne przyzwyczajenia i wymagania, czyli jak najmniej pracować i jak najwięcej oczekiwać - od pracodawcy i od państwa. Nic dziwnego, że same USA to jakieś 70% światowej gospodarki - tam jak nie pracujesz to nie jesz. Jak nie ma pracy, to ludzie przenoszą się do innego stanu - prosta pionierska zasada. Wiem, że Polsce nie jest łatwo o pracę, ale wiem, też że w Polsce nie jest łatwo o dobrego pracownika, bo większość zgłaszających się do pracy to marudy z kosmicznymi wyobrażeniami na swój temat.

gość

Bardzo fajny artykuł. Ale mam wrażenie, że Enjoy wypisała moje obawy:) Mnie "pierwsza lepsza praca" przyprawiała o chorobę umysłową. Jak wracałam zniszczona do domu po 8 godzinach wykłócania się z klientami w call center, to jedyne na co miałam ochotę, to mocny drink, a nie szukanie pracy marzeń. Myślę, że byle-praca, tak samo jak może samoocenę podnieść, tak samo może ją zaniżyć. Mi samoocena spadała. Czułam się nikim, robiąc byle co, dodam: stresujące byle co. Bo np. robienie inwentaryzacji czy wykładanie towaru (praca po nocy, ale bez stresu i z miłymi ludźmi) dodawała entuzjazmu, chociaż mniej kasy niż call center. Myślę, że dla mnie w pracy bardzo ważny był poziom stresu i nienawiści do tego, co robię:). Duży stres był bardzo demotywujący, duża niechęć do chodzenia do pracy też demotywowała do życia w ogóle. Natomiast mały stres na inwentaryzacjach i brak niechęci do wykładania towaru, który nie krzyczał mi do ucha, ani też nie zgłaszał po raz enty reklamacji na jakąś usługę - były do zniesienia:) Nawet jeśli nie była to praca marzeń, to dawała jakieś minimum.

Pozdsumowując, powiedziałabym: nie rób tego, czego nienawidzisz, co sprawia, że chce ci się płakać lub uciekać, albo skoczyć z mostu. Rób coś, co jest poniżej Twoich oczekiwań, o ile jesteś w stanie taką przejściową pracę zaakceptować, która daje ci jakiś start i pole do przemyśleń pt. "czego ja chcę od życia". Przy takim układaniu towaru na półkach nocą, w pustym sklepie, można sobie wymyślić naprawdę fane rzeczy:)

gość

ten tekst dotyka problemu, jaki ja miałam ze sobą kilka lat temu - po studiach wydawało mi sie, że moja praca swidczy o mnie, czyli, że MUSZĘ pracować w znanej firmie, na odpowiednim stanowisku, bo inaczej to bedzie świdczyc o tym, ze cos ze mna jest nie tak, nie potrafiłam wyluzować, z perspektywy lat widze to tak, ze moi znajomi, ktorzy w bardziej wyluzowany sposób podchodzili do tego gdzie pracuja i robili różne czasami nawet dziwne rzeczy typu: taniec z ogniem na ulicy w Londynie wcale nie wyszli na tym gorzej niz ja, nie chodzi o to, zeby robic byle co, ale też nie trzeba się tak strasznie spinać, zeby robic bógwieco, czasami mozna nawet zatańczyc z ogniem na ulicy :)

gość

bardzo fajny artykuł
3 lata temu trafiłam na podobny artykuł ktory dał mi troszkę do myslenia.
siedzalam i mowilam jak to po ciązy chciałabym wrócić do pracy tej idealnej ale niedokońca wiedziałam czego szukam .

Spotkałam na ulicy przypadkowa kobiete, która dała mi katalog z kosmetykami.... wybuchłam śmiechem... ja i kosmetytki to jakas pomyłka....
po zastanowieniu sie w domu pomyslalam ze niemam nic do stracenia kasa sie przydazwłaszcza, że przy małym dziecku wydatki rosną i rosną.
Do dziś jestem w tej firmie dostałam przypadkowa szanse na niezależność finansową, samorealizacje
spełniam marzenia i moge być z moim synkiem bez proszenia o wolne czy tłumaczenia sie bo mam chore dziecko...

realizuje się w czymś co było absurdem dla mnie... tak na prawde nigdy nie wiemy czy to co robimy jest tym co bedziemy chieli robic za mesiac, rok, dwa....
dla wszystkich poszukujących głowa do góry
pozdrawiam Milena
zapraszam na swoja strone www.my.oriflame.pl/oriflametorun

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij