czwartek, 22 lutego 2018

Przedstawiamy Beatę Frontczak: ekspertkę pozyskiwania funduszy UE

Nie chciała pracować na poczcie, ani być lekarzem. Zakochana we Włoszech i we wszystkim, co włoskie. Mówi biegle w tym języku. Jest jednym z najlepszych w Polsce doradców w dziedzinie pozyskiwania funduszy unijne na inwestycje. Od roku prowadzi własną firmę doradczą.

Pracujesz i mieszkasz w: Koninie

Wykształcenie: magister filologii włoskiej

Doświadczenie zawodowe: Podczas studiów 2 lata jako tłumacz w firmie Fiat w Bielsku Białej; po studiach 3 lata w Izbie Gospodarczej w Koninie; potem 8 lat w Agencja Rozwoju Regionalnego też w Koninie, a od niecałego roku – własna działalność gospodarcza.

Kim chciałaś być, kiedy dorastałaś? Kimś innym niż wszyscy, np. krytykiem teatralnym, pisarzem, tłumaczem literatury, pilotem wycieczek, itp. Nie chciałam być lekarzem, nauczycielem, a przede wszystkim pracownikiem poczty

Kim jesteś teraz?  Prowadzę własną firmę doradczą, jestem też tłumaczem z włoskiego na polski i odwrotnie, ale nie literatury :(

W skrócie o tym, czym się obecnie zajmujesz (o swojej firmie/karierze) Moja firma świadczy usługi doradcze dla przedsiębiorców, głównie małych i średnich, oraz dla samorządów i instytucji w zakresie pozyskiwania funduszy Unii Europejskiej na inwestycje i szkolenia. Prowadzę także kursy, wykłady i szkolenia na tematy związane z zarządzaniem, opracowaniem biznes planów, promocją, pozyskiwaniem dotacji.

Twoja firmowa strona: www.i-laboratorium.pl

Co cię inspiruje? W pracy: ludzie, przedsiębiorcy, z którymi się spotykam, ich pomysły na biznes, ich kreatywność i elastyczność z dostosowaniu się do otaczającej rzeczywistości, zaangażowanie, upór w dążeniu do celu. Prywatnie: przede wszystkim przyjaciele i znajomi, ale także literatura, filmy, podróże.

Jak długo prowadzisz swój biznes? Jak długo pracujesz w zawodzie? W zawodzie doradcy pracuję ponad 10 lat, własny biznes prowadzę od niecałego roku

Skąd pomysł na własną firmę i na taki wybór zawodowy? Myśl o tym, żeby założyć własną firmę, dojrzewała we mnie od kilku lat, nasilała się w bardzo stresujących sytuacjach w pracy, kiedy widziałam, że niektóre sprawy nie zależą ode mnie, a znacząco wpływają na moją pozycję i morale. Natomiast najważniejszym bodźcem była zmiana prezesa mojej poprzedniej firmy – nowy szef wydawał się nie doceniać rangi zadań, jakie wykonywał zespół, którym kierowałam i było mi bardzo trudno porozumieć się z nim, nadawaliśmy na różnych falach. Uznałam, że najwyższy czas stać się swoim własnym szefem, że mam wystarczająco duże doświadczenie i znajomość rynku, by sobie poradzić i że druga taka okazja raczej się nie pojawi, bo po 40-tce mogę już nie mieć dość odwagi, a dzieci mam już na tyle duże, że na pewno dam sobie radę. Wiedziałam także o szansach, jakie dawał mi rok temu rynek w branży, w której działam, i postanowiłam je wykorzystać.

Jak wyglądały początki? Zaskakująco dobrze, mogę wręcz powiedzieć, że nie spodziewałam się. Trafiłam na dobry moment, bo ogłoszono liczne konkursy na dotacje, więc firmy szukały dobrych konsultantów. Poza tym kilku klientów, którym wysłałam pożegnania i podziękowania po odejściu z firmy, postanowiło kontynuować współpracę ze mną. Kolejni klienci pojawiali się z poręczenia, ale też mnóstwo nowych kontaktów zaowocowało współpracą. Pisane przeze mnie projekty osiągnęły pozytywny wynik, co jeszcze wzmocniło moją pozycję.

Muszę dodać, że z tej samej firmy odeszła również moja bezpośrednia przełożona i biznes prowadzimy wspólnie, zatem mamy to, co niezwykle istotne – wzajemne wsparcie, wymianę doświadczeń, możliwość zastępstwa. Myślę, że sama nie poradziłabym sobie aż tak dobrze. Nawiązałam też doskonałą współpracę z podwykonawcami, osobami, które na moje zlecenie wykonują część zadań. Mam zatem bardzo ważny atut: na dzień dzisiejszy nie muszę odmawiać klientom tylko dlatego, że brak mi mocy przerobowych.

Obecne wyzwania i cele zawodowe, jakie chciałabyś osiągnąć? Nadal rozwijać się zawodowo, chciałabym poszerzać moją wiedzę w zakresie zarządzania finansowego, chciałabym wprowadzić innowacyjne rozwiązania w obszarze świadczonych przeze mnie usług. Włączyć temat włoski do działalności biznesowej.

Co robisz, żeby je zrealizować? Już nad tym pracuję, wdrażam nową usługę doradczą z zakresu zarządzania strategicznego, gdzie część konsultacji prowadzona będzie on-line, co klientowi zaoszczędzi czasu i pieniędzy, a efekt może być lepszy niż przy metodzie tradycyjnej. Na początku przyszłego roku zamierzam pilotażowo zrealizować tę usługę u zaprzyjaźnionych przedsiębiorców.

Twoje ulubione cytaty: Nie pamiętam wielu, ale mam kilka takich życiowych maksym, typu: „Każdemu może zdarzyć się błąd, ważne, żeby go nie powielać, tylko wyciągnąć wnioski i iść do przodu”. Prawie dziesięć lat temu znajomy przedsiębiorca powiedział coś, co pamiętam do dziś, brzmiało mniej więcej: „Jak się zakłada własną firmę, to nie można przy pierwszych przychodach uważać, że się chwyciło pan boga za nogi, i wydać ich na furę, skórę i komórę. Takie firmy szybko się kończą.” Prowadząc działalność gospodarczą przez 10 lat pracuje się bez przerwy i dopiero po tym okresie przychodzi czas na wakacje na Bahamach, dobre auto itp. wcześniej wszystko inwestuje się w firmę”. Było to dla mnie niezwykle ważne, dziś trzymam się tej myśli, ale o wakacjach mimo wszystko nie zapominam, choć nie na Malediwach J. I jeszcze jeden: „Nikt nie jest samotną wyspą” (to chyba Hemingway) – sprawdza się w moim przypadku w pełni

Ulubiona książka: „Świat według Garpa” (John Irving) - moja najulubieńsza, „Regulamin tłoczni win” (też Irving), seria włoskich powieści kryminalnych, zlokalizowanych na Sycylii, tzw. „Montalbano” (Andrea Camilleri)

Twój pomysł na relaks? Jakby to powiedzieć… Sen, sen (ciągle mam go za mało), czytanie, joga. Niestety, jak najmniej aktywności fizycznej, a jeszcze mniej umysłowej.

Relaks to dla mnie również wszystko, co wiąże się z moimi ulubionymi miejscami – Włochami i Krakowem.W Krakowie zakochałam się jako mała dziewczynka i zapragnęłam tam zamieszkać. Pomieszkałam w Krakowie podczas studiów, ale do dziś, 12 lat po studiach, odwiedzam Kraków przynajmniej raz na rok – rok bez wyjazdu do Krakowa jest nieważny. Jeździmy tam z mężem (też „krakofilem”) zazwyczaj poza sezonem turystycznym, aby uniknąć tłumów. Obowiązkowo „zaliczamy” rynek, pizzerię Cyklop na Mikołajskiej i pierogi „u Stasi” – chyba wszyscy krakowscy studenci wiedzą, gdzie to jest J. Kilka dni wśród krakowskich kamienic i urokliwych miejsc nad Wisłą, a łatwiej znosić szarzyznę codziennego  życia. Teraz zarażamy tym uczuciem nasze dzieci, 12-letni Filip już zastanawia się, czy wybrać UJ czy AGH.   

Ale najbardziej jestem zakręcona na punkcie Włoch. Zaczęło się przypadkowo. Kiedy w ostatniej klasie liceum zorientowałam się, że jedyny kierunek studiów, który był w Krakowie, a nie było go wówczas w Warszawie i Gdańsku, to filologia włoska, z dnia na dzień stałam się fanką Włoch i wszystkiego, co włoskie. Na studiach stało się to moją prawdziwą pasją, którą pozostało do dziś, choć niestety, nie zawodem, bo w Koninie dziwnym trafem nikt nie potrzebuje tłumacza języka włoskiego L. Podobnie jak w przypadku Krakowa, staram się być we Włoszech przynajmniej raz w roku, jeśli to możliwe, z rodziną, jeśli nie, trudno – rodzina rozumie. Dzięki temu zwiedziłam Włochy z góry na dół i w zachodu na wschód, poznałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi spotykam się najczęściej jak się da (dobrze, że istnieje Skype!). Mój mąż już przestał buntować się na grający na okrągło po włosku telewizor i muzykę. Dzięki przyjaciołom mam stały kontakt z językiem, literaturą i prasą (podsyłają mi ciekawsze książki i gazety). Dzięki temu, że jestem jedyną osobą w okolicy, znającą język włoski, zdarza mi się tłumaczyć różne teksty (co ciekawe – także teologiczne; iluż to rzeczy z tej branży się dowiedziałam). Mam też nadzieję, że moja włoska pasja z czasem połączy się z działalnością biznesową, jest już parę zagadnień, nad którymi pracuję. A mój mąż już dziś przygotowuje się psychicznie do faktu, że na emeryturę wyprowadzimy się do ciepłej, słonecznej Italii, z pysznym jedzonkiem, winkiem, i przemiłymi ludźmi. Na razie to marzenie, ale ponieważ jest dla mnie ważne, na pewno stanie się planem.

Co chciałabyś zmienić na lepsze w otaczającym nas świecie? Chciałabym, żeby ludzie bardziej sobie ufali, tzn. żeby mogli bardziej sobie ufać. Chciałabym móc pozwolić mojemu 12-letniemu synowi iść wieczorem na spacer po osiedlu i nie umierać ze strachu o niego. Chciałabym, żeby politycy uprościli życie przedsiębiorcom.

Jakich rad możesz udzielić kobietom, które chciałyby zmienić coś w swoim życiu zawodowym, albo wystartować z biznesem/karierą w twojej branży?

  • Po pierwsze – ocenić swoje realne umiejętności, ale bez niepotrzebnej skromności. My kobiety mamy tendencję do zaniżania własnej wartości, dlatego to mężczyźni częściej zakładają firmy, bo oni takich dylematów raczej nie mają.
  • Po drugie – ocenić, czy mam szanse na wsparcie ze strony partnera życiowego (szczególnie, jeśli mamy dzieci). Przy jęczącym i niezadowolonym facecie, który powtarza „chciałaś, teraz masz”, czujesz się zagubiona, starasz się wynagrodzić rodzinie w dwójnasób twój brak czasu, masz wieczne poczucie winy, co skończy się tak, że po paru miesiącach zaczniesz żałować zmiany.
  • Po trzecie – przemyśleć, czy na pewno to jest dobry moment
  • Po czwarte – ocenić, czy mam na pewno tyle determinacji, żeby rzucić się w wir walki konkurencyjnej, myśleć o tysiącu rzeczy naraz i wiedzieć, że raczej nie mogę, tak jak to jest na etacie, zamknąć za sobą drzwi po 8 godzinach i nie myśleć.
  • Po piąte – dobrze zaplanować biznes, zrobić sobie biznes plan, realnie ocenić rynek, klientów, produkt/usługę i jego atrakcyjność dla rynku, realnie oszacować koszty i możliwe przychody; potem to się będzie zmieniać, ale ważna jest baza i poczucie, że mamy sprawę przemyślaną.
  • I po szóste – jak już podejmiesz decyzję, to się nie wahaj, tylko zamykaj oczy i … skacz na głęboką wodę. Ja, w moim imieniu i na dzień dzisiejszy mówię: NAPRAWDĘ WARTO.
Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (1)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

żałuję, że nie studiowałam w Krakowie, myślę, że studia w tym mieście mogą mieć wyjątkowy smak,

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij