wtorek, 20 sierpnia 2019
fot. iStockphoto

"Kobiety, chwalmy się!"

Konkurs rozstrzygnięty! Wyniki na Hot News: klilknij tutaj.

Kobiety, jesteśmy wspaniałe, wyjątkowe, utalentowane, niezwykłe, przebojowe, zabawne. Problem w tym, że... za mało o tym mówimy. Dlatego namawiamy do chwalenia się. I mamy nagrody dla autorek wybranych przez nas wpisów!


Nauczono nas, że skromność to cnota. Powtarzano miliony razy, że nie dla nas pieniądze, samodyscyplina, rywalizacja i sukces. Miejsce kobiet jest przecież w świecie uczuć i wzruszeń. Szkoda tylko, że nie ma też w tym świecie miejsca na kasę, ambicję i poczucie satysfakcji z realizowania własnych planów. Skromność to nie cnota, tylko pułapka. Przez nią świat może przejść obok i nas nie zauważyć.

A przecież mamy tyle do zaoferowania i pokazania! Nie bójmy się mówić o sobie dobrze i bardzo dobrze. Uwierzmy w siebie i w to, że świat stoi przed nami otworem, a wysiłek i talent zostaną nagrodzone. Dlatego Barbarella.pl namawia: Chwalmy się!

Piszcie szczerze, zabawnie, wzruszająco albo do bólu konkretnie. Z pomocą koleżanki, siostry, córki, szefowej, terapeutki albo całkiem samodzielnie. Napiszcie, z czego jesteście dumne, w czym czujecie się mocne, co udało wam się osiągnąć, zdobyć, dowiedzieć się o sobie, w jakich okolicznościach się sprawdziłyście. Niech wasze chwalenie się będzie inspiracją dla innych kobiet, że to, co robią też jest wyjątkowe, wspaniałe, że chętnie o tym przeczytamy i napiszemy!

Napisz swoją wypowiedź w komentarzu poniżej (po zalogowaniu), a my pozwolimy sobie wybrać trzy wpisy, które po prostu nam się najbardziej spodobają. Nagrody rozdamy tylko wśród zarejestrowanych użytkowniczek, bo tylko wtedy możemy być z wami w kontakcie :).

Nagroda w naszym konkursie, jak zawsze wyjątkowa:

Biżuteria do ciała "Flamboyant"

Ultra seksowna alternatywa dla ekskluzywnej bielizny erotycznej: Ozdób swoje wspaniałe ciało wzorkami z błyszczących kamyków. Jesteś gwiazdą tego show! Te samoprzylepne kamyki-kryształki pomogą ci rozbłysnąć pełnym blaskiem. Ozdoba w stylu glamour na wyjątkowy wieczór.

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (25)
sortowanie: najstarsze/najnowsze

Mam naprawdę wiele powodów, do tego, aby być dumną z siebie:) Każdego ranka, gdy patrzę w lustro czuję tą dumę: znów wstałam wcześnie, świetnie wyglądam, czuję się jeszcze lepiej, będę na uczelni/w pracy na czas i przygotowana. To ważne, aby każdego dnia szukać w sobie nowych powodów do radości, "w sobie", a nie w innych! Bo to, co najpiękniejsze i najbardziej wartościowe jest we mnie, nie w okół mnie. To ja jestem centrum swojego życia- nie dzieci, nie rodzice, nie sprzątanie, czy zakupy- ale JA: moje samopoczucie, nastój i cele, które sobie sama wytyczam co dnia. Najważniejsze, aby zawsze skupić się na tym, dążyć do celu, przeć naprzód, czasami nawet po trupach, życie jest brutalne i jeśli chcesz być szarą myszką w tłumie drapieżców to w końcu zginiesz, wtedy ulegniesz samo-destrukcji, bo po, co żyć nie mając powodów do dumy???

Wstaję rano, patrzę na zegarek a tam 04:50. Lecę do łazienki, myję zęby, włosy, podłączam suszarkę i prostownicę a w tym czasie nakładam już podkład na twarz. Pół godziny później patrzę w lustro i wiem, że dobrze wykonałam swoje zadanie. Lecę do pokoju i w ciemnościach po cichu wyciągam ubrania z szafy, żeby nie zbudzić śpiącego chłopaka. Ubieram się w pośpiechu, pakuję do torebki jogurt i muesli, jeszcze tylko kozaki, płaszcz i lecę do pracy na 6:00. Jak zwykle spóźniona o kilka minut wchodzę z uśmiechem, szef patrzy na mnie z pobłażliwym uśmiechem. Wstawiam wodę na herbatę rumiankową, odpalam komputer i zaczynam moją pracę. O 14:00 wylatuję z pracy, wskakuję w pierwszy lepszy autobus i docieram do domu. Po drodze kupuję na targu warzywa, przychodzę do domu, zrzucam kozaki a po drodze zbieram koszulkę i spodnie mojego partnera, który ma jeszcze starokawalerskie zapędy ale ja już go tego oduczę! Kroję warzywa i pierś z kurczaka, podsmażam, zalewam sosem i zostawiam notkę na lodówce "Wrócę późno, kocham Cię!". Przebieram się w dres i lecę na siłownię. Kiedy tak gąsienica bieżni przesuwa się pode mną w iPodzie leci "KT Tunstall - Suddenly I see". Biegnę przed siebie i odznaczam w głowie ptaszkami rzeczy, które zrobiłam i stawiam wykrzyknik przy tych, które dawno powinny zostać zrobione. Po siłowni lecę do przyjaciółki na kawę. Chwila przerwy. Kto z kim, w jaki sposób, z jakiego powodu, dlaczego, a dlaczego nie i znowu lecę do domu. W domu zastaję Pawła, który je warzywa z kurczakiem i sosem i czyta Głos Wielkopolski. Buziak, co u Ciebie, jak w pracy, jak na siłowni, przebieram się w jeansy i t-shirt i już jestem w autobusie na uczelnię gdzie kręcimy program publicystyczny. Ujęcia, cięcie, gość, charakteryzatorka, wykładowcy, znajomi, papieros w przerwie i wracam do domu. Jest 22:00. Kąpiel, zimny Redds w lodówce, papieros, chipsy, Pulp Fiction i kładziemy się do łóżka. Zdążę jeszcze pomyśleć "Marta... świetna z Ciebie babka jednak, wiesz?", kiedy Paweł wślizguje się pod moją kołdrę...

ja mam się czym pochwalić:
1. staram się nie przepraszać za to, że żyję i coraz częściej mi się to udaje
2. jestem świetna w pracy: kreatywna, odpowiedzialna, jeżeli czegoś się podejmuję, robię co się da, żeby to zrobić dobrze,
3.nie zjada mnie zazdrość, jeśli ktoś ma coś, na co ja tez mam ochotę, po prostu zastanawiam się, co mogłabym zrobić, żeby też to mieć
4. jestem życzliwa, dla siebie i dla ludzi, czasami bywam zmęczona, sfrustrowana i wtedy fukam na samą siebie, albo na innych, ale szybko mi przechodzi i staram się fukać jak najrzadziej,
5. żyję i daję żyć innym: nie przejmuję się tym co inni sądzą o moich decyzjach, to nie ich interes, szanuję cudze wybory,
6. jestem odważna: nie boję się próbować nowych rzeczy, wypowiadam swoje opinie, chociaż wiem, że niektórym to może się nie podobać,
7. jestem niezależna i nikogo nie obsługuję: sprzątam tylko po sobie i po swoim kocie, sama na siebie zarabiam, wspólne jedzenie z facetem, wtedy kiedy przygotujemy je razem,

To nieprawda, że jestem dumna z wszystkich moich wyborów. Udało mi się nie raz zadziwić rodziców, brata, ukochanego czy szefa, ale to nie znaczy wcale, że nie mogłam więcej. W chwilach, kiedy osiągałam w życiu swoje małe sukcesy, z których rzecz jasna jestem dumna jak cholera(!) nie sądziłam, że może być coś ważniejszego, lepszego od zdanych egzaminów na studiach, awansu na kierownika, pięknego mieszkania, kochającego faceta, szalonych imprez z dziewczynami, czy wieczorków SPA... A jednak dopiero kiedy na teście ciążowym zobaczyłam dwie kreski, rozryczałam się tak naprawdę - ze szczęścia i z dumy. I później na USG, kiedy pan doktor powiedział, że synek i że zdrowy poczułam, że duma wylewa się ze mnie uszami, oczami i nie wiadomo czym jeszcze. Leżałam w gabinecie, śmiałam się i płakałam. I dopiero wtedy poszłam do sklepu, kupiłam sexowne pończochy i króciutką, srebrną, brokatową sukienkę i nieważne, czy później rzygałam - czułam się piękna i sexowna. I tak jest do teraz. Piękna Paulina na zwolnieniu lekarskim, z mnóstwem krost od hormonów, coraz grubsza, Piękna Paulina, Piękna Paulina w ciąży. Prawdziwa kobieta !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

cóż moja lista jest krótka, ale jestem szalenie dumna z siebie, że udało mi się: zdałam egzamin na prawo jazdy!!!!
nie za pierwszym razem i nie za drugim, ale udało mi się, mam prawo jazdy, będę teraz szusować po drogach i bezdrożach jak Thelma i Luize,

Czy jestem z siebie dumna i czy mam powody do dumy?? Kurde...tak do cholery!!! JESTEM DUMNA Z TEGO ZE JESTEM TAKA JAKA JESTEM!! W końcu przestałam się zadręczać i pozwalać na wzbudzanie w sobie poczucia winy. Jestem dumna z tego, że mam swoje życie i marzenia jakie chciałabym zrealizować: ambitne bo ambitne, ale w sumie realne do wykonania:) Jestem dumna z tego, że mam w sobie mechanizm który uwielbia mój Anioł Stróż i dzięki któremu dowiedziałam się, że intymnośc to nie tylko „dobrze spełniony” obowiązek przy jednoczesnym patrzeniu w sufit (czy aby przypadkiem nie trzeba go pomalować). Teraz czuję, że jestem KOBIETA, która – nie powiem – potrafi być naprawdę niegrzeczna, drapieżna, ale też namiętna i czuła:) Mam satysfakcje z tego, że w końcu wyrwałam się z więzienia (nie dosłownego:), w którym siedziałam tyle lat, a moje emocje praktycznie nie istniały: były szare, bez wyrazu, bez życia...Teraz krzyczą, śmieją się, czasami nawet płaczą...ale są, a ja je czuję!!!. Juz nie czuje tej pustki w sercu,jaka mialam i nie musze znosic tych spojrzen (znowu sie pindrzysz, ciekawe dla kogo) i juz nie musze robic dobrej miny do zlej gry i widziec jak wyglada pernametnie zmeczony czlowiek.To nic,że ktoś inny wylewa teraz na mnie wszystkie swoje żale i frustracje, swoją niemoc i złość; a niech sobie gada...do bólu...nie mój problem!!!. Ja już nie daje się prowokować i wciągać w niepotrzebne dyskusje...szkoda pradu i nerwow nie mowiac o zdrowiu. Panuję nad tym i właśnie z tego jestem zadowolona. Wiadomo jak to wkurza jak na zlosc reagujemy stoickim spokojem:) Jestem jaka jestem i tyle...mam marzenia, plany i chęć ich realizowania...to też jest powód do zadowolenia...
Aniol Stroz, swiece, muzyka, lampka wina, koronki...:)

Najbliżej mam do samej siebie - do tego wniosku doszłam jako zapłakana, pełna kompleksów nastolatka. I uznałam, że sama muszę być dla siebie najlepszą przyjaciółką. Zrozumieć, że każdy ma czasem gorsze dni; dać sobie prawo do tego, by nie wyglądać zawsze idealnie, nie rozumieć każdego filmu, popełnić błąd, by później go naprawić.
Wypiękniałam fizycznie i duchowo. Zrzuciłam z siebie bure worki, w których chowałam (teraz to wiem!) ładne, choć nieduże piersi, szczupłe nogi, długą szyję. Nauczyłam się mówić obrażającemu mnie człowiekowi prosto w oczy, co myślę o jego słowach. Mam gdzieś opinie innych na swój temat. Nie każdy musi mnie lubić, a posiadanie wroga bywa wyzwalające.
Przywykłam do niezależności i całkowitej odpowiedzialności za to, co robię.
Dziś umiem ugotować pyszny obiad, przetłumaczyć wiersz z języka braci madziarskiej, na imprezie zrzucić buty i zatańczyć tak, jakby wokół mnie nie było nikogo, a w końcu - dać nowe życie i uszczęśliwiać codziennie tego najdroższego mi małego człowieka.

Od tamtej nastolatki dzieli mnie już dekada, a jednak wspominam ją z sympatią i wyrozumiałością. Bez niej nie byłabym tym człowiekiem, którym jestem teraz. Nie chcę zamienić się z nikim, żyję tu i teraz.

1). Jestem niska, mała i w końcu wyzwolona z wielkiego kompleksu - wzrost. Przecież mogę nosić wyyysokie szpilki i zaden facet mi nie podskoczy! ;D
2). Nie mam ciała super modelki, mam swoje. Ale któż tak naprawdę chciałby wyglądać jak wieszak? Ja przynajmniej mam cycki, które trzymają się w staniku i wyglądają ponętnie. Tego brakuje wielu modelkom. ;p
3). Uwielbiam dużo mówić, rozweselam ludzi, jestem bezpośrednia i dumna z tego. Ludzie lubią ze mną rozmawiać. ;)
4). Nie czuję się brzydka, uwielbiam swoją twórczość, zawsze mam kolorowe paznokcie, rzęsy do nieba i oczy pocieniowane. ;) Kobiecość to podstawa. Bo przede wszystkim dla siebie sie stroimy, pozniej dla facetów. ;)
5). Mam wady i tego się nie wstydzę.!
6). Mam zalety i z tego jestem dumna. ;-)

Jestem z siebie dumna, bo studiuję dziennie, pracuję na cały etat, mieszkam sama, utrzymuję się sama, choć mam 22 lata...a to już trwa rok. Mam stypendium naukowe, stypendium sportowe, prócz regularnej pracy, piszę pracy dyplomowe - lubię to. Na moim koncie są dwa tytuły Mistrza Polski Judo. To z takich przyziemnych ludzkich spraw... za mój największy sukces uważam, fakt, że od 14lat niezmiennie mam jedną, prawdziwą przyjaciółkę, w której oczach się przeglądam. Podniosłam się z tego, że moja pierwsza miłość, wyznała mi po 3 latach, że jest gejem (do dziś najlepszy facet, przyjaciel w moim życiu), podniosłam się jak w drugim związku była jeszcze prócz mnie, równolegle kobieta... dziś trwam drugi rok w związku z Tym, który jest mi przeznaczony, bo czuję to cała sobą. Kocham i jestem kochana. Podniosłam się z tego, że po 12 latach trenowania musiałam zrezygnować ze sportu, wynieść się z domu i radzić sobie sama. moje marzenia brutalnie zostały wyrwane z korzeniami... płacz, bezradność, utrata tożsamości, celu w życiu, poczucie bezsilności to już za mną. na wakacjach będę robiła instruktora judo, za rok Erasmus do Włoch, w planie doktorat, zmieścić się w rozmiar 36, zrobić certyfikaty językowe, założyć ośrodek sportowych dla niepełnosprawnych i pomagać dzieciom z rodzin alkoholików, żeby nie miały tak ciężko jak ja...Odnalazłam się na nowo, walczę o swoją przyszłość, o miejsce i akceptację w społeczeństwie, o lepsze jutro. Wiem, że to wszystko brzmi strasznie poważnie, ale jestem miła, wierząca w ludzi, walczę do końca i nie zadowalam się minimalnym standardem życia. Wiem, że kiedyś będę dobrą mamą, super żonką, pozostanę wierną przyjaciółką, chcę być inspirującym wykładowcą i kiedyś w końcu znajdę czas na kurs rysunku, który wypełnia moją drugą stronę natury. P. s jestem dumna z mojego kociaka, który rośnie :) oraz z tego, że to JA KREUJĘ SWÓJ WŁASNY ŚWIAT.

Jestem kobietą, która jest pewna siebie. Wiem czego oczekuję od życia i jestem świadoma własnej kobiecości, wiem że jestem piękna i jedyna w swoim rodzaju.

W spojrzeniu mam ogień i radosne iskierki, które wyrażają moją radość i optymizm. Widać, że nie jestem święta, ale jestem także tajemnicza. W głębi oczu mam coś fascynującego, pewnego rodzaju zagadkę, która przyciąga i prosi o rozwiązanie.

Pewność siebie to uczucie, które powinno towarzyszyć każdej kobiecie od samego początku istnienia. Jest to świadomość tego kim się jest. To zasady, których się przestrzega. Granice, których się nie przekracza. Pewność siebie rodzi w kobiecie prawdziwe piękno, zmienia się nie do poznania, widać to gołym okiem.

Jako kobieta pewna siebie, wiem czego chcę od życia, wytrwale do tego dążę, bawię i śmieję się ze swoich kompleksów, nie boję się ryzykować. Najważniejsze jest to, ze kocham siebie. Kocham swoje wady i to, co nazywam kompleksami. Wiem, ze istnieją, ale nie zwracam na nie uwagi, są dla mnie mało znaczącym w życiu elementem, nie mającym większego znaczenia na moje funkcjonowanie.

Pewność siebie jest niezwykle ważna, bo dzięki niej możemy osiągnąć wiele sukcesów nie tylko w życiu zawodowym, ale także osobistym oraz uczuciowym. Pewność siebie jest najbardziej pożądaną cechą u kobiet przez mężczyzn i życzę jej wszystkim kobietom, które czytają Barbarellę.pl.

Jestem z siebie dumna, ponieważ dzięki nieustannej pracy nad sobą, codziennie się doskonalę w byciu coraz lepszą pod każdym względem:))))Jestem dumna z siebie, ponieważ jestem całkiem inną osobą niż jeszcze kilka lat temu :)) Jestem z siebie dumna, ponieważ W KOŃCU!!! zdałam egzamin na prawko za.....13 razem!!! :D Dzisiaj wspominam z (pobłażliwym!) uśmiechem nawet hektolitry wylanych łez po kolejnych nieudanych próbach, liczne chamskie zachowania egzaminatorów i stracone pieniądze (ughh...straciłam rachubę..). Od początku powtarzałam sobie w duchu "do trzech razy sztuka!" aż...do trzeciego oblanego egzaminu. Później-no cóż- zmodyfikowałam moją mantrę i mówiłam w kółko "do 10 razy sztuka!":D i przy 11 podejściu znów wróciłam do początkowej wersji "do 3 razy sztuka!" no i więcej wersji już na szczęście nie było:D:D:D
Dzisiaj, po tylu (przymusowych i ajć! drogich) przejechanych kilometrach jestem mistrzynią kierownicy i czuję się pewnie za kólkiem:) Dzięki temu doświadczeniu mogłam potrenować siłę charakteru i teraz już wiem, że jest mega:))
Dzisiaj same wspomnienia tych strasznych dla mnie chwil dodają mi skrzydeł zawsze w sytuacjach kryzysowych!!!:))))))

gość

Achhh...duma rzeczywiscie ma prawo z dużą pewnością rozpierać mą pierś!
I cieszy mnie to niezmiernie, ze wreszcie moge zdać sobie z tego sprawę.
Zasadniczo niewielka chwila zastanowienia, w pełni świadoma za to, a już samopoczucie zdaje się byc znacznie lepsze.
Zacznę od prozaików. Studiuję na kierunku, który nigdy wcześniej nie przysparzał mi tak ogromnej radości jak teraz. Chlubię się swoim kulturoznawstwem, bo kto jak nie ja odczuwa tak wzmożona odpowiedzialność za to co, w kulturalnej trawce piszczy. Pochłanianie wszelkich niusów, bywanie tu i tam daje mi dużą radosć, a jeszcze większą dzielenie się nimi.
Ach szerokie horyzonty rozpościerają sie w obrębie mego rozumowania :P
Wniosek jeden z nich najważniejszy: wolność w 100%. Byleby ku szczęściu.
Dlatego też jestem dumna, ze stac mnie na nieco krytyczne spojrzenie na nasza religię. Długo nad tym pracowałam, nie wyzbywam sie w pełni wiary w Bozię, ale zaczynam dostrzegać atuty innych religii, które znaczenie większą troska otaczaja nasze zrowie psychiczne. Dlatego dumna jestem, ze zaczynam sie na ta innowację otwierać.
Cóż, musimy być zdrowe, pełne energii i dobrze czuć się w swojej skórze. Tymbardziej przy takiej ilości zajeć i w tak pogmatwanym świecie.
Dumna jestem równiez z tego, ze studiowanie dzienne i praca nie zerwały mi głowy z karku, a co więcej nauczyły zdyscyplinowania i podzielności uwagi.
Dumna jestem, ze w chwilach kryzysu, kiedy już nie widzę ratunku, stać mnie na wyjscie ze swoich butów i spojrzenie na wszystko z boku. Wtedy zazwyczaj pomaga mi śmiech. Szczery współczujący śmiech z samej siebie.
Dumna jestem z mojego pokoju z widokiem na morze oraz z tego, ze staram sie zdrowo odżywiać.
Dumnie mi, gdy pomyśle, ze mam oryginalny styl i lubię to co dobre.
Dumna jestem z tego, że mam wspaniałych przyjaciół i, że stać mnie na to, aby w miarę możliwosci o nich dbać.
Dumna jestem z moich zasad.
Dumnie mi też, gdy pomyśle, że udało mi się ostatnio sporo schudnać.
Dumna jestem z mojej ostatniej decyzji - rozstanie się z wyjatkowym człowiekiem, ale niestety uzależnionym. Tęsknię, ale walczę.
Dumna jestem z moich naturalnych, długich włosów i paznokci.
Dumna jestem z rodziny, z której pochodzę.
Dumnie mi, gdy pomyśle o ksiażkach, artykułach, pracach, które przeczytałam
Dumna jestem ze znajomosci niemieckiego i angielskiego
Dumna jestem, ze chce mi sie cieszyć zimą
Dumnie mi, gdy pomyśle, że już coraz bardziej wiem, którędy isć, aby być bardziej z siebie zadowoloną

Dumna jestem z mojej duszy

Kiedyś byłam dumna z siebie, gdy agresywnie wyrażałam swoje zdanie, byłam wzorem "nowoczesnej,silnej kobiety", która nie potrzebowała w swoim życiu mężczyzn, a wręcz wymyślała kolejne kąśliwe uwagi na ich temat.
Dzisiaj jestem dumna z mojej zmiany i ogromnej metamorfozy-spróbowałam zaufać mężczyźnie.
Zaufałam swojej intuicji, choć robiłam to bardzo małymi krokami.
Nadal wierzę w siebie, w to, że jestem niezależna od męskich decyzji czy poglądów. Ale zaufanie do własnych myśli i działań to nie wszystko. Trzeba obdarzyć zaufaniem innych ludzi, żeby samej na nie zasługiwać.

gość

A ja dumna jestem z tego,że przebaczyłam komuś, kto odszedł ode mnie,kiedy byłam w pierwszym tygodniu ciąży. A co więcej - uczyłam i uczę moją dwunastoletnią córkę patrzeć na związki pogodnym okiem i z całych sił pokazuję jej swoim przykładem,że nie wszyscy mężczyźni kaleczą swoje kobiety...
Jestem dumna z tego,że życzę z całych sił Tamtemu Człowiekowi tego, co utracił - czyli bezwarunkowej,krystalicznej miłości własnego dziecka.

gość

Kiedy będą wyniki?

Moim największym sukcesem jest to, że przestałam się wstydzić tego, że jestem kobietą. Jako mała dziewczynka byłam bardzo wrażliwa i dziewczęca, jednak szybko zauważyłam, że kobiety wyszydzane są za swą kobiecość a nasze "kobiece sprawy" są bagatelizowane, z domu natomiast wyniosłam pogardę dla płci pięknej i szybko podchwyciłam mit "głupiej baby". Czułam, że muszę za wszelką cenę przypodobać się mężczyznom, przytakując ich seksistowskim uwagom odnośnie innych dziewczyn, udawałam, że jestem taka jak oni, rozpaczliwie chcąc zyskać w ich oczach. Im większym szowinistom był tym bardziej walczyłam o jego uwagę. Błogosławieństwem była dla mnie totalna wewnętrzna metamorfoza, dzięki której poczułam, że niczego nie muszę ani wstydzić się kobiecości ani nadskakiwać facetom. Najpierw pojawił się ktoś, kto odkrył we mnie kobietę potem zniknął ale nadal jestem mu za to wdzięczna. Potem powróciłam do mojej pasji rozwoju wewnętrznego, dużo czytałam na temat psychologii relacji międzyludzkich, zagadek umysłu, manipulacji itp Dzięki temu zbudowałam swój światopogląd, swoją filozofię życia i znalazłam równowagę we wszechświecie ;) Teraz już rozumiem, że pogarda nad kobietą nie jest wyznacznikiem męskości (dacie wiarę? kiedyś w to wierzyłam!), że wszelkie negatywne emocje i chęć manipulacji i dominacji nad słabszymi wynika ze strachu nie z siły, nie boję się wyrażać swojego odmiennego zdania w gronie męskich szowinistów, nie wstydzę się swoich słabości, pozwalam sobie być kruchą słabą kobietą wiedząc, że tkwi we mnie ogromnie silna psychika i nie złamie mnie to, co łamie najsilniejszych mężczyzn, nie wstydzę się, że czasem nie wiem podstawowych rzeczy, nie tłumaczę się nieustannie. Akceptacja tego kim jestem sprawiła, że jestem spokojniejsza i bardziej radosna, bo nie muszę nikogo udawać ani przejmować się gdy ktoś nazwie mnie "głupią babą" bo czy osoba krytykująca mnie jest moim życiowym guru abym się tym przejęła? :) Moim sukcesem jest również, to że wycofałam się z życiowego pola bitwy, które polega na wzajemnym podkładaniu sobie kłód pod nogi, nauczyłam się jednego na krytykę, na docinki jest jedna broń - obojętność, bo nic bardziej nie rozbraja "wroga"!
Na koniec zostawiłam sobie mój moim zdaniem sukces i chciałabym aby inne panie go ze mną podzieliły. Przestałam traktować kobiety jak zagrożenie. Wszystkie bez wyjątku. Obserwowałam ludzi i z przerażeniem stwierdziłam, jak kobiety poniżają drugie aby przypodobać się mężczyzną, jak ze sobą o nich walczą doszłam do wniosku, że nie ma nic bardziej żałosnego i zmieniłam to w sobie. Powinnyśmy się wsperać, nie konkurować ze sobą. Jeśli nie lubisz jakiejś kobiety, niech Ci bedzie obojętna, po co snuc intrygi? A jeśli jakaś kobieta źle mi życzy? Cóż najwyraźniej ona jeszcze nie zrozumiała tego co ja i tkwi biedna w błędnym kole, żebrania o męską uwagę. Wiecie, co sobie obiecałam? Nigdy nie nazwę, żadnej kobiet "szmatą" Nie odniosłam spektakularnych sukcesów zawodowych ani na innym polu, jednak te są najważniejsze bo zostaną we mnie na całe życie i być może uda mi się je przekazać kiedyś w przyszłości mojej córce :)

Jestem SILNA ale nie jak Goliat, raczej jak Dawid.
Jestem DUMNA ale nie jak paw, raczej jak rycerz honoru.
Jestem DRAPIEŻNA ale nie jak kotka, raczej jak lwica.
Jestem CIEPŁA ale nie jak kluski, raczej jak płomień.
Jestem LOJALNA ale nie jak wierny wyznawca, raczej jak wierny współtowarzysz.

Jestem TUTAJ a moje życie jest w MOICH rękach.

Nikt nie ponosi odpowiedzialności za to co się wokół mnie dzieje oprócz mnie samej a to nazywam NIEZALEŻNOŚCIĄ.

gość

kurcze to już jest przegięcie, żeby tyle czekać :(

Zawsze żyłam w przekonaniu, że nie powinnam się chwalić, bo jak coś jest naprawdę cenne, to inni na pewno to odkryją.
I tak było przez długi czas, nigdy nie upominałam się o swoje, a jak udawało mi się coś osiągnąć, zawsze byłam wdzięczna innym, nie sobie.
I tak dzięki innym, nie sobie, ukończyłam studia, przez cały czas otrzymując stypendium naukowe, zdobyłam pracę w zupełnie obcym mieście, zostałam kierownikiem sporego zespołu (bezpośrednio po powrocie z urlopu macierzyńskiego), uzyskałam satysfakcjonujące wynagrodzenie.
Wreszcie rok temu zbuntowałam się i zmieniłam myślenie. Od tamtego czasu wszystko, co osiągam, zawdzięczam sobie - odeszłam z firmy, która przestała być mi bliska, założyłam własny biznes, osiągam bardzo zadowalające wyniki. Dzięki sobie. To, że pracuję razem z niezwykle operatywną wspólniczką, też zawdzięczam sobie - mojej umiejętności współpracy z ludźmi.
I nareszcie jest mi dobrze - nie muszę być nikomu wdzięczna, bo to, co osiągam, jest moją zasługą. I wiecie co? Taką właśnie widzą mnie teraz ludzie, z którymi pracuję.
To na niwie zawodowej.
A prywatnie - mogę się pochwalić fajną rodzinką (mąż i dwóch niesamowitych synów), a także niewielką, ale naprawdę doborową grupą oryginalnych przyjaciół. Każdy z nich to osobna, przeciekawa historia, inne patrzenie na świat, poczucie, że mogę być przy nich sobą. To właśnie jedna z moich przyjaciółek od czasów liceum po dziś dzień przypomina mi o docenianiu siebie i nie pozwalaniu, aby inni sterowali moim myśleniem na mój własny temat.
Jestem naprawdę zadowolona z siebie, nareszcie.

Duma… Zastanawiam się dlaczego tak często o tym zapominamy. Przecież pełno w naszym życiu powodów do jej odczuwania. Czasem mały gest, drobny uczynek potrafi wprawić mnie w dobry nastrój. Waśnie sobie uświadomiłam, że ten „dobry nastrój” to właśnie duma.
Nieskromnie przyznam, że często jestem dumna z siebie. A wdzięczność za to kieruję ku rodzicom, bo to dzięki nim jestem jaka jestem. Nauczyli mnie bycia dobrym człowiekiem, pracowitym człowiekiem, ambitnym człowiekiem, pomocnym człowiekiem. I to właśnie bycie TAKIM człowiekiem jest największym powodem do dumy.
Jestem kobietą pracującą, mam już „zalążek” swojej rodziny, pierwsze „małe – duże” osiągnięcia w pracy, hobby. Potrafię zatrzymać się na ulicy i pomóc nieść komuś torbę. Potrafię ustąpić miejsca. Wysłuchać kogoś obcego, gdy sam nie radzi sobie z wieloma myślami tkwiącymi w głowie. Dla niektórych kobiet może to niewiele. Dla mnie jednak to wszystko co mam, co sprawia, że dumną jestem. Mam marzenia, które mam zamiar spełnić. Mam talent, który będę rozwijać. Mam męża, którego kocham nad życie. Mam plany. I wiem, że nigdy się nie poddam. Bo życie mam jedno i chcę przeżyć je godnie.
Może i naiwną jestem. Może. Ale dobrze mi z tą naiwnością. Z wiarą w siebie, w świat i w ludzi. To co zbudowałam już w swoim życiu sprawiło, że bogatą jestem. Bogatą wewnętrznie. A świat dookoła mnie to dodatek tylko do wykreowanego przeze mnie życia. Nie odwrotnie. To wszystko właśnie jest moja dumą. I tym chciałam się podzielić. Dziękuję.

gość

Hmmm... nie ma żadnego regulaminu, ani podanej daty rozstrzygnięcia konkursu... Dziwne...

droga Redakcjo! Dziękuję za paczkę, dziś do mnie dotarła, nagroda jest naprawdę sexy i jest sliczna!!

Duma...cecha ,której większość ludzi poprostu nie zna.W dzisiejszej codzienności chowa się ją do kieszeni bo okazywanie ,że masz swoja dumę mylone jest z pycha,zarozumialstwem.A ja właśnie jestem dumna,nie wyniosła ale dumna z siebie ,z tego co udało mi się osiągnać a przecież właściwe żyję dopiero od 2005 roku.Wtedy to podjęłam ,nie bez zbawiennej pomocy mojej Przyjaciółki decyzję o tym ,żeby pieprznąć w cholerę moje dotychczasowe życie.Zapewne znany standard...on pije ona się zażera,on i ona wyglądają jak wielka kupa i nic spoza nich już nie widać ..nawet przyszłości a może zwłaszcza jej.Do mojego standardu dołączyć mogę...bez dumy niestety liczne blizny te ,które zostały mi na ciele i te najgorsze..pozostawione na duszy.Jak każdy nałogowiec dość szybko znalazłam sobie równie wyniszczającą co moje małżeństwo-pracę,gdzie dałam z siebie absolutnie wszystko.W szczytnej idei ratowania życia ludziom pracowałam w pogotowiu jako dyspozytor,wyrabiając 3 etaty miesięcznie...I tak po kilku latach zorientowałam się ,że ze mnie nie pozostało mi już nic dla mnie samej,nie było czasu na facetów a przecież z moim temperamentem bez sexu istnieć się nie da...ale co gorsze pozwoliłam ,żeby moi przełożeni w małych ,socjotechnicznych kroczkach wydzierali ze mnie moja wielką dumę...Tysiące razy mówiłam sobie-już dość...po czym wracałam na dyżur i wszystko zaczynało się od początku...Te teksty...głowa do góry,jestem wielka ,jestem silna ,teraz czas brać życie za rogi...moje drogie,to tylko slogany ,którymi same sobie mydlimy oczy,czekając na księcia co wybawi nas z opresji..albo w ogóle na cud ,że coś zrobi się samo..,że za zakrętem czeka szczęście..Prawdziwie podjęta decyzja o zmianach następuje w nas samych...jest cicha,nie krzyczy..poprostu się pojawia,bez tych demonstracji,wielkich słów i obietnic dokonania wielkich czynów.Jest jak samobójca,ten który grozi Ci ,że coś sobie zrobi...naprawdę tylko krzyczy o pomoc..odbierają sobie życie ludzie ,którzy w ciszy podjęli taka decyzję,uwierz mi...wiem coś o tym.Jednak..chcecie czytać o dumie...mamy się tu chwalić ,więc powiem Wam ,że od dziś jestem z Wami i może od czasu do czasu któraś z Was zawiesi oko na moim słowie:)wczoraj odeszłam z pracy,z godnością i dumą właśnie ,dając do zrozumienia mojemu zakompleksionemu szefowi ,że stoję o cały cholerny szczebel wyżej w ewolucji niż on sam.Pierwszy raz od dawna byłam dumna z siebie..nagle przypomniałam sobie kim jestem i jaką mam wartość...mam pracowałam nad nią lata nie raz płacząc z powodu wyrzeczeń których wymaga tak zwana siła charakteru ..I dziś też przepełnia mnie duma ,bo czuję że czas moich cichych decyzji nareszcie nadszedł ,podniosłam głowę wyżej i nic już nie muszę mówić,odzyskałam ją moją dumę i czuję jak mnie wypełnia...wcale nie trzeba słów ,wystarczy spojrzeć..więc życzcie mi powodzenia a ja Wam ..żebyście swoją dumę potrafiły nosić z godnością...nie jak kiczowata biżuterię..ale jak brylant:)

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij