niedziela, 19 listopada 2017

Żeby nie zwariować, warto się zorganizować

Jest jedenasta wieczorem, padasz ze zmęczenia, a jednocześnie dobija cię poczucie, że dzisiaj znowu nic nie zrobiłaś? Skąd ja to znam. Brrr, okropne uczucie. Miałam już dosyć tego, że ciągle gonią mnie terminy i niedokończone zadania i z niczym nie mogę się wyrobić.

Dlatego wyszukałam kilka prostych, ale bardzo skutecznych sztuczek, które pozwoliły mi wycisnąć dobę jak cytrynę i zorganizować ją tak, by mieć czas na wszystko (no prawie). Koniec z dreptaniem w kółko i poczuciem, że życie ucieka przez palce! Jeśli udało się mnie (a mogłabym służyć za wzorzec bałaganiary w Sevres pod Paryżem), tobie też się uda. Oczywiście, nie musisz na hura wprowadzać w życie wszystkich poniższych wskazówek. Wystarczy, że im się przyjrzysz i wybierzesz te, które najlepiej sprawdzą się w twoim przypadku. Czas jest jak życie. Warto go starannie rozważyć i przemyśleć, zamiast trwonić bez żadnego planu. Z kalendarzem i listą zadań w dłoni będziesz gotowa na podbój świata!

Zostań własną sekretarką

Kup kalendarz wystarczająco duży, żeby pomieścić wszystkie notatki, ale na tyle mały, żeby mieścił się w każdej torebce. On będzie od dziś twoim najlepszym przyjacielem. Zapisuj w nim to, o czym nie możesz zapomnieć – od wizyty u dentysty po podatki do zapłacenia i urodziny ciotki. Warto mieć tylko jeden kalendarz i wyrobić sobie nawyk zaglądania do niego codziennie wieczorem (byleby nie przed snem – chodzi o to, żeby móc jeszcze potem zasnąć i w miarę możliwości uniknąć koszmarów). Jeśli jesteś fanką nowych technologii, tradycyjny kalendarz możesz zastąpić notatnikiem w komórce, który umożliwia dodatkowo ustawienie alarmu-przypominajki.

Spisuj listy zadań

Masz poczucie, że miałaś się czymś pomartwić, ale zapomniałaś, co to było? Znam to! Aby uniknąć ciągłego przepowiadania sobie w myśli rzeczy do zrobienia (co nieuchronnie prowadzi do obłędu), warto je po prostu zapisywać. Z niewiadomych przyczyn to, co zapisane, przestaje kołatać się po głowie. Tworzenie list rzeczy do zrobienia ma również inną zaletę – wykonując poszczególne zadania, możesz je wykreślać. Pokreślona lista zadań zawsze podnosi mnie na duchu – to dowód, że mimo wszystko nie drepczę w miejscu.

Wykorzystaj czas, który i tak jest stracony

Nie ma nic gorszego niż dwie (albo nawet i pół) godziny spędzone bezczynnie w poczekalni u dentysty, u fryzjera, w urzędzie albo na poczcie. Wybierając się gdzieś, gdzie możesz zostać znienacka skazana na długie czekanie, weź ze sobą książkę albo zaległe gazety. Ostatnio w najróżniejszych poczekalniach, autobusach i innych tego typu miejscach udało mi się w ciągu tygodnia przeczytać pierwszy tom Ziemi obiecanej. Polecam (metodę, a nie książkę)!

Dziel wielkie wyzwania na małe zadania

Abraham Lincoln twierdził, że nawet największą pracę można wykonać metodą małych kroków. Jeśli więc masz przed sobą coś, co cię przerasta (napisanie doktoratu albo magisterki, posprzątanie piwnicy, przygotowanie mega wypasionego raportu rocznego), spróbuj podzielić to na małe, przyjazne zadania. Pisząc dziesięć stron tekstu miesięcznie (czyli około 2 na tydzień) w ciągu roku dorobisz się 120 stron! A pracując nad nieszczęsną piwnicą godzinę w każdą sobotę, będziesz miała porządek w ciągu miesiąca lub dwóch. Tę samą zasadę warto zastosować do czynności, których bardzo, ale to bardzo nie lubimy robić. To naprawdę działa.

Przenieś się do Internetu

Czy naprawdę lubisz spędzać połowę weekendu, stojąc w kolejce do kasy w tym czy innym wielkim sklepie? Ja też nie. Aby tego uniknąć, od jakiegoś czasu robię zakupy niemal wyłącznie przez Internet. Kupuję w sieci wszystko – od bułek i płatków na śniadanie po książki, buty i ubrania. Nie obowiązują mnie w związku z tym żadne godziny otwarcia, nie tracę czasu na dojazdy, a oprócz tego – kupuję wyłącznie to, czego naprawdę potrzebuję, a nie to, co wpadnie mi w oko. Mili panowie przywożą zakupy pod drzwi, a czasem nawet wnoszą na pierwsze piętro.

Wysiądź z samochodu

Wiadomo, że samochód jest wygodny, szybki i komfortowy, ale w przypadku codziennych dojazdów do pracy warto zmienić go na autobus albo... rower. W autobusie możesz czytać, myśleć, słuchać audiobooka albo spać, co daje ci w przypadku wielkomiejskich korków kilkadziesiąt minut dla siebie. Nie obchodzi cię, jak jeżdżą inni kierowcy, nie musisz na nic uważać, a przy okazji – oszczędzasz środowisko i sporo pieniędzy. Dojeżdżając do pracy na rowerze, korzystasz potrójnie – zaliczasz wf, naturalnie się opalasz i nie stoisz w korkach. Jeśli masz do pracy nie więcej niż 15-20 kilometrów, nie wahaj się i zostaw auto w garażu!

Na zakończenie wypada przypomnieć o jednej jeszcze rzeczy, a mianowicie o (nie tak znowu naturalnej) umiejętności odpuszczania sobie. Gdy czujesz, że nie dasz rady zrobić wszystkiego, co zaplanowałaś, albo zwyczajnie nie masz na to ochoty, po prostu daj sobie spokój. Owszem, niewyprowadzony na spacer pies ma przekonujący argument w postaci swego pęcherza, ale niepozmywane talerze, brudny dywan albo tekst, który można napisać później – już nie. Jeśli możesz coś przełożyć – przełóż, jeśli coś może zrobić ktoś inny – niech zrobi. Wszyscy dookoła i tak wiedzą, że jesteś supermenką!

Sabina Bauman

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (3)
sortowanie: najstarsze/najnowsze
gość

A ja oszczędzam czas tak: prowadząc samochód non-stop rozmawiam przez komórkę, oczywiście mam słuchawkę w uchu. Akurat moja praca wymaga ciągłych kontaktów z klientami - im jest wszystko jedno skąd dzwonię, ważne, że z nimi gadam i załatwiam sprawy. Musze tylko uważać, gdy wystukuję numer - wtedy zwalniam, albo zatrzymuję się gdzieś na chwilę.

Zauważyłem, że gdy prowadzę, mam jakoś większą cierpliwość do nadmiernie gadatliwych klientów. W biurze już bym tracił cierpliwość, a w samochodzie wszystko mi jedno - i tak stoję w korku i mogę wysłuchiwać ich tyrad i wywodów - tak, tak bywa, że "rozmowa" trwa 45 minut) - w biurze już by mnie szlag trafił:), a jak dam się takiemu wygadać, to potem gość mięknie. Można powiedzieć, że teraz korki w Warszawie to moje naturalne środowisko biznesowe :).

gość

Ziemia obiecana jest spoko

gość

ja chodze do szkoły 1 gimnazjum ,więc musze non stop być zorganizowana ale odkładanie czegoś na inny termin nie jest w moim typie ;D jeżeli tego nie zrobie na dany termin to dostane złą ocene ;D. Ogółem artykuł przydatny ale co z tym przekładaniem to bym sie nie do końca zgodziła ;D

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij