środa, 26 kwietnia 2017

Zasada 10-10-10, czyli jak żyć w zgodzie ze swoimi marzeniami, nadziejami i przekonaniami

Zmienić pracę? Zakończyć związek? A może niczego nie ruszać i zostawić tak jak jest? W którą iść stronę? Tyle konkurujących priorytetów, możliwości, informacji... Zdaniem Suzy Welsch, amerykańskiej specjalistki od zarządzania, przede wszystkim nie powinno się podejmować decyzji w stresie. Trzeba policzyć do 10 i przyjrzeć się naszym pomysłom pod kątem tego, jak wpłyną na nasze życie w perspektywie: najbliższych 10 minut, 10 miesięcy i 10 lat. W ten sposób zyskujemy pełen obraz sytuacji i największe szanse, na to, że nasza decyzja będzie najlepszą z możliwych.

Modne i eleganckie gadżety erotyczne dla kobiet i dla par
Zaprasza Joanna Keszka, red. naczelna Barbarella.pl
LoveStore.Barbarella.pl, ul. Hoża 57 lok 1b, Warszawa
otwarte: PON-PT 11.00-19.00, SOBOTY: Sobotnie zakupy z Joanną

Do niedawna Suzy Welsch sama borykała się z brakiem kontroli nad swoim życiem. Jako pracująca matka czworga dzieci co rusz podejmowała decyzje, które komuś się nie podobały – przełożonym, mężowi, dzieciom, a najczęściej...jej samej. W lutym 1996 roku Suzy udała się na Hawaje – jednak nie na urlop, bo jak przyznaje w tamtych czasach jako redaktorka „Harvard Business Review” rzadko odpoczywała. Zadaniem dziennikarki było zaprezentowanie historii zarządzania na zjeździe kadry kierowniczej firm ubezpieczeniowych. Żeby pogodzić obowiązki ambitnego pracownika i kochające mamy, na konferencję zabrała ze sobą dwójkę dzieci w wieku 5 i 6 lat. Wydawało jej się, że odkryła sekret równowagi między pracą a życiem prywatnym, ale skończyło się na wymiotach dzieci przez cały 12-godzinny lot, udarze cieplnym i niespodziewanym finale super ważnej prezentacji o zarządzaniu – dwójce maluchów wpadających do sali w stroju do tańca hula. Nad ranem, po nieprzespanej nocy, efektowna złocista kula na kremowobłękitnym niebie, dokładnie taka jak na pocztówkach z Hawajów, oświeciła Suzy; „Muszę położyć kres temu szaleństwu!” Tak narodziła się jej metoda 10-10-10.

Nazwij problem, pozbieraj jak najwięcej informacji i przeanalizuj możliwe rozwiązania

„10-10-10” - nazwa tej metody oznacza świadome decyzje, podejmowane po starannym rozważeniu tego, jaki będą miały wpływ na nasze życie w perspektywie krótkiej, średniej i dalekiej: po 10 minutach... 10 miesiącach... i 10 latach. Mając taką wiedzę zyskujemy „narzędzie do zarządzania życiem”.

W życiu zdarzają się wypadki i cuda, ale o wiele częściej kształtują je nasze decyzje – a te zależą od nas. Gdy czujemy, że problem nas przerasta, często decyzje podejmujemy... poprzez zaniechanie decydowania albo zdajemy się na impuls. Czasami poszukujemy pomocy na zewnątrz - organizujemy burzę mózgów zapraszając na konsultacje jak najwięcej osób, co prowadzi do bardzo wielu pomysłów i rozmycia odpowiedzialności. W efekcie takich „chałupniczych” sposobów podejmowania decyzji często wybieramy pomysły, które nie koniecznie są dla nas najlepsze.

Zamiast szukać ucieczki przed problemem lub angażować w niego jak najwięcej osób, warto najpierw zadać go sobie w formie pytania. Czy powinnam wziąć kredyt i mieć długi, ale za to mieszkać ”na swoim”? Pozostać w związku czy go zakończyć? Rzucić szefowi papierami w twarz, czy poczekać z tym jeszcze chwilę? Podjąć się dodatkowych studiów, czy sobie odpuścić? Sformułowanie pytania ma zasadnicze znaczenie dla stosowania metody 10-10-10, ponieważ bardzo wiele zawiłych problemów komplikują dodatkowo kwestie poboczne i podrzędne, aluzje i dygresje, tematy zastępcze i mniej istotne. Dlatego krok pierwszy to jasne doprecyzowanie problemu.

Następnie gromadzimy dane – w głowie, w komputerze, na kartce. Mają to być szczere i wyczerpujące odpowiedzi na następujące pytania: „Biorąc pod uwagę moją obecną sytuację, jakie będą konsekwencje każdego z dostępnych mi rozwiązań w ciągu dziesięciu minut? Dziesięciu miesięcy? Dziesięciu lat? Pierwsze "dziesięć" oznacza po prostu "teraz" - za chwilę, za godzinę, za tydzień. Drugie "dziesięć" oznacza ten moment w przyszłości, kiedy już minie pierwsza emocjonalna reakcja na decyzję, a jej konsekwencje nadal trwają. A trzecia „dziesiątka” odnosi się do przyszłości tak odległej, że w ogóle nie da się ustalić jej szczegółów. To życie, jakiego chcielibyśmy dla siebie, nawet jeśli teraz szczegóły naszej wizji są mgliste. Nazwa procesu jedynie sygnalizuje ramy czasowe. Zawsze może to być 9 dni, 9 miesięcy i 20 lat.

Ostatni krok to analiza. Należy się przyjrzeć wszystkim zebranym informacjom w świetle wyznawanych przez nas wartości, przekonań, marzeń i potrzeb. Ta część analizy 10-10-10 zmusza do odpowiedzi na pytanie: „Wiedząc to, co wiem, jakie decyzje najbardziej pomogą mi stworzyć życie na moich zasadach?”

Jak to działa w praktyce? Wyobraźmy sobie, że masz dosyć swojego szefa i myślisz o zmianie pracy. Jest poniedziałek rano i tydzień zaczął się od kolejnych pretensji pod twoim adresem. Emocje podpowiadają ci, żebyś tu i teraz wylała na niego kubek z gorącą kawą. Efektowne, ale czy aby na pewno najlepsze wyjście? Koleżanki zza biurka użalają się nad tobą i sugerują, że nie powinnaś dawać się tak wykorzystywać, ale nie potrafią powiedzieć, co konkretnie miałabyś zrobić.

Jak nam w tej sytuacji może pomóc metoda „10-10-10”? Najpierw doprecyzowujesz problem np. „Chcę zmienić pracę na taką, w której będę szanowana i doceniana”. A teraz ustal, jakie kroki możesz podjąć:

  • W perspektywie 10 minut – tyle jeszcze dasz radę przeżyć z szefem- burakiem, będziesz spięta, ale wytrzymasz.
  • W perspektywie 10 miesięcy – zapiszesz się na dodatkowy kurs, podniesiesz kwalifikacje i zdobędziesz nowe umiejętności, rozhulasz swój networking, będziesz gotowa na znalezienie nowej, lepszej pracy.
  • W perspektywie 10 lat – robisz to, co kochasz, w czym jesteś naprawdę dobra i co daje ci satysfakcję!

Myśl perspektywicznie i nie trzymaj się kurczowo teraźniejszości

Pamiętacie dylemat Suzy Welsch, co zrobić, żeby być dobrą matką i pracownikiem naraz, w dodatku na Hawajach? Oto, czego nauczyło ją to doświadczenie: „Kiedy moje dzieci skończą 20 lat, będą mnie kochały lub nienawidziły za decyzje o wiele ważniejsze niż ta, czy zabrałam je ze sobą w czterodniową podróż służbową w lutym 1996 roku... Cóż to był za bezsens ciągnąć dzieci 5 tysięcy mil tylko po to, żeby parę razy popływać i posiedzieć na plaży. Gdybym je zostawiła w domu, po jednym dniu przestałyby się na mnie boczyć, jeśli w ogóle miałyby do mnie pretensje”.

I tak stworzyła najpierw metodę "10 dni -10 lat", która miała uchronić przed zbytnim skupianiem się na chwili obecnej.

Metoda nie była jednak jeszcze kompletna. Między chwilą obecną a wybiegającym daleko, daleko w przyszłość gdybaniem były przecież nie mniej ważne tygodnie, miesiące, a może nawet lata. Dla Suzy mogły one oznaczać kolejne wyjazdy służbowe. Tak doszła perspektywa średniookresowa, czyli środkowa „dziesiątka”. Przekonała się, że biorąc pod uwagę wszystkie trzy perspektywy podejmuje szybsze i rozsądniejsze decyzje, a przede wszystkim może wytłumaczyć wszystkim zainteresowanym „stronom” - dzieciom, rodzicom czy szefostwu – jasno i pewnie, jak doszła do tej decyzji.

Jej metoda zaczęła dobrze służyć też innym osobom, więc Suzy zdecydowała się opracować ją i opisała stworzony przez siebie proces podejmowania decyzji w czasopiśmie „O, The Oprah Magazine”. Okazało się, że metoda 10-10-10 ma moc podrywania ludzi do działania. Pomaga myśleć perspektywicznie i sprawia, że przestajemy kurczowo trzymać się teraźniejszości.

Dzięki myśleniu 10-10-10 nasze pole widzenia się poszerza. Zbyt często podejmujemy decyzje tylko po to, żeby uniknąć bezpośrednich nieprzyjemnych konsekwencji – naburmuszonego dziecka, rozczarowania rodziny czy niezadowolenia koleżanek i kolegów z pracy. Trzecia dziesiątka pomaga zwalczyć ten nawyk Może warto przetrwać krótkoterminową burzę w imię ważniejszych celów życiowych? Od razu jednak należy dodać, że nie samą długodystansową perspektywą człowiek żyje. Gdyby tak było, musielibyśmy się wyrzec wszelkiej spontaniczności i zwyczajnie bardzo byśmy się nudzili. Choć odległa przyszłość ma często największe znaczenie – nie może zdominować innych „dziesiątek”.

Żyj w zgodzie ze swoimi wartościami

Prawdziwie przełomowy charakter metoda 10-10-10 zawdzięcza uwzględnieniu naszych wartości. To dzięki nim możemy żyć w zgodzie z marzeniami, nadziejami i przekonaniami. Wartości to zdaniem Suzy Welsch Święta Krowa tej metodologii. Bo jak ustalić, jak postąpić i jakie będzie to miało znaczenie, kiedy nie wiemy, czego chcemy od życia? Można zajmować wysokie stanowisko, kierować sporą grupą ludzi, a prywatnie nie wiedzieć, jakie wyznaje się wartości i zaprzedać swoją duszę samej pracy.

Jedna z bohaterek książki Suzy Welsch – Jackie – trafiła na metodę 10-10-10 właśnie, gdy zdała sobie sprawę, że nie wie...czego chce. Pewnego dnia sześcioletnia córka Jackie przyniosła ze szkoły napisane przez siebie biografie członków rodziny. Na stronie poświęconej babci, która opiekowała się dziewczynką podczas gdy jej mama ciężko pracowała jako wiceprezes firmy, pojawiły się cztery długie akapity. Podobnie o tacie, który codziennie po szkole uczył małą rzutów piłką. O sobie Jackie przeczytała zaledwie: „Moja mama dużo podróżuje. Moja mama organizuje przyjęcia urodzinowe, kiedy jest w domu”. Nic dziwnego, że do oczu Jackie napłynęły łzy. Na czystej kartce zaczęła spisywać swoje wartości, m.in.: „Chcę codziennie rano budzić dziewczynki, a wieczorem kłaść je spaść” oraz „Chcę wyrwać się z wyścigu szczurów. Nie na takie życie chcę spoglądać z perspektywy 20 lat”. Jackie postanowiła opuścić firmę w przeciągu 6 miesięcy, ale najpierw wyszkolić następcę i poszukać posady o bardziej elastycznych godzinach pracy. Tydzień przed odejściem przygotowała prezentację na slajdach dla swoich przełożonych. W oparciu o metodę 10-10-10 wytłumaczyła im swoją decyzję. Dziś pracuje w organizacji non-profit. Ma więcej czasu, ale mniej pieniędzy. Tęskni też czasem do szybkiego tempa korporacji, ale czy wróciłaby do niego? W żadnym wypadku – w końcu odzyskała duszę i własne życie.

Swojej decyzji nie żałował również Antoine Jefferson, młody urzędnik społeczny z Florydy. Jego życiowym celem była odnowa systemu opieki społecznej. Sam urodził się w biednej dzielnicy, gdzie wychowywała go samotna matka. Potem opiekowały się nim rodziny zastępcze. To, co go jednak najbardziej wyróżniało to niespożyty optymizm i wiara, że świat byłby lepszy gdyby ludzie przestali się krzywdzić.

Antoine dostał pracę w najbardziej obleganym biurze pomocy społecznej w całym stanie. Mógł tu w pełni realizować swoją potrzebę niesienia pomocy. Szybko jednak odkrył, że koledzy z pracy odnoszą się do petentów w sposób niegrzeczny i z wyższością. „Składanie wniosku o państwową pomoc przydarza się ludziom, gdy są na dnie. Tyle w tym wstydu” – tłumaczył. „System ma przecież teoretycznie pomagać im się podźwignąć, a nie łamać ich doszczętnie”.

Pewnego wieczoru napisał po pracy płomienny manifest na temat tego, jak postępować powinni z interesantami pracownicy społeczni. Bliscy odradzili mu ujawnianie tych przemyśleń w obawie, że zostanie znienawidzony w pracy. Antoine sięgnął wówczas po metodę 10-10-10. W krótkiej perspektywie wiedział, że wywoła burzę, a stosunki mogą być napięte. Perspektywa średniodystansowa też nie gwarantowała poprawy. Jeśli dalej zdecyduje się pełnić rolę biurowego policjanta czeka go ostracyzm, ale dopiero perspektywa 10 lat było decydująca. Uznał, że nie zniósłby hipokryzji i w perspektywie lat gotów jest ponieść ofiarę byle tylko coś poprawić w systemie pomocy społecznej. „Jeśli nie ja, to kto?”.

Szefowa pozytywnie przyjęła manifest Antoine, czego nie można było powiedzieć o jego współpracownikach. Tak jak się spodziewał, został kozłem ofiarnym. Szefowa, zamiast poradzić sobie z sytuacją, zapytała Antoine'a, czy chciałby przenieść się do biura po drugiej stronie miasta. Zgodził się. „Nie żałowałem ani nie byłem zły ani przez chwilę. Czuję się tak, jakbym zrobił to, co należało zrobić”. Ktoś inny być może podjąłby po analizie metodą 10-10-10 inną decyzję, ale nie byłaby ona gorsza, tak długo jak długo pozostałaby w zgodzie z wyznawanymi wartościami.

Podstawą metody 10-10-10 jest dyscyplina myślenia, dzięki której w miejsce chaosu pojawia się konsekwencja, a zagubienie ustępuje klarowności, i – co być może najlepsze – znika poczucie winy, że podejmujemy takie, a nie inne decyzje.

Konsekwentnie stosowane 10-10-10 przestanie być narzędziem służącym do przeprowadzania pewnego procesu, sposobem działania czy metodologią, a stanie się tak naturalne, jak nieprzerwane, miarowe bicie serca. Stanie się sposobem na życie – zapewnia Suzy Welsch i dodaje, że gdyby sama nie popełniła miliona błędów i nie pozwalała wcześniej, żeby to życie żyło nią, a nie ona życiem – nigdy by na tę metodę nie wpadła.

JM

Na podstawie książki Suzy Welsch „10-10-10”.

Dodaj do:
Facebook Wykop Blip Śledzik Twitter

Dodajesz komentarz jako gość

Skomentuj

Fill in the blank
komentarze (8)
sortowanie: najnowsze/najstarsze
gość

Teraz już wszystko jasne :) Dzięki!

gość

Oczywiście, nie ma sensu się wszystkim tak przejmować :)

gość

Dziękuję za moc inspiracji... czuję się zmotywowana!

gość

Bardzo dobry i inspirujący tekst. Ciekawa ta metoda trzech dziesiątek, przydałoby się ją wcielić we własnym życiu :)

gość

Całkiem niezły. :)

gość

Jeden z najważniejszych artykułów jeśli chodzi o rozwój osobisty. Warto się na tym zastanowić.

gość

Świetny artykuł. Zawsze miałam problem ze skupieniem się na znajomych, gdy celowałam w karierę i odwrotnie. Spróbuję tej zasady 10-10-10!

gość

Super, zwłaszcza, że często zbyt przejmujemy się problemami, które za 10 lat w ogóle nie będą miały znaczenia. A wystarczy się na spokojnie zastanowić.

 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie.
Możesz określić warunki przechowywania, dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.Zamknij